Prof Pipes: Reagan był wściekły na Sowietów

RedakcjaZaktualizowano 
Z prof. Richardem Pipesem, doradcą prezydenta Ronalda Reagana ds. Rosji i Europy Środkowej, rozmawia Joanna Berendt.

Pamięta Pan, co się działo w gabinecie prezydenta Ronalda Reagana, kiedy dowiedzieliście się, że w Polsce wprowadzono stan wojenny?
Pamiętam, że wszystko rozgrywało się późnym wieczorem 12 grudnia. Ja byłem w domu, kiedy otrzymałem telefon z Białego Domu na temat tego, co działo się w Polsce. Poprosili, żebym się jak najszybciej zjawił. Pojechałem tam. Prezydenta Reagana wtedy nie było w Waszyngtonie, bo akurat przebywał w swoim domu na wsi. Był za to wiceprezydent George Bush.

Na spotkaniu panowało zamieszanie, bo nikt nie wiedział, co naprawdę się działo. Komunikacja z Polską była w kiepskim stanie. Próbowaliśmy się czegoś dowiedzieć na własną rękę. Ja dzwoniłem po swoich znajomych Polakach, ale oni też nic nie wiedzieli.

W Waszyngtonie był wtedy akurat członek Solidarności i on nie był specjalnie zaskoczony wiadomościami o wprowadzeniu stanu wojennego, które docierały do nas w strzępach. Dopiero następnego dnia byliśmy w stanie ustalić coś konkretniejszego.

Europy nie interesowała Polska, bo uważała postanowienia z Jałty za ciągle obowiązujące. Polska była więc częścią bloku komunistycznego, czyli ZSRR. Reagan jednak nigdy Jałty nie uznał

A kiedy dołączył do was prezydent Reagan?
Następnego tygodnia, kiedy mieliśmy właściwe posiedzenie całej Rady Bezpieczeństwa.

I jak zareagował?
Prezydent był wściekły. Nigdy nie widziałem go aż tak zdenerwowanego. Zdawał sobie oczywiście sprawę, że to Rosjanie wywarli presję na generała Wojciecha Jaruzelskiego, by ten wprowadził stan wojenny. Wszyscy wiemy, że jego stosunek do Związku Radzieckiego nigdy nie był specjalnie przychylny, ale ta sytuacja dolała tylko oliwy do ognia.

Najbardziej denerwowało go, że pomimo oczywistości tych nacisków, które ZSRR wywierał na Polskę - a dodatkowo mieliśmy potwierdzenie tego w postaci relacji pułkownika Kuklińskiego - Breżniew wszystkiemu zaprzeczał. Pomimo że Reagan nigdy nie miał z nim poprawnych relacji, to wtedy te relacje jeszcze bardziej się pogorszyły.

Co chciał zatem zrobić amerykański prezydent?
Zastanawiał się nawet nad całkowitym zerwaniem stosunków ze Związkiem Radzieckim.

Ale, zdaje się, skończyło się tylko na sankcjach.
Tak, to było właśnie moją odpowiedzialnością. Musiałem sporządzić listę sankcji, które potem nałożyliśmy na Polskę i ZSRR. Był jednak problem z naszymi sojusznikami w Europie, którzy nie chcieli poprzeć takiego rozwiązania. Większość uważała, że to sprawa Polski i nie chcieli się w to mieszać. Tylko Wielka Brytania pozytywnie odpowiedziała na nasze wezwanie.

Dlaczego był taki słaby odzew?
Zdecydowana większość uważała postanowienia z Jałty za ciągle obowiązujące. Polska jako taka była częścią bloku komunistycznego i nie było sensu ingerować w politykę ZSRR czy starać się ją zmieniać. Uważali, że ich wpływy nie sięgały Polski czy Czech. Stany Zjednoczone nigdy nie zaakceptowały Jałty. Zwłaszcza Reagan był jej wielkim przeciwnikiem.

Rozważaliście także coś poza sankcjami?
Prezydent Reagan zagrał w stosunku do Polski ekonomiczną kartą - jeżeli Jaruzelski zniesie stan wojenny, USA udzielą Polsce pomocy finansowej. Nie chodziło jednak o ekonomię. To była kwestia czysto polityczna.
Jaka była w tym wszystkim dokładnie rola pułkownika Ryszarda Kuklińskiego?
Był naszym współpracownikiem w Warszawie. Z PRL do Stanów Zjednoczonych uciekł jakoś na początku listopada. To od niego wiedzieliśmy o planowanym przeprowadzeniu zamachu stanu. Nie wiedział jednak, kiedy to miało nastąpić. Tego 12 grudnia był tak samo zaskoczony jak i my wszyscy.

Pułkownik Kukliński przekazał jeszcze jakieś inne informacje? Np. odnośnie do tego, czy groźba wkroczenia do Polski wojsk Układu Warszawskiego była realna?

To, że była to pusta pogróżka, wiedzieliśmy i bez niego. Wkroczenia wojsk Układu spodziewaliśmy się na początku 1981 roku. Na zdjęciach satelitarnych, które regularnie otrzymywałem, było wtedy widać skupiska wojsk radzieckich i innych. Pod koniec tego roku zdjęcia satelitarne niczego takiego już nie pokazały. ZSRR co najwyżej mógł zastosować względem Polski ekonomiczne represje - na przykład odciąć dostawy gazu.

Nie myśleliście, by mimo wszystko jakoś zareagować wcześniej, skoro już mieliście informacje na temat tego, że ma być wprowadzony stan wojenny?
My również popełniliśmy błąd. Z początkiem grudnia przyjechał do Waszyngtonu jakiś wysoki rangą urzędnik państwowy z PRL. Reagana akurat nie było, więc spotkał się tylko z wiceprezydentem Bushem. Chciał zobaczyć, jak przyjmiemy wiadomość o planowanym wprowadzeniu stanu wojennego. Zdawał sobie bowiem sprawę z tego, że Bush wiedział o tych planach od Kuklińskiego. Nie doczekał się jednak żadnej reakcji. Bush milczał na temat stanu wojennego, co Warszawa przyjęła jako aprobatę.

A co z płk. Kuklińskim? W Polsce jest on dość kontrowersyjną postacią - niektórzy uważają go za zdrajcę stanu, a inni za bohatera.

Oczywiście, że był bohaterem. Narażał swoje życie, sabotując reżim komunistyczny. Polska nie mogła przecież w tamtym czasie decydować sama o sobie. To absurd uważać go za zdrajcę.

Prezydent Reagan kontaktował się w sprawie Polski jeszcze z kimś? Podobno utrzymywał bliskie stosunki z papieżem Janem Pawłem II, z którym dużo rozmawiał na temat sytuacji w komunistycznym bloku Europy Wschodniej.
Prezydent na pewno kontaktował się w tej sprawie z papieżem, bo była ona dla nich obu bardzo ważna. Najczęściej porozumiewali się ze sobą przez osoby trzecie, co nie zmienia, że mieli stały i regularny kontakt ze sobą. Ciężko mi jednak powiedzieć, czy cokolwiek w sprawie stanu wojennego postanowili wspólnie, bo ten kanał informacyjny był poza mną.

Mówi Pan, że stan wojenny w Polsce został wprowadzony pod wpływem nacisków ze strony Związku Radzieckiego. Myśli Pan, że gdyby nie ta presja, generał Jaruzelski by tego nie zrobił?
Ja myślę, że Jaruzelski sam by się na to nie zdobył. Teraz wiemy, że on się strasznie wahał, a na niego napierali. Przyjeżdżali bezustannie do niego, naciskali na niego i grozili mu. Pamiętam, że już w latach 90. byłem na konferencji w Jachrance, na której znaleźli się też właśnie generał Jaruzelski i dowódca wojsk Układu Warszawskiego marszałek Wiktor Kulikow. Generał i marszałek opowiadali wtedy nieoficjalnie, że stan wojenny wprowadzili, bo strasznie bali się dużej demonstracji Solidarności, która była zaplanowana na 17 grudnia.

Generał Jaruzelski we wszystkich swoich wywiadach kreuje się na ojca narodu, obrońcę demokracji - zmuszony był podjąć straszną, ale konieczną pod każdym względem decyzję, która ochroniła ówczesną Polskę przed katastrofą...
To prawda, że Związek Radziecki naciskał na niego, bo obawiał się, że ta idea Solidarności zacznie się rozprzestrzeniać po ZSRR i jego satelitach. Rosjanie nie chcieli sami tego zrobić, żeby nie ściągać na siebie wrogiej reakcji Zachodu. Widzieliśmy protokoły, które to udowadniają. Natomiast to nie znaczy, że Jaruzelski nie miał absolutnie innego wyjścia. Podjął taką, a nie inną decyzję, i musi za to zapłacić. To zrozumiałe, że teraz próbuje się wybielać.

A co z tą notatką adiutanta marszałka Wiktora Kulikowa gen. Wiktora Anoszkina, według której generał Jaruzelski nie tylko wiedział o tym, że nie ma zagrożenia inwazji wojskowej ze strony Związku, ale sam go prosił o pomoc wojskową?
Tak było. Jaruzelski strasznie się bał wybuchu wojny cywilnej w Polsce. W związku z tym prosił Związek Radziecki, by w razie jakichś większych zamieszek wspomógł go militarnie.
Generał Jaruzelski podważa autentyczność zeszytów Anoszkina, mówiąc, że to tylko ''pomoc sensacyjna'', która nie wiadomo gdzie i kiedy została sporządzona.

Nie mogę się wypowiadać na temat autentyczności tych zeszytów, bo ich nigdy nie widziałem i nie było mnie w Polsce, kiedy miały być one sporządzane. Wielokrotnie jednak słyszałem i to nie z jednego źródła o tym, jak Jaruzelski obawiał się, że sam nie opanuje opozycjonistów i jak prosił o wsparcie wojsk Układu Warszawskiego.

Historycy udowadniają, że Jaruzelskiemu potrzebny był stan wojenny, żeby utrzymać się przy władzy.
To niewątpliwie był zamach stanu, ale nie wiem, czy miał pomóc mu utrzymać się przy władzy. Był w końcu najważniejszą osobą w państwie, której zdania się nie kwestionowało. Wydaje mi się, że jedynym powodem, dla którego to zrobił, były te naciski, którym nie potrafił się oprzeć.

A możemy pospekulować, co by było, gdyby się jednak oparł tej presji?
To możliwe, że mógłby zostać wtedy odsunięty od władzy. Te zrywy wolnościowe miałyby szansę się rozprzestrzenić, do czego Rosjanie nie mogli dopuścić.

A widzi Pan jakieś analogie pomiędzy tym, co działo się w roku 1981, a tym, co działo się w Gruzji w zeszłym roku?
Rosja ciągle ma spore wpływy w swoich dawnych republikach, jak właśnie Gruzja czy Ukraina. Pod tym względem są pewne podobieństwa.

Czy dzisiaj, patrząc na to, co działo się w Polsce 28 lat temu, widzicie coś innego niż wtedy?
Oczywiście, że tak. Przede wszystkim mamy dużo więcej informacji, niż mieliśmy wtedy. Nasz dzisiejszy ogląd tamtych wydarzeń jest dużo bardziej sprawiedliwy. Wtedy byliśmy zupełnie ślepi.

Czy była szansa na uniknięcie wybuchu II wojny światowej?

Najlepszym momentem na zapobieżenie planom ekspansji Hitlera był rok 1936, gdy Niemcy remilitaryzowały Nadrenię. Gdyby alianci zachodni wtedy zareagowali, Hitler poniósłby poważną klęskę i kto wie, co wydarzyłoby się wtedy w Niemczech. Po tym wydarzeniu bardzo trudno było uniknąć konfrontacji z Niemcami. Nawet gdyby państwa zachodnie przeciwstawiły się Hitlerowi na konferencji w Monachium w 1938 r., to do wojny i tak by doszło.

Jest Pan wybitnym badaczem faszyzmu. Co według Pana było główną przyczyną wybuchu wojny?
Główną rolę odegrały tu niemieckie dążenia do ekspansji. Przede wszystkim Hitlera, ale także innych najważniejszych niemieckich dowódców wojskowych. Na to nałożyły się błędy popełnione przez zachodnie demokracje, które nie umiały odpowiedzieć na niemieckie ambicje.

Jako pierwsi tym ambicjom przeciwstawili się Polacy. Postąpiliśmy słusznie?

To była ciężka decyzja, która przyniosła straszne efekty, ale wtedy nie było innego wyjścia. Hitler był mocno zdeterminowany, by dokonać inwazji na Polskę. Nie zadowoliłby się taką umową, jaką wcześniej podpisano w Monachium w sprawie podziału Czechosłowacji.
Wkroczenie niemieckich wojsk do Pragi w 1939 r. było dużym zwrotem dla III Rzeszy - wtedy faszyzm przestał być nacjonalistyczny, a stał się imperialistyczny. Hitler i tak zaatakowałby Polskę niezależnie od tego, czy Polacy podjęliby walkę, czy nie.

Także oceniając sytuację z perspektywy, widać, że lepiej było, iż podjęliście walkę - poprawiło to waszą późniejszą samoocenę. Przecież Polska opierała się Hitlerowi przez kilka tygodni, choć miał on gigantyczną przewagę militarną. Właściwie powinien przetoczyć się przez was jak walec, ale nie pozwoliliście mu na to. To powód do chluby.

Podkreśla Pan zmianę w nastawieniu Hitlera w 1939 r. Państwa zachodnie zdawały się jednak tego nie zauważać. Dlaczego tak długo nie doceniano Hitlera?
Szok po I wojnie światowej. Był on szczególnie zauważalny w Wielkiej Brytanii. Londyn nie chciał dopuścić do tego, by taka wojna zdarzyła się ponownie, stąd wynikało jego dążenie do rozbrojenia i równowagi sił.

Przed I wojną utrzymywano równowagę, zbrojąc się, po II starano się doprowadzić do rozbrojenia. Kiedy pojawił się Hitler, Francuzi i Brytyjczycy zadali sobie pytanie, jak zapobiec wybuchowi kolejnej wojny. I wtedy pojawiły się podziały. Brytyjczycy dążyli do całkowitego rozbrojenia i byli gotowi sami się rozbroić, a Francuzi chcieli się zabezpieczyć i odsunąć do siebie zagrożenie stwarzane przez Hitlera.

Czego mogli się spodziewać?
Zmiana reżimu w Niemczech była możliwa w 1933 i 1934 roku, ale w 1935 Hitler był dość silny, aby przeciwstawić się Zachodowi. Wprowadził powszechną służbę wojskową, dysponował silną armią, lotnictwem, które było prawie tak silne jak lotnictwo brytyjskie. Na tym etapie pojawiło się pytanie, jak zapobiec niemieckiej ekspansji, co zrobić, żeby nie dostali tych terytoriów, które chcieli.

Błąd polegał na przewidywaniu, że jeśli damy coś Hitlerowi, stanie się on mniej fanatyczny, będzie bardziej rozsądnym politykiem. Zgodzi się z rozwiązaniami zaproponowanymi przez traktat wersalski, które dla Brytyjczyków wydawały się rozsądne. Niektóre żądania terytorialne Hitlera wydawały się rozsądne, jeśli niektóre z tych żądań zostałyby zaakceptowane, Brytyjczycy uważali, że dałoby się uniknąć wojny.

Tak wyglądała w ogólnym zarysie polityka appeasement, chociaż w kolejnych latach coraz bardziej było niemożliwe zatrzymanie Hitlera dzięki ustępstwom. W marcu 1939 było już oczywiste, że Hitler ma plany ekspansjonistyczne, a nie tylko chce zjednoczyć wszystkich Niemców. Appeasement okazał się całkowitą porażką.

Było inne rozwiązanie?
Jedną z decyzji, jaką mogli podjąć alianci, był atak na zachodnią granicę Niemiec. Wymagało to jednak przygotowania, Brytyjczycy nie dysponowali armią na tyle silną, by natychmiast włączyć się do wojny. Ale Francuzi mogli wtedy zrobić dużo więcej.

Co przede wszystkim?
Zaatakować Niemców i odciążyć w ten sposób Polaków. Francuzi dysponowali wtedy sporą armią lądowa. Na pewno ich atak opóźniłby działania Niemców, a także dał niemieckiej opozycji sposobność do przemyśleń. Choć nie ma co się łudzić - szanse na zapobieżenie blitzkriegu w Polsce były minimalne. Paryż jednak w 1939 r. nie zrobił nic - i rok później został zmiażdżony tak samo jak Polska.
Niejako z własnej winy.
W tym sensie, że Francuzi nie przygotowali się wystarczająco do wojny. Ale mimo wszystko oczekiwania Polaków, że z Zachodu nadciągnie pomoc były nierealistyczne od samego początku. Oczywiście, nie zachowaliśmy się wtedy szlachetne, nie możemy być dumni z tego, że tak niewiele zrobiliśmy dla Polski. Ale obiektywnie rzecz biorąc, nie byliśmy w stanie nic zrobić. Wypowiedzenie wojny nie prowadziło do wysłania armii lądowych na pomoc, od początku było tylko dekoracją.
Polaków rozczarowali sojusznicy, a nóż w plecy 17 września wbili Rosjanie.

Czy doszłoby do wybuchu wojny w 1939 r., gdyby nie podpisano paktu Ribbentrop-Mołotow?
Wojna wybuchłaby tak czy owak, gdyż Hitler był bardzo zdeterminowany, by do niej doprowadzić. Choć na pewno byłby ostrożniejszy, gdyby nie zawarł paktu ze Stalinem. Pakt z nim dał Hitlerowi gwarancję zwycięstwa. Ale biorąc pod uwagę jego naturę hazardzisty, myślę, że nawet bez tego wywołałby wojnę.

Dlaczego Wielka Brytania i Francja nie zawarły sojuszu z ZSRR? Czy tak trudno było wtedy współpracować z krajem komunistycznym?
Było wiele niechęci do ZSRR wśród brytyjskich i francuskich elit. Sprzeciwiał się temu przede wszystkim premier Neville Chamberlain. Zwolennikiem takiego rozwiązania był z kolei Winston Churchill, nie miał wtedy wpływu na władzę. Jego rada, aby zawrzeć tzw. wielki sojusz, została zignorowana. Później rząd Chamberlaina podjął próbę negocjacji z ZSRR, ale były one bardzo powolne. Najlepiej dowodzi tego fakt, że delegację do Moskwy wysłano statkiem, a nie samolotem.

Żadnego wpływu na tempo nie miało podpisane paktu Ribbentrop-Mołotow?
Wiadomo było, że Stalin paranoicznie obawiał się włączenia Zachodu do wojny po stronie Niemiec. Gdy Hitler przedstawił mu więc propozycję, która zaspokajała jego oczekiwania, zgodził się je przyjąć. Oczywiście, rozmowy były utrzymywane w ścisłej tajemnicy. Dopiero kiedy były bardzo zaawansowane, dowiedzieli się o nich Francuzi i Brytyjczycy. Wtedy nie było już większych szans, żeby im zapobiec.

Amerykanie też nie próbowali temu zapobiec?

W chwili wybuchu wojny Stany Zjednoczone dysponowały bardzo słabą armią i nie były w stanie włączyć się do wojny. Ich armia pod względem siły zajmowała 20. miejsce na świecie. Była mniejsza niż nawet armia Holandii. Nawet gdyby więc Amerykanie włączyli się w wojnę w 1939 r., niewiele by to zmieniło. Po za tym w USA silne było lobby izolacjonistów, którzy przypominali, że już raz Stany Zjednoczone wzięły udział w wojnie w Europie, i zakończyło się to olbrzymimi stratami.

Byli na tyle silni, że zdołaliby zablokować wszelkie propozycje amerykańskiej interwencji. Zaczęło się to zmieniać dopiero w kolejnych latach. W latach 1940 i 1941 opinia publiczna chciała wspomóc aliantów, ale bez zaangażowania wojskowego. Dopiero japoński atak na Pearl Harbor 7 grudnia 1941 r. doprowadził do przystąpienia USA do wojny. Wcześniej Franklin Roosevelt był bardzo ostrożny w udzielaniu pomocy aliantom.

Hitler doszedł do władzy w dużej mierze przez kłopoty gospodarcze wywołane Wielkim Kryzysem rozpoczętym w USA. Dziś także mamy poważne problemy z ekonomią, które również zaczęły się za oceanem. Mogę dalej ciągnąć analogię?

Nie. Oczywiście dzisiejszy kryzys jest bardzo poważny, ale mimo wszystko nie osiągnął tej skali jak w latach 20. i 30. Europa przechodzi przez te perturbacje na razie bez większych wstrząsów.
Jak dotąd nie pojawiły się żadne radykalne ruchy polityczne, jak ten, który Hitler zorganizował w latach 30. Europa jest wewnętrznie powiązana o wiele bardziej niż przed II wojną światową. Nauczyliśmy sobie radzić z wydarzeniami takimi jak II wojna światowa, która była praktycznie samobójstwem Europy.

Zbudowaliśmy kontynent, który jest w wielu przypadkach lepszym miejscem do życia, niż był przed wojną. Nawet jeśli pojawiają się jakieś niebezpieczeństwa, to jednak nie tego kalibru, jakim było wejście na scenę polityczną Hitlera.

Ale przecież co chwila gdzieś na kontynencie do masowej świadomości przebijają się osoby odwołujące się do jego ideologii?
Mówimy o neonazistach? To bardzo nieliczna mniejszość w dzisiejszej Europie.

Ale cały czas istnieją. Mamy podstawy, by się ich obawiać?
Na pewno nie możemy ich całkowicie ignorować, ale też nie mają oni praktycznie żadnego wpływu na politykę. Nawet w Niemczech, gdzie mogą liczyć na ok. 3 proc. głosów w wyborach, znajdują się na marginesie. Unia Europejska od lat 60. daje dużą polityczną stabilność.

Nawet teraz, gdy zmagamy się z problemami kryzysu ekonomicznego i rynku pracy, a rynku widać wielu imigrantów. Wiele osób w całej Europie niechętnie patrzy na obcych - ale nawet nie próbują odwoływać się do faszystowskiej ideologii mówiącej o czystości rasy. idee wojny i ekspansji. Prawdziwych neonazistach jest naprawdę bardzo niewielu.

A czy współczesne konflikty zbrojne w Iraku, czy Afganistanu nie są groźbą powtórki z lat 1939-45?

Nie. Absolutnie nie ma poważnych zagrożeń wojną w dzisiejszych czasach. Oczywiście są problemy na Bliskim Wschodzie czy w innych punktach zapalnych świata. Kolejne kraje chcą wejść w posiadanie broni atomowej - to także niesie ze sobą ryzyko konfliktu.

Ale mimo wszystko to przede wszystkim gra polityczna. Nie widzę dziś kraju na świecie owładniętego równie niebezpieczną ideologią i żądzą ekspansji, jakimi były Niemcy pod rządami Adolfa Hitlera.

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Materiał oryginalny: Prof Pipes: Reagan był wściekły na Sowietów - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

pionek

czyli pan Pipes to po naszemu - pipa

c
cc

Z dokumentow National Security Council a takze Departamentu Stanu wynika, ze jedynymi osobami ktore rzeczywiscie naciskaly na nalozenie sankcji byl doradca Reagana ds bezpieczenstwa narodowego William P. Clark,
Pipes jako mlody czlonek stafu sporzadzil rekomendacje, ktora zostala przekazana do adm. Poindextera a przez niego do specjalnego zespolu ds gospodarczych NSC. Tam projekt Pipesa wzmocnili Norman Bailey i Roger Robinson. PIPES BYL PRZECIWNY BY USA ZABLOKOWALY BUDOWE RUROCIAGU GAZOWEGO z PN SOWIETOW DO EUROPY ZACHODNIEJ. I DLATEGO MUSIAL ODEJSC Z BIALEGO DOMU.
Warto o tym pamietac dzis kiedy mowi glownie o sobie. Byl raczej miekkim, zachowawczym urzednikiem.
Tak jak dzis bajdurzy o dumie Rosji i o tym, ze trzeba szanowac Rosje....
Wlasciwie juz wszystko powiedzial w swojej ksiazce Zylem. Ta zostala swietnie skonfrontowana z faktami przez Paula KENGORA.

Poza tym wszystkie dokumenty NSC sa dzis dostepne. WIADOMO kto i jak postepowal.

Wywiad chce zlapac za duzo srok za ogon. Dlatego jest kiepski.

Prezydent Reagan nie przebywal na wsi tylko w swojej rezydencji skad doskanale byl poinformowany. Przekazywal mu informacje staf Narodowej Rady Bezpieczenstwa poprzez doradce ds bezpieczenstwa narodowego Richarda V. Allena.

PIPES mowi bzdury, ze USA wiedzialyby bez Kuklinskiego iz grozby wejscia Sowietow do Polski to czcza pogrozka. Niby skad? PIPES dostawal odpis tylko wybranych informacji z wywiadu. To co uznano, ze mu potrzebne.

PO CO GAZETA wygrzebuje nonsensowne i obrazliwe okreslenia plk Kuklinskiego, ktore probuje mu wciaz przylepiac czerwona szmata GazWyborcza????!!!

Za duzo tu gdybania - Jaruzelski wykonal to czego Sowieci nie osiagneliby wychodzac z koszar (nie trzeba bylo przechodzic granicy!!) - po prostu zniszczyl Solidarnosc, ktora Walesa dobil. I stad nazwa II Solidarnosc - niedemokratyczna, pelna agentow, okraglostolowa, prokomunistyczna i dodatkowa wspierana przez Kosciol, ktory jak widac jest pelen agentury.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3