Na Morzu Egejskim rośnie napięcie. Turcja grozi Grecji użyciem siły. Wojna Rosji z Ukrainą poróżniła sojuszników z NATO

Grzegorz Kuczyński
Grzegorz Kuczyński
9 czerwca prezydent Erdogan obserwował ćwiczenia wojskowe w pobliżu granicy turecko-greckiej
9 czerwca prezydent Erdogan obserwował ćwiczenia wojskowe w pobliżu granicy turecko-greckiej Twitter/@RTErdogan
Udostępnij:
Ankara oskarża Grecję o militaryzację wysp na Morzu Egejskim leżących blisko brzegów Azji Mniejszej. Dwa ostatnie miesiące to coraz większa aktywność tureckiego lotnictwa w tym rejonie. Grecja wzywa na pomoc USA. Wojna Rosji z Ukrainą zamiast zbliżyć leżących w pobliżu dwóch członków NATO, jeszcze bardziej ich poróżniła.

Wzajemna wrogość Greków i Turków nie jest niczym nowym, ale w ostatnich latach stosunki między tymi krajami znacznie się pogorszyły. W trwającym od stuleci sporze o Morze Egejskie oba kraje często spierały się o wytyczenie granic wód terytorialnych i narodowej przestrzeni powietrznej. Turcja odrzuca greckie roszczenia do niektórych obszarów Morza Egejskiego i twierdzi, że Ateny militaryzują wyspy, które zgodnie z międzynarodowymi traktatami powinny pozostać zdemilitaryzowane. Ale chodzi nie tylko o sytuację na Morzu Egejskim, ale też o prawa i dostęp do złóż węglowodorów w tej części Morza Śródziemnego, jak też o kryzys imigracyjny, gdy Ateny oskarżały Ankarę o celowe wypychanie na granicę Grecji i na Bałkany setek tysięcy imigrantów.

Wojna na słowa
Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan oskarżył kilka dni temu grecki rząd o militaryzację wysp na Morzu Egejskim i sugeruje możliwość użycia siły przez Ankarę, jeśli Ateny nie zaprzestaną wspomnianych działań. "Jeszcze raz ostrzegamy Grecję, by unikała marzeń, wypowiedzi i działań, które doprowadzą ją do żalu, jak to miało miejsce sto lat temu, i by wróciła do zmysłów" – napisał na Twitterze Erdogan, nawiązując do klęski Grecji w wojnie z Turcją w latach 1919-1922.

Kilka godzin wcześniej Erdogan obserwował duże ćwiczenia wojskowe tureckiej armii w rejonie Izmiru, zaledwie kilkanaście kilometrów od greckich wysp Chios i Lesbos. „Turcja nie zrezygnuje ze swoich praw na Morzu Egejskim i nie powstrzyma się przed wykorzystaniem w razie potrzeby uprawnień przyznanych jej na mocy umów międzynarodowych dotyczących uzbrojenia wysp" – napisał Erdogan. "Włączanie zdemilitaryzowanych wysp do różnych ćwiczeń wojskowych i dążenie do wykorzystania NATO i krajów trzecich jako narzędzia w tym bezprawiu jest niczym innym jak wysiłkiem, który będzie miał tragiczny koniec" - ostrzega prezydent Turcji.

Reakcja Aten była natychmiastowa. - Mamy sąsiada, który jest równie izolowany, co zły – oświadczył premier Kyriakos Mitsotakis. Szef greckiego rządu dodał, że poinformuje liderów europejskich o „tureckich prowokacjach”.

Stambulskie rozczarowanie
Napaść Rosji na Ukrainę początkowo nieco zmniejszyła napięcie na linii Ateny-Ankara. W połowie marca Mitsotakis poleciał do Stambułu spotkać się z Erdoganem. Podobno rozmowa wypadała dobrze i obiecująco. „Na Turcji i Grecji spoczywa szczególna odpowiedzialność w europejskiej architekturze bezpieczeństwa, którą zmienił atak Rosji na Ukrainę” - napisało w komunikacie po spotkaniu biuro prasowe Erdogana. Dziś widać, że to był odosobniony przypadek, a nie początek pozytywnego trendu w relacjach sąsiadów. Będzie tylko gorzej, bo obie strony zechcą sięgnąć po nacjonalistyczną kartę w zbliżających się w obu krajach wyborach. W Turcji mają się one odbyć w czerwcu 2023 roku, zaś w Grecji najpóźniej w sierpniu tego samego roku. Ani obóz Erdogana, ani Mitsotakisa nie ma dziś powodów do optymizmu, patrząc na sondaże.

Od spotkania stambulskiego stosunki grecko-tureckie gwałtownie się pogarszają. Pod koniec kwietnia br. Ateny potępiły to, co określiły jako "bezprecedensową" liczbę naruszeń przestrzeni powietrznej przez uzbrojone tureckie samoloty nad greckimi wyspami Morza Egejskiego. Greckie MSZ dwa dni z rzędu wzywało na dywanik ambasadora Turcji, protestując przeciwko rekordowo dużej liczbie naruszeń greckiej przestrzeni powietrznej przez tureckie lotnictwo nad Morzem Egejskim. F-16 krążyły nawet nad popularnymi wyspami wypoczynkowymi, w tym Rodos i Samos. Grecja odwołała planowany na 9 maja udział Turcji w organizowanych przez Ateny ćwiczeniach sił powietrznych NATO pod kryptonimem Tiger Meet. Turcja nie jest "ani sojusznikiem, ani przyjacielem" – ostro mówią Grecy. Zawieszając również dwustronne negocjacje, które miały się rozpocząć między greckimi i tureckimi dyplomatami w przyszłym miesiącu.

Podczas oficjalnej wizyty w Waszyngtonie premier Mitsotakis wskazywała na agresywne zachowanie Ankary, lobbując w Kongresie USA, aby ten sprzeciwił się sprzedaży samolotów F-16 Turkom. W odpowiedzi Erdogan oświadczył, że już nie "uznaje" premiera Grecji, co przekreśla możliwość przyszłych bezpośrednich rozmów. Turecki minister spraw zagranicznych Mevlut Cavusoglu wydał zaś oświadczenie, w którym oskarżył Ateny o bezprawne "zmilitaryzowanie" swoich terytoriów na Morzu Egejskim. Jeśli Grecja odmówi "demilitaryzacji" swoich wysp na Morzu Egejskim, ostrzegł Cavusoglu, suwerenność Grecji nad tymi terytoriami zostanie uznana za "dyskusyjną".

Historia determinuje współczesność
Obecna granica między Grecją a Turcją była wytyczana w wielkich bólach, w serii wojen i umów międzynarodowych. Krwawa historia odgrywa do dziś wielką rolę w stosunkach dwustronnych. Wszak przez kilka stuleci Grecy byli ciemiężeni przez Turków, by w końcu w pierwszej poł. XIX w. uzyskać niepodległość. Kolejne dekady upływały pod znakiem odzyskiwania przez Greków kolejnych terytoriów – tym bardziej, że Imperium Osmańskie było już wtedy „chorym człowiekiem Europy” i przegrywało kolejne wojny. W 1912 roku Grecja zajęła wyspy egejskie, w 1919 roku rozmieściła wojska w Izmirze, zaś w Atenach – które miały sojuszników w Wielkiej Brytanii i Francji – marzono o Większej Grecji obejmującej nie tylko wszystkie egejskie wyspy, ale też nadmorskie tereny Turcji Egejskiej, gdzie mieszkało wielu Greków.

Dla Turków był to okres serii upokarzających klęsk, o których pamiętają do dziś. Tak jak pamiętają wydarzenia z lat 1921-1922, gdy armia pod wodzą Kemala Paszy przeszła do kontrataku i wyparła Greków z Azji Mniejszej. Podpisując Traktat Lozański w 1923 r., oba kraje zgodziły się na ustanowienie stałej granicy na Morzu Egejskim. Ze swojej strony Ateny zatrzymały większość głównych wysp u wybrzeży tureckiej Anatolii, w północnej części Morza Egejskiego, ale obiecały, że na tych terytoriach nie zostaną utworzone "bazy marynarki wojennej ani fortyfikacje". Traktat wprowadzał również ograniczenia w przelotach samolotów greckich i tureckich nad Morzem Egejskim oraz ograniczał rozmieszczenie uzbrojonych formacji na wyspach greckich.

Mimo że w 1930 r. Ateny i Ankara podpisały traktat o przyjaźni, w kolejnych dekadach między krajami narastały napięcia i nieporozumienia. Po zakończeniu II wojny światowej Włochy przekazały Grecji kontrolę nad Archipelagiem Dodekanezu (zdobytym na Turkach w wyniku wojny trypolitańskiej 1911-1912). Mimo sprzeciwu Turcji (której Rzym obiecał oddać te wyspy jeszcze w 1912 r.), na mocy traktatu paryskiego z 1947 r. Rzym przyznał Atenom łańcuch 12 wysp wzdłuż wybrzeża Anatolii, od Samos na północy po Rodos na południu. Jednak podobnie jak w Traktacie Lozańskim, grecka suwerenność nad archipelagiem wiązała się z obietnicą, że "wyspy te będą i pozostaną zdemilitaryzowane".

NATO ich nie pogodziło
Sytuacji nie poprawiło wspólne wejście Grecji i Turcji do NATO w 1952 roku. Tym bardziej, że podziały między obu krajami pogłębiły wydarzenia na Cyprze. Nielegalne przeloty tureckich samolotów wojskowych nad greckimi wyspami nasiliły się po tym, jak w 1960 r. Cypr uzyskał niepodległość, ale na wyspie utrzymywało się napięcie między Grekami a Turkami. Po inwazji Turcji na wyspę w 1974 r. i podziale Cypru napięcie na Morzu Egejskim jeszcze bardziej wzrosło. To właśnie w tym okresie przedstawiciele Turcji zaczęli podnosić kwestię suwerenności greckich wysp, szczególnie w kwestii ograniczenia dostępu Turcji do dna Morza Egejskiego (tym samym pozbawiając Ankarę możliwości poszukiwania ropy naftowej pod szelfem kontynentalnym). Ówczesny premier Grecji odparł, że turecka polityka zagraniczna "weszła w nową fazę ekspansjonizmu", co widać było zarówno w inwazji Turcji na Cypr, jak i wzmożonej aktywności wojskowej na Morzu Egejskim.

W całej współczesnej historii sporu Grecji i Turcji na Morzu Egejskim najbliżej wybuchu wojny było w latach 90. XX w. W 1995 roku parlament grecki ratyfikował opracowaną przez ONZ ustawę o prawie morza, która między innymi zezwalała państwom na ogłaszanie jurysdykcji nad wodami przybrzeżnymi na dystans do 12 mil. Turcja, obawiając się, że taki zapis ograniczy jej dostęp do Morza Egejskiego, była jednym z kilku krajów, które sprzeciwiły się porozumieniu. Decyzja Aten o zatwierdzeniu prawa wywołała ostrą reakcję Ankary, a ówczesna premier Tansu Ciller oświadczyła, że każda grecka decyzja o wprowadzeniu 12-milowej linii granicy morskiej będzie traktowana jako casus belli. Niedługo potem doszło do incydentu na bezludnej wyspie Karmak (grec. Imia), na której załopotała turecka flaga. Nie wiadomo, czym by się to wszystko nie skończyło, gdyby nie interwencja polityczna USA.

Od 1996 roku ani Turcja, ani Grecja nie wykazały chęci zmiany swoich stanowisk w kwestiach prawnych i dyplomatycznych, które je dzielą. Do dziś Ankara potępia to, co uważa za bezprawną militaryzację wysp Morza Egejskiego przez Grecję. Samoloty tureckie regularnie naruszają grecką przestrzeń powietrzną nad wyspami. Ponadto Turcja potwierdziła ostatnio gotowość do podjęcia działań wojennych, jeśli rząd grecki rozszerzy swoje granice morskie do 12 mil.

Agresywna polityka Turcji
Tureckie media dokumentują każde pojawienie się wojsk greckich na wyspach u wybrzeży Turcji. Sugerują, że rozmieszczenie greckich sił na Morzu Egejskim stanowi próbę budowania jakiegoś „kordonu sanitarnego”, a nawet zagraża Anatolii.

Grecy różnie bronią decyzji o wysyłaniu żołnierzy. Mówią, że mają prawo do obsadzania niektórych wysp (zwłaszcza północnej części Morza Egejskiego) wojskiem. Od dawna sięgają też po argument, że są zmuszeni do dyslokacji wojsk na wielu wyspach ze względu na zagrożenie inwazją turecką. Greccy komentatorzy wskazują na komentarze Erdogana, który kwestionuje ważność Traktatu z Lozanny oraz suwerenność Grecji nad wyspami Morza Egejskiego. Turcja, jak oświadczył w 2016 r., "oddała wyspy w Lozannie", mimo że "były nasze" i "nadal są tam nasze meczety i grobowce".

Grecja w ostatnich latach wyraźnie wzmacnia sojusz z USA, zamawiając m.in. amerykańskie uzbrojenie i pozwalając US Navy korzystać z portu Alexandroupoli. Po wcześniejszych dekadach zaniedbywania armii, Ateny wyraźnie też inwestują w rozbudowę potencjału obronnego. Dla Turcji, która nie ma najlepszych relacji z USA, wszystko to rzekomo dowód na agresywne plany Aten chroniących się pod osłonę amerykańską. USA zaś chcą rozszerzyć swoje wpływy na Morzu Egejskim i Morzu Czarnym. Ankara odbiera to jako próby podważenia jej regionalnej pozycji. Więzi Turcji z rządem USA są napięte od czasu nałożenia na Ankarę sankcji przez administrację prezydenta Trumpa za zakup przez Turcję systemu rakietowego od Rosji, co stanowiło naruszenie zasad NATO. Obecnie Ankara stara się jednak o zakup samolotów bojowych F-16 od Stanów Zjednoczonych.

Wojna Rosji z Ukrainą zwiększyła obawy Aten przed radykalnymi działaniami Turcji. Widać, że mający ogromne kłopoty na krajowym podwórku (kryzys gospodarczy, galopująca inflacja) Erdogan będzie chciał przed wyborami zagrać kartą bezpieczeństwa i skierować uwagę wyborców za granicę. Ale na tym odcinku trzeba mieć się czym pochwalić. Nie jest więc przypadkiem zwiększająca się aktywność dyplomatyczno-wojskowa na najważniejszych odcinkach: zwiększające się wpływy na Kaukazie Południowym, działania militarne w północnym Iraku, plany ofensywy w północnej Syrii, wreszcie wojenna retoryka skierowana przeciwko odwiecznemu wrogowi (choć członkowi tego samego NATO, co Turcja), czyli Grecji.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Jak żołnierz dawca ratuje ludzkie życie

Materiał oryginalny: Na Morzu Egejskim rośnie napięcie. Turcja grozi Grecji użyciem siły. Wojna Rosji z Ukrainą poróżniła sojuszników z NATO - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Kurier Lubelski
Dodaj ogłoszenie