Przypadek Danuty Wałęsy, czyli kiedy partner polityka wychodzi z cienia

Redakcja
Żyją u boku swoich sławnych żon lub mężów, ale każdy z nich prowadzi także własne życie. Wychowuje dzieci, prowadzi dom, często realizuje się także zawodowo i odnosi sukcesy. O niepolitycznych drugich połowach polskich polityków pisze Dorota Kowalska.

Ta książka była dla wszystkich zaskoczeniem. Nie tylko dlatego, że napisała ją Danuta Wałęsa, która zawsze unikała rozgłosu i niczym lwica broniła dzieci i swojej prywatności. Także dlatego, że - jak mówi posłanka Małgorzata Kidawa-Błońska - jest mądra i prawdziwa. Danuta Wałęsa opisuje w niej swoje życie z legendą Solidarności i byłym prezydentem takim, jakim było. Sylwetki ludzi kreśli z kobiecą wnikliwością, nie używa ogólników, ale przytacza konkretne sytuacje, które mogą wiele powiedzieć o charakterze człowieka.

Jest też w niektórych miejscach do bólu szczera. Wyznaje, że mąż nigdy nie pamiętał dat urodzin ich ośmiorga dzieci. Gdy go o to pytano, wyjmował dowód i zerkał weń bez skrępowania. Opisuje, jak kiedyś wyszła do sklepu, a dziecko zrobiło kupę w pieluchę. "Mąż nie wytarł mu pupy, a jedynie brudną pieluchę wyciągnął, podłożył nową, brudząc w ten sposób i tę nową. Na tym polegało przewijanie dziecka w jego wykonaniu". Nie pomagał przy praniu, sprzątaniu i opiece nad gromadką maluchów.

Czytaj także: Gdańsk: Promocja książki "Marzenia i tajemnice" Danuty Wałęsy (ZDJĘCIA)
"Uważał, że ja jestem od tego. A już później, w latach 80., przy tej cholernej polityce, coraz mniej zajmował się domem, dziećmi i mną, czyli rodziną" - pisze w swojej autobiografii "Marzenia i tajemnice" Danuta Wałęsa. Dla niej najgorszy był czas właśnie po sierpniu 1981 r. Wcześniej, jak pisze, jako rodzina byli niczym zaciśnięta pięść, potem "wszystko się rozprysło, nasze gniazdko się rozerwało". "Po Sierpniu musiałam się uczyć życia od początku! (...) Do powstania Solidarności, dopóki byliśmy razem, mąż angażował się, poświęcał dużo czasu i dzieciom, i mnie. Chodziliśmy na spacery, rozmawialiśmy o sobie, wiedział, jak się dzieci chowają, jak się rozwijają. A gdy powstała Solidarność, choć może nie od razu, ale w krótkim czasie, zniknął i ojciec, i mąż. Był jego świat, jego polityka, a ja - sama" - wyznaje z goryczą.

Dlaczego teraz Danuta Wałęsa postanowiła wyjść z cienia męża? - Może po odchowaniu dzieci poczuła pustkę, może wydarzyło się w jej życiu coś, co natchnęło ją do napisania wspomnień - zastanawia się Nelli Rokita, była posłanka PiS. - Ja Danutę Wałęsę bardzo lubię, choć słabo ją znam - dodaje.

Obie panie wydają się od siebie zupełnie różne. Ale też drugie połówki polityków bardzo różnie współgrają ze swymi sławnymi żonami i mężami. Wiele - jak Danuta Wałęsa - zostaje w domu, aby swoje pasje mógł realizować ten drugi. - To doskonale pokazuje historia, bo zawsze obok wielkich polityków stała kobieta, która była wsparciem, podporą i ostoją dla swego męża. Ten miał w domu wszystko poukładane, więc mógł się realizować zawodowo - zauważa Małgorzata Kidawa-Błońska.
Podobną postawę jak Danuta Wałęsa przyjęła obecna prezydentowa Anna Komorowska. Bo choć dzisiaj błyszczy, a komentatorzy i eksperci bardzo dobrze wypowiadają się o niej jako pierwszej damie, zanim przeniosła się do Belwederu, żyła w cieniu męża polityka, ministra obrony narodowej, wreszcie marszałka Sejmu. Z Bronisławem Komorowskim wzięli ślub w 1977 r., dwa lata później urodziła się ich pierwsza córka Zofia. Mają w sumie pięcioro dzieci: trzy córki i dwóch synów.
Najmłodsze - Elżbieta i Piotr - wciąż jeszcze się uczą i mieszkają z rodzicami, pozostała trójka zdążyła się usamodzielnić. Znajomi prezydenckiej pary opowiadają, że dom Komorowskich zawsze był pełen rodzinnego ciepła, właśnie dzięki Annie.

Czytaj także: Książka Danuty Wałęsy hitem w księgarniach

Stefan Niesiołowski opowiadał mi kiedyś, jak poznał pierwszą damę. Miał do Komorowskiego jakąś sprawę i poszedł do jego domu, to było w 1983 r. Komorowscy mieszkali wtedy przy ul. Bruna w Warszawie. - Otworzyła mi jakaś kobieta: na ręku małe dziecko, drugie uczepione nogi, trzecie płacze w łóżeczku. Chyba myślała, że jestem ubekiem, ale kiedy się przedstawiłem, wpuściła mnie do środka - wspominał poseł Niesiołowski. Mieszkanie było malutkie: na sznurkach wisiały pieluchy, na podłodze leżały jakieś zabawki. - Anna zrobiła mi ciepłej herbaty, potem przyszedł Bronek. Dzieciaki przestały płakać, a my siedzieliśmy i rozmawialiśmy. Bardzo polubiłem Annę, to serdeczna, otwarta i ciepła osoba.

Zawsze potrafiła stworzyć prawdziwy dom - twierdził. W domu Komorowskich każdy z opozycjonistów mógł zawsze liczyć na kubek herbaty i talerz ciepłej zupy. Pierwsza dama dla swoich dzieci, ale pewnie też kariery męża, zrezygnowała z własnych zawodowych ambicji. Pracowała wprawdzie w liceum jako nauczycielka łaciny, ale zostawiła posadę, kiedy była w ciąży z pierwszą córką Zosią.
Pytana, czy żałuje tej decyzji, odpowiada niezmiennie: "Ani przez chwilę. Zresztą gdy było to możliwe, wróciłam do pracy. W wolnej Polsce, w nowej korporacyjnej rzeczywistości. Udowodniłam samej sobie, że daję radę. Uznałam, że bardziej niż moje zarobki rodzinie potrzebna jestem ja i właśnie w tej roli bardziej się spełniam".

Czasami poświęca się on, nie ona. Kiedy szukałam w pamięci nazwisk znanych pań ze świata polityki i ich mniej sławnych mężów, przypomniałam sobie rozmowę z Beatą Kempą, kiedy ta zasiadała jeszcze w komisji badającej aferę hazardową. Pani poseł opowiadała mi wtedy, jak zaczynają dzień o 6 rano i kończą po północy, przyznała też, że mąż dowozi jej do Sejmu garsonki, bo sama nie ma czasu pójść na zakupy. - Pamiętam - przyznaje dzisiaj ze śmiechem. I dodaje, że bez męża nie dałaby rady. - W weekendy, kiedy jestem w domu, staram się nadrobić zaległości, ale to prawda, że większość domowych obowiązków spada na niego - mówi Beata Kempa. - Ale jest wspaniały i nie narzeka. Wie jedno: robię to dla Polski, jestem ideowcem i mocno mnie w mojej pracy wspiera - dodaje pani poseł. Ona błyszczy w mediach, on unika kamer i mikrofonów. W każdym razie o żadnych zdjęciach czy wywiadach nie może być mowy.

Są małżeństwem od 23 lat i - jak mówi Beata Kempa - doskonale się uzupełniają, są perfekcyjnie zorganizowani. Mąż pracuje, ale jest też świetnym kucharzem, więc nigdy nie musiała się martwić, że podczas gdy ona siedzi na Wiejskiej, dzieci chodzą głodne. - Mąż jest troskliwym i uważnym ojcem, który sam zawodowo się realizuje, ma całą masę zainteresować. Ale z polityki najbardziej lubi sport, dlatego często się go radzę - śmieje się posłanka Kempa. - Przeżyliśmy ze sobą kawał życia, we wzajemnym szacunku do swoich pasji i pracy - dodaje. I już całkiem poważnie podkreśla, że mąż jest jedyną osobą, która mogłaby sprawić, że odejdzie z polityki, bo gdyby powiedział: "Beata, dość!", dała by sobie spokój z Sejmem.

Prezydentowy - tak mówi z kolei o sobie Andrzej Waltz, inżynier, ekspert ds. transportu, szerszej publiczności bardziej znany jako mąż Hanny Gronkiewicz-Waltz. U boku prezydent Warszawy pokazuje się na ważniejszych warszawskich imprezach, zawsze uśmiechnięty, we fraku i musze pod szyją. - Chociaż dla wielu jest mężem swojej żony, to Andrzej również realizuje się zawodowo i cieszy, że Hanka się odnalazła, że odnosi sukcesy. W każdym razie oboje są ludźmi spełnionymi - mówi nam jeden z polityków Platformy.

Czytaj także: Agnieszka Grochowska zagra Danutę Wałęsę w filmie Andrzeja Wajdy

Andrzej Waltz wspiera żonę, od kiedy się poznali. Tak mówił pięć lat temu w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej": "Z Hanią poznaliśmy się, kiedy miała 17 lat. Była dwa lata przed maturą, ja wtedy kończyłem studia. Byłem w sytuacji starszego opiekuna. Kiedy już studiowała, powiedziałem: "Nie jestem człowiekiem, dla którego ważny jest obiad o piątej, jeżeli chcesz robić karierę naukową, to proszę bardzo, nie mam nic przeciwko". Kiedy urodziło się dziecko, umówiliśmy się, że oboje będziemy się nim opiekować. Chciałem, żeby Hania wykładała, spokojnie pisała doktorat. Nigdy nie blokowałem jej kariery. Jeśli słyszę, że facet żąda od żony, żeby wstała rano i robiła mu śniadanie, bo on idzie do pracy, to mówię: »Sorry, to jest niewolnictwo«. W życiu nie chodzi o to, żeby uzależnić od siebie partnera".
Kiedy w 2001 r. Hanna Gronkiewicz-Waltz została wiceprezesem Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju, wyjechał razem z nią do Londynu. Ale sam też ciężko pracuje: ukończył Politechnikę Warszawską, przez wiele lat zajmował się stołeczną infrastrukturą, od kiedy prezydentem Warszawy została jego żona, skupił się na projektach poza stolicą, ale zawsze służy jej radą i pomocą.
"W przypadku różnic zdań na temat transportu publicznego bywa, że radzę się męża, który jest inżynierem transportu publicznego. Na przykład przekonał mnie do wprowadzenia buspasów. Cieszę się, że mam w domu dobrego doradcę, który śledzi wszystko, co dzieje się na świecie" - informuje na Facebooku pani prezydent Warszawy.

Zdarza się też tak, że każde z małżonków jest mistrzem w swojej branży, zapewne w świecie filmowców to Małgorzata Kidawa--Błońska jest żoną Jana, ale już w świecie polityki bardziej Jan mężem Małgorzaty. - Podstawą każdego związku jest przyjaźń, miłość oczywiście musi być, ale przyjaźń jest niezbędna. Wtedy nie ma zawiści, że komuś idzie lepiej, ale wzajemne dopingowanie, pomoc. Ja osobiście nie wyobrażam sobie swojej pracy bez wsparcia męża - mówi Małgorzata Kidawa-Błońska. I dodaje, że zawsze była przekonana, iż przyjdzie czas na realizację swoich pasji.

- Były lata, kiedy wszystko było podporządkowane mężowi, bo ja zajęłam się domem, wychowaniem syna, jak wszystkie albo większość kobiet. Ale potem przyszedł mój czas - opowiada. Jest przekonana, że podobnie stało się z Danutą Wałęsą, stąd jej autobiografia. - To bardzo mądra kobieta, ale niedoceniona. I myślę, że teraz, kiedy odchowała dzieci, odważyła się pomyśleć o sobie - mówi posłanka Platformy.

Czytaj także: Wspomnienia Danuty Wałęsy to historia domowa [ARCHIWALNE ZDJĘCIA]
Nelli Rokita, jedna z barwniejszych postaci polskiej sceny politycznej, zauważa, że jeśli człowiek żyje własnym życiem, nigdy nie pozostaje w cieniu drugiej osoby, chociaż oczywiście każdy ma poczucie, że mógłby być lepszy czy aktywniejszy. - Ja w każdym razie, kiedy Janek był w polityce, a ja poza nią, nigdy się tak nie czułam - tłumaczy, ale też historia jej politycznej zamiany z mężem była swego czasu najbardziej gorącym tematem sejmowych, i nie tylko, plotek. - Mój mąż jest wspaniałym człowiekiem i zawsze łączyło nas to, że chcieliśmy zrobić coś dobrego dla Polski - opowiada Nelli Rokita. Kiedy Jan mocno działał w Platformie, ona, jako szefowa polskiego oddziału Europejskiej Unii
Kobiet, walczyła o prawa kobiet w Polsce. I wcale nie czuła się gorsza.

- Kobiety mają wrodzoną intuicję, są silniejsze i mądrzejsze życiowo od mężczyzn - przekonuje. - Wie pani, dlaczego mój mąż został politycznie oszukany? Bo był zbyt szlachetnym, pracowitym człowiekiem. Ja nigdy nie miałam politycznych ambicji, aby zostać posłem, chciałam pomagać kobietom. Poszłam w politykę ze względu ma mojego męża, z powodu złego traktowania Janka. Mówiłam mu zresztą już wcześniej, że go zniszczą - opowiada dzisiaj była pani poseł. I dodaje, że ona była tylko pretekstem do odejścia Jana Rokity z Sejmu, prawdziwy powód jest inny i wszyscy znają go od dawna. - Chciał, żeby została doradcą prezydenta Lecha Kaczyńskiego, ale nie wierzył, że nim zostanę. Potem to on mnie namawiał, abym poszła za ciosem, została w polityce - wspomina.

Opowiada, że mają z mężem układ partnerski, wspierają się, ale to ona jest silniejsza. - Janek mniej mnie wspierał niż ja jego - mówi. Co do Danuty Wałęsy, mocno jej kibicuje, jak wszystkim polskim kobietom, których pracy przy wychodzeniu dzieci, czasami trójki, czwórki czy ósemki, tak jak w przypadku Danuty Wałęsy, nikt nie docenia.

Tymczasem Danuta Wałęsa nie jest tylko dobrą matką i gospodynią domowa. W swoich "Marzeniach i tajemnicach" pisze też o politykach i swoich na ich temat spostrzeżeniach. Jej zdaniem Donald Tusk okazał się dobrym premierem, a przy okazji jest też sympatycznym człowiekiem. "Poznałam jego żonę. Również miłą i sympatyczną. Widać, że pani Małgorzacie i panu Donaldowi woda sodowa nie uderzyła do głowy. A poznałam wielu, którzy po objęciu pewnych funkcji zmienili się nie do poznania. Choć uważam, że PO mogłaby rządzić skuteczniej" - stwierdza.

Bardzo dobrze wypowiada się o prezydencie Bronisławie Komorowskim, na którego oddała głos w 2010 r. "Odpowiada mi jego osobowość, przekonują mnie jego wizerunek, zachowanie i słowa. Nie widzę innej osoby na tym stanowisku. Przy całej sympatii do pana Tuska też go nie widzę w roli prezydenta. W roli premiera tak" - pisze.

Czytaj także: Danuta Wałęsa: Lubię być pół kroku z tyłu

Opowiada o swojej znajomości z braćmi Kaczyńskimi, chociaż zaznacza, że nigdy nie byli jej przyjaciółmi. O Lechu pisze: "Nieładnie określę, ale dla mnie był taką niemotą. Był osobą potrzebującą zachęty, a nawet popchnięcia do działania. (…) Przyznam, że osobiście jest mi żal pana Leszka, bardzo. Ludzie skupieni wokół jego brata, z nim samym na czele, zrobili panu Leszkowi ogromną krzywdę, wypychając go na urząd prezydenta. Widać było, że nie jest mu łatwo wypełniać obowiązki prezydenta. (...) Z czasem pan Leszek jakby zaczął się wyrabiać, lepiej prezentować...". I dalej: "Obaj bracia mieli podobne charaktery. Jednak w oczach pana Leszka można było zauważyć taki ludzki błysk, odruch. Tego nie można powiedzieć o panu Jarosławie. Jego oczy są niczym szkło, zimne, bezwzględne. Tak, pamiętam ten wzrok. Winni błędów i zaniedbań muszą być wskazani i ukarani. Natomiast za zmarłych powinniśmy się modlić. Przede wszystkim się modlić!".

Lech Wałęsa publikację książki przyjął z lekkim zdziwieniem i chyba nie do końca był z niej zadowolony. W rozmowie z "Newsweekiem" mówi, że jedna rzecz jest w niej niedobra: "Mnie nauczono kiedyś: Nie mów nikomu, co się dzieje w domu. Są sprawy, które powinny być załatwione między nami, a nie publicznie". Z drugiej jednak strony przyznaje: "Zarzucano mi nawet, że coś przy niej manipulowałem. A ja, choć nie czytałem, to wiem, że w tej książce jest tylko prawda. Żona nic nie skłamała. Natomiast wszystko też trzeba włożyć w kontekst. Problem polega na tym, jak ta książka zostanie zrozumiana".

O to prawie nie powinien się martwić, książka na pewno stanie się wydawniczym hitem. A dla sławnych polityków, tak pań jak panów, może być ostrzeżeniem. Bo co będzie, jak ten drugi (druga) zdecydują się wyjść z cienia?

FLESZ: Kiedy będzie wiosna? Zwierzęta dają sygnały.

Wideo

Materiał oryginalny: Przypadek Danuty Wałęsy, czyli kiedy partner polityka wychodzi z cienia - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 5

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

g
gg

jednak niektóre panie nie powinny się wypowiadać dalej niż w czterech ścianach

g
gg

Moim zdaniem jest to bardzo niesmaczne,p.Danuto;-(

p
polo

Ja nie dałem rady, takich pierdół nie trawię.

M
Miklus

A kto to jest Nelli Rokita ,przywołana w tekście?

W
Widukind

Czyli byle jak ale mówić , obojętnie gdzie i jak. Bo na końcu tylko kasa . Ale ja nie kupię.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3