reklama

Poparzył całe ciało ratując dzieci - w Wigilię poprowadził "Wiadomości"

Redakcja
Krzysztof Ziemiec wierzy, że wszystko, co się zdarza, dzieje się w jakimś celu. Tylko trzeba umieć się uczyć
Krzysztof Ziemiec wierzy, że wszystko, co się zdarza, dzieje się w jakimś celu. Tylko trzeba umieć się uczyć Bartek Syta/POLSKA
Półtora roku temu lekarze nie dawali Krzysztofowi Ziemcowi dużych szans, że przeżyje - ratując dzieci z pożaru, poparzył całe ciało. Wygrał jednak batalię ze śmiercią, bólem, własną słabością. O tym, jak się ogarnął i dzięki komu, opowiada Mirze Suchodolskiej

W Wigilię powrócisz symbolicznie do grona żywych i poprowadzisz "Wiadomości" w TVP 1. Na portalach piszą, że zdejmiesz rękawiczki. To jakiś symbol?

Boję się, mam lekką tremę, ale mam też nadzieję. Jeszcze rok temu to ja byłem trup, nieboszczyk, człowiek zupełnie niesprawny - tak mogę powiedzieć. Nie mogłem siedzieć, nie potrafiłem prowadzić samochodu. Chodzić - tylko z laseczką. Nawet na zakupy do sklepu czy do lekarza wybierałem się z takim małym stołeczkiem. Bo jak przysiadłem na chwilę, żeby odpocząć, zaraz musiałem sobie ten stołeczek podkładać pod nogi - żeby były w poziomie, a nie w pionie, tak bardzo bolało. Nogi mam od kolan poparzone, niektóre żyły spalone, nie przepuszczają dobrze krwi, przez to nie mam dobrego krążenia. Zapisałem się na wizytę do szpitala w Siemianowicach, słynnej oparzeniówki. Tam bardzo miłe panie zbadały mnie. I w grzeczny sposób, acz bardzo wyraźnie, dały do zrozumienia, żebym nie zabierał im cennego czasu, sam się ogarnął, bo tutaj są ludzie w o wiele gorszym ode mnie stanie, którzy bardziej potrzebują pomocy, bo mają poparzone po 80, 90 procent powierzchni ciała. Ze mną będzie niedługo całkiem dobrze, tylko muszę być twardy i natychmiast wyrzucić swój stołeczek, bo jeśli tego nie zrobię, to już będę z nim chodził do końca życia, dostanę przykurczów w mięśniach i zostanę kaleką. I zacząłem powoli odstawiać ten stołeczek, bardzo powoli. Ale to mi uzmysłowiło, że inni mają gorzej, że np. ci górnicy, którzy zostali poparzeni w ostatnim wybuchu metanu na Śląsku, są w o wiele gorszej sytuacji. Że mój ból przy ich bólu to tak, jakby oni byli na studiach, a ja w przedszkolu. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić, jak ich bolało. I tak zacząłem się zbierać.

Porozmawiajmy o bólu. Przewrócimy się, mówimy: boli. Walniemy młotkiem w palce: też boli. Boli ząb, boli rodzenie dzieci. Ciebie jak bolało?

Ja nawet nie potrafię tego bólu opisać. Boli całe ciało. Cały czas. Ale jest jeszcze dyscyplina dodatkowa, czyli zmiana opatrunków. Ja miałem poparzone całe ciało. Byłem od stóp do głów w bandażach, a zmiana opatrunku to był dodatkowy ból. Jak gdyby ktoś żywcem obdzierał cię ze skóry. Bandaż przylega do ciała, przykleja się do rany, a trzeba go raz na dobę zmieniać, żeby nie wdarło się zakażenie. Czekałem każdego dnia na ten zabieg jak na wykonanie kary śmierci, bałem się potwornie. Wiedziałem, że to, co teraz wydaje mi się nieznośnym bólem, będzie jeszcze bardziej bolało, wydawało mi się, że tego nie zniosę. Musiało upłynąć wiele czasu, zanim się nie przestawiłem psychicznie na tyle, że potrafiłem sobie powiedzieć: OK, będzie bardzo bolało, ale minie. I potem będzie dobrze.

Krzyczałeś?

Czasami krzyczałem, płakałem. Bardzo się tego wstydziłem, ale nie mogłem się opanować. Mówili mi, że i tak krzyczę ciszej niż inni, że zwłaszcza młodzi ludzie są mało odporni na ból, ale... Strach potęguje ból.

Dostawałeś na pewno silne środki przeciwbólowe, bez nich ból by cię zabił.

Byłem na morfinie. Kiedy lekarz pytał, czy się zgadzam, oponowałem. Bałem się narkotyków, uzależnienia. Ale przekonywał mnie, że nawet dzieci to biorą, bez tego będzie bardzo ciężko. I mimo że byłem na morfinie, czułem wielki ból.

A wydaje nam się, że tacy jesteśmy wyedukowani, wysublimowani, intelektualni. Ale w pewnym momencie jest tak, że zostajemy sprowadzeni do poziomu drżącej, uszkodzonej tkanki i zostaje nam zwierzęcy krzyk.

Ale też jest tak, że do tego sprowadza się kwintesencja życia. Że nie zawsze jest miło, dobrze, gładko. Są też takie momenty, kiedy trzeba poczuć upadek, smak łez i bólu. I to nie na chwilę, kiedy się paluszek poparzy, ale na wiele, wiele miesięcy. Więc znam smak życia od podszewki, wiem, co znaczy cierpienie, zmaganie się z życiem.

Dla mnie to bzdura, że cierpienie uszlachetnia. Raczej pokazuje człowiekowi, jaki jest bezradny, jak mało znaczy.

Taki przykład. Ostatnio dużo jeżdżę metrem. To był dzień powszedni, wieczór, może godzina 20.00. Do wagonu wszedł starszy pan, siwiuteńki, osiemdziesiąt parę lat, w mundurze harcerskim. Z harmonijką ustną. Zaczął grać. Kolędy. Po tym, co mi się przydarzyło, jestem jakoś bardziej czuły na ludzką krzywdę i niedolę. Rzuciłem mu do koszyczka pięć złotych. Bardzo się ucieszył, prawie mnie objął. I powiedział, że jestem pierwszy, który mu coś dzisiaj dał. Nie chciało mi się wierzyć. Ten pan powiedział mi, że mieszka w takiej kamienicy, gdzie mu podniesiono czynsz z 200 zł do 1500 i nie ma za co żyć. Kiedyś być może udawałbym, że w ogóle tego faceta nie widzę, zwłaszcza że na ulicy co krok spotykasz ludzi wyciągających rękę. Jedni robią to z biedy, inni wybrali taki zawód i zarabiają na żebraniu dobre pieniądze. Nigdy nie wiadomo, komu się pomaga. Ale można przegapić tego, kto naprawdę potrzebuje pomocy. Nie chcę przez to powiedzieć, że nagle stałem się jakimś socjalistą, który przeznaczyłby na pomoc biednym sute dotacje państwowe. Nie, sprawa jest prostsza - masz więcej, jest ci lepiej, w miarę swoich możliwości powinieneś podzielić się z innymi - bo czemu tego nie zrobić. Od wypadku razem z żoną staramy się wspomagać biednych, np. zawozimy im do baraków, w których mieszkają, ciepłe jedzenie albo dajemy ubrania i zabawki dla dzieci. Sami, bez pośredników w postaci jakiejś fundacji.
Jakoś trudno mi uwierzyć, że kiedy leżałeś w szpitalu, wrzeszcząc z bólu, miałeś głowę pełną głębokich, humanitarnych myśli.

Pewnie, że nie. Ale takie wypadki działają jak sole trzeźwiące. Zanim zdarzył się ten mój, byłem młodym, zdrowym facetem, nigdy nawet zęby mnie nie bolały. Odniosłem sukces zawodowy, własnymi siłami, miałem szczęśliwą rodzinę, pieniądze - prawie windą do nieba. I jest tak, że człowiek przestaje zwracać uwagę na innych, koncentruje się na sobie i swoim życiu. I wtedy zimny prysznic - dowiadujesz się, że wszystko, z czego byłeś tak bardzo dumny, łatwo możesz stracić. Przemieniasz się w niedołężnego staruszka, który nie jest w stanie się ubrać i utrzymać szczoteczki do zębów, któremu żona musi podcierać pupę. Kupa dziecka pachnie, człowieka dorosłego niekoniecznie. Żona pomagała mi usadzić się na "tronie", żebym mógł się wysiusiać, co bardzo, bardzo bolało. Trudne uczucie, jesteś zależny od innych, bezbronny, nagi. Zaczynasz doceniać zdrowie, rodzinę, życie.

Wcześniej byłeś nieczułym lanserem nastawionym na siebie i swój sukces?

Nie, nie byłem złym człowiekiem. Raczej skromnym, choć strasznie zabieganym. Tak bardzo, że nie starczało mi czasu na to, żeby się zatrzymać, zadzwonić, powiedzieć, że kogoś kocham, kogoś bardzo lubię, że mi zależy. Nie starczało mi na to czasu. Na głupi telefon, SMS. Dostałem na to drugie życie. I na to, aby zrozumieć, co dla innych znaczę. Dla najbliższych, i dla tych, o których istnieniu zapomniałem lub nie zdawałem sobie z niego sprawy. To moja żona jest osobą, która pomogła mi najbardziej przejść przez to wszystko. Jej dłoń ściskałem jak kotwicę, a kiedy musiała wyjść z mojego szpitalnego pokoju do domu, aby zająć się dziećmi, czułem się samotny, osierocony, jak w więzieniu, wydawało mi się, że zwariuję. Ale byli też inni ludzie, którzy chcieli pomóc. Nawet tacy, o których wcześniej nie miałem dobrego zdania, bo wydawało mi się, że mnie nie lubią, więc ja ich też z góry nie lubiłem. Pewien kolega, nie mieliśmy kontaktu ze sobą od dziesięciu lat, miałem o nim złe zdanie, podśmiewałem się z niego, właśnie on zaproponował mi, że zaopiekuje się moimi dziećmi na czas choroby i może mi pożyczyć pieniądze, bo coś odłożył. Koledzy z pracy odnowili mi mieszkanie po pożarze, nawet ludzie, którzy znali mnie tylko z ekranu TV, dzwonili. Leżałem półprzytomny, jakiś facet wszedł do szpitalnej sali i powiedział, że oddał dla mnie krew. Byłem słaby, półprzytomny, nawet nie powiedziałem, że dziękuję.

Bez tego doładowania od innych ludzi byłoby trudniej.

Prawie równo ze mną do szpitala przywieźli faceta, który został poparzony w podobny do mnie sposób. Tyle że miał bardziej ode mnie pod górę - we wczesnej młodości, gdzieś na poligonie, stracił nogę, nigdy się nie ożenił, nie miał jak ja trójki dzieci, tej świadomości, że ma dla kogo żyć. I niedawno się dowiedziałem, że kiedy ja wracam do normalnego życia, do pracy, on dopiero, powoli, wraca do zdrowia. Nie miał się dla kogo starać.

W co uciekałeś, żeby oddalić się od bólu i strachu?

Mówiliśmy o morfinie, która niby nie uzależnia. Uzależnia. A w każdym razie powoduje złe sny. Kiedy żona wychodziła, ja starałem się zasnąć, wtedy robiło mi się gorąco i zimno. Czułem, że jestem wplątany w sieć rybacką, z której nie mogę się wyplątać. I miałem wrażenie, że za chwilę przez okno wpadnie piorun, który zapali wszystko. I znów nie będę mógł się wydostać, jak wtedy. Albo kiedy usypiałem, śniło mi się, że przejeżdża przeze mnie czołg albo walec. Albo idę, schylam się i coś podnoszę z ulicy, a to jest ususzone moje dziecko. To były złe sny, wizje, które trwały, dokąd nie odstawiłem morfiny.

To nie tylko morfina ryje umysł, to psychika odreagowuje.

Jak już było mi trochę lepiej, odstawiłem morfinę i poprosiłem żonę, żeby przyniosła coś do czytania. I jakoś tak się złożyło, choć wcale o to nie prosiłem, że przyniosła mi książki o Powstaniu Warszawskim. Przed tym wypadkiem ja często rozmawiałem i myślałem o Powstaniu. Mówiłem nawet w żartach znajomym, że chciałbym bohatersko umrzeć jak ci ludzie w Powstaniu, takie mi się to wydawało romantyczne. I uświadomiłem sobie, że oni zdychali w bólu, wrzeszcząc w agonii gdzieś w szpitalnej piwnicy, że byłem strasznie naiwny, tak myśląc. Teraz jeszcze dobitniej czuję ten tragizm - oni nie mieli środków przeciwbólowych, była tylko co najwyżej gorzała.
Nie każdy nadaje się na Hioba.

Nikt się nie nadaje.

Czego dowiedziałeś się o sobie?

O gatunku ludzkim. Choćby tego, że w chwili zagrożenia jest taki przypływ adrenaliny, że człowiek jest zdolny do niesamowitych rzeczy. U mnie impuls "uciekaj lub walcz" sprawił, że wyważyłem płonące drzwi, nie uciekłem jak tchórz, i jestem z tego powodu bardzo zadowolony. Wcześniej nie wiedziałem tego o sobie. Tego dnia, 22 czerwca 2008 roku, byłem sfokusowany na to, żeby uratować siebie i innych.

Jak będą wyglądały wasze święta. Świeczek na choince nie zapalisz.

Nie zapalę, bo bałbym się, zresztą byłoby to bardzo głupie. Ale nie mam jakiegoś urazu przed ogniem, fobii. Bałem się, że to mi zostanie na całe życie, ale nie. Całkiem niedawno, w wakacje, paliliśmy ognisko i jakoś udało mi się nie uciec. Bardziej w dzieciach to zostało, jeszcze niedawno, słysząc wyjący sygnał karetki, chciały się wracać do domu, sprawdzać, co się stało z tatą, bo pogotowie na pewno jedzie do tatusia. To pokazuje, jak silny jest ten uraz. Ale drzewko ubraliśmy, duże, takie, jak je sobie wymarzyłem, żeby było wspaniałe i pachniało w całym domu. Pachnie jak nigdy w życiu. Jak nigdy dotąd. I życie lepiej smakuje.

Mira Suchodolska

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Materiał oryginalny: Poparzył całe ciało ratując dzieci - w Wigilię poprowadził "Wiadomości" - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

m
magmen

Duzo zdrowia zycze!!

Ps:Widukind?A kim ty jestes dupku

W
Widukind

szacunek kolego a niewiele osób na niego zasłużyło.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3