Piotr Mazurkiewicz (trener GKS Górnik Łęczna): Po wygranym finale była lampka szampana, rozmowy i radość. Należało nam się

Aneta Galek
Aneta Galek
Piotr Mazurkiewicz podczas finału Pucharu Polski
Piotr Mazurkiewicz podczas finału Pucharu Polski Paula Duda/Łączy nas piłka
- Świętowaliśmy chyba do wpół do trzeciej nad ranem. Było kameralnie i zgodnie z przepisami sanitarnymi, ale udało się uczcić zdobycie dubletu - mówi trener piłkarek Górnika Łęczna, Piotr Mazurkiewicz, po wygranej przez jego zespół Pucharu Polski. W sobotę łęcznianki w finale rozgrywek pokonały 1:0 Czarne Sosnowiec, dzięki czemu skompletowały podwójną koronę. W rozmowie z Kurierem szkoleniowiec zielono-czarnych potwierdza też, że przed startem nowego sezonu jego podopieczne rozegrają sparing z czterokrotnym zwycięzcą Ligi Mistrzyń z rzędu, Olympique Lyon.

Emocje po finale Pucharu Polski już opadły?
Już tak, co nie zmienia faktu, że jako trener wciąż jestem niezmiernie szczęśliwy, że udowodniliśmy, iż sezon 2019/2020 należy do nas.

Udało się wam trochę poświętować?
Oczywiście. Po wyjeździe ze stadionu usiedliśmy wspólnie i świętowaliśmy chyba do wpół do trzeciej nad ranem. Było kameralnie i zgodnie z przepisami sanitarnymi, ale udało się uczcić zdobycie dubletu. Była tradycyjna lampka szampana, rozmowy i radość. Należało nam się (śmiech).

Tym bardziej że mecz finałowy nie był dla was łatwy. Szczególnie w pierwszej połowie wasza gra nie wyglądała dobrze. Jak więc może pan ocenić to spotkanie?
Spodziewałem się trudnego meczu. Wiem, że nie zagraliśmy fantastycznie, a w pierwszej połowie nie stworzyliśmy sobie żadnej sytuacji. Nie mieliśmy nawet rzutu rożnego. Mam pełną świadomość, że przyzwyczailiśmy do tego, że szybko strzelamy bramki i w 15. minucie jest 2:0. Podejrzewam, że sympatycy Górnika spodziewali się właśnie takiego obrotu spraw, ale my wiedzieliśmy, że o końcowy triumf będzie trzeba walczyć do końca. Mimo że pierwsze 45 minut było w naszym wykonaniu słabe, to byłem pewien, że ostatecznie zwyciężymy. Naszą przewagą było przede wszystkim dobre przygotowanie fizyczne, bo rywalki pomimo tego, że na początku drugiej połowy potrafiły stawić nam czoła i nie dopuszczały nas pod swoje pole karne, w pewnym momencie zaczęły padać jak muchy. Wiele zmieniło wejście na murawę Joli Siwińskiej, która dzięki swojemu doświadczeniu potrafiła uspokoić grę. Chwilę później strzeliliśmy bramkę i rozwiązaliśmy worek z sytuacjami. Co prawda więcej goli nie padło, ale ten jeden wystarczył.

Z czego wynikała ta słabsza gra?
Nie mam pojęcia. Szukaliśmy rozwiązań, nad którymi nie pracujemy nawet na treningach. Po meczu nawet moje zawodniczki były tym zaskoczone. Nasze rywalki pokazały na boisku charakter, ale koniec końców to my byliśmy górą. To piękno piłki, która po raz kolejny udowodniła, że jest nieprzewidywalna. Podobno jest to też cecha dobrych drużyn - że nawet jak grają słabo, to ostatecznie wygrywają.

Co powiedzieliście sobie w przerwie? Było zdenerwowanie?
Z mojej strony - nie. Nauczyłem się już, że krzykiem się świata nie zdobywa, szczególnie w takich meczach. Trzeba po prostu zniwelować deficyty, które mamy, a których nie powinniśmy mieć. Nasze zawodniczki są na tyle świadome, że doskonale zdawały sobie sprawę z tego, jak grają. Powiedziałem im tylko dwa zdania: jeśli macie problem ze skonstruowaniem akcji ofensywnej, wymieńcie dwa-trzy podania od tyłu, pograjcie po "koronce", wybijcie je z rytmu i dopiero wtedy ruszcie do przodu, zdobądźcie teren. Tak też się stało, a to przełożyło się na sytuacje dla nas.

Wspomniał pan wcześniej o Joli Siwińskiej. Nie bał się pan wpuścić jej na boisko w meczu o taką stawkę po blisko 1,5-rocznej przerwie spowodowanej kontuzją?
Absolutnie nie. Ja widzę pracę zawodniczek każdego dnia, wiem, w jakiej są formie, jak się zachowują. Wiedziałem, że jest dobrze przygotowana fizycznie, a do tego ma niesamowite doświadczenie, bo występowała przecież czy to w Bundeslidze, czy reprezentacji Polski. Jola sama mówiła do mnie: "trenerze, tylko nie na "szóstkę" (pozycja nr 6 - red.), bo co jeśli doprowadzę do sytuacji bramkowej dla Czarnych". Prędzej czy później, musiała się jednak zderzyć z taką sytuacją. Każda zawodniczka może popełnić na boisku błąd, niezależnie od tego, czy gra cały czas, czy wraca po kontuzji. Podjąłem ryzyko, które się opłaciło. Podobnie było w przypadku Agaty Guściory, która swoim doświadczeniem idealnie punktowała Weronikę Zawistowską. Bałem się tylko, czy wytrzyma ciśnienie, bo tuż po wejściu na boisku obejrzała żółtą kartkę.

Zwycięską bramkę zdobyła Dominika Grabowska, która podobnie jak Sylwia Matysik, żegna się z Górnikiem. Jest panu żal, że traci te zawodniczki?
Jak w przypadku każdej zawodniczki, która odchodzi z klubu. Jestem takim typem trenera, który traktuje piłkarki podmiotowo. Czuję się odpowiedzialny za nie i za to, jak rozwijają się piłkarko i życiowo. Zazwyczaj są to dziewczyny pochodzące z innych zakątków Polski, które nie mają obok siebie najbliższych, więc jakiekolwiek problemy rozwiązujemy wspólnie. Jest mi więc żal, bo wiem, jaki poziom sportowy Dominika i Sylwia prezentują, ale z drugiej strony jestem dumny, że rozwinęły się na tyle, że będą grać za granicą. To kolejne piłkarki, które w ciągu roku odchodzą na Zachód i cieszę się, że Górnik pomógł im w zrobieniu kroku naprzód.

Rozmawiamy o odejściach, ale zakontraktowaliście już też kilka nowych zawodniczek: Roksanę Ratajczyk, Dominikę Dereń, Oliwię Rapacką, Marcjannę Zawadzką, Julitę Głąb i Patrycję Rżany. Będą kolejne wzmocnienia?
Prowadzimy rozmowy, chociażby w kwestii transferu Natalii Wróbel z AZS UJ Kraków. Czekamy też na potwierdzenie chęci pozostania w Górniku ze strony kilku zawodniczek. Już teraz wiemy jednak, że oprócz Sylwii Matysik i Dominiki Grabowskiej, pożegnają się z nami także Nataliia Hryb i Alona Kovtun.

W tym roku po raz trzeci z rzędu wystąpicie w kwalifikacjach do elitarnej Ligi Mistrzyń. Myśli pan, że tym razem awans jest w waszym zasięgu?
Wszystko zależy od tego, na jakich rywali trafimy. Mam jednak nadzieję, że powiedzenie "do trzech razy sztuka" w tym przypadku znajdzie swoje potwierdzenie, bo dwie poprzednie lekcje nauczyły mnie tego, jak podejść do tego egzaminu, jakim są kwalifikacje. Gdy spotkamy się po przerwie, przeprowadzimy analizę, wykonamy badania i postaramy się przygotować zespół jak najlepiej zarówno taktycznie, jak i fizycznie. W Lidze Mistrzyń trzeba grać konsekwentnie, bo nie ma tam miejsca na głupie błędy.

Nowy sezon Ekstraligi wystartuje w drugi weekend sierpnia. Kiedy więc wracacie do treningów i jaki macie plan na okres przygotowawczy?
Spotykamy się 13 lipca. Do tego czasu skupiamy się tylko na odpoczynku i wyczyszczeniu umysłów, by w przygotowania wejść z nową energią. Okres przygotowawczy spędzimy u siebie - w Łęcznej, z powodu pandemii nie będziemy organizować specjalnego obozu. 18 lipca zagramy sparing z TME GROT SMS Łódź, a 24 lipca w Opalenicy zmierzymy się z najlepszą aktualnie drużyną klubową na świecie, Olympique Lyon.

Tokio Raport - rozmowa z Lucyną Kornobys

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie