Palacze jako wrogowie publiczni. System traktuje amatorów dymka jako ludzi drugiej kategorii

Lucjan Strzyga
To wojna i to bezwzględna. Cel szlachetny - uratowanie zdrowia mieszkańców planety i oszczędności w budżetach na ich leczenie. To, że przy okazji bez pardonu łamie się prawa człowieka do wolnego wyboru, schodzi na drugi plan. W coraz agresywniejszej prozdrowotnej ideologii palacz zasługuje na razie na baczną uwagę. Ale co będzie jutro? Izolacja? To się zresztą już dzieje. Jak świat długi i szeroki wszędzie w miejscach publicznych stoją hermetyczne kabiny dla zwolenników palenia.

Sęk w tym, że tej wojny nie można wygrać, a przynajmniej nie tak. W 2009 r. wprowadzono w USA szokujące zdjęcia na pudełkach papierosów. Bezzębny facet o ziemistej skórze, z dziurą w przełyku, przez który wydobywa się dym, miał odstraszać potencjalnych amatorów dymka. Okazało się, że nie odstraszył zbyt wielu. Według amerykańskich statystyk wciąż umiera tam co roku ponad 400 tys. osób. Najwyraźniej zapewnienia prezydenta Baracka Obamy, że niebawem zlikwiduje problem palenia, nie trafiają do przekonania jego rodakom.

Ameryka w ogóle daje dobry pogląd na tę papierosową wojnę. Oto okazuje się, że mimo gigantycznej propagandy antynikotynowej, wartej w tej chwili około pół miliarda dolarów, liczba palaczy rośnie. Rosną też zyski koncernów produkujących tytoń. Tylko w 2008 r. pięciu największych amerykańskich producentów papierosów wydało na reklamę 10 mld dolarów (prawie o połowę więcej niż dekadę wcześniej). Mimo pogadanek w szkołach, specjalnych seansów filmowych, obowiązkowych szkoleń w college'ach każdego dnia cztery tysiące dzieciaków sięga po pierwszego papierosa. Wśród dorosłych jest podobnie. Agencje doniosły właśnie, że milion Amerykanów, którzy rzucili palenie przed 11 września 2001 roku, wróciło do nałogu. Głównym powodem był oczywiście stres związany z tragicznymi wydarzeniami, który okazał się silniejszy niż pogróżki lekarzy i makabryczne obrazki na pudełkach. A może działają tu jeszcze jakieś inne czynniki? Ostatecznie trudno uznać nowy milion amerykańskich palaczy, plus dziesiątki milionów starych, za skończonych idiotów, którzy nie zdają sobie sprawy ze skutków tego, co robią.

Na wojnie wszystkie chwyty są dozwolone. W tym wypadku trudno jednak mówić o odwadze, skoro skutkiem jest głęboki podział społeczny. Amerykańskie tabloidy szybko podchwyciły, że w wyniku kontrowersyjnej decyzji w Belmont nie tylko nikt nie rzucił palenia, ale trafiki z tytoniem zanotowały zwiększone obroty. "Chcę nadal być kryminalistką" - to słowa 72-letniej Edith Frederickson z Belmont, cytowane z uciechą przez kolorową prasę. Jej przekorna postawa dobrze ilustruje zachowanie tych, których traktuje się jak ludzi drugiego sortu.

Więcej, w ferworze szlachetnej propagandy odmawia się im inteligencji i rozeznania w kwestiach własnego zdrowia. A przecież nawet najbardziej nieprzejednany palacz doskonale wie, że jego nałóg nie przynosi mu nic dobrego. Co innego jednak wiedza, co innego poczucie społecznego napiętnowania. Palacz pamięta przecież, że najpierw wyrzucono go z samolotów, kin i urzędów. Potem z restauracji. Teraz planuje się przegonienie go sprzed wejść do biurowców, gdzie w czasie pracy schodzi na szybkiego dymka. Triumfalizm obrońców czystego powietrza potrafi być w tej walce bronią obosieczną.

Przenieśmy się do Europy, na tutejszy teren walk. Po wielu sporach okazało się właśnie, że Unia Europejska nie zakaże na razie produkcji papierosów mentolowych i typu "slim", rzekomo niebezpieczniejszych od tradycyjnych. Na razie, bo trzyletni okres ma pozwolić producentom na wdrożenie nowych technologii smakowych. Ale już teraz każda paczka zostanie niemal w całości pokryta ostrzeżeniami obrazkowymi. Co ciekawe, jednym z krajów sprzeciwiających się zakazowi była Polska, której sporą część budżetu stanowią przychody z akcyzy nakładanej na wyroby tytoniowe.

Obłuda? Jak najbardziej. Zakaz produkcji papierosów, który uszczęśliwiłby pewnie aktywistów Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc, byłby ciosem dla polskich finansów. To tylko dowód, że żyjemy w lekkiej schizofrenii, bowiem wzięta na poważnie przez obywateli propaganda antynikotynowa to czarny sen ministrów finansów. A tak przy okazji: na liście dóbr, które tak szczodrze fundowała sobie Platforma Obywatelska z budżetowych dotacji, znalazły się również cygara. Jak to się ma do oficjalnych zapewnień partii w kwestii propagowania zdrowego stylu życia?

Co tu dużo mówić, nie zawsze straszenie skutkami palenia przynosi odpowiedni skutek. Okazuje się bowiem, że jest całkiem spora grupa ludzi, którzy po prostu lubią palić i żadne argumenty nie są w stanie ich przekonać. Jeszcze inni sięgają po papierosa z powodów ideowych, z przyzwyczajenia, tradycji, a jeszcze inni estetycznych, uważając, że z papierosem są atrakcyjniejsi dla bliźnich. Można się z tego podśmiewać, ale dla wielu papieros jest w dalszym ciągu symbolem wolności. Amerykański dziennikarz Richard Klein, który przeszedł do historii głośną książką "Papierosy są boskie", skądinąd ironiczną odpowiedzią na zmasowaną krucjatę antynikotynową, właśnie w odsądzanych od jakichkolwiek wartości papierosach dopatrzył się powodu do dumy dla przedstawiciela świata Zachodu. Kto widział choć raz kłęby dymu nad hipsterskimi knajpami na warszawskim placu Zbawiciela, wie, że idee Kleina ciągle są w modzie.

Jak zatem pogodzić zwaśnione strony? Na pewno nie pogardą i metodą faktów dokonanych. Gdy wprowadzano zakaz palenia w restauracjach, nikt nie pytał palaczy o zdanie. Uznano arbitralnie, że z definicji większe prawa mają niepalący. Argument, że państwo wydaje bajońskie sumy na leczenie skutków palenia, okazał się rozstrzygający. A przecież palacze też płacą składki zdrowotne, podobnie jak alkoholicy, cukrzycy, otyli i ci, co mają depresję. Papierosy pali ponad dziewięć milionów Polaków. Nie można traktować ich jak potencjalnych przestępców i wzbudzać w nich nieustannego poczucia winy.

Może również czas pomyśleć o innych sposobach uświadomienia bliźnim, że palenie powoduje złe skutki dla wszystkich? Tylko ostrożnie, bo na przykład reklamowane parę lat temu papierosy elektroniczne okazały się w świetle najnowszych badań równie niebezpieczne jak tradycyjne. Może thrillerowe obrazki na paczkach papierosów to za mało? A może trzeba sięgnąć do popkultury, która najbardziej kształtuje dziś postawy społeczne? Amerykanie już to zresztą robią, eliminując modę na papierosy z kina i literatury. Na efekty, jak zawsze w przypadku działań społecznie dyskusyjnych, musimy poczekać jeszcze kilka lat.

Koronawirus fake news. Oto największe absurdy.

Wideo

Materiał oryginalny: Palacze jako wrogowie publiczni. System traktuje amatorów dymka jako ludzi drugiej kategorii - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 9

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Dym z papierosa rozchodzi się wszędzie i truje także tych niepalących. To rakotwórcza toksyna jak azbest! Palacze to idioci i egoiści - mam dosyć ich arogancji! Leczenie palaczy pochłania ogromne pieniądze a potem nie ma pieniędzy w NFZ dla tych, którzy są chory nie z własnej winy! Palacze sieją terror i najwyższa pora z tym skończyć!

t
test

Może skończy się wreszcie odwieczny terror palaczy, którzy łamali bez skrupułów prawa ludzi niepalących trując ich swoimi smrodliwymi wyziewami.

p
palacz

szkoda,że to nie średniowiecze...wszyscy niepalący wyruszyli by z wielka inkwizycja i spalili na stosach ty palacych!!:(zebyscie sie ,wy wszyscy niepalacy, nie zes........li przypadkiem!!!!!!!

p
pod-pis

Gdyby faktycznie wszyscy rzucili palenie (i picie przy okazji) to gospodarka by zdechła z prędkością dźwięku. Niczego tak się władza nie obawia jak masowych wyleczeń z nałogów.

c
cytat

Przeciwnicy papierosów wolą "marychę"

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Palacze jako wrogowie publiczni. System traktuje amatorów dymka jako ludzi drugiej kategorii

l
lesio

Ciekawe czy wiecie ile państwo zyskuje z tytułu handlu tytoniem i jego wyrobami? Ile zyskuje z picia alkoholu? Niby tam tam ktoś mówi o jakiś kosztach związanych z chorobami jakie z tego wynikają ale przy zyskach są to tylko drobne procenty. Gdyby każdy palacz chorował tylko dlatego, że pali to szpitale byłyby przepełnione. Niestety większość chorujących to osoby niepalące i niepijące i ich choroby nie mają związku z tymi używkami. Więc picie i palenie będą niby ganione a z drugiej strony będą czerpane jakże oczekiwane zyski. Więc logicznie rzecz ujmując każdy palacz i pijący alkohol jest porządnym człowiekiem dbającym o dochody państwa. O ile nie kupuje fajek i wódy u ruskich na targu :)

777

BIERny PALacz

777

BIERny PALacz

e
ech

...i nic tu więcej, autor zdaje się nie zauważać problemów dla biernych palaczy i osób postronnych, które jeszcze do niedawna przymusowo inhalowały się tymi oparami.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3