Ponad 60 domów przy Dzierżawnej wywłaszczonych. „Urzędnicy nie rozumieją, że to wejście z butami w czyjeś życie”

Plan jest prosty – ulicę Lubelskiego Lipca’80 połączyć z ulicą Krochmalną. Jednak by mogło powstać dwujezdniowe, około kilometrowe przedłużenie z powierzchni ziemi musi zniknąć 150 budynków, w tym ok. 60 mieszkalnych. Co na to mieszkańcy? Choć temat znany jest im od lat, dziś do realizacji projektu już bliżej niż kiedykolwiek. – Złomiarze podchodzą mi pod dom i planują, co który weźmie, ruszają słupkami, wpychają się do komórki, na strych… Jestem wykończona - mówi jedna z mieszkanek.

W otoczeniu płonących ruder

Domy we wszystkich możliwych stadiach rozkładu napotka przechodzień, który zechce skrócić sobie drogę przez ulicę Dzierżawną. Większość budynków jest opuszczona, okna zieją wybitymi szybami. Połamane ogrodzenia, w ogródkach woda stojąca do kostek lub wyżej, drewniane zgliszcza po podpaleniach, które wyjątkowo często się tutaj zdarzają. Takie otoczenie ma na co dzień pan Stanisław, który mieszka w jednym z niewielu zabudowań, które się przy tej ulicy ostały.

- Tu w sąsiedztwie tylko sąsiad czasem przyjedzie gołębie nakarmić. Reszta to puste chałupy, zostałem sam – pokazuje na rozsypujące się rudery. - Tylko chodzę i śmieci zbieram, ostatnio dwa wory butelek stamtąd wyniosłem. Ciągle ktoś coś podpala, a to drewniane zabudowania i dachy z papy - momentalnie pożar pójdzie po wszystkim, jeśli ktoś ogień zaprószy. Te domy, co ktoś opuści – natychmiast rozkradają, dach zdejmują, drzwi i okna sprzedają, słupki z ziemi wykopują… Nie rozumiem, dlaczego od razu to wszystko nie jest wyburzone.

Na pytanie odpowiada przewodnicząca zarządu dzielnicy Za Cukrownią Lidia Kasprzak-Chachaj.

- Zarząd Dróg i Mostów - bo do niego należą teraz te wywłaszczone tereny - wyraził zgodę, żeby mieszkańcy sobie z tych budynków jeszcze korzystali aż do rozpoczęcia budowy – mówi.

Samym wyburzaniem zajmie się więc dopiero wykonawca, którego wyłoni drugi przetarg (pierwszy został unieważniony, bo oczekiwania finansowe przekraczały możliwości ratusza).

- Większość nieruchomości jest już w dyspozycji Zarządu Dróg i Mostów – mówi Joanna Stryczewska z biura prasowego prezydenta. - Prace rozbiórkowe będą elementem realizacji inwestycji na dalszym etapie, gdy teren będzie przekazany pod plac budowy.

Tę sytuację potwierdza pani Paulina, której wywłaszczenie nie objęło. Według niej niektórzy nadal korzystają ze swoich zabudowań. Wiele budynków pada jednak ofiarą dewastacji i staje się tak zwanymi melinami – świadczą o tym najlepiej całe hałdy śmieci piętrzące się dookoła nich.

- Dodatkowym problemem jest woda – tłumaczy. - Nasza ulica zawsze miała z tym problem, ale teraz, kiedy mieszkańcy zniknęli jest po prostu tragicznie. Z jednej strony Bystrzyca, z drugiej – wzniesienie. Kiedy będą podnosić grunt pod drogę to przecież ten problem tylko się zaostrzy.

Rzeczywiście – mijając kolejne działki można zobaczyć wodę sięgającą powyżej poziomu progu i zalane po sam murek ogrodzenia ogródki. To z kolei zachęca do wizyt w ostatnich zamieszkałych domach szukające schronienia myszy.

Ani wywłaszczenia, ani wody, ani myszy, nie boi się pan Mirosław, którego zastajemy przy remoncie.

- Teraz jeszcze nic nam nie zabierają, a jeśli będą chcieli zabrać w przyszłości – to przecież należy się odszkodowanie – tłumaczy. - A żyć tak w gorszych warunkach, bo może kiedyś gdzieś coś ktoś zabierze – to też bez sensu. Ten dom należy do mojej rodziny od lat 90., remontuję go dla córki – mówi.

Kawalerka czy 100 tysięcy odszkodowania?

Ci, którzy zdecydowali się opuścić to Dzierżawną mieli do wyboru odszkodowanie i/lub lokal zastępczy.

- Od 2019 roku mieszkańcy byli informowani korespondencyjnie i telefonicznie – tłumaczy Joanna Stryczewska z biura prasowego prezydenta. - Ponad połowa nieruchomości posiadała nieuregulowany stan własności, tym musiał zająć się sąd. Właściciele po otrzymaniu odszkodowań decydowali się na budowę domów lub zakup mieszkań we własnym zakresie. Część mieszkańców otrzymało lokale zastępcze poprzez skierowanie z Wydziału Spraw Mieszkaniowych Urzędu Miasta Lublin.

Do takiego lokalu przeprowadziła się na przykład pani Anna.

- Mój trafił się w nowym budownictwie, więc jestem zadowolona, ale sąsiedzi trafili gorzej. Na szczęście mieli kilka opcji do wyboru i w końcu znaleźli coś satysfakcjonującego – w dobrym stanie, lokalizacji i sąsiedztwie – mówi.

Nieusatysfakcjonowana zarówno propozycjami lokalu zastępczego jak i wysokością odszkodowania jest za to pani Grażyna, której dom znajduje się na liście do wyburzenia.

- Urodziłam się tutaj, mieszkałam całe życie, opuszczenie tego miejsca jest dla mnie naprawdę trudne – mówi. - Dodatkowo mam pod opieką dużego psa, którego ocaliłam od schroniska właśnie z myślą o tym, że mam do dyspozycji stumetrowy dom i ogród, przestrzeń dla niego. Wszystkie zaproponowane mi mieszkania był maleńkimi kawalerkami (do 30 metrów). Pieniądze ze śmiesznie niskiego odszkodowania ustalonego w 2019 roku utknęły za to w depozycie pomimo prawomocnego wyroku. Przez to nie naliczają się odsetki.

- Otrzymywaliśmy od samego początku skargi od mieszkańców, bo odszkodowania były ustalane na podstawie sytuacji na rynku w 2018 roku, pandemia i kryzys zdezaktualizowały tą wycenę – potwierdza Lidia Kasprzak-Chachaj. - Niektórzy z nich dobierali kredyty do odszkodowań, żeby zakupić mieszkanie.

- Urząd Miasta straszył mnie niejednokrotnie eksmisją i tym, że wznowienie postępowania w mojej sprawie będzie postępowało latami – kontynuuje pani Grażyna. - Od 4 lat leczę się na depresję, ten stres mnie wykańcza. Na początku byłam naprawdę załamana – ale zdecydowałam, że będę walczyć. Urzędnicy nie rozumieją, że takie wywłaszczenie to wejście z butami w czyjeś życie. To powinna być rzetelna wycena z zadośćuczynieniem, powinnam móc znaleźć w miarę zbliżone warunki do tych, które mam teraz. A tutaj działki dookoła poszły za 60, 70, 120 tysięcy – wylicza wskazując na kolejne okoliczne zabudowania. - To co ja za taką kwotę kupię? Sama mam już dosyć tej dzielnicy, jestem wykończona. Złomiarze podchodzą mi pod dom i widzę, że już się dogadują i planują, co który weźmie… Już mi wchodzili do komórki, na strych. Gdyby nie pies nie dałabym rady upilnować.

Jeśli wszystko pójdzie dobrze, pani Grażyna opuści Dzierżawną pod koniec lutego. Wśród rozmów z mieszkańcami dominuje jednak jeden dylemat: kto ma gorzej – ci, których wywłaszczyli, czy ci, którzy się na wywłaszczenie nie załapali?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

iPolitycznie - Ustawa o wyrównywaniu szans w przygotowaniu - skrót

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Przecież ta największa wieś po prawej stronie Wisły jest własnością lenną szlachetnie urodzonego potomka starożytnych władców Polski z Jej najjaśniejszych czasów...

Wszystko jest JEGO...

Ulice, domy, lasy, pola... i my też...

Nawet moja żona należy do niego...
Wróć na kurierlubelski.pl Kurier Lubelski
Dodaj ogłoszenie