Po trzech dekadach czekania w Lublinie znowu mamy jedną z najlepszych drużyn w kraju

Krzysztof Nowacki
Krzysztof Nowacki
archiwum Gazety Lubuskiej
30 lat po największym sukcesie w historii lubelskiego żużla, drużyna Motoru ponownie wywalczy medal Drużynowych Mistrzostw Polski. Z sukcesu cieszy się Marek Kępa, jeden z autorów wicemistrzostwa z 1991 roku i ojciec Jakuba Kępy, współodpowiedzialnego za reaktywację speedway’a nad Bystrzycą.

W 1991 roku, w drugim sezonie po awansie do pierwszej ligi (odpowiednika dzisiejszej PGE Ekstraligi) żużlowcy Motoru Lublin zostali drugą drużyną w kraju.

- Pamiętam tą wielką radość. Po raz pierwszy w historii zdobyliśmy medal, a ja byłem jednym z głównych zawodników, którzy dołożyli cegiełkę do tego sukcesu. Mieliśmy uroczyste zakończenie sezonu, spotkaliśmy się z prezydentem miasta. Całą drużyną uczestniczyliśmy w różnych spotkaniach. Zostały mi wspomnienia i zdjęcia z tamtego okresu - wspomina Marek Kępa.

To był piękny okres lubelskiego żużla. Stadion przy Al. Zygmuntowskich wypełniał się po brzegi kibicami. Nikt chyba nie wie, ile tak naprawdę osób oglądało wtedy mecze. Relacje z tamtego okresu mówią o różnych liczbach, 20 a nawet 30 tysiącach. To były inne czasy, na trybunach nie było krzesełek tylko ławki, a kontrola na bramkach wejściowych mało dokładna.

Rok wcześniej Motor podpisał kontrakt z Hansem Nielsenem i zapoczątkował tym starty w Polsce najlepszych światowych żużlowców. Ale to sezon 1991 był pierwszym, w którym kluby tak chętnie i na tak dużą skalę podpisywały umowy z zagranicznymi zawodnikami. Przed startem rozgrywek Kurier Lubelski wymieniając obcokrajowców, którzy mieli jeździć w naszej lidze, zatytułował artykuł: „Bliżej żużlowej Europy”.

Można więc powiedzieć, że to właśnie Lublin zapoczątkował zmiany w żużlu nad Wisłą, które dzisiaj stanowią o sile PGE Ekstraligi. Marek Kępa nie ma wątpliwości, że osobą, która się do tego przyczyniła, był Tadeusz Supryn, były kierownik Motoru.

- To Tadeusz zainicjował wielkie zmiany, wprowadził do polskiej ligi zagranicznych zawodników. On był ojcem odnowy żużla w Polsce. Nikt przecież nie wyobrażał sobie, że w Lublinie może jeździć multimedalista mistrzostw świata. Przyjazd Hansa Nielsena do Lublina był jak science fiction. Ludzie zapominają o tych czasach, a to naprawdę była zasługa Tadeusza Supryna. Miał głowę na karku, potrafił wiele rzeczy załatwić. Zasłużył na medal i można go nazwać ojcem chrzestnym dzisiejszego żużla - twierdzi Marek Kępa.

„Maluch” dla kibiców

Przed 30 laty bilet normalny na mecze żużlowców kosztował 30 tysięcy złotych (w tym samym roku za oglądanie piłkarzy Motoru kibice płacili 15 tysięcy złotych).

Jeden ze sponsorów przed sezonem ufundował nagrodę, fiata 126p, rozlosowaną wśród kibiców, którzy zebrali komplet 10 programów z imprez organizowanych w Lublinie. Były również nagrody finansowe, po milionie złotych.

Wicemistrzowski sezon żużlowcy Motoru rozpoczęli od wyjazdowej porażki w Toruniu 38:52. W starciu z Apatorem lublinianie byli wzmocnieni Czechem Antoninem Kasperem, ale bez Hansa Nielsena i Leigh Adamsa. Duńczyk oraz Australijczyk pojechali w następnym spotkaniu, gdy Motor przy Al. Zygmuntowskich podejmował Morawskiego Zielona Góra. Spotkanie zakończyło się pogromem gości. Motor wygrał aż 61:29!

- Nie mogę jeszcze w to uwierzyć. Chodzi mi nie tylko o zwycięstwo, ale jego rozmiary - mówił po wygranej szczęśliwy trener Motoru, Witold Zwierzchowski.

Drużyna z Zielonej Góry wprowadziła w tamtym roku dużo kolorytu do polskiego żużla. W styczniu 1991 roku w klubie pojawił się bowiem biznesmen Zbigniew Morawski. Uratował upadający klub, a żużlowców ubrał w nowe, kolorowe kombinezony oraz zaopatrzył w motocykle najwyższej klasy.

Lubelscy żużlowcy wygrali wówczas 9 meczów, a pięć przegrali. Na koniec sezonu zgromadzili o trzy punkty mniej od zespołu z Zielonej Góry, a o dwa więcej od ekipy z Torunia.

Wicemistrzostwo Motor zapewnił sobie w przedostatniej kolejce sezonu, wygrywając u siebie z Polonią Bydgoszcz 46:43.

- Naszym zadaniem było utrzymać się w lidze. Co wyżej, to sukces - przypominał trener Zwierzchowski.

Autorami historycznego sukcesu byli: Hans Nielsen, Leigh Adam, Antonin Kasper, Marek Kępa, Dariusz Stenka, Dariusz Śledź, Jerzy Mordel, Jerzy Głogowski, Robert Jucha, Marek Muszyński, Tomasz Pawelec, Robert Birski, Marek Iwaniec. Trenera Witolda Wierzchowskiego wspomagali kierownicy sekcji Tadeusz Supryn i Stanisław Gąszcz.

Wróciły dobre czasy

Dzisiaj każdy z zawodników ma swój team, który dba o jego przygotowanie do startów. 30 lat temu motocyklami żużlowców opiekowali się… klubowi mechanicy. W Motorze byli to Krzysztof Góral, Sławomir Krawczyk i Jerzy Zgierski.

- To był inny żużel, różniący się bardzo od obecnego. Dzisiaj wszystko organizowane jest w profesjonalny sposób, PGE Ekstraliga stała się najlepszą ligą na świecie. A kiedyś drużyny jeździły na mecze jednym autobusem. W Motorze jeździliśmy autosanem, w którym z tyłu wymontowane były siedzenia i tam zawodnicy wozili motocykle. Rzadkością było, żeby w tamtych latach ktoś podróżował swoim busem - przyznaje Marek Kępa, który zapoczątkował zawodowstwo w polskim żużlu.

- Podpatrywałem, jak to wygląda na zachodzie i byłem pierwszym żużlowcem w Polsce, który miał własny samochód do przewożenia motocykli. Startowałem w różnych turniejach eliminacyjnych i obserwowałem wtedy zawodników zagranicznych. W 1983 roku podpisałem pierwszy w Polsce kontrakt zawodowy - wspomina.

Gdy sport w Polsce dostosowywał się do nowych zasad rynkowych i w połowie lat 90-tych ub. wieku przyszedł kres wielosekcyjnego klubu Motor Lublin, w lubelskim żużlu nastały chude lata. Były nawet momenty, że drużyna całkowicie znikała z żużlowej mapy.

Kilka lat później Jacek Ziółkowski, w przeszłości m.in. sędzia żużlowy, a dzisiaj menedżer Motoru, mówił: - Gdy pytano mnie, czy tamte czasy jeszcze kiedyś się powtórzą, to odpowiadałem, że już nie. Nie przypuszczałem, że może wrócić takie zainteresowanie żużlem w Lublinie - przyznał szczerze.

Od dziecka przy żużlu

Ale od 2017 roku, gdy za sprawą Jakuba Kępy i Piotra Więckowskiego reaktywowano żużel w Lublinie, moda na speedway wróciła nad Bystrzycę z równie dużą siłą.

- Atmosfera w klubie jest bardzo rodzinna. Wszyscy zawodnicy są traktowani, jak przyjaciele, członkowie rodziny. Tak klub funkcjonuje od samego początku, od startu w drugiej lidze. Kuba i Piotrek pamiętają także o byłych zawodnikach. Starają się scalić środowisko. W innych klubach byli żużlowcy nie dostają karnetów, czy zaproszeń, a Motor pamięta o nich i każdy otrzymuje wejściówki - podkreśla Marek Kępa, ojciec Jakuba Kępy.

W 2017 roku Motor awansował z drugiej do pierwszej ligi. Rok później cieszył się już z awansu do ekstraligi, a w trzecim sezonie startów z najlepszymi w kraju ma szansę zdobyć złoty medal Drużynowych Mistrzostw Polski.

- Lublin będzie stolicą żużla po prawej stronie Wisły - uważa Marek Kępa. Legendzie czarnego sportu nad Bystrzycą należy wierzyć, nie tylko dlatego, że klubem kieruje jego syn.

Jakub Kępa od dziecka towarzyszył ojcu w parku maszyn i przebywał wśród żużlowców. - Kuba od najmłodszych lat jeździł ze mną na zawody i dużo mi pomagał. Mam zdjęcie, po awansie do pierwszej ligi, na którym mały Kuba stoi ze skrzynką z narzędziami i pomaga mi przy motocyklu - wspomina dumny tata.

A opowieści ze wspólnych podróży na zawody mają mnóstwo. Nie tylko żużlowych. - Kuba od zawsze interesował się motocyklami, dużo przebywał u mnie w garażu. Jak był starszy zaczął jeździć na motocrossie. Ja po zakończeniu kariery także przesiadłem się na taki motocykl i wspólnie z Piotrem Więckowskim, z Olą Marmuszewską (wiceprezes klubu - red.), która także startowała, rodzinnie podróżowaliśmy na zawody. Ta rodzinna atmosfera została do dzisiaj i przekłada się na funckjonowanie klubu. Zawodnicy widzą, że są traktowani po przyjacielsku i dlatego chcą w Motorze jeździć - mówi Marek Kępa.

Już powtórzyli historyczny wynik

Po wyeliminowaniu w półfinale zespołu Stali Gorzów i awansie do finału PGE Ekstraligi, żużlowcy Motoru są już pewni co najmniej powtórzenia wicemistrzostwa Polski z 1991 roku. W niedzielę podejmą przy Al. Zygmuntowskich Betard Spartę Wrocław, w pierwszym z dwóch spotkań decydujących o złotym medalu.

- Jedziemy o wysokie cele i myślimy o tym, że mija 30 lat od ostatniego sukcesu. Fajnie byłoby zrobić coś wielkiego dla Lublina - przyznaje Jakub Kępa.

Złota Piłka dla Lewego?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie