Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Propaganda i agitacja zawsze szły na czele Armii Czerwonej. Felieton redaktora naczelnego „Kuriera”

Wojciech Pokora
Wojciech Pokora
Wojciech Pokora
Wojciech Pokora Małgorzata Genca

Nie zgadzamy się na potępianie w czambuł Manifestu Lipcowego ani dorobku Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej - mówił podczas jednych z obchodów rocznicy ogłoszenia Manifestu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego i wkroczenia do Lublina w 1944 roku Armii Czerwonej i Ludowego Wojska Polskiego ówczesny przewodniczący Rady Miejskiej SLD w Lublinie Piotr Zawrotniak. Jak twierdził, należy uczcić pamięć tych, którzy polegli w walkach przy wyzwalaniu Lublina z rąk faszystów niemieckich oraz uczcić pamięć ludzi pomordowanych przez hitlerowców w więzieniu na Zamku Lubelskim i w obozie na Majdanku.

Pewnie bym się do tego bełkotu nie odnosił, traktując go jako lokalny folklor, gdyby nie to, że dzisiaj na Ukrainie toczy się wojna wywołana przez ideowych spadkobierców „wyzwolicieli Polski”, a Piotr Zawrotniak atakuje przy tej okazji polski Kościół, za „brak realnej pomocy ofiarom wojny i zasłanianie się Caritasem”, a przy okazji tłoczy narrację, że w Lewicy nie ma ideowych sierot po Sowietach.

Na początek trzeba wyjaśnić dwie kwestie, jedną historyczną, a drugą dotyczącą zaangażowania Kościoła w pomoc ofiarom wojny na Ukrainie. Historia. W ubiegłym tygodniu publikowaliśmy wywiad z prof. Przemysławem Żurawskim vel Grajewskim, doradcą ministra spraw zagranicznych, który odnosząc się do obecnej sytuacji na Ukrainie przypomniał, jak Rosja rozgrywa kwestie „niesienia pomocy” na napadane przez siebie kraje. „Gdyby w ciągu założonych kilkudziesięciu godzin padł Kijów i Charków, albo chociaż Charków, i gdyby tam była zainstalowana nowa władza, to zapewne by zrealizowano oba cele (polityczny i wojskowy - przyp. red) - mówił doradcza szefa MSZ. - Znamy niestety z własnej historii, jak Rosjanie rozgrywają takie kwestie. Nie muszą mieć żadnego znanego polityka, Bolesław Bierut był przecież nieznaną postacią, dopóki Moskwa nie postawiła go na czele władz komunistycznych w Polsce”. No ale jak to, Moskwa postawiła kogoś na czele władz Polski? I dziś są środowiska, które świętują ten moment w historii? Niestety tak, manewr zainstalowania w Polsce kontrolowanej przez Moskwę władzy powtórzono w historii co najmniej dwukrotnie. Pierwszy raz miało to miejsce w 1920 roku.

23 lipca 1920 w Smoleńsku Rosyjska Partia Komunistyczna (bolszewicy) powołała do życia twór polityczny mający udawać legalną władzę w podbijanej przez Armię Czerwoną Polsce. Nazwano go - Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski. Trwała ofensywa letnia podczas wojny polsko-bolszewickiej i wydawało się, że los Polski jest przesądzony. Na czele Komitetu stanęli m.in.: Julian Marchlewski - przewodniczący, Feliks Dzierżyński - przewodniczący de facto, Feliks Kon - oświata, czy Tadeusz Radwański - propaganda i agitacja. Tak, propaganda i agitacja szła ramię w ramię z Armią Czerwoną i do dziś nic się w tej kwestii nie zmieniło. Towarzysze wygłosili „Manifest do polskiego ludu roboczego miast i wsi”, który wg późniejszej propagandy wygłoszony został w Białymstoku, jako pierwszym mieście za Linią Curzona, co miało wymiar propagandowy, że Polska zaczyna się dopiero w tym miejscu. W rzeczywistości Manifest ogłoszono w Wilnie i zapowiadał on rewolucję w czterech głównych obszarach: utworzenie Polskiej Socjalistycznej Republiki Rad, nacjonalizację ziemi, rozdział Kościoła od państwa oraz wzywał masy robotnicze do przepędzenia kapitalistów i obszarników, zajmowania fabryk i ziemi oraz tworzenia komitetów rewolucyjnych jako organów nowej władzy.

Jak pamiętamy z historii, członkowie Komitetu obeszli się smakiem, bolszewików z przedmieść Warszawy śmiałym manewrem przepędził Józef Piłsudski, i o sprawie narzucania nam władzy ze wschodu zapomniano na ponad 20 lat. Jest rok 1944. Front przesuwa się na zachód, ze wschodu na tereny położone za Linią Curzona wkraczają Sowieci. W Moskwie powołany zostaje Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego (PKWN). Stalin osobiście zdecydował, że siedzibą PKWN ma być Lublin i 21 lipca wydał Dyrektywę Nr 220149, w której nakazał dowódcy 1 Frontu Białoruskiego niezwłoczne zajęcie miasta, nie później niż do 27 lipca 1944 roku. Jednak już 22 lipca o godzinie 20.12 Radio Moskwa podało informację, że Komitet Wyzwolenia Narodowego powstał w Chełmie, który był pierwszym polskim miastem za zachód od Linii Curzona zajętym przez Armię Czerwoną. Tyle propagandy. W rzeczywistości pierwsi członkowie PKWN do Chełma dotarli dopiero 28 lipca 1944 roku, zastając tam legalne władze polskie - delegata powiatowego i przedstawicieli Armii Krajowej.

Trzeba pamiętać, że pierwsze trzy posiedzenia PKWN odbyły się w Moskwie i to w Moskwie ogłoszono Manifest Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego (Manifest PKWN) - odezwę ogłoszoną wg propagandy z datą 22 lipca 1944 w Chełmie, a w rzeczywistości podpisaną i zatwierdzoną przez Józefa Stalina w Moskwie 20 lipca 1944, a następnie również tam ogłoszoną. I jeszcze jedna kwestia. Po tym, gdy wojska sowieckie zajęły Lublin (23-25 lipca), współdziałające z nimi oddziały Armii Krajowej były traktowane jako sojusznicze, a żołnierze AK patrolowali miasto oraz pełnili warty w ważniejszych punktach Lublina. Sytuacja zmieniła się tuż przed wybuchem Powstania Warszawskiego, a już 4 sierpnia 1944 roku aresztowano gen. Kazimierza Tumidajskiego „Marcina”, komendanta Okręgu Lublin Armii Krajowej. Generała wywieziono do Moskwy, a podległych mu żołnierzy osadzono w „wyzwolonym” więzieniu na Zamku Lubelskim i w obozie koncentracyjnym na Majdanku!

Ofiary z Zamku Lubelskiego odnajdywane są do dzisiaj, kilkanaście dni temu ekshumowano kolejne szczątki ofiar „wyzwolicieli” na cmentarzu przy ul. Unickiej. Faktycznie, jest co świętować. Tzn. ja wiem, co świętują działacze SLD każdego roku 22 lipca. Powołanie PKWN stworzyło strukturę polityczną, która z modyfikacjami nienaruszającymi jej podstaw, została zachowana do 1989 r. Podstawami ustrojowymi były: monopol partii komunistycznej w sferze władzy i podporządkowanie Polski ZSRR. W Polsce rządziła wówczas PZPR, której działacze po jej rozwiązaniu utworzyli ostatecznie Sojusz Lewicy Demokratycznej. I to jest powód sentymentu działaczy tej partii - wspomnienia o monopolu partii komunistycznej i sojusz z Rosją (ZSRR). Te same marzenia realizuje dzisiaj Władimir Putin.

I na koniec sprawa zaangażowania Kościoła w pomoc na Ukrainie. Piotr Zawrotniak pod wpisem o pomocy, jaką uchodźcom z Ukrainy niosą dominikanie z New Haven, ośmielił się napisać: „Trochę przykro, że musiał przylecieć do PL aż zza wielkiej wody… Setki tubylczych basałajów woli nieszczęśliwe kobiety i dzieci otaczać „opieką duchową”…” i dalej „potrzebna jest pomoc realna i faktyczna, zasłanianie się Caritasem itp. to są zwykłe uspokajacze sumień wielebnych”.

Jeśli to „uspokoi” sumienie towarzysza Zawrotniaka to informuję, że pochodzący z Lublina ksiądz Wojciech Stasiewicz jest dyrektorem Caritas-Spes-Charków i od początku wojny niesie pomoc potrzebującym w oblężonym przez Rosjan Charkowie, w którym codziennie giną cywile. To jest symbol obecności Kościoła w tej wojnie. Nie widzę tam działaczy SLD, a obawiam się, że znów będą mieli czelność wyleźć 22 lipca na główny plac Lublina, by świętować oddanie Polski w niewolę.

od 7 lat
Wideo

Tadeusz Płużański - Dlaczego warto pielęgnować pamięć o wyklętych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na kurierlubelski.pl Kurier Lubelski