Pomiędzy "-śmy" a "-li"

Jan Pleszczyński
Choćbym nie wiem jakie wyprawiał tu słowne łamańce i zaklinał się, że Euro nic a nic mnie nie obchodzi, to i tak nikt nie uwierzy. Bo przecież za kilka godzin siądę przed telewizorem i obejrzę ceremonię otwarcia. W końcu mam niewielkie szanse na to, że dożyję jakiejś następnej imprezy tej rangi, która będzie odbywać się w Polsce.

Mecz z Grecją też obejrzę - i następne mecze, przynajmniej z udziałem naszych. Oby więcej niż trzy, choć naprawdę co najmniej od 20 lat nie znoszę piłki nożnej w polskim wykonaniu. Nie przekonałem się do niej nawet wtedy, gdy wygrywaliśmy z Portugalią. Prawdę mówiąc, jeszcze mniej jestem przekonany dziś, ale irracjonalnie wierzę, że z grupy wyjdziemy, a potem to kto wie, kto wie...
Choć w zasadzie wiadomo, co będzie potem. Jak osiągniemy sukces, to jesteśmy wielcy. Wygraliśmy! "Śmy" - czyli my. Jeśli będzie klęska: przegrany mecz otwarcia, mecz o wszystko i mecz o honor, to nie my, to oni przegrali.

Jak wygramy - to nasze stadiony będą najpiękniejsze w Europie, autostrady wspaniałe, minister Mucha fantastyczna, premier świetny gość, który nie tylko kocha futbol, ale i sam nieźle kopnąć potrafi - nie to, co ten łajzowaty prezes, któremu zawsze wszystko źle. A w Lublinie pewnie nawet budowa stadionu przy ul. Krochmalnej nabierze bardziej konkretnych kształtów.

Jeśli będzie klęska, to okaże się, że mamy najdroższe na świecie stadiony, kompletnie nikomu do niczego niepotrzebne; że nasze autostrady to tandetne imitacje prawdziwych autostrad; że pani minister ma takie pojęcie o sporcie, jak premier o rządzeniu; że potrzeba nam natychmiast męża stanu, a nie chłopczyka w krótkich spodenkach. A lubelskim kopaczom, skoro od niepamiętnych lat pałętają się w którejś tam lidze - piątej czy dziesiątej, to bez znaczenia - w zupełności wystarczy jakiś kawałek klepiska.

Usłyszymy to, co słyszymy przy każdej okazji. Np. jak to my obaliliśmy komunizm, a oni potem wszystko spartaczyli - to tak a propos rocznicy 4 czerwca, którą obchodziliśmy w tym tygodniu. Wprawdzie jedni mieli na myśli rok 1989, a drudzy 1992, ale jednak obchodziliśmy.

Tak czy siak, bez względu na to, kto ten komunizm obalił, to i tak wygraliśmy. I bez względu na wynik naszej drużyny, Euro też już wygraliśmy, choć mistrzami raczej nie zostaniemy a i na wyjście z grupy szanse nie-zbyt wielkie. Ale dziś oczywiście Greków roz-niesiemy. My.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
az

O co konkretnie chodzi autorowi? Oprocz zwyczajowego propagowania szwejkizmu, co czyni od 15 lat...

o
oko proroka

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a więc poziom zadowolenia zależeć będzie od tego kto na kapitaliźmie zyskał, a kto stracił. W związku z tym nastąpiło rozwarstwienie społeczeństwa na biednych i bogatych, z jednej strony slamsy i bloki socjalne, z drugiej apartamenty i dzielnice willowe. Narastającego niezadowolenia ubogiej części społeczeństwa, nie przykryje prężna rozbudowa i renowacja miasta. Na murze jednej z ulic Lublina bodajże od 1989 r. widnieje nadal, dający dużo do myślenia napis :'OBALILI MY SOCJALIZM, OBALIMY KAPITALIZM..."

Dodaj ogłoszenie