reklama

Paczkowski: Jaruzelski na pewno nie był żadnym Wallenrodem

RedakcjaZaktualizowano 
Marcin Obara/POLSKA
O tym, czy twórca stanu wojennego był zdrajcą, czy historycy powinni się oglądać na wyroki sądów, jak należy opisywać Wałęsę i czy trzeba gmerać przy ustawie o IPN - mówi w rozmowie Piotrem Zarembą profesor Andrzej Paczkowski, historyk, przewodniczący Kolegium IPN

Generał Jaruzelski rozmawiał z Rosjanami tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego o ich ewentualnej pomocy przeciw Polakom. To rzeczywiście chodziło o pomoc w sprzęcie i dostawach, jak tłumaczy teraz generał Siwicki?
Brać pod uwagę warto każde źródło, co nie znaczy, że każde jest jednakowo wiarygodne. Oczywiście chodziło o pomoc wojskową, a nie o zaopatrzenie, choć pomoc gospodarcza była oczekiwana. Wiedzieliśmy to zresztą już wcześniej, co najmniej od czasu, gdy Jelcyn przywiózł Wałęsie protokół posiedzenia sowieckiego Biura Politycznego z 10 grudnia 1981 r. Tam jest zapisany sam finał - reakcja sowieckiego kierownictwa na polskie prośby, przekazane przez Kulikowa, a notatka Anoszkina opisuje szczegółowo przebieg rozmowy Jaruzelskiego z Kulikowem, podczas której o tym właśnie mówiono. Podstawowym elementem była prośba o gwarancję, że Sowieci w razie potrzeby udzielą pomocy. Podkreślmy raz jeszcze: wojskowej. Taki scenariusz nakreślono już zresztą wcześniej.

Kiedy?
15 marca 1981 r. Po grze sztabowej z udziałem wojska, MSW, przedstawicieli KC PZPR i paru ministerstw przygotowano notatkę do Jaruzelskiego, w której zarysowano trzy możliwe scenariusze po wprowadzeniu stanu wojennego. Będą strajki okupacyjne w fabrykach - polskie władze poradzą sobie same. Będzie strajk generalny - też sobie poradzą. Ale jeśli robotnicy wyjdą na ulice, zaczną palić komitety - konieczna będzie pomoc wojsk sojuszniczych. Znalazłem streszczenie tej notatki w czasie prac komisji odpowiedzialności konstytucyjnej w 1994 r. Rozmowa Jaruzelskiego z Kulikowem była próbą uszczegółowienia tamtego scenariusza. Wszystkiego zresztą nadal nie wiemy - na przykład, jak widziało sytuację w Polsce KGB. Albo jaki schemat "bratniej pomocy" wyobrażały sobie obie strony.

Generał Jaruzelski broni się przed tezą, że wprowadził stan wojenny, bo nie podobała mu się Solidarność. Podobnie Wałęsa. Sprawa "Bolka" jest dla niego tym samym, co dla Jaruzelskiego notatka Anoszkina

Jaruzelski chciał sowieckiej interwencji czy tylko brał ją pod uwagę?
Chciał mieć gwarancję, że jeśli się potknie w trakcie akcji pacyfikacyjnej, towarzysze mu pomogą.

A Rosjanie nie chcieli?
To paradoks, ale w istocie nikt tego nie chciał - może poza jastrzębiami po obu stronach - peerelowskiej i sowieckiej. Nie chciała Solidarność, ani Kościół, ani Reagan. Nie bardzo chciał interwencji Jaruzelski, choć był zmuszony prosić o gwarancje, jeśli zawali się jego plan. I wreszcie: nie chcieli Sowieci.

Więc odmówili.
Doszli do wniosku, że lepiej będzie, jak zrobią to sami Polacy. Do marca 1981 r. sowieccy przywódcy uważali, że zniszczenie Solidarności może być skuteczne tylko pod parasolem wspólnych manewrów Układu Warszawskiego. Te manewry odbyły się na dwa dni przed incydentem bydgoskim, ale incydent okazał się zbyt słaby jako pretekst - to przecież nie Rulewski pobił milicjanta, a milicja Rulewskiego. Mobilizacja Solidarności była masowa i natychmiastowa, reagowały też liczne komórki partyjne. Po marcu Sowieci uznali, że Polacy powinni sami zrobić stan wojenny. Kania nie chciał podjąć decyzji, więc go odsunięto. Jaruzelski zaś zdecydował się na to.

Wałęsa mówi teraz: Jeśli Jaruzelski prowadził taką rozmowę, jaką zapisał Anoszkin, zdradził Polaków. A niektórzy wyobrażali go sobie jako Wallenroda, który ratował przed najgorszym.

Wallenrodem nie był na pewno…

Zdradził Polskę?
Nie jestem radykałem, toteż eufemistycznie mógłbym stwierdzić, iż z pewnego punktu widzenia Jaruzelski zdradził Polskę w 1943 r., kiedy wstąpił do armii Berlinga.

Ale komuniści, którzy dokonali podobnych wyborów, potem potrafili pójść w różne strony, na przykład: Nagy, Dubczek.
Byli nawet tacy wojskowi. Kania i początkowo Jaruzelski chcieli rozwiązać problem metodami politycznymi, nawet administracyjnymi, ale nie wojskowymi.
Rozwiązać problem, czyli?
Uważano, że Solidarność nie może istnieć jako niezależny byt, więc zamierzano ją podzielić, oderwać opozycję od robotników i taką "robotniczą" Solidarność wmontować w system. To była koncepcja Kani. Nie udało się. Kania bał się siłowego rozwiązania, ale Jaruzelski nie szedł na to jak na bal. Uważał jednak, że jest to konieczne: kraj się rozpada, grozi anarchia. Charakterystyczne: do 1989 r. Jaruzelski nic nie mówił o zagrożeniu zewnętrznym.

Nie mógł mówić, że zagraża sojusznik.
Między wierszami mógł. Tymczasem on wręcz domagał się, żeby tylko Polaków obarczać ciężarem tamtej decyzji.

Więc był sprawcą siłowego rozwiązania. Ale czy zdrajcą?
Jeżeli PRL było państwem polskim, bronił porządku państwa polskiego. Przez wielu utożsamiany był z Piłsudskim, sam do rządów Marszałka odwołuje się w sensie negatywnym (zamach, Bereza Kartuska, proces brzeski), ale zamach w obronie państwa - to jest ten trop. Jaruzelski z pewnością nie zdradził PRL. Należy też brać pod uwagę, że mógł obawiać się "konkurencji", tj. ludzi z elity partyjnej, którzy wprowadziliby stan wojenny z udziałem Sowietów, ale bez niego.

To dla niego korzystna interpretacja. Ci inni byliby bardziej brutalni dla Polaków.
Być może tak. Ale Sowieci uważali tę opcję za nierealną, gdyż nie wierzyli, że twardogłowi (nazywano ich wówczas: zdrowymi siłami) mają wystarczające poparcie w partii i są dostatecznie zdeterminowani.

Ale on mógł ją uważać za realną.
Miał to poczucie, jak sądzę, w tyle głowy. W praktyce konkurencji jednak nie było. Stan wojenny musiał wprowadzić wojskowy. Czy inny generał sprostałby zadaniu, jakiś generał Molczyk? Jaruzelski był od 13 lat ministrem, miał silne poparcie w armii. Może poza tymi, którzy szczególnie dużo pili.

W grudniu 1981 r. mógł się już jednak zorientować, że Rosjanie nie są gotowi do bezpośredniej interwencji.
Pewnie mógł, chociaż był dość skutecznie przez nich zastraszony. Jednak Syberia mu oczywiście nie groziła, co najwyżej utrata posady. W każdym razie z pewnością powtarzał sobie: ktoś to musi zrobić. Inna sprawa, że zrobił to ostatecznie całkiem sprawnie.

Sprawnie, czyli łagodnie?
Stosunkowo mało krwawo. To akurat okazało się dobre dla Polski.

To jest obraz bardzo szary. Ta postać stoi w Pana interpretacji w półcieniu.
Stoi akurat w pełnym słońcu. Ja po prostu próbuję zrozumieć motywy decyzji, której nie pochwalam. Potępienie nazizmu nie oznacza, iż nie wolno zastanawiać się nad tym, jakie były motywacje Hitlera, gdy decydował o rozpoczęciu wojny.

Hitlera nazwać szarym nie sposób.
Jeden kierował się ideologią nieuchronnego podboju, drugi - ideologią obrony systemu. Dla Jaruzelskiego system istniejący wówczas w Polsce był nie tylko jedynym możliwym ze względów geopolitycznych. Był też dla niego systemem najlepszym.

Sam Pan przed chwilą mówił o obawie przed konkurencją, przed tym, że Rosjanie znajdą kogoś innego na jego miejsce. Co było dla niego najważniejsze?

Obrona systemu i poczucie misji były moim zdaniem podstawowe. Strach zwykle spycha się w takich przypadkach do podświadomości. O tym, że stan wojenny będzie konieczny, postanowiono, powtórzmy, już w marcu 1981 r. Tylko że Kania nie umiał udźwignąć tego ciężaru. A Jaruzelski potrafił.

Napisał Pan monografię stanu wojennego bardzo osobistą, nacechowaną emocjami. Czy Jaruzelski powinien być sądzony?
Taki wyrok byłby miarodajny dla opinii publicznej, sąd cieszy się większą estymą niż teksty historyków. A wielu Polaków tego jednoznacznego osądu potrzebuje - z powodu pragnienia sprawiedliwości, poczucia własnej krzywdy, a nawet przekonania, że bez stanu wojennego sprawy poszłyby w lepszym kierunku. Generał jest odbierany jako ten, który złamał nadzieje Polaków.

Ale to są instrumentalne argumenty.
Społeczne argumenty są z reguły trochę instrumentalne. Dla historyka wyrok sądu bywa zresztą nawet utrudnieniem.

W jakim sensie?

Jeśli ta instytucja powie: niewinny, to jak historyk ma to obalić? Nie jest to łatwe.

Do tego zaraz wrócimy. A jaki to powinien być proces? Sądzenie generała z IPN-owskiego oskarżenia za udział w "związku zbrojnym" nie wydaje się dziwne?

Ta prawnicza formułka "nielegalnego związku zbrojnego" ma jednak sens. Czym w gruncie rzeczy była WRON? Pozakonstytucyjnym zgromadzeniem oficerów, czyli ludzi z definicji uzbrojonych.

Jaruzelski tłumaczy, że Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego była ciałem symbolicznym, niepodejmującym decyzji.
Korzysta z tego, że nie opublikowano protokołów WRON. Zapewniam: przez pierwsze tygodnie stanu wojennego to grono podejmowało decyzje zarówno w obszarze podległym administracji państwowej, jak i nawet w wewnętrznych sprawach PZPR. Jeśli było symboliczne, to w tym sensie, że bieżące zarządzanie państwem znajdowało się w rękach niespełna 10-osobowego grona, tzw. dyrektoriatu, a WRON miała dawać coś w rodzaju "wyższej sankcji", jako wcielenie tych, którzy "ocalają naród", choć przecież chodziło o ocalenie państwa partyjnego.

Przyjmijmy, że sąd oczyszcza historyczną postać. Ten werdykt wiąże historyka?
Absolutnie nie. Historyk kieruje się własną wiedzą, używa swojego warsztatu, który jest całkiem inny niż warsztat wymiaru sprawiedliwości. Ma też do dyspozycji własne sumienie. Wyrok sądu jest faktem społecznym, czasem politycznym. Historyk musi brać wyroki sądowe pod uwagę, ale nie może się nimi kierować. Witosa skazano w 1932 r., ale co z tego?

Piotr Gontarczyk zajął się historią Aleksandra Kwaśniewskiego, którego sąd oczyścił w 2000 r. z lustracyjnych zarzutów. Miał prawo?
Naturalnie. Zwłaszcza że po wyroku zawsze mogą się pojawić nowe dowody.

A Pana ocena tekstu o Kwaśniewskim?
Jak to często bywa u tego autora, tekst jest bardzo szczegółowy, napisany ze znajomością przedmiotu, jednak w obrębie tezy, która legła u jego podstaw - tzn. sprawdzenia, czy Kwaśniewski był, czy nie był, tajnym współpracownikiem SB - Gontarczyk nie zdołał wykroczyć poza płaszczyznę czysto formalną. Zgodnie z jego wywodem były prezydent został zarejestrowany jako TW "Alek". Jednak Gontarczyk nie znalazł nic, co pozwoliłoby opisać tę współpracę, ani nawet potwierdzić, że rejestracja na pewno przełożyła się na konkretne działania agenturalne czy informacyjne. Jest wiele przypadków osób zarejestrowanych, rzeczywiście zwerbowanych, które żadnych informacji nie przekazały. Osoby takie były raczej faktami statystycznymi niż skutecznymi pomagierami esbeków. Nie oznacza to, oczywiście, że nie należy o nich pisać. Mówiąc krótko: z dużej chmury mały deszcz.

Lech Wałęsa uzyskał oczyszczający wyrok sądu lustracyjnego w 2000 r. i decyzję IPN przyznającą mu status osoby pokrzywdzonej. Powinien mieć spokój ze strony historyków?
Zawsze mamy prawo do sporu - nie tylko jako historycy, także jako obywatele. Trzeba tylko szanować polityczne i prawne skutki wyroku. Orzeczenia sądów były zawsze krytykowane i nic w tym złego dopóty, dopóki uznaje się ich skutki.
To dlaczego w czerwcu tego roku, po pojawieniu się książki Pawła Zyzaka, przeprosił Pan Wałęsę?
Bo uwielbiam go i niezwykle cenię. Jestem przekonany, że bez papieża Jana Pawła II i Lecha Wałęsy nie mielibyśmy takiego końca komunizmu. Może nawet komuna trwałaby nadal?

Przesadza Pan.
Trochę rzeczywiście przesadzam, ale komuna mogłaby upaść w zupełnie innych okolicznościach i w inny, tragiczny sposób. W Polsce innego lidera tej miary nie było.

Utwierdza Pan tym samym Wałęsę w przekonaniu, że sam obalił komunizm.
Ani sam nie zrobił sierpniowego strajku, ani nie obalił komunizmu. Cokolwiek bym sądził o sprawie "Bolka", uważam go za wielce utalentowanego przywódcę ruchu społecznego, który miał walny udział w podważaniu systemu jałtańskiego, nie tylko w Polsce. Nie lubię tego marksistowskiego określenia, ale to klasa robotnicza tego dokonała, a symbolem klasy robotniczej był on. A kto miał być? Kuroń? Gwiazda? Wałęsa nie umiał mówić, pisać, a przecież pokierował tym wszystkim wielce udatnie, zwłaszcza w stanie wojennym.

Gontarczyk z Cenckiewiczem źle zrobili, pisząc swoją książkę?

Tego nie twierdzę. Zrobili to, co uważali za stosowne i ważne.

A Zyzak?

Zyzak dał swojej książce zły tytuł. Gdyby ją zatytułował: "Lech Wałęsa. Czarne strony życiorysu" byłoby w porządku. Dam przykład: dziesięcioletni chłopiec sika do kropielnicy. Co to może oznaczać? Że to świętokradca, czyli człowiek zły, skłonny do zdrady i zostaje to mu na całe życie. Ale może być inna interpretacja. To chłopak, który chce pokazać kumplom, że się nie boi, że jest liderem i pokazuje to przez całe późniejsze życie. Tymczasem Zyzak przyjmuje tylko jedną, niekorzystną dla Wałęsy, interpretację. Nie wynika to moim zdaniem z jego warsztatowych braków. Po prostu: nie może być dobrym historykiem człowiek zbyt radykalnych poglądów. Może być świetnym publicystą, politykiem. Ale nie badaczem.

Mój promotor na studiach historycznych profesor Andrzej Garlicki przekonywał mnie w 1984 r., że najlepszym historykiem międzywojnia był Władysław Pobóg-Malinowski. A to był fanatyczny piłsudczyk….

…który tego w dodatku nie ukrywał. Jego historia II Rzeczypospolitej jest świetnie udokumentowana, świetnie napisana. Ale niech pan ją przeczyta teraz po latach. Jest niezwykle jednostronna.

Za Cenckiewicza i Gontarczyka też powinien Pan przeprosić Wałęsę?
Oni na pewno mniej zgrzeszyli, zwłaszcza Gontarczyk zajmujący się prezydenckim okresem Wałęsy. Zresztą inaczej niż Zyzak zapowiedzieli, że zgrzeszą: ograniczyli się przecież do relacji lidera Solidarności z SB. Ale próbując odpowiedzieć na pytanie, czy uwikłania Wałęsy, epizod "Bolka", miały wpływ na późniejszą jego działalność, wyłapywali każdy element mogący świadczyć na niekorzyść. To także świadectwo politycznego radykalizmu. Dyskredytacja Wałęsy pozwala na podważenie Okrągłego Stołu i uzasadnienie konceptu IV Rzeczypospolitej.

Sam Pan mówi: "Jego epizod »Bolka«". Z Wałęsą kompromis w sprawie opisywania tamtej historii jest niemożliwy.

Tak samo jak z Jaruzelskim, który skądinąd inaczej niż Wałęsa nigdy nie był przywódcą narodu. Był co najwyżej dowódcą - dowodził wojskiem, ubekami, urzędnikami, PZPR. Ale obaj zaciekle się bronią. Jaruzelski broni się przed tezą, że wprowadził stan wojenny, bo nie podobała mu się Solidarność. Jak ktoś wyciąga z jego konstrukcji cegłę, trzęsie się, że wszystko mu się zawali. Podobnie Wałęsa: "Bolek" jest dla niego czymś takim jak notatka Anoszkina dla Jaruzelskiego.

Ale w Polsce tylko radykałowie mają odwagę tych tematów dotykać. Zwłaszcza wobec Wałęsy.
Niekoniecznie. Np. Jan Skórzyński napisał biografię Wałęsy "bez kantów", wygładzoną, ale bardzo rzeczową. Myślę, że biografia Wałęsy to wyzwanie nie tyle dla typowego historyka jak Cenckiewicz, Gontarczyk czy ja, ile dla kogoś o zacięciu eseisty z zainteresowaniami psychologicznymi. Ktoś taki mógłby sensownie wyjaśnić wszystko: od sikania do kropielnicy po to, co Wałęsa robi dzisiaj. A na pewno barwnie to opisać.

A premier Tusk i tak by go potępił - bo Wałęsa to partyjna i narodowa świętość.
Premier popadał w sprzeczności. Ogłosił, że nie będzie oceniał książki, zanim jej nie przeczyta, a potem - nie deklarując, iż właśnie zakończył lekturę - zaakceptował pomysł "zemsty" na IPN. Nowelizacja ustawy o IPN to przecież głównie reakcja na książkę Zyzaka i na żądanie Wałęsy, żeby wyrzucić Kurtykę.

A może oni mają rację? Wałęsa to część legendy i nie powinno się go ruszać.
Ale to jest problem Jarosława Kaczyńskiego, Andrzeja Nowaka i twórców tak zwanej historiografii patriotycznej. To oni popadają w sprzeczność. Skoro nie wolno kalać pamięci Powstania Warszawskiego przypominaniem, że w jego trakcie zabijano Żydów, to dlaczego kalać postać Wałęsy?

Powstanie Warszawskie ma większy format niż Wałęsa.
Rzecz jasna: Powstanie ma wymiar tragiczny, Wałęsa - tylko dramatyczny. Ale przecież tak zwany patriotyzm afirmatywny uznaje, że Westerplatte to pomnik, który należy odkurzać, a nie gmerać w dokumentach, sprawdzać, czy major Sucharski pił i czy żołnierze na golasa biegali po plaży. A więc jeśli ktoś ma nagrodę Nobla, był ulubieńcem papieża, przez lata wielka część Polaków uważała go za przywódcę, świat go podziwiał i do dziś go ceni, to niech sobie spokojnie stoi na piedestale. Trzeba go polerować, a nie drapać.
A Pana zdanie jest jakie?
Że można drapać. Mówię to jako historyk, a nie miłośnik Wałęsy.

Ale druga strona też popada w nielogiczność. Mówi: rozdrapujmy wszystko, także Powstanie Warszawskie czy Westerplatte, ale nie biografie ojców III RP.

To prawda. Nie widzę tu logiki. To polityka.

Nowelizacja ustawy o IPN się Panu nie podoba?
Uważam ją za zbędną, bo widzę głównie jej cel polityczny: zamiar przejęcia kontroli nad IPN przez koalicję rządzącą. W instytucie trzeba sporo zmienić, ale akurat tego typu intencji trudno się w tych propozycjach doszukać.

Teraz był wszechwładny prezes, szansą na "uspokojenie" tej instytucji ma być przejęcie kontroli nad nim przez korporacje: naukową i sędziowską.

Grzech pierworodny obciąża PiS. Przy wyłanianiu Kolegium IPN drugiej kadencji należało zachować parytet między partiami. PO i PiS mogły - i powinny - mieć swoich przedstawicieli. Ale naukowcy - i to z pierwszej gildii - zgłoszeni przez Platformę zostali brutalnie wycięci. Tylko ja się ostałem, bo o ile wiem, głosowała na mnie grupka posłów historyków z PiS. Nawet Jacek Kurski mnie poparł. Brak parytetu był początkiem wojny o IPN, która kończy się tą nowelizacją.

Platforma idzie teraz ostro w inną stronę.

Widzę jednak błędy po stronie Kurtyki. Np. bardzo wyśrubowany plan wydawniczy czy utrwalającą się zbytnią izolację historyków pracujących w IPN od reszty świata naukowego, ich uzależnienie od jednego typu źródeł, od archiwów, które są w IPN zgromadzone. Nie wszyscy temu ulegają, ale wielu - tak. Można nawet postawić pytanie: czy połączenie funkcji badawczych z urzędem państwowym dobrze służy nauce? Na szczęście - choć wbrew intencjom rządzących - historycy z IPN rzadko zachowują się jak urzędnicy, gdyż są raczej nieposłuszni wobec władzy. W każdym razie obecnej.

Przecież Pan najlepiej wie, skąd się wzięło to połączenie. Żeby wszystko było w jednym miejscu: archiwa, praca badawcza, edukacja.

Widzę też zalety tego rozwiązania. Tylko że historycy w IPN są zbyt zagonieni, obciąża się ich nieustannymi rocznicami, różnego typu imprezami quasi-naukowymi, wystawami, wyjazdami, działalnością edukacyjną. To utrudnia spokojną pracę naukową i może sprzyjać chodzeniu na skróty.

Ja widzę inne zagrożenie związane z nowelizacją proponowaną przez PO. Po zmianie władzy pojawi się pokusa konformizmu, stawiania na spokojne publikacje, które nie zdenerwują rządu.
W opinii, którą sporządziłem parę miesięcy temu dla ministra Grupińskiego, przestrzegałem przed jeszcze innym zagrożeniem: w środowiskach naukowych - także chyba wśród historyków - silne są sprzeciwy wobec lustracji, a z nią tak jak z tekstami o radykalnej wymowie (jak te na temat "Bolka") często utożsamia się IPN. Może być i tak, że kolegium elektorów wyłaniających radę IPN nie osiągnie kworum. Może dojść do prób bojkotu jak kiedyś sądu lustracyjnego przez sędziów. Na niektórych uczelniach przeważa wciąż atmosfera, którą było widać przy okazji nieszczęsnej - ale na szczęście nieudanej - lustracji w 2007 r.

Pana recepta na IPN?

Najpierw oddzieliłbym lustrację od IPN. Komu przeszkadzało Biuro Rzecznika Interesu Publicznego? Instytut nie powinien być utożsamiany z "teczkami", to go wikła w niepotrzebne konflikty. No i mniej emocji. Po co angażować się w polemiki na temat kwalifikacji prawnych mordu katyńskiego?

Prezes Kurtyka jest zbyt emocjonalny?
Bywa emocjonalny, ale wypowiedzi innych ludzi związanych z IPN takich jak Antoni Dudek są wyważone. Być może największym błędem doraźnym Kurtyki było napisanie przedmowy do książki Cenckiewicza i Gontarczyka. To powinna być jedna z wielu książek, a w ten sposób uczyniono z niej sztandar. I broni się go do ostatniej kropli krwi.

A po stronie obecnej władzy?

Doradzałbym zimny prysznic. I przemyślenie nowelizacji na nowo. Zawsze broniłem IPN, ale też od dawna widzę jego błędy czy niedoskonałości. Uważam więc, że warto się przyjrzeć, czy nie czas coś poprawić. A z tego, co zaproponowano, część dotyczy spraw drugorzędnych, a reszta to polityka.

Zima 30-lecia w Polsce, zasypie nas śnieg

Wideo

Materiał oryginalny: Paczkowski: Jaruzelski na pewno nie był żadnym Wallenrodem - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 6

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

.

Namiestnik, który polskimi rękami zaprowadził 'porządek', przywrócił wszechwładzę Moskwy. TAKA JEST PRAWDA, NIC JEJ NIE ZMIENI. A ocenę pozostawiam każdemu Polakowi.

Marucha @ Łódź

Panowie " Emeryt", " mieszk. z USA" w zupełności się zgadzam ...pamiętam wypowiedzi Pana Paczkowskiego "z tamtych lat" już sama przyzwoitość nakazuje by aż tak bardzo nie "podlizywać" się teraz "tym czasom lub tej rzeczywistości"Natomiast jeśli chodzi o internowania... to połowa lub więcej internowanych to byli zwolennicy Edwarda Gierka a teraz gdy co poniektórzy już nie pamiętają mawiają jak bardzo walczyli w Solidarności. Nawet się nie dziwię bowiem "Gierkowi " zawdzięczali tytuły naukowe wielopokojowe mieszkania talony na samochody...no ale zapomnieli a tacy porządni tylko ta nieszczęsna pamięć.Pozdrawiam

e
emeryt4405

byłby (jeżeli byłby) bardzo zadowolony, gdyby w Polsce w onym czasie nastąpiła powtórka z Węgier i Czechosłowacji.

m
mieszkaniecUSA

Panie Paszkowski pan jest za a nawet przeciw.Ten czlowiek mowi tak aby sie nikomu nie narazic.Na swiecie kazdy historyk jak cos opisuje bedzie patrzyl wlasnymi oczami.Nie ma ludzi bez wyobrazen czy pogladow.Inaczej bedzie pisal komuch inaczej muzulmanin a jeszcze inny niby bezstronny bezplciowo czyli tez z pogladem jakims.Kazdego kogo z nich by nie zapytac to odpowiedz da taka ze jest bezstronnt.Inna rzecza jest interpretacja kazdego dokumentu z osobna i wszystkie razem zawsze ocena bedzie inna.JEDNEGO JESTEM PEWIEN ZE NIGDY PANSKIEJ KSIAZKI DO REKI NIE WEZME

a
archiwista

Pan profesor zapomina,że pisz historię na żywym orgniżmie,bez znieczulenia.Historia była i jest załamana.Powstaje pod bieżące potrzeby polityczne.Powstaje wiele przemądrzałych wywodów,ofd których nie jest wolny również Paczkowski.Nikt nie pokusił się na teoretyczną odpowiedz,co by byłi gdyby Jaruzelski nie wykonał wiadomego kroku i w wyniku zaniechania poległo by pól miliona obywateli Polski o cofrnęli b yśmy się jescze bardziej w rozwoju gospodarczym. Nikt podkreslam - nikt nie mógł tego przewidziec.Rosjanie mogli się wbrew wcześniejszym zapowiedziom zdecydowa c się na iwazje w osttnniej chwli.Ale Paczkowski wie wszystko lepiej.Przez takich mądrali nie jedno n ieszczęście się przytrfiło.

J
Jurek

A kim ty jestes... A Jalta to co.. ?????

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3