Publikacja wyroku TK. Dlaczego Kaczyński znów wcisnął detonator?

Witold Głowacki
Witold Głowacki
Policja podczas protestu Strajku Kobiet w Warszawie, 29 stycznia
Policja podczas protestu Strajku Kobiet w Warszawie, 29 stycznia Adam Jankowski
Publikacja wyroku TK w sprawie ustawy antyaborcyjnej i tym samym powrót do żywiołowych protestów Strajku Kobiet, to wynik świadomej decyzji politycznej Jarosława Kaczyńskiego. Problem w tym, że jej motywy trudno w tej chwili zrozumieć - nawet w czysto politycznych kategoriach.

W ostatni piątek domu Jarosława Kaczyńskiego na warszawskim Żoliborzu strzegło aż 100 policyjnych radiowozów. W ten znany już sposób policja broniła dostępu przed budynek tysiącom demonstrantek i demonstrantów uczestniczących w protestach po publikacji wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie ustawy antyaborcyjnej. Podczas protestów - trwających od środy - policja już wielokrotnie zachowywała się bardzo twardo, stosowano taktykę „kotła” protestujący byli zatrzymywani i wynoszeni do furgonetek, które następnie odwoziły ich na komendę.

Pod wieloma względami to powrót do sytuacji, którą dobrze już znamy. Pod koniec ubiegłego roku żywiołowe protesty polskich kobiet wywołane październikowym wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego, w którym TK ogłosił niekonstytucyjność przepisów ustawy aborcyjnej dopuszczających usunięcie płodu ze względu na jego ciężkie wady medyczne, trwały przez ponad miesiąc.

Ich polityczne skutki dla rządu i rządzącej koalicji były opłakane - przeciwko wyrokowi TK opowiedziało się w sondażach około 70 procent Polek i Polaków, w tym część elektoratu PiS, poparcie dla Strajku Kobiet i demonstrantek i demonstrantów miało charakter zdecydowanie większościowy, a rząd i PiS nie mogły uchylić się od odpowiedzialności - bo polityczne podporządkowanie obecnego składu TK rządzącemu obozowi jest dla Polaków kwestią oczywistą.

Strajk Kobiet, Warszawa. Policja użyła wobec protestujących ...

Na tym nie koniec politycznych strat poniesionych przez obóz władzy po wyroku TK. Protesty - a także reakcja na nie hierarchów - były kolejnym ciosem dla resztek autorytetu Kościoła katolickiego, w ostatnich latach mocno zaangażowanego na zapleczu partii rządzącej. Zarazem ostatecznie skompromitowane zostało pojęcie „kompromisu aborcyjnego” będącego bardzo oględnym określeniem całkowitego zakazu aborcji obowiązującego w Polsce od lat 90. Dla Strajku Kobiet i sporej części uczestniczek i uczestników demonstracji, powrót do „kompromisu” nie jest już satysfakcjonującym rozwiązaniem. Innymi słowy - próba zaostrzenia prawa aborcyjnego skończyła się powstaniem znaczącej społecznej (i w perspektywie być może również politycznej) siły na rzecz jego liberalizacji. Dodajmy jeszcze, że w oczach przeciwników zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, politycy PiS - od Jarosława Kaczyńskiego po powiatowych liderów struktur stają się twarzami rozstrzygnięć uważanych przez większość Polaków za motywowane fanatyzmem czy wręcz nieludzkie - bo tak właśnie postrzegana jest kwestia zmuszania kobiet do donoszenia ciąży z najcięższymi wadami prenatalnymi.

Wyrok TK i wywołane nim protesty są więc jedną z przyczyn sondażowych kłopotów PiS - i tego, że społeczne zaplecze rządzącej partii się chwieje. O ile w większości kwestii zwanych w Polsce „światopoglądowymi” elektorat partii rządzącej miewa poglądy podobnie konserwatywne jak większość jej polityków, o tyle z aborcją, a zwłaszcza z aborcją ze względów medycznych, bywa już zupełnie inaczej. Choć motywy są tu dość różne, ostatecznie jest to kwestia, w której pobożne gospodynie domowe z małych miasteczek miewają zadziwiająco zgodne poglądy z przedstawicielkami wielkomiejskiej klasy średniej. I nie są to poglądy, które spodobałyby się autorom wyroku TK. Przypomnijmy, że w sondażach za wyrokiem TK opowiada się nie więcej niż kilka do kilkunastu procent Polek i Polaków.

Dlatego właśnie wyjątkowo ciekawe jest pytanie, o polityczne kalkulacje, które mogły stać za decyzją Jarosława Kaczyńskiego o publikacji wyroku TK. Biorąc pod uwagę cały dotychczasowy kontekst i skalę politycznych kosztów tej batalii, naiwnym byłoby sądzić, że ostatni zwrot akcji dokonał się bez wiedzy i zgody prezesa PiS.

W październiku, listopadzie i grudniu, w obliczu masowych protestów rząd nie odważył się opublikować wyroku TK, w czym zresztą wydatnie pomagał mu sam Trybunał, odwlekając wydanie pisemnego uzasadnienia wyroku.

Tym samym, wyrok pozostawał w stanie czegoś w rodzaju zawieszenia, wprawdzie został wydany, ale nikt go nie opublikował - zatem nie można było mu nadawać dalszego biegu, przede wszystkim zabierając się za nowelizację ustawy antyaborcyjnej - co dopiero oznaczałoby wstęp do realnej zmiany obowiązującego prawa. To właśnie - razem z sytuacją epidemiczną i listopadowym szczytem drugiej fali pandemii - przyczyniło się do stopniowego wygaśnięcia protestów i - z punktu widzenia rządzących - do czegoś w rodzaju chwilowego zamiecenia sprawy pod dywan.

Tak było do ostatniej środy, kiedy to Trybunał Konstytucyjny bez wcześniejszych zapowiedzi opublikował uzasadnienie do październikowego wyroku w sprawie ustawy aborcyjnej. Uzasadnienie było gotowe od początku grudnia, ale od tego czasu nie zostało opublikowane - dotąd powszechnie interpretowano to jako wynik cichego porozumienia Trybunału z rządem mającego skutkować tym, że wyrok nie zostałby opublikowany w Dzienniku Ustaw i tym samym nie mógłby wejść w życie. Natychmiast po publikacji uzasadnienia przez TK, rzecznik rządu Mateusza Morawieckiego Piotr Müller zapowiedział jednak, że publikacja całego wyroku nastąpi jeszcze tego samego dnia. „Trybunał Konstytucyjny przedstawił pisemne uzasadnienie do wyroku dotyczącego ochrony życia. Zgodnie z wymogami konstytucyjnymi wyrok zostanie opublikowany dzisiaj w Dzienniku Ustaw.” - taki komunikat pojawił się na twitterowym profilu Centrum Informacyjnego Rządu.

Jak rząd powiedział, tak też zrobił. Wyrok został opublikowany w Dzienniku Ustaw tego samego dnia, w którym TK opublikowało uzasadnienie.

Na efekty w postaci społecznego sprzeciwu, nie trzeba było długo czekać. Jeszcze tego samego dnia w 47 miastach Polski odbyły się protesty zorganizowane przez Strajk Kobiet. Już te pierwsze protesty w części miast były liczne i żywiołowe, co bardzo dobrze świadczy o zdolnościach mobilizacyjnych Strajku Kobiet. W kolejnych dniach były równie intensywne - co zdaje się sugerować, że jeśli kalkulacje kierownictwa PiS opierały się na założeniu, że do kolejnej fali protestów zabraknie społecznej energii, to były one, mówiąc delikatnie, mało trafne.

Z drugiej jednak strony możliwa jest jednak również zupełnie inna interpretacja decyzji kierownictwa PiS. Przeforsowanie publikacji wyroku - a następnie twarda reakcja na protesty mogą służyć próbie sił wewnątrz rządzącego obozu. Nie można wykluczyć, że Jarosław Kaczyński próbuje w tym momencie przelicytować frakcję jastrzębi Zjednoczonej Prawicy - ze Zbigniewem Ziobrą n czele, pokazując, że jest w stanie postawić na swoim bez względu na koszty.

I to jednak nie zmienia faktu, że z politycznego punktu widzenia mogą to być koszty jednak dużo wyższe, niż Jarosław Kaczyński gotów byłby zapłacić.

Polacy boją się biedy

Wideo

Materiał oryginalny: Publikacja wyroku TK. Dlaczego Kaczyński znów wcisnął detonator? - Polska Times

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
petrus

Glowacki to znany lewacki hejter wiec to co pisze to makulatura.

Dodaj ogłoszenie