MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Nic nowego

Kazimierz Pawełek
W pierwszej scenie "Wesela" Stanisława Wyspiańskiego Czepiec zagaduje Dziennikarza słowami: "Co tam, panie, w polityce? Chińczyki trzymają się mocno? Żartobliwie można dzisiaj odpowiedzieć, iż trzymają się, że ho, ho! I to nie tylko na obecnej olimpiadzie w Londynie. Czyli nic nowego.

Idąc dalej tym nurtem, pytanie nasuwa się jakby samo: a co u Amerykanów? Czy Amerykanie trzymają się mocno? Oczywiście, sami trzymają się mocno, a nawet innym coś obiecują w prezencie: a to tarczę antyrakietową, a to zniesienie wiz.

Kilka dni temu kandydat na prezydenta USA, Mitt Romney przyjechał do Polski na zaproszenie Lecha Wałęsy i też obiecywał zniesienie wiz amerykańskich dla Polaków. Czyli nic nowego. Obiecywał przecież Barack Obama, obiecywali: Bill Clinton, George Bush, a wcześniej jego ojciec. Twardo stąpający po ziemi polski lud w takich wypadkach mówi, że "obiecanki, cacanki, a głupiemu radość". Gdy słyszę te powtarzane stale obietnice, to natychmiast przypomina mi się refren znanego przeboju:

Nie wierzę piosence,
Niebieski z niej ptak…

Przenoszę słowa narodowego wieszcza do czasów współczesnych i pytam: Co tam, panie, w polityce? Chłopi trzymają się mocno? Natychmiast odzywa się chór zgodnych głosów, że trzymają się bardzo mocno. Szczególnie stołków i foteli, których mają w nadmiarze. Przecież teraz, na wzór Mojżesza, który wprowadził Żydów do ziemi obiecanej, wódz Waldemar Pawlak wprowadził chłopów do krainy wiecznej szczęśliwości, nie tyle mlekiem i miodem płynącej, co forsą i stanowiskami. Szczególnie dla ciotek, wujów, szwagrów i innych powinowatych, a także ziomali, jak się ich teraz powszechnie nazywa, czyli osób pochodzących z tej samej wsi czy miasteczka.

Mimo mocnych więzi klanowo-rodzinnych rolnicy podzielili się teraz na dwie odrębne kategorie: tych, którzy orzą i sieją na wsi i tych, którzy orzą (a jeśli sieją, to zamęt) na ulicy Wiejskiej w Warszawie. I chociaż nie sieją zboża, to zbierają plony. I to jeszcze jakie! Cud natury…

To także nic nowego. Podobnie bywało już dawniej, bowiem układy klanowo-rodzinne na szczytach władzy, a także na jej terenowych pagórkach, istniały w czasach nieboszczki komuny. W Warszawie mieliśmy słynny desant śląski, a potem gdański. U nas, w Lublinie pojawiali się gromadnie "swojacy" zamojscy, chełmscy, a nawet krzczonowscy. W kabarecie CZART śpiewano wtedy na popularną melodię:

Grunt to rodzinka, grunt to rodzinka,
Bo kto we władzach wuja ma,
Ten przy rodzinie
Nigdy nie zginie
I pnie się w górę jak po linie…

Tak się bowiem jakoś dziwnie składa, że nowa władza chętnie przyjmuje pewne obyczaje starej władzy. Jeszcze dziwniejsze jest to, że są to postępowania niezbyt chwalebne.

Obecnie jest tak, że jak ktoś zapyta tekstem Stanisława Wyspiańskiego: co tam, panie w polityce? Bez wahania można mu odpowiedzieć: ziomale trzymają się mocno. Niestety…

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na kurierlubelski.pl Kurier Lubelski