Pogrzeby w czasie epidemii koronawirusa. Co się dzieje ze zwłokami ponad 260 ofiar koronawirusa w Polsce?

Gabriela Bogaczyk
Gabriela Bogaczyk
W Polsce zmarło ponad 260 osób z powodu zakażenia koronawirusem
W Polsce zmarło ponad 260 osób z powodu zakażenia koronawirusem unsplash.com/zdjęcie ilustracyjne
Udostępnij:
Dezynfekcja ciała, unikanie ubierania zwłok, zabezpieczenie ciała w szczelny worek, pięć centymetrów płynu w trumnie - takie są główne zasady pochówku osób zakażonych koronawirusem. Na razie w Polsce nie ma obowiązku spopielania zwłok zmarłych, tak jak w Chinach lub we Włoszech.

W Polsce zmarło ponad 260 osób z powodu zakażenia koronawirusem. Z tego dziesięć pochodziło z woj. lubelskiego. Jak powinien wyglądać pochówek osób zmarłych na chorobę wywołaną wirusem SARS-CoV-2? - Takie zwłoki poddane są najpierw dezynfekcji płynem odkażającym o działaniu wirusobójczym. Odstępuje się od standardowego mycia zwłok. Należy unikać ubierania i ich okazywania. Następnie ciało umieszczane jest w ochronnym, szczelnym worku. W przypadku spopielenia zwłok - w podwójnym worku. Powinno się również zdezynfekować powierzchnię zewnętrzną każdego z nich - wyjaśnia Magdalena Smolińska-Kornas, rzecznik wojewódzkiego sanepidu.

Przy przygotowaniu zwłok do pochówku należy zabezpieczyć pracowników zakładu pogrzebowego lub personel szpitala w środki ochrony indywidualnej, chodzi np. o kombinezon, fartuch ochronny, maseczkę, przyłbicę, długie rękawice. - W przypadku pochowania zmarłego na cmentarzu, trzeba umieścić na dnie trumny warstwę substancji płynochłonnej o grubości 5 cm, aby chronić przed przepuszczanie ewentualnych wydzielin ze zwłok w głąb ziemi - tłumaczy rzecznik sanepidu.

Jeśli rodzina decyduje się na spopielenie zwłok, to ciało trafia do specjalnej kapsuły transportowej. Po dotarciu do spopielarni, zwłoki są z niej wyjmowane i w worku trafiają do kremacji, zaś sama kapsuła jest dezynfekowana. Na tę chwilę w Polsce nie ma obowiązku spopielenia zwłok osób zakażonych koronawirusem. Polskie Stowarzyszenie Pogrzebowe zwraca uwagę, że obecnie nie wiemy, czy po śmierci chorego może dochodzić jeszcze do zakażania innych osób.

- Nie mamy na ten temat zielonego pojęcia. Dlatego uważamy, że spopielenie zwłok osób zakażonych powinno być obowiązkowe. Wysoka temperatura w piecu - ok. 950 stopni - daje gwarancję zabicia wirusa. Byłoby to najbezpieczniejsze rozwiązanie w takiej sytuacji. Przymus spopielenia zwłok chorych obowiązuje już w Chinach i we Włoszech - mówi Krzysztof Wolicki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Pogrzebowego.

Czy jest to popularne w Polsce? Krematorium należące do domu pogrzebowego "Hades" w Lublinie miało do tej pory jeden przypadek spopielenia zwłok osoby chorej na koronawirusa. - Wszystko odbyło się zgodnie z najnowszymi przepisami. Następnie prochy trafiają do urny. I w zasadzie mogą czekać na ceremonię pogrzebową do momentu zakończenia epidemii - wyjaśnia Adam Olszewski z domu pogrzebowego "Hades". Tak właśnie jest na przykład w przypadku księdza z Białopola, który zmarł w marcu z powodu koronawirusa w puławskim szpitalu. Urna z jego prochami zostanie złożona w grobie dopiero, gdy ustanie zagrożenie związane z epidemią koronawirusa.

Pochówki osób zakażonych to jedno, ale w czasie epidemii odbywają się również pogrzeby innych osób. Tu również wprowadzono specjalne obostrzenia. - W ceremonii nie może uczestniczyć więcej niż pięć osób z najbliższej rodziny, nie wliczając w to księdza czy pracowników zakładu pogrzebowego. Są to z pewnością trudne chwile dla rodziny, ale istotą katechizmu kościoła jest modlitwa. Z kolei znicze, wieńce, kwiaty są tylko wyrazem doczesnego pożegnania z najbliższym - tłumaczy ks. Adam Jaszcz, rzecznik lubelskiej kurii.

Pracownicy zakładów pogrzebowych mówią, że w obliczu epidemii ceremonie pogrzebowe są skromniejsze i częściej odbywają się tylko na cmentarzu, aniżeli w kaplicy. - Cmentarz na Majdanku jest otwarty, kaplica działa, msze pogrzebowe są odprawiane normalnie z zachowaniem wszelkich środków ostrożności. Jeśli ktoś chce uczestniczyć we mszy, to najczęściej stoi na zewnątrz i słucha jej z głośników. Podobnie jest w drodze na cmentarz, kondukt się wydłuża, bo ludzie idą w odstępie dwóch metrów od siebie - wyjaśnia ks. Ryszard Podpora, kapelan kaplicy cmentarnej na Majdanku.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mikołajów i Odessa bramą do Morza Czarnego

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Kurier Lubelski
Dodaj ogłoszenie