Nasza zmora codzienna

Jan Pleszczyński
Jan Plesczyński: Nasza zmora codzienna
Jan Plesczyński: Nasza zmora codzienna
Korki, korki, korki - zmora dużych miast. W radio co rusz słyszę, że jakiś gość spóźnił się do studia, bo utknął w warszawskich korkach. Skoro jest tak teraz, to można sobie wyobrazić, jak się będzie jeździło po stolicy i kilku innych polskich miastach podczas Euro. To tak na pocieszenie, żebyśmy tym miastom za bardzo nie zazdrościli.

Ale nasze lubelskie korki też potrafią być gigantyczne. Jestem wieloletnim i wytrwałym obserwatorem jednego korka, tego, który tworzy się ok. siódmej rano gdzieś w okolicach Pozytywistów i ciągnie do ulicy Głębokiej. To fragment mojej drogi do pracy - oczywiście pieszo. Zazwyczaj samochody, które utknęły na skrzyżowaniu Nadbystrzyckiej i Zana, wiernie mi już towarzyszą. Spotykamy się przy politechnice, potem przy ul. Muzycznej. Czasem ja jestem trochę z przodu, czasem one.

Teraz powinienem więc rozpocząć rytualny lament nad stanem przejezdności miasta Lublina. Nic z tego. Owszem, jeśli już mam ponarzekać, to moje pretensje biorą się z braku wiary w rychłe utworzenie w centrum strefy bez samochodów. Obawiam się, że jeśli w ogóle do tego dojdzie, to z opóźnieniami i kolejnymi przesunięciami terminów. Będzie mniej więcej tak, jak ze stadionem przy ul. Krochmalnej, który mnie - i przypuszczam, że wielu innych - ani ziębi, ani grzeje. Natomiast strefa bez samochodu bardzo mnie obchodzi. Choć w tym chyba nie za wielu mam sojuszników.

Kiedy patrzę rano na ten swój dyżurny korek, zastanawiam się, czy cały zmotoryzowany Lublin mieszka w Konopnicy, Motyczu albo jakichś innych uroczych miejscach za południowymi rogatkami miasta. Bo na to wygląda. Oczywiście zaraz usłyszę, że nie znam życia, a ciężko i uczciwie zarabiający na chleb obywatele muszą jeździć. Nie każdego stać na luksus chodzenia spacerkiem. Trzeba odwieźć dzieci do szkoły, żonę albo męża do pracy, a w ciągu dnia być w dziesięciu różnych miejscach. Nie przeczę, niektórzy muszą. Współczuję.

Ale we wtorek policzyłem liczbę osób w samochodach. Robię tak co jakiś czas. Zacząłem od ul. Zana. W kolejnych siedemnastu autach widziałem tylko kierowcę. Nie wiem, jak było w kilku następnych, bo widok przysłoniła mi skarpa przy ul. Zakole. W tym samym czasie minęły mnie dwa autobusy - wcale niezatłoczone. A wiadomo, że w korkach autobusy poruszają się szybciej niż samochody osobowe.

Bilet MPK kosztuje 2,80 zł. Więc kiedy tak codziennie oglądam ten poranny korek, myślę sobie, że w Lublinie zupełnie nieźle się nam powodzi.


Nasze serwisy:
Serwis gospodarczy - Wybierz Lublin
Serwis turystyczny - Perły i Perełki Lubelszczyzny
Serwis dla fanów spottingu i lotnictwa - Samoloty nad Lubelszczyzną
Miasto widziane z samolotu - Lublin z lotu ptaka
Nasze filmy - Puls Polski


Codziennie rano najświeższe informacje z Lublina i okolic na Twoją skrzynkę mailową.
Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

S
Samozoatrudniony

Może gdyby pan piszący, a nigdy komentarzy pod swoimi "produkcjami" nie czytający popracował na własny rachunek, to i potrzebę niezależności i szybkości w przemieszczaniu się z punktu do punktu by zauważył...

Gdyby tak chociaż 10% syngli jadących autami powiedziało gdzie i czmu jedzie w pojedynkę, to i rzetelnie by było, a tak to taka mała socjotechniczna manipulacja, bo na ten przykład ja, nie spod Lublina z jednej częsci miasta w drugą niemal godzinę się przebijam...

Tak w ogóle, to czekam teraz na felieton o wyższosci dłuższego oczekwiwania na osiągnięcia wieku emerytalnego...

u
ulgowy

Bo z samochodem jest jak z życiem.Widocznie ludzie przez lata komuny mają dość wytyczonych im przez kogoś jedynie słusznych "tras", uzalężnienia od narzuconych godzin i miejsc "odjazdu" oraz uciążliwości niektórych współpasażerów. W swoim prywatnym samochodzie czują się w wreszcie panami samego siebie, wolni - choć ta wolność też jest ...iluzoryczna.

Dodaj ogłoszenie