Po premierze w Teatrze Starym: Cohen znany i nieznany...

    Po premierze w Teatrze Starym: Cohen znany i nieznany (RECENZJA)

    Andrzej Z. Kowalczyk

    Kurier Lubelski

    Aktualizacja:

    Kurier Lubelski

    Po premierze w Teatrze Starym: Cohen znany i nieznany (RECENZJA)

    ©Łukasz Kaczanowski

    Na pierwszą w nowym sezonie artystycznym premierę zaprosił w minioną sobotę lubelski Teatr Stary. Zobaczyliśmy muzyczny spektakl „Boogie Street” w reżyserii Iwony Jery według „Księgi tęsknoty” Leonarda Cohena.
    Po premierze w Teatrze Starym: Cohen znany i nieznany (RECENZJA)

    ©Łukasz Kaczanowski

    Z Cohenem jest pewien kłopot. Niby znają go wszyscy; każdy potrafi wymienić co najmniej kilka tytułów jego piosenek, a wielu potrafi je zanucić. Ale w gruncie rzeczy jest to znajomość dość jednak powierzchowna. Ograniczająca się właśnie do piosenek, nie sięgająca zaś do jego poezji i prozy. Sam uważam się za „Cohenowca”; jego piosenki towarzyszą mi od lat 70. ubiegłego wieku; rozbrzmiewały na niejednej imprezie, z której wychodziło się dopiero rano, bo obowiązywała godzina milicyjna.
    Ale znawcą jego twórczości nie ośmieliłbym się jednak nazwać. Owszem – poza słuchaniem piosenek – przeczytałem „Pięknych przegranych”, ale to wszystko. Kolejnych wydawanych przezeń tomów wierszy, w tym także „Księgi tęsknoty”, nie znam. Spektakl Iwony Jery zatem był dla mnie – a zapewne także dla znacznej części premierowej publiczności – wyprawą na ziemię nieznaną, pełną białych plam, które przynajmniej częściowo wypełniały się treścią z każdym rozbrzmiewającym ze sceny monologiem i każdą piosenką. To jeden z powodów, dla których nie jestem chyba osobą najwłaściwszą do pisania recenzji z tego spektaklu. Ktoś, kto zna tę twórczość dogłębniej, mógłby zapewne odnaleźć i wskazać więcej charakterystycznych motywów, tropów i kontekstów. Drugi powód to ten, że z powodu wspomnianych wcześniej kontaktów z twórczością Cohena odbieram ją bardziej emocjami niźli chłodnym okiem i uchem krytyka. I tak właśnie było teraz.

    Jednak ową nieznajomość całości dorobku wielkiego twórcy można przekuć w walor. Dzięki niej spektakl potrafi zaskoczyć i sprawić niejedną niespodziankę. A nawet więcej: fragmenty wybrane z „Księgi tęsknoty” – będącej wszak swego rodzaju podsumowaniem bogatego i burzliwego życia artysty – otwierają nowe perspektywy spojrzenia na jego znaną nam już twórczość. Zachęcam do dokonania pewnego eksperymentu. Po obejrzeniu i wysłuchaniu „Boogie Street” posłuchajcie Państwo kilku starych piosenek Cohena, nawet tych najlepiej znanych. A przekonacie się, że wiele z nich zabrzmi nieco inaczej niż wcześniej. Także z tego powodu warto wybrać się na spektakl Teatru Starego.

    Także, ale nie wyłącznie z tego. Realizacja Iwony Jery jest bowiem przede wszystkim bardzo dobrym spektaklem, godnym uznania w każdym elemencie. Znakomite są przekłady Daniela Wyszogrodzkiego, świetnie oddające rytm i melodyjność tekstów Cohena, a także ich dynamikę i swoistą gorączkowość. Aranżacje Krzysztofa Herdzina – choć odmienne w stylistyce – niczym nie ustępują tym stworzonym przez Phila Spectora, które bardzo lubię i wysoko cenię. Trzeba też podkreślić niebagatelny wkład sprawującego kierownictwo muzyczne Piotra Selima, który poezję śpiewaną „czuje” jak mało kto. Doskonale sprawdzili się także wykonawcy. Wojciech Leonowicz nie usiłował upodabniać się do Leonarda Cohena czy naśladować go, lecz nadzwyczaj

    wiarygodnie wykreował wewnętrzny wizerunek artysty. I wreszcie – co jest największą niespodzianką – Renata Przemyk, której nie „podejrzewałbym” o śpiewanie piosenek Cohena. Piosenek – rzec można – bardzo męskich (przypomnijmy: tytułowe „Sisters of Mercy” nie są bynajmniej zakonnicami opiekującymi się chorymi, a tytułu „Don’t Go Home With Your Hard-on” nawet nie będę tłumaczyć…), ale przecież świetnie brzmiącymi w żeńskim wykonaniu. Zwłaszcza wtedy, gdy Renatę Przemyk wspierał chórek w składzie: Magdalena Celińska i Sylwia Wójcik. Kilka z nich z pewnością można zaliczyć, do najlepszych interpretacji utworów Cohena, jakie pojawiły się na scenie, nie tylko zresztą polskiej. Nie wiem, czy twórcy spektaklu i dyrekcja Teatru Starego planują wydanie płyty w pochodzącymi zeń utworami, ale wiem, że chciałbym mieć taki album w swojej płytotece.

    Jestem pewien, że zagorzałych wielbicieli Cohena nie trzeba specjalnie przekonywać do wybrania się na „Boogie Street”; także dlatego, że jego twórczość niezbyt często gości na teatralnych scenach. Zachęcam natomiast tych wszystkich, którzy znają ją mało lub wcale. Dla nich spektakl Teatru Starego może być początkiem fascynującej przygody artystycznej.

    Czytaj treści premium w Kurierze Lubelskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    O tym się mówi

    Wideo