reklama

Pięć scenariuszy na wybory 2010

Michał KarnowskiZaktualizowano 
Wojciech Barczyński
Od tego, którzy politycy wyjdą na czoło prezydenckiego peletonu, zależy, jakie tematy zdominują kampanię.

Teoretycznie wszystko jest pewne: w przyszłorocznych wyborach prezydenckich Donald Tusk jest absolutnym faworytem. Według sondaży już od dwóch lat w cuglach pokonuje swojego najbardziej prawdopodobnego kontrkandydata, obecnego prezydenta, Lecha Kaczyńskiego. Co więcej, robi to lekko, naturalnie, bez wysiłku niemal. Domykając po prostu swój wielki triumf z roku 2007, kiedy to stanął na czele wszystkich niezadowolonych z rządów PiS i potem utrzymał ich poparcie. Tak rzeczywiście może być. I choć czas działa na niekorzyść premiera, to musiałoby wydarzyć się bardzo wiele niekorzystnych dla niego rzeczy, by te prognozy stały się nieaktualne. Ale mało prawdopodobne nie znaczy niemożliwe. W końcu jeszcze rok przed poprzednimi wyborami prezydenckimi Donald Tusk miał w sondażach zaledwie kilka procent, a dotarł do finału. Z kolei Lech Kaczyński dziesięć lat temu był bez szans i mógł powoli wybierać się na polityczną emeryturę. Tak naprawdę więc wszystko jest możliwe. Kampania może przybrać nieoczekiwany obrót.

Ale też odwrotnie: to, jaka i o czym będzie kampania, zależy także od tego, jaka dwójka kandydatów obejmie w tym wyścigu prowadzenie. Inaczej będą przecież rywalizowali Tusk z Kaczyńskim, a inaczej Tusk z Cimoszewiczem. Inne osie podziału zdominują wtedy scenę polityczną, inne będą tematy i emocje. To może być zresztą fascynujące, obserwacja tego, jak błyskawicznie zmieniają się także sami kandydaci. Spróbujmy pospekulować, jak mogą takie niespodziewane starcia wyglądać.

Tusk kontra Cimoszewicz, czyli prawicowy lider PO
To scenariusz wcale nie tak nieprawdopodobny, jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Jest poważnie rozpatrywany przez otoczenie Donalda Tuska. Także w wielu kręgach lewicowych uważa się, że start byłego premiera wcale nie jest wykluczony. A rzekome wycofanie się (zresztą, zawsze z zastrzeżeniami, że "nie planuje" startu) to tylko sposób na uniknięcie przedwyborczej młócki, ostrzału, sprawdzania. Z drugiej zaś strony, start profesora Tomasza Nałęcza to przygotowanie struktur dla Cimoszewicza.

Jeśli ten polityk zdecydowałby się wystartować, na pewno odebrałby sporo głosów Donaldowi Tuskowi. A jeżeli na dodatek wyprzedziłby szybko Lecha Kaczyńskiego, mielibyśmy naprawdę fascynujący pojedynek. Donald Tusk w starciu z silnym kandydatem lewicowym natychmiast stałby się bardziej prawicowy. Raz, niejako automatycznie, w kontekście. Dwa, szukając dodatkowych głosów. Znaczenia nabrałaby przeszłość solidarnościowa obecnego premiera i postkomunistyczna Cimoszewicza. I na przykład ostry atak na IPN ze strony kandydata lewicy mógłby spotkać się z... żarliwą obroną lidera PO. Wśród tematów kampanii pojawiłyby się kwestie obyczajowe, podnoszone przez lewicę. I tu pewnie zobaczylibyśmy Tuska bardziej konserwatywnego, niż jest dzisiaj. Po raz kolejny potwierdziłaby się zasada, że liderów i ich poglądy stwarza także kontekst, w jakim funkcjonują. Straciłby zaś na znaczeniu spór o stosunek do IV Rzeczpospolitej, bo obaj politycy zgadzają się w jej krytycznej ocenie. Ale jednocześnie jakieś cieplejsze słowo obecnego premiera o dorobku PiS - niewykluczone.

Tusk kontra Olechowski, czyli kto jest liberałem?

Przesunięcie w drugą, liberalną stronę spowodowałaby natomiast u Donalda Tuska konieczność poważnej rywalizacji z Andrzejem Olechowskim. Starcie obecnego szef Platformy z jej byłym tenorem byłoby licytacją na wierność ideałom założycielskim Platformy, a więc obietnicy "uwolnienia energii Polaków". Tak właśnie PO definiowała się w momencie powstania w roku 2000. Dodatkowo Olechowski, deklarujący się dzisiaj jako polityk bliski socjaldemokracji, próbowałby Tuska atakować sprawami obyczajowymi. I byłoby mu o tyle łatwiej, że nie ciągnie się za nim przeszłość kariery w PZPR, jak w przypadku Cimoszewicza.

Starcie obu polityków byłoby też niebezpiecznym dla premiera osądem jego dokonań. Olechowski już teraz podnosi argument marnowania czasu, stawiając liderom sondaży zarzut uprawiania polityki marnej.

Dodatkowo ich bitwa miałaby posmak osobistej rywalizacji dawnych politycznych przyjaciół, a to, jak wiemy, często nie dodaje dżentelmenerii, ale budzi wielką brutalność.

Kaczyński - Olechowski, czyli zagrajmy to znowu
W takim wypadku należałoby tylko odkurzyć stare billboardy z okresu starcia Polski solidarnej z liberalną. Kojarzący się dziś z liberalizmem i przywiązaniem do rynku Andrzej Olechowski byłby pod tym względem wygodnym przeciwnikiem dla obecnego prezydenta. Lech Kaczyński mógłby ponownie podnieść w górę sztandar obrony praw socjalnych Polaków zagrożonych przez liberalne zapędy kontrkandydata. I nieważne tak naprawdę, co mówiłby Olechowski. Grube teczki wycinków z jego starymi wypowiedziami wystarczyłyby obozowi pisowskiemu. Ale Olechowski też chętnie by w takie starcie wszedł, bo liczyłby na swoje osobiste atuty: umiejętność dyskusji, zdobytą jeszcze w roku 2000 aurę kandydata obywatelskiego. Krytyka systemu partyjnemu to zresztą argument, który wykorzysta przeciwko każdemu kandydatowi partyjnemu.

Kaczyński - Cimoszewicz, czyli kto z "S", a kto z PZPR
W tym przypadku tak naprawdę wrócilibyśmy do wyborów z roku 1995, kiedy główny polityczny podział nie wiązał się z poglądami na gospodarkę czy sprawy obyczajowe, ale był związany ze starciem tradycji postsolidarnościowej z postkomunistyczną. I Kaczyński, i Cimoszewicz chętnie by zresztą weszli w te buty. Pozwoliłyby one bowiem zapomnieć o ich pozostałych słabościach. Swoją drogą, ciekawe, czy 30 lat po podpisaniu porozumień sierpniowych i 20 po wyborach 1989 roku ten podział dałby się jeszcze rewitalizować. Raczej tak.

Kaczyński kontra Tusk, tyle że po nowemu
Próba nadania staremu sporowi nowej oprawy to jedyna szansa obozu prezydenckiego na pokonanie Tuska w II turze. Dziś wydaje się to niemożliwe, ale można wyobrazić sobie jakieś wydarzenie, które zupełnie zmieniłoby naszą optykę. Co to może być? Na przykład drastyczne pogorszenie gospodarcze (odpukać!) lub ujawnienie jakichś zaniedbań czy niedomówień władzy, na przykład na temat sytu- acji budżetu (niestety możliwe). A może sztabowcy PiS czymś zaskoczą? Nawet jeśli kombinują, to będzie to niezwykle trudne. W końcu ta kampania zaczęła się już w roku 2005.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Materiał oryginalny: Pięć scenariuszy na wybory 2010 - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

JaC

... na Patriota.
Nieuzbrojonego.

c
co on tu robi

A teraz za zasługi dla PIS zrobili go szefem propagandowych Wiadomości TVPIS.

P
Patriota

Tusk się do niczego nie nadaje.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3