Palikot: Premierem zostanie Bronisław Komorowski

RedakcjaZaktualizowano 
W Sejmie Palikot jest raczej lubiany, tym bardziej że happeningi robi poza nim<br>
W Sejmie Palikot jest raczej lubiany, tym bardziej że happeningi robi poza nim Polskapresse
Tusk? Tak naprawdę nie chce kandydować na prezydenta. Bielecki na premiera? Nigdy w życiu! Schetyna? Wciąż nie pozbył się żalu do premiera - mówi Janusz Palikot w rozmowie z Anną Wojciechowską

Ceni Pan hazard w polityce?
Tak. Ja lubiłem też hazard w biznesie, oczywiście w sensie skłonności do ryzyka i podejmowania trudnych decyzji. Wielu ludzi nie ma nerwów do takiego hazardu, nie są w stanie wytrzymać napięcia w sytuacji, kiedy np. pieniędzy nie ma, technologia nowa, rynek absolutnie nieustabilizowany, jak było to w przypadku startu Ambry czy Polmosu.

Okazuje się, że nie tylko taki hazard jest Panu bliski. Warto mieć też asystenta rozeznanego w jednorękich bandytach?
O tym, że Piotr Sawicki był we władzach spółki swojego brata zajmującej się tym, dowiedziałem się w czwartek i w czwartek go odwołałem. Nigdy nie rozmawiałem z nim o ustawie hazardowej, nigdy też nie miałem z nią nic wspólnego, nie opiniowałem jej. Absurdalne jest więc porównywanie mnie do Jaskierni czy Gosiewskiego, który manipulował przy tej ustawie.

To kiedy Pan prawdziwie, poważnie zaryzykował w polityce?
Największe ryzyko podjąłem, wchodząc do klubu i zostając zastępcą Schetyny.

Co Pan zaryzykował?
Utratę wypracowanego wizerunku, osobnego języka, osobnej pozycji człowieka, który może recenzować choćby działania Grzegorza Schetyny bez taryfy ulgowej. Teraz jestem już trochę w pozycji utożsamiania się z tym, co on robi.

A co on takiego robi, żeby musiał Pan udawać, że się z nim utożsamia?
Nie jestem zachwycony sposobem organizacji przez niego klubu. Za dużo jest w tym takiego działania z dnia na dzień, bez planowania, wciąż tylko powtarzanie tych samych spraw na kolegium, prezydium i klubie, co kosztuje mnie kilka godzin dziennie. To droga donikąd. Mógłbym w tym czasie robić coś pożyteczniejszego. Ale mniejsza o to nawet. Główne ryzyko to utrata mojej pozycji. Dotychczas byłem traktowany jako niezależny recenzent, także działań Platformy, zawieszany, odwieszany, wywalany, kontestowany, a teraz nagle mam być funkcyjnym wiceprzewodniczącym, odpowiedzialnym za klub, mówiącym nie do końca to, co bym chciał, tylko tak, jak klub by się chciał pozycjonować.

Krytykuje Pan Schetynę, ale chyba nieźle nadzoruje komisję śledczą. Udało się odwrócić uwagę od Waszej afery hazardowej, to PiS jest w defensywie.
Oczywiście, nie chcę pomniejszać w tym roli Schetyny. Wiem, że Grzegorz to monitoruje, raportuje i jest bardzo uważny i efektywny w tej sprawie. Trzeba też jednak powiedzieć, że Sekuła się lepiej sprawdza, niż przypuszczaliśmy. Ale jest też tak, że gdyby nie było twardych faktów dotyczących Gosiewskiego czy Kaczyńskiego, to nie bylibyśmy w stanie wykreować takiego przekazu.

Oj, odpowiedzialność ciąży? Co innego bawić się w błazna, a trudniej poważnie wziąć za politykę? Czy to Tusk ze Schetyną umiejętnie grają Palikotem, czy też może to Palikot zaczyna już rozgrywać ich? - zastanawiali się komentatorzy i przerażeni Panem koledzy. No i chyba mamy odpowiedź: usidlili Pana?
Oczywiście, że ta oferta Tuska była po to, by wzmocnić Schetynę w klubie i że to ja na tym tracę. Mam świadomość, że wepchnęli mnie w tę rolę z całą premedytacją. Przepchali mnie do mainstreamu, co z jednej strony jest o tyle korzystne, że staję się politykiem bardziej środka sceny politycznej niż jakichś skrzydeł, ale z drugiej strony wikła mnie to w takie właśnie gry, które umniejszają moją pozycję. Ale ja nie musiałem tego robić.
Tusk może być dziś pewien, że ma Pana pod kontrolą?
Pod kontrolą na pewno nie, ale ma teraz pewną moją życzliwość i przychylność dla swojej osoby i oczywiście dla całego projektu Platformy. Z pewnością nie jest jednak tak, że ja dostaję polecenia i je bezwiednie wykonuję. To nie jest ten świat. Wielokrotnie odmawiałem. Tusk chciał np., bym teraz przestał krytykować Schetynę. Powiedziałem, że jestem w stanie zaakceptować funkcję wiceprzewodniczącego, ale nie przejdę na pozycję peanów pod adresem Schetyny. A kwestia jego kandydowania na prezydenta? Mówienie przeze mnie o tym, że Tusk nie powinien kandydować, nie było po jego myśli. Poruszenie problemu eutanazji też było niekorzystne. To tylko pierwsze z brzegu przykłady.

Wyczuwa się u Pana frustrację. Pamiętam, że kiedy pogratulowałam Panu wyboru na wiceszefa klubu, odparł Pan z przekąsem: jak tak dalej pójdzie, to może za cztery lata dostanę propozycję zostania jakimś wiceministrem.

Bo to jest mój prawdziwy stosunek do tej funkcji. Oczywiście, że jest frustracja. Cała ironia polega na tym, że przyjąłem drugorzędną funkcję, która ogranicza moje szanse objęcia funkcji pierwszorzędnych. Z człowieka, który rywalizuje ze Schetyną, stałem się jego podwładnym. Nie jest to przyjemne.

To po co został Pan tym wiceszefem? Jarosław Gowin potrafił odmówić, bo mu tak wynikało z analizy sytuacji.
Dla Platformy. Poprosił mnie o to Tusk. Wydawało mi się wtedy, że jeżeli ja i Gowin nie zaczniemy po tych zawirowaniach w wyniku afery hazardowej wspierać jakoś tego przedsięwzięcia pod tytułem Platforma, to ona się rozjedzie. Zresztą myślę, że sam Gowin żałuje swojej decyzji, ona tylko zwiększyła ostracyzm i marginalizację jego osoby. Ja sam dalej też mam wątpliwości, czy dobrze zrobiłem. No ale będę konsekwentny.

Sam Tusk bardziej chronił siebie niż projekt pod tytułem Platforma?
Na pewno w zachowaniu Tuska było widać próbę czynienia z siebie polityka ponadpartyjnego, bo przy kandydowaniu na prezydenta to jest bardzo korzystne. On się po prostu umacnia, obiektywizuje, uniezależnia, żeby zwiększyć swoje szanse.

Kosztem samej Platformy?
Nie ulega wątpliwości. Jednak z drugiej strony, on chwilowo się odrywa, występuje z pozycji niezależnego, poprawia swoje notowania, ale potem - występując w roli szefa rządu i partii - przelewa też zyski trochę na PO. Więc nie mam dziś z tym większego problemu. Ale oczywiście trzeba cały czas mierzyć te proporcje. Dlatego właśnie ostrzegałem, że nie powinien kandydować na prezydenta, bo trzeba chronić przede wszystkim Platformę. Na dziś bowiem jest tak naprawdę obojętne, kto przejmie partię po Tusku: Schetyna, Komorowski czy nawet ja, bo żaden z nas nie gwarantuje pewności, że PO utrzyma się w obecnym bardzo szerokim zakresie. Choć najbardziej gwarantem jest tu Komorowski.

A kto jest dziś numerem dwa po Tusku?
O to chodzi, że Schetyna już nie jest i nie ma dziś takiej drugiej osoby. Komorowski jakby lekko poszedł w górę, ja chyba też trochę się przesunąłem wyżej. Ale dziś można powiedzieć, że ja, Schetyna i Komorowski jesteśmy na równych pozycjach.

Po wybuchu afery hazardowej mówił Pan, że ludzie w PO są bardzo zagubieni, że trzeba to posklejać do kupy. Udało się?
Formalnie tak: jest aparat, wypracowany mechanizm, to się jakoś toczy, ale nie ma poczucia jedności, misji, drużyny, jakie było. I co gorsze, nie potrafię powiedzieć, czy w ogóle ono wróci. Jak obserwuję Grzegorza i inne podmioty w tej sprawie, to oni do końca nie wyszli emocjonalnie z tego, co się wydarzyło. On się tego żalu jeszcze nie pozbył. Czy da radę? Nie wiem.
To jest tylko żal? Czy też przeradza się gdzieś w chęć odwetu?
Trudno powiedzieć. Teraz jest taki moment, że Schetyna chce wypchnąć Tuska do wyborów prezydenckich, tak zresztą chciał, będąc jeszcze wicepremierem. Ten wariant tworzy dla niego, nawet osłabionego dziś, miejsce. Dlatego Schetyna nie będzie admiratorem prac nad projektem konstytucji. Z kolei Komorowski jest zainteresowany tym, żeby Tusk nie kandydował i będzie wypychał ten projekt zmian konstytucji do przodu. Jemu bowiem nawet okrojona funkcja prezydenta wydaje się osobiście atrakcyjna. Ja i Gowin zaś jesteśmy gdzieś pomiędzy, ma też inne koncepcje.

A o co chodzi Tuskowi? Ostatnio mówił Pan, że sam nie potrafi uchwycić.
Mam wrażenie, że on nie chce kandydować, ale jest w logice kandydowania i nie za bardzo wie, jak z niej wyjść. Nie chce raczej kandydować, bo nie widać, żeby ktoś mógł zapanować na tą sytuacją po jego odejściu. Grzegorz jest trudny, ciężko z nim zbudować jedną pakę.

Co to znaczy, że jest trudny?
Trudny do współpracy, on jest nauczony wojskowego budowania relacji i takiej osobie niezależnej jak ja to trudno zaakceptować, tak jak Komorowskiemu, z jego biografią. Dziś powstrzymujemy wszyscy swoje różne emocje, żeby pchać ten wózek do przodu, ale prawdziwej jedności, tej drużyny nie ma. Nie stanowimy U2, daleko nam do tego ducha.

Tusk jest hazardzistą w polityce? Jest zdolny do hazardowych zagrywek?
Nie do końca, on bardzo mocno analizuje wszystko. Proces medytacji jest u niego bardzo długi. Ma jednak jednocześnie skłonność do wbrew fali, wbrew oczekiwaniom zewnętrznym czy wewnętrznym. Tak zagrał przecież w 2007 roku w sprawie koalicji przeciwko PiS, w sprawach niektórych ustaw kodeksu karnego, w sprawie odwołania Schetyny.

Pytanie, czy rzeczywiście ryzykował?
Moim zdaniem ze Schetyną bardzo zaryzykował. Schetyna był bardzo mocny, miał swoich ludzi w każdym resorcie i wiem, że Tusk bardzo poważnie zastanawiał się, czy przypadkiem nie dojdzie do jakiegoś rokoszu, kiedy on będzie chciał coś przeforsować w klubie, czy nie uformuje się większość przeciwko rekomendacjom premiera.

A Schetyna jest zdolny do organizacji takiego rokoszu?
Sam nie, ale gdyby doszło do porozumienia ze mną albo Gowinem, jest to możliwe.

Głosi Pan podobno w kuluarach, że Gowin zawarł ze Schetyną sojusz.
Tak to na początku wyglądało. Gowin wspierał Schetynę, ale to już dziś jest nieaktualne, bo Schetyna nie będzie już tym, który będzie rozdawał karty, a jedynie jednym z kilku ważnych.

Pan gra na Tuska?
Ja tak. Ale dokładanie na Tuska premiera i szefa partii.

Cała Platforma gra wciąż karnie na Tuska?
Chyba wciąż tak. Jego pozycja jest może nawet mocniejsza, niż była, przy czym większość chciałaby, żeby kandydował na prezydenta, bo zrobi się miejsce dla nich, jako że będzie się kształtował nowy rząd, zarząd.

To gdzie Pan będzie w polityce w maju 2011 r.? Tylko proszę o prognozę opartą nie na życzeniach, ale realnej ocenie sytuacji.

No właśnie, i to jest ciekawe pytanie. Uważam, że ostatecznie obejmę funkcję typu sekretarz generalny partii lub wicepremier.

A czyj to będzie rząd, jeśli Tusk zostanie prezydentem?
Dziś obstawiam, że to będzie rząd Komorowskiego. Komorowski byłby jednocześnie szefem partii. Schetyna może zostać marszałkiem Sejmu.

Niech Pan się nie zgrywa. Schetyna marszałkiem? Znamy jego temperament.
Ale ja tak to widzę. To zresztą przecież bardzo ważna funkcją.

Lekceważy Pan zupełnie powrót do gry Bieleckiego?
Jestem całkowicie przekonany, że on nie zostanie premierem. Tusk nie jest na tyle szalony, żeby zrobić coś tak absurdalnego.

Z jego punktu widzenia to świetny kandydat: ucina rywalizację między wami, a do tego zachowuje kontrolę, bo Bielecki nie ma swojego zaplecza w partii.

Ale kto zagłosuje za nim?! Palikot, Komorowski, Schetyna?! Proszę mi podać powód, dla którego my mielibyśmy chodzić wśród posłów i przekonywać: głosujecie dla Bieleckiego. To naturalne, że będziemy przeciw. Tusk przegra głosowanie w Sejmie, jeśli wskaże jakiegokolwiek kandydata spoza partii na premiera, mimo że będzie akurat świeżo wybranym prezydentem.

A jeśli Tusk pozostanie premierem, to Komorowski prezydentem?
Tak, wtedy on będzie kandydatem na prezydenta.

A jak Pan obstawia, kto w ogóle w tych wyborach prezydenckich wystartuje?
Na pewno Lech Kaczyński, wydaje się, że Andrzej Olechowski podtrzyma swoją kandydaturę. Jeśli zaś chodzi o lewicę w związku z tym, że nie wystartuje Cimoszewicz i Kwaśniewska, to jest obojętne, kto będzie ich kandydatem. Wygląda, że Szmajdziński. Ale to naprawdę bez znaczenia.

Będzie druga tura? Ktoś zagrozi Tuskowi?
Gdyby dziś się odbywały wybory, Tusk na pewno wygrałby w pierwszej turze. Za rok jest to mniej pewne, ale raczej też. Jeśli będzie druga tura, spotka się z Kaczyńskim, bo Piskorski jednak za bardzo obciąża Olechowskiego. Ciekawiej byłoby, gdyby kandydował Komorowski, bo wtedy oczywiste jest jednak, że doszłoby do drugiej tury i że w niej walka z Kaczyńskim będzie bardzo wyrównana. Choć ostatecznie wygrana jednak jest Komorowskiego.

Skąd takie mocne przekonanie, że Lech Kaczyński jest bez szans?
Bo ma uszkodzone fundamenty. Widzę teraz na tych spotkaniach wiejskich, że stracił szacunek jako prezydent. Zresztą jedną z korzyści objęcia przeze mnie funkcji wiceszefa klubu jest to, że o ile wcześniej ze strony PiS był ostracyzm wobec mojej osoby, to teraz ludzie stamtąd mnie zagadują, wypytują i mam wrażenie, że oni sami mają poczucie, że to już niemożliwe. Kurski, Cymański czy Ziobro, którzy wcześniej byli motorami kampanii Kaczyńskiego, teraz będą oczywiście jakoś w niej obecni, ale obiektywnie będą poza nią. Choć ostatnie racjonalne ruchy PiS z wciąganiem Jurka, Dorna spowodują, że Lech Kaczyński wejdzie do drugiej tury wyborów. I sam ten fakt pozwoli Kaczyńskim zachować kontrole nad swoim systemem. Dla wielu polityków PiS to będzie dobry sygnał, że mogą gdzieś w samorządzie albo parlamencie objąć jakieś funkcje. Dlatego wybory prezydenckie uratują i tak Kaczyńskich przed koniecznością ucieczki do Sulejówka. Co więcej, oni zbudują z tego niełatwy do obśmiania komunikat, że PO, która ma prezydenta i premiera, jest w pozycji radykalnej odpowiedzialności za państwo. I to łatwo dyskontować opozycji. Dopóki Ziobro z Kurskim się nie zdecydują na bratobójczy ruch, to nic się w PiS nie wydarzy. A oni, jeśli ruszą, to najwcześniej w 2013 roku.

Pewien jest Pan, że PO wygra wybory parlamentarne?
To jest największe ryzyko. O ile Tusk zostanie na pewno prezydentem, bo ja jednak jestem przekonany, że on niestety wystartuje, siłą rzeczy Platforma wygra też wybory samorządowe, bo one będą bezpośrednio na fali wyborów prezydenckich, o tyle będziemy mieli wielki kłopot z wygraniem wyborów parlamentarnych. Zniknie syndrom Kaczyńskich jako punktu odniesienia, nie będzie już Lecha.

Nie będzie w co walić?
Oj, nie będzie, słuszna uwaga. A do tego, po dwóch z rzędu zwycięstwach PO, obywatele też będą mieć mniejsze poczucie mobilizacji. I w końcu po odejściu Tuska do pałacu my nie będziemy mieć jasności, kto jest liderem. Zabraknie jednoznacznego przywództwa. Każdy z nas, ja, Komorowski, Schetyna, żebyśmy nie wiem jak się oszukiwali, nikt z nas nie jest takim jednoznacznym liderem. Czy ktoś wyrośnie przez ten najbliższy rok? Nie wiadomo. I w kampanii będzie sytuacja niejednoznaczna, trudno będzie zbudować w opinii publicznej takie przekonanie: warto na nich postawić, bo to jest drużyna, jest lider.

W każdym razie czeka nas podobny układ: PO kontra PiS lub PiS kontra PO?
Tak, spodziewam się, że koalicja PO-PSL będzie potwierdzona jeszcze gdzieś na pół roku przed wyborami parlamentarnymi. Tym bardziej że jeżdżąc teraz po wioskach, widzimy, że PSL rywalizuje o ten sam elektorat co PiS. My tam w ogóle nie jesteśmy w konflikcie z ludowcami. Największą niewiadomą natomiast jest to, co będzie z lewicą. Dziś wszystko wygląda na to, że SLD idzie na kompletną rozwałkę. Będzie pewnie w przyszłym parlamencie jakiś mały klub lewicy skłonny do porozumienia z PO, a PO z nim. Nie wykluczałbym też, że PSL będzie mieć świadomość, że ta lewica z 10-procentowym poparciem może być atrakcyjniejszą ilościowo ofertą dla Platformy i że jeżeli PSL nie zadba o porozumienie z PO, to się skończy na koalicji z lewicą.
Chyba że trójczłonowa wielka koalicja?
Ja bym się do tego właśnie skłaniał. Jeżeli mielibyśmy poważnie potraktować okres 2011-2012, to potrzebujemy i większości konstytucyjnej i nie ma powodu, żeby nie szukać wielkiego konsensusu w sprawie choćby poważnej reformie służby zdrowia, której już wtedy nie da się uniknąć w tym czasie czy wielkiej sanacji finansów publicznych. Zresztą jeśli w tym czasie nie będzie konstrukcji politycznej, rządowej zdolnej do, jak to mówił Jan Rokita, prawdziwego szarpnięcia za cugle, to ja w 2011 wychodzę z polityki. Ja jestem w niej teraz po to, żeby być w tym rządzie, który powstanie w maju 2011.

Czyli jedyną opozycją ma pozostać PiS?
To jest w sensie pozycjonowania się PO najlepsze rozwiązanie.

Żaden nowy byt polityczny nie pojawi się na poważnie?
Uzna mnie pani za narcyza, ale musiałoby to być porozumienie Palikot, Kalisz i może Olechowski, czy ktoś taki, ale na to się nie zanosi, bo ja jestem w PO.

Odbetonowanie sceny politycznej leży też w rękach Palikota?
No tak, bo wyjście Gowina z PO nic nie znaczy. Ta część sceny politycznej, czyli PiS, jest sformułowana i sprawniejsza niż Gowin. Jeśli coś dziś można zrobić, to po lewej stronie, tam potrzebny jest przywódca. Ja się tam nie wybieram dziś, a nie widzę nikogo innego, kto miałby taką pozycję, rozpoznawalność i stopień akceptacji. Kalisz, który ma przecież dobrą pozycję, jakoś drepcze w miejscu i jeszcze dostaje zakaz występowania w mediach. Dziecinada.

A zaimponował Panu czymś w tej kadencji Lech lub Jarosław Kaczyński?
Tak. Te ostatnie posunięcia prezydenta w kancelarii i zmiana tonacji - to jest jakoś imponujące. Świadczy o tym, że Lech Kaczyński ma wciąż siłę do walki. Jarosław zaś przy wszystkich wadach jest człowiekiem o tyle niesamowitym, że on się nigdy nie poddaje. To jest człowiek, który naprawdę chce się bić. Teraz bierze znów Dorna z Jurkiem. On realnie gra.

Bo chłopaki nie płaczą.
Tak, tam rzeczywiście chłopaki nie płaczą.
Anna Wojciechowska

Za maską błazna kryje się ambitny i zdeterminowany polityk. Mierzy wysoko

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Materiał oryginalny: Palikot: Premierem zostanie Bronisław Komorowski - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 11

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

z
zXCGWTrkNcYL

Czy może Pan podzielić się incormafją na temat tego, czym zawodowo zajmuje się fizyk techniczny.Czym sie zajmuje zawodowo fizyk techniczny, to mi trudno powiedzieć. Co innego ukonczenie a co innego czym sie zajmuje. Poza tym zalezy gdzie ukonczył, co soba reprezentuje i czym chce sie zajmować. A do czego jest przygotowany, to mozna wywnioskować patrzac na program studif3w. Kilka słf3w jak sie zaczeło i o studiach, bo to znam.W latach 60-tych, na jednej z polskich uczelni, wzorując się na MIT*, uznano, że prawdziwy fizyk to dopiero fizyk techniczny i w 1962r utworzono pierwszy w Polsce kierunek studif3w zwany fizyką techniczną. Studia trwały 6 lat. Założenia programowe to m. inn: chemia, matematyka, podstawy fizyki, elektrotechnika, teoria obwodf3w elektrycznych, maszyny elektryczne, automatyka, elektronika, radioelektronika, elektronika kwantowa, lasery, fizyka jądrowa, fizyka ciała stałego, fizyka metali, podstawy fizyki technicznej, laboratorium fizyczne, metody matematyczne fizyki, fizyka wspf3łczesna, fizyka faz skondensowanych, detektory promieniowania, ciekłe kryształy, metody numeryczne, informatyka,mechanika, metaloznastwo, wytrzymałosć materiałf3w, teoria drgań i inne specjalistyczne.Po zakończeniu studif3w absolwenci uzyskali tytuły magistrf3w inżynierf3w fizyki technicznej.Studiowanie fizyki technicznej pozwalają zrozumieć zasady funkcjonowania urządzeń technicznych. Jest szkołą ścisłego i praktycznego myślenia. W około 50% stanowiły ćwiczenia audytoryjne, laboratoryjne, projektowe, seminaria i pracownie problemowe. Od lat 90-tych kierunki fizyki technicznej istnieją na wielu innych uczelniach technicznych. *Massachusetts Institute of Technology - jedna z najbardziej prestiżowych uczelni technicznych świata. Jej celem jest jednoczesne kształcenie studentf3w i prowadzenie badań podstawowych. MIT było pierwszą na świecie uczelnią łączenia nauczania typowo akademickiego z uczestnictwem studentf3w w badaniach naukowych już po pierwszym roku studif3w.Ta unikalna cecha MIT z tego rodzaju strukturą nauczania i prowadzenia badań, była pf3źniej kopiowana przez wiele innych uczelni na świecie takich jak Caltech, Korean Institute of Technology, i wiele innych.Richard Phillips Feynman - studiował w Massachusetts Institute of TechnologyPytam się dlatego, że chciałbym nawiązać kontakt z kimś, kto pracuje w dobrze wyposażonym laboratorium fizycznym (może Pan tam pracuje albo może zna Pan kogoś takiego), w ktf3rym można prowadzić badania własności materialnych struktur.Z tego co wiem, to PW ma bardzo duze mozliwosci. Trzeba zapłacic i wiele rzeczy zrobią. Pozdrawiam!

cylinder

### W.C.,,Polsko,, ja nie chcę się kolegować z p. Palikotem , nie ! i już

o
oaktom

Jesli tacy ludzie jak palikot sa wybrani w wolnych wyborach do Polskiego Parlamentu, to co mozna sobie pomyslec o Polakach?

E
Ela

Jak można rozmawiać z kimś takim i jeszcze mówić ,że to ambitny polityk....Nie można tego czytać.Język Palikota gorszy jest przecież,niż Lepera,a pani redaktor tego oczywiście nie widzi....
Poza tym o czym on mówi.........Kiedy wreszcie niektórzy dziennikarze zobaczą to chamstwo,nienawiść,którymi przepełnieni są członkowie PO.......,którzy nawet w takich kwestiach,jak ilość
członków zakłamują(jak dziś pisze np.Wprost- Platforma p o m p u j e członków.)
Gorzej niż w PRL.!!!

M
Mszkin

paligniot a moze skonczyc sie odsiadka?co myslisz?...hmmmm...bo nie brales widze tej opcji POd rozwage POmysl i o tym boy..hehe

W
Widukind

widze na tym stolcu Seneszyn ponad wszystko a na vice- Biedronia. Jak kabaret co całą gębą .

W
Wyborca

Z tego wynika, że praca komisji ds. hazardu to lipa pierwszej klasy ... Strajk policjantów, też totalnie "olany". Ciekawe, że w sondażach tego nie widać?

!

Szkoda nawet gadać

a
antyk

Panie Dobry, oczywiscie, tak wlasnie jest- szkoda czasu na tego typa, niech sobie gada, co chce. Skoncza sie immunitety, pogadaja sobie z prokuratorem. I on, i szef szefow.

s
sa

wieczór Państwu! Takie "mądrości" - a komentarza żadnego?
Czyżbyście mieli Państwo POdobne do mojego zdanie, że szkoda czasu na takie indywiduum?
Dobrej nocy życzę!

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3