reklama

Olewnik: Nie wierzyłem, że pochowałem syna

RedakcjaZaktualizowano 
Włodzimierz Olewnik
Włodzimierz Olewnik Wojciech Barczyński/POLSKA
Z Włodzimierzem Olewnikiem, ojcem uprowadzonego w 2001 roku Krzysztofa, rozmawia Anita Czupryn

Kto leży na płockim cmentarzu pod nagrobkiem z napisem "Krzysztof Olewnik"? Wierzy Pan, że Pański syn?
Decyzja o ekshumacji nie jest łatwa, ale to, że ją podjęliśmy, oznacza, że istnieją poważne wątpliwości. Najpierw to było tylko przeczucie.

Potem do tego przeczucia dołączyły różne znaki. Pojawiały się pęknięcia na grobie.
Nawet sam pomnik ciężko nam było postawić. Jego załatwianie przeciągało się w nieskończoność, wciąż pojawiały się jakieś przeszkody. A już po postawieniu okazało się, że są wady. Przyjeżdżano je usuwać, a po usunięciu znów pojawiały się wady, wciąż reklamowaliśmy, dlaczego nie zostały usunięte. Było przy tym całe mnóstwo różnych zbiegów okoliczności. Ale nie chcę się nad tym zbyt wiele rozwodzić, nie chcę spekulować, bo wiem, jak łatwo potem rodzą się z tego niepotrzebne legendy.

Zaszokowali Państwo wszystkich swoim wnioskiem o ekshumację zwłok Krzysztofa, który złożyliście już na początku grudnia. Rzeczywiście jest to konieczne?
Nie ma innego wyjścia. Jest tyle znaków zapytania, tyle spraw do wyjaśnienia, są rzeczy, które budzą poważne zastrzeżenia, że bez ekshumacji się nie obejdzie.

O niektórych wątpliwościach już pisaliśmy - DNA z jednej kości nie pasuje do kodu genetycznego Krzysztofa. Próbki do badań pobrano bez protokołu. Nie pobrano innego materiału genetycznego jak np. włosy. A Sławomir Kościuk, który przyznał się do morderstwa, początkowo wskazywał inne miejsce zakopania zwłok, a kiedy w końcu odkopano ciało, to okazało się, że zmarły był niższy niż Wasz syn.

W tej sprawie jest wiele tajemnic prokuratorskich, których ujawniać nie mogę. Ale mogę powiedzieć, że zastrzeżenia miałem od samego początku, już od rozprawy w sądzie. Zwłaszcza wyjaśnienia Kościuka były dziwne. Kiedy sprawę zaczęli badać prokuratorzy z Gdańska, wątpliwości zaczęło przybywać. Decyzja o ekshumacji z naszej strony nie była łatwa, mieliśmy nadzieję, że śledztwo pójdzie na przód i da się tego uniknąć. Ale się nie udało.

Pytałam już Pana o to tego dnia, gdy w 2007 roku dostał Pan wiadomość, że w okolicach Różana znaleziono ciało Krzysztofa. Dziś zapytam jeszcze raz: dlaczego nie chciał Pan sam upewnić się, że to rzeczywiście Pana syn? Nie żałuje Pan dziś, że nie pojechał tam i nie spojrzał na te zwłoki?
A ja już wtedy mówiłem pani, że nie wierzymy, że to nasz Krzysztof został tam znaleziony. Czekaliśmy właśnie na badania genetyczne, które miały to potwierdzić lub temu zaprzeczyć. Wie pani, człowiek w takiej sytuacji nie zachowuje się całkiem racjonalnie, nie planuje ani nie przemyśla swoich decyzji. No i w tamtym momencie ani ja, ani żona, ani córka Danusia nie byliśmy w stanie oglądać ciała. Chcieli zięciowie, ale prokurator odradził. Czekaliśmy więc z wiarą, że wynik DNA okaże się negatywny. A tu przyszła informacja, że wynik jest pozytywny, czyli jest to ciało Krzysia.

Nigdy więc nie zobaczyli Państwo ciała, trumna nigdy nie została otwarta?
Nigdy. Sam prokurator Jasiński prosił, aby nie oglądać, bo widok jest bardzo, bardzo nieprzyjemny. Mówił tak przekonująco.

Wtedy jeszcze Pan tak wierzył we wszystko, co mówią organy ścigania, że nie pomyślał Pan, aby sprzeciwić się prokuratorowi, postawić mu twardo?
W takim momencie człowiek nie ma głowy, decyzje podejmuje na oślep, bez przemyślenia, ale z ufnością do prokuratury. Widzi pani, w grudniu zdecydowaliśmy się na ekshumację, ale dopiero teraz przychodzą myśli o tym, jak to będzie, co się okaże? A ja nie chcę teraz myśleć, jak to się zakończy.
Ekshumacja zaplanowana jest za kilka dni. Zna Pan już datę?
Na pewno odbędzie się znienacka. Za parę dni, ale przypuszczam, że do niedzieli nie uda się tego dokonać. Przy okazji chcę zwrócić uwagę, że doceniam tu redakcje, które nie robią przy tym szumu, nie będzie zbiegowiska reporterów, bo dziennikarze również chcą uszanować ten moment. Miałem nawet telefony z redakcji z takimi zapewnieniami. Dla mnie to będzie i tak ciężkie przeżycie, choć przecież nie wezmę w tym udziału. Kto nie przeżył tyle co ja, ten nie wie, jak ciężko się opanować. Ja już trochę przeżyłem i wiem, ile to wymaga treningu, a jednak są momenty, jak w gdańskiej prokuraturze, gdzie nad sobą nie zapanowałem. [Olewnik zaatakował prokuratora - przyp. red.]. To są chwile, których nie rozumiem, kiedy mózg zostaje wyłączony. Więc z tych przyczyn mnie przy grobie nie będzie.

Ktoś z rodziny będzie przy odkopywaniu grobu?
Będziemy rozmawiać z serdecznymi przyjaciółmi Krzysia i ich prosić, a także zięciów moich córek Leszka i Klaudiusza. Klaudiusz jest lekarzem, jest obyty z widokiem zwłok, zatem zdamy się na nich i na ich relacje.

Wydawało się, że sprawa porwania i śmierci Krzysztofa idzie ku rozwiązaniu, zwłaszcza gdy wszczęto nowe śledztwo. Pamiętam, jaki był Pana optymizm rok temu, gdy powołano komisję śledczą. Jak to jest, że zamiast odpowiedzi wciąż rodzi się coraz więcej nowych pytań, wręcz kluczowych pytań?
Gdyby nie działanie komisji, to ręczę, że ktoś spowodowałby, aby nie było tego śledztwa. A wtedy z pewnością nie byłoby szans na znalezienie odpowiedzi. Doświadczam przychylności prokuratury, posłów z komisji i jestem zadowolony z ich postawy. Proszę zauważyć, choć członkowie komisji reprezentują różne partie, to jednak w tej sprawie mówią jednym głosem. Ja jestem apolityczny, ale największe pretensje miałem i mam nadal do SLD, bo to wszystko działo się wtedy, gdy oni rządzili. Ale chylę czoła przed senatorem Zbigniewem Kruszewskim i posłem Jerzym Dziewulskim, którzy próbowali pomóc. I teraz poseł Leszek Aleksandrzak z SLD pokazuje, że można być ponad politycznymi podziałami.

Tymczasem wszystko to staje się coraz bardziej zawikłane.
No, ale to nie jest wina komisji. Oni ją właśnie rozwikłują.

Coś już udało im się ustalić?
Już po stenogramach przesłuchań widać, że ktoś z wysoka maczał palce w tej sprawie. Uprowadzenie Krzysztofa, okup - to wszystko nie było robione na zlecenie zwykłych rzezimieszków. Ale to wszystko się ciągnie. Są już przygotowane zarzuty dla Grzegorza Korytowskiego (ówczesnego szefa SLD w Sierpcu), ale on ma obrońców największej sławy. Zastanawiam się, kto za to płaci? Według mnie wciąż jeszcze nie wszyscy otrzymali zarzuty, a powinni pójść do więzienia, ale za wcześnie na podawanie nazwisk. Wiem jednak, że rozwikłać wszystkie wątki to nie jest prosta sprawa.

Na jakie pytania - prócz tego, czy to Krzysztof - ekshumacja może dać odpowiedź?

Wydaje mi się, że komuś badań DNA po prostu nie chciało się robić. Sławomir Kościuk przyznał się do morderstwa, więc po co robić badania. Pytań jest wiele. No bo jeśli Krzysztof nie zmarł i nie jego pochowaliśmy, to po co Kościuk się przyznał? I dlaczego się powiesił? Jaka w tym jest logika? Są różne hipotezy, które będą w tym kontekście badane.

Jakie to hipotezy?
Moje odczucie jest takie, że ktoś ciągle nie chce, aby prawda wyszła na jaw. Ja nie wierzę w samobójstwo Kościuka. Nie on się powiesił, ale jego powieszono. Nie wiem, na ile to sprawdzona wiadomość, ale właśnie się dowiedziałem, że ten sam lekarz, który stwierdził że to samobójstwo, był też przy sekcji ciała Krzysztofa. Przy tej sprawie życie straciło co najmniej sześć osób. Prócz dziwnych samobójstw w aresztach były dziwne śmierci. Jak np. koronnego świadka Piotra Skwarskiego [ps. Skwara, znajomy Kościuka, który rok po uprowadzeniu Krzysztofa widział, jak ten wiózł samochodem zakryte kocem ciało - przyp. red]. Pisał listy do prokuratora Jasińskiego, prosił, aby go przesłuchał, chciał się podzielić wiedzą i... raptem umiera. A śmierć strażnika więziennego z Olsztyna? Miał służbę w czasie, gdy samobójstwo popełnił herszt bandy Wojciech Franiewski. Jest osoba, która zginęła pod kołami samochodu, jest o tym w aktach sprawy. Może więc dojść do kolejnych ekshumacji.

Wierzy Pan, że prawda kiedyś zatriumfuje?
Nie do końca. Może jakieś 90 procent będzie udowodnione. I zawsze pozostanie te 10 procent, które trzeba będzie sobie dośpiewać.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Materiał oryginalny: Olewnik: Nie wierzyłem, że pochowałem syna - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

a
ala

Skoro Pan olewnik wszystko wie: kogo nalezy wsadzić do więzienia, kogo przesłuchavć a kogo zniszczyć to po co ten ciągły szum. Doskonale zdaje sobie sprawe że śmierć l(ub tez nie) jego syna dotyczy tylko wyłacznie jegoo powiązań i działalności i dlatego myśle że sobie samemu chce udowodnić że jest bez winy.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3