Polokosonika

    Polokosonika

    Jacek Gallant

    Kurier Lubelski

    Kurier Lubelski

    - Proszę sobie wyobrazić, że jeden z moich kosowskich pracowników używał firmowego peugeota do celów służbowych. Któregoś dnia przychodzę, patrzę i coś mi nie pasuje. Samochód ma inne koła i kołpaki niż miał poprzednio. W dodatku kołpaki są przypięte do kół plastikowymi opaskami, tak jakby były tam od zawsze. Na zwróconą przeze mnie uwagę, że nie są to oryginalne koła, pracownik firmy odparł z nieukrywanym zdziwieniem, że zupełnie nie wie, o co chodzi. Oczywiście zgłosiliśmy ten fakt policji w Prisztinie, ale winnych tej "kradzieżo - zamiany" nie odnaleziono.
    Jacek Gallant

    Jacek Gallant ©archiwum własne

    Historię tą opowiedział mi Polak, inżynier realizujący na zamówienie UE inwestycje kanalizacyjne w Mitrowicy. Kosowski pracownik nie zna sprawców i trudno mu zarzucić cokolwiek. Ot, przypadek. Zdarzyło się. A kradzież? Nie do udowodnienia. Zachowanie współpracownika może zaskoczyć każdego, bo niemożliwym wydaje się, że nie zauważył on wymiany wszystkich czterech kół. Ale co kraj, to obyczaj, zwłaszcza, że w Kosowie rządzą klany i przynależność do nich jest czymś normalnym.
    Jednym z jej elementów jest dziwnie rozumiana solidarność w ukrywaniu, a może źle rozumiana lojalność wobec swoich rodaków. "Kiedyś obcokrajowcy wyjadą, a my będziemy tu żyć nadal" - to dewiza Kosowian. Wiele tłumaczy.

    Kosowianie są generalnie bardzo życzliwi wobec cudzoziemców. Nie tylko życzliwie się uśmiechają, ale naprawdę starają się pomóc. Kiedy stoisz i czekasz na taksówkę, co najmniej kilku kierowców zatrzyma się i zaproponuje podwiezienie tam, gdzie potrzebujesz. Gdy przez przeoczenie zostawisz siatkę z zakupami w sklepie, ochroniarz będzie biegł za Tobą kilkaset metrów, aby ją oddać. Pani krawcowa pierwszą poprawkę zrobi za darmo, a i przy drugiej trzeba się mocno upierać, by w końcu zechciała przyjąć pieniądze, które należą się jej za dobrze wykonaną pracę. Z drugiej jednak strony, mimo tego, że wielu cudzoziemców w Kosowie jest bardzo długo, bliskie relacje pomiędzy nimi a Kosowianami są rzadkie, a pod powszechną życzliwością często kryje się czujność i niedowierzanie obcym. W zasadzie trudno się temu dziwić, skoro przez tyle lat byli uciskani.

    Kiedy ujawnimy nasze polskie pochodzenie, często spotykamy się z jeszcze większą akceptacją i życzliwością ze strony Kosowian. Okazuje się, że wielu z nich, zwłaszcza starszych mieszkańców tego kraju, miało coś wspólnego z Polską, przyjeżdżało do nas do pracy, uczyło się na polskiej uczelni, czy też gościło Polaków na Bałkanach. Co ciekawe, niemal każdy twierdzi, że spotykał się z dziewczyną znad Wisły, czy to w czasach kiedy jeszcze jako Jugosłowianie swobodnie jeździli po całej Europie, czy też teraz, kiedy to Polacy i Kosowianie razem pracują np. w Anglii. Tak więc Polska wielu Kosowianom kojarzy się z pięknymi Polkami, a wspomnienia o chwilach spędzonych u nas są naprawdę dobre. Nie odczułem nigdy pretensji o to, że wielu Polaków brało stronę Serbów przyznając im rację w sporach o przynależność Kosowa. Dziś sytuacja się zmieniła i Kosowianie doceniają stanowisko Polski, która uznała ich niepodległość.

    Poszukując w tym młodym kraju polskich śladów z trudem znajdujemy produkty rodem znad Wisły. W centrum Prisztiny w supermarkecie "Park City" widać tylko przyprawy do zup "Kucharka", a na stoisku alkoholowym wódkę "Belvedere" i naszą lubelską "1906". Mój przewodnik po Kosowie - Denis, super kompetentny i sprawny organizacyjnie właściciel biura nieruchomości - wspomina z nie ukrywanym podziwem i zadowoleniem nasz samochód polonez, którego dziś w Kosowie nie sposób zobaczyć. Czas tego auta również tutaj bezpowrotnie minął, choć stare jugosłowiańskie yugo, czyli zastawę można gdzieniegdzie jeszcze spotkać.

    Polskie akcenty w Kosowie to głównie ludzie. Polscy żołnierze w ramach kontyngentu KFOR (Kosowskie Siły Pokojowe) stacjonują w okolicach Gjilan i w Prisztinie, zaś polscy policjanci strzegą porządku w najbardziej zapalnym punkcie Kosowa - Mitrowicy. W ramach misji Eulex na przejściach granicznych pracują nasi celnicy, a polscy prokuratorzy i sędziowie wnoszą istotny wkład w tworzenie niezależnego sądownictwa w Kosowie. Generalnie Polacy są dobrze postrzegani i doceniani za kompetencję, rzetelność i zaangażowanie. Docenia się również naszą ułańską fantazję i poczucie humoru.

    W Kosowie jest też kilkaset polsko - kosowskich rodzin, małżeństw zawartych jeszcze za czasów byłej Jugosławii. Z takiej pochodzi Petrit, którego poznałem przy okazji pobytu w Peji, do niedawna pracownik Eulexu, dziś współpracujący z Polską ekspert projektów UE. Jest on synem Polki i Kosowianina. Włada biegle językiem polskim. Jego matka jest uznanym lekarzem stomatologiem w Peji. Wyszła za mąż za Kosowianina, wtedy studenta z Belgradu. Dziś razem pracują i mieszkają w zachodnim Kosowie. I takie związki rodzinne powodują, że jesteśmy tu jako Polacy dobrze postrzegani.

    W Polsce działa Stowarzyszenie Polsko - Kosowskie KOS-POL, a w Kosowie Towarzystwo Kosowsko - Polskie "Mazovia". Obydwa popularyzują wiedzę o naszych krajach i łączą Polaków z Kosowianami. Takie polonika w wydaniu kosowskim i polskim. Ja nazywam je polokosonikami, by było ciekawiej.
















    Czytaj treści premium w Kurierze Lubelskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    W związku z ciszą wyborczą komentarze zostały wyłączone, zapraszamy z powrotem w niedzielę wieczorem.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    O tym się mówi

    Wideo