Psy, które mają miejsce w historii

RedakcjaZaktualizowano 
Ukochany pies państwa Kaczyńskich szkocki terier Tytus nie żyje. Przyczynił się nie tylko do ocieplenia wizerunku prezydenckiej pary, ale i stosunków polsko-amerykańskich - pisze Joanna Miziołek

Tytus był jedenastoletnim psem rasy terier szkocki, który 13 listopada 2009 r. umarł ze starości. Nie pamiętam, by pogonił jakiegoś kota na ulicy - takie oświadczenie po śmierci ukochanego pupila pary prezydenckiej opublikowała na stronach internetowych Kancelarii Prezydenta Maria Kaczyńska.
I choć może zastanawiać sposób, w jaki prezydentowa pożegnała teriera, to nikogo nie powinno dziwić, że dziś zwierzęta najważniejszych osób w państwie zaczynają odgrywać znaczącą rolę. Szczególnie Lech Kaczyński jest zakochany w swojej domowej trzódce. Gdy jego doradcy medialni proponowali mu jeszcze jako prezydentowi Warszawy fotografowanie się z psem, odpowiedział oburzony: - Nie, bo to może stresować zwierzę.

Prezydencki Tytus miał raczej trudny charakter i słynął z atakowania rozmaitych postaci w prezydenckim ogrodzie. Prawie przegryzł but Władysławowi Stasiakowi, szefowi Kancelarii Prezydenta, obszczekiwał borowców, a nawet zaatakował córkę Lecha Kaczyńskiego. Po prostu widać było, że jest rozpieszczony. Mimo że dał w kość domownikom, to i tak odgrywał nieocenioną rolę w Pałacu Prezydenckim.

Zwierzęta najważniejszych osób w państwie już nie tylko ocieplają ich wizerunek. Dochodzi nawet do tego, że odgrywają znaczącą rolę dyplomatyczną. Bowiem nikt inny, a właśnie prezydencki Tytus przyczynił się do ocieplenia stosunków polsko-amerykańskich. W czerwcu 2007 roku wziął czynny udział w zabiegach dyplomatycznych. Przybyli wtedy do Polski George i Laura Bushowie, prywatnie również właściciele identycznego szkockiego teriera. W związku z tym Maria Kaczyńska przedstawiła Bushom Tytusa, wzbudzając sympatyczne reakcje. - Poczułam się jak w domu - mówiła wtedy Laura Bush.

Zapewne pierwsza dama mogła poczuć atmosferę Białego Domu, gdzie pierwszym psem Stanów Zjednoczonych był Barney, pupil prezydenta George'a Busha. To właśnie on stał się bohaterem kilku filmów umieszczonych na oficjalnej stronie Białego Domu. Można było między innymi obejrzeć, jak Barney przygotowuje się do świąt czy jako pierwszy otwiera bożonarodzeniowe prezenty. Wszystko po to, by ocieplić wizerunek srogiego męża stanu. Zabieg jednak nie do końca się powiódł, gdyż pod koniec kadencji Busha juniora o jego czworonogu mówiono: "najgorszy pies najgorszego prezydenta". Na takie miano Barney wyjątkowo sobie zasłużył po tym, jak miesiąc przed wyprowadzką Bushów z Waszyngtonu rzucił się na reportera Agencji Reutera i poważnie go pogryzł.

Natomiast nasza polska Saba, nieżyjący już pies Ludwika Dorna, została oskarżona nie o pogryzienie ludzi, ale mebli w MSWiA. Czarna sznaucerka do polskiej polityki wkroczyła w maju 2007 roku. To właśnie wtedy ówczesny marszałek Ludwik Dorn przyprowadził ją do Sejmu, bo sama nie mogła zostać w domu. Posłowie innych partii byli oburzeni. Kilku z nich w geście protestu, że z parlamentu robi się zwierzyniec, też przyszło na Wiejską ze swoimi czworonogami.

Ostatecznie Saba stała się też bohaterką wyborczej reklamówki Lewicy i Demokratów. Właśnie tam pojawiła się informacja, jakoby miała pogryźć meble w MSWiA. Dorn - ripostując, że to kłamstwo - skierował sprawę do sądu. Później żartował, że pozew powinna była wytoczyć Saba, ale nie ma legitymacji procesowej, więc robi to on. Były marszałek Sejmu do końca walczył o honor sznaucerki i w końcu wygrał proces, a LiD musiał za spot przeprosić.

To jednak niejedyna Saba, która odcisnęła swoje piętno w polskiej polityce. Jej imienniczka kilka lat wcześniej była pupilem prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. I choć były prezydent na kongresie lewicy kpił: "Ludwiku Dorn i Sabo, nie idźcie tą drogą", to sam na punkcie swojego psa miał, jak twierdzą jego współpracownicy, hopla. Waldemar Dubaniowski, były szef gabinetu prezydenta Kwaśniewskiego: - Pies bez wątpienia był traktowany przez prezydenta jak członek rodziny. Jego rola była nie do przecenienia. Powiem więcej, porównywalna była z członkiem rodziny. I choć na salonach pałacowych pies nie bywał, to - jak wspomina Jolanta Szymanek-Deresz, była szefowa kancelarii prezydenta Kwaśniewskiego - zdarzały się sytuacje, kiedy podczas oficjalnych uroczystości była niemal gościem honorowym prezydenta.
Tak było choćby podczas uroczystości w wąskim gronie, jakim były imieniny. - Pamiętam, jak pewnego razu jeden z zaproszonych gości składał publicznie życzenia panu prezydentowi, a Saba cały czas szczekała. Dopiero gdy zaczął przemawiać Aleksander Kwaśniewski, zamilkła. Najwidoczniej pies mógł znieść tylko głos swojego pana - śmieje się Szymanek-Deresz. To niejedyna anegdota, jaka wiąże się ze słynnym zwierzakiem prezydenta Kwaśniewskiego. Były premier Józef Oleksy wspomina, że jego psa Lolka i psa prezydenta miały łączyć bliskie relacje, gdyż pies byłego premiera smalił cholewki do Saby. Jednak nic z tego nie wyszło. Bowiem Lolek był trzy raz mniejszy od swojej oblubienicy.

Saba Kwaśniewskiego była pierwszym psem, który zapoczątkował zwyczaj wynoszenia pupili na piedestał. Czego dowodem jest fakt, że dosyć często była podwożona limuzyną przez funkcjonariuszy BOR-u na spacer. Ale to niejedyny pies Aleksandra Kwaśniewskiego, którym zajmowali się ochroniarze. Jej następcy, dwa młode owczarki niemieckie, również doznały zaszczytu opieki przez BOR. Tak jeden z podwożonych spacerów wspomina Paweł Płuska, reporter "Faktów" TVN: - To był maj 2005 roku. Zauważyliśmy, jak pod mostem Siekierkowskim borowcy Kwaśniewskiego wyprowadzają dwa młode wilczury. - Pytani przez dziennikarza, czy to psy prezydenta, nie chcieli odpowiedzieć. Co gorsza, zaczęli uciekać. I zamiast do Pałacu Prezydenckiego, pojechali w drugą stronę. Jak relacjonuje dziennikarz "Faktów", rozpoczęła się gonitwa. Funkcjonariusz BOR-u mknął z psami po największych dziurach na ulicy, a niezabezpieczone żadnymi pasami zwierzęta obijały się o dach. Doszło nawet do tego, że kierowca prezydenckiej limuzyny zatrzymał się, wrzucił wsteczny i chciał najechać na goniących go samochodem dziennikarzy. Następnego dnia do redakcji "Faktów" przyszedł faks z Kancelarii Prezydenta wyjaśniający, że to nie prezydent, ale pani prezydentowa ma dwa psy. W końcu okazało się, że prezydent nie miał żalu do dziennikarzy o to, że śledzili funkcjonariuszy BOR-u, którzy wyprowadzali psy, ale zdenerwowało go to, że dziennikarze starą skodą wyprzedzili rządowego mercedesa. - Nagraliśmy wtedy świetny materiał - kwituje Paweł Płuska.

Premier Donald Tusk też nie stroni od zwierząt. Czemu dał wyraz, kiedy znany dotąd z zamiłowania do psów kazał odłowić i wyleczyć wałęsającego się po Kancelarii Prezesa Rady Ministrów kota. Dzikiego i wyraźnie chorego zwierzaka w kancelarii znaleźli współpracownicy szefa rządu. Jednak nikt nie wiedział, jak mu pomóc. Potrzebna była interwencja samego premiera. Na jego osobiste polecenie zaczęto szukać organizacji pozarządowych, które zajmują się bezpłatną pomocą dla poszkodowanych i chorych zwierząt. Wybór padł na Straż dla Zwierząt, której siedziba znajduje się nieopodal rządowych gmachów.

A jak się okazuje, Donald Tusk - podobnie jak prezydent Lech Kaczyński - przeżywał kiedyś swój osobisty dramat związany z pożegnaniem wiernego zwierzaka. Jego pies Szeryf odszedł krótko przed objęciem przez Tuska teki premiera. Wilczur miał kilkanaście lat. Ale w tym przypadku nie było żadnego oficjalnego oświadczenia o śmierci psa. Teraz państwo Tuskowie mają tylko kotkę Pusię, która nie przyjechała do Warszawy, ale mieszka w Sopocie.

Joanna Miziołek, współpraca Piotr Zaremba

polecane: Flesz - Co piąta transakcja będzie wymagać użycia PIN-u

Wideo

Materiał oryginalny: Psy, które mają miejsce w historii - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

a
asdf

Jednak mają kota?! To nie tylko kot Alik jest kotem premiera? jak to pięknie brzmi Pusia koteczka Premiera. Dobrze że po angielsku, bo brzmiałoby to perwersyjnie. Pussy (cat)

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3