reklama

Radosław Sikorski - polityczny singiel

Piotr ZarembaZaktualizowano 
Zawsze powtarza, że bardzo kocha wojsko. Odważył się nawet na lot F-16
Zawsze powtarza, że bardzo kocha wojsko. Odważył się nawet na lot F-16 MON
W PO traktowany bywa z rezerwą, choć jest wymieniany jako potencjalny kandydat na prezydenta. To pewnie dlatego, że w sondażach obdarzany jest wielkim zaufaniem Polaków. Studiował w Oxfordzie, miał brytyjski paszport, ma amerykańską żonę, był korespondentem wojennym w Afganistanie. Czy będzie w stanie wygrać bitwę o prezydenturę - analizuje Piotr Zaremba.

Na kogo może liczyć w prezydenckich aspiracjach Radosław Sikorski, coraz rzadziej nazywany Radkiem? W Platformie Obywatelskiej na pewno na posła Jarosława Gowina, który głośno wychwala wagę jego międzynarodowych doświadczeń i zagranicznych kontaktów. Które skądinąd okażą się prezydentowi średnio przydatne, jeśli PO podtrzyma swój obecny pogląd: że polityka zagraniczna to zasadniczo gestia rządu. Czym kieruje się Gowin? Jak mówi człowiek bliski platformerskiej prawicy, uważa Sikorskiego za człowieka mniej podejrzanego o ewentualne zbliżenie z lewicą niż marszałek Komorowski. I rzeczywiście tytuł książki obecnego szefa MSZ "Strefa zdekomunizowana", wydanej tuż przed wyborami 2007 roku, czyni tego polityka partnerem wciąż niezbyt strawnym dla SLD. Na dokładkę Gowin jest skonfliktowany z Komorowskim. Więc wygodnie mu jest postrzegać Sikorskiego jako bliskiego sobie konserwatystę. Ale czy katolicki poseł z Krakowa jest w stanie coś tak naprawdę zrobić dla ambitnego ministra? Iloma szablami realnie dysponuje?

Sikorski nie ma w PO bliskich sobie ludzi. Nie za wielu ich ma w ogóle w polskiej polityce. Nawet kierownictwo jego resortu jest zbudowane dość przypadkowo i nie składa się z jego osobistych faworytów

Mówi się też, że kandydaturze Sikorskiego sprzyja wciąż wpływowy szef klubu parlamentarnego PO Grzegorz Schetyna. Dlaczego? Wcześniej nie byli sobie bliscy, więc chyba głównie dlatego, że Komorowski wydaje się być faworytem Tuska. Ale czy Schetyna jest dziś tak potężny jak kiedyś, czy może rzucić wyzwanie woli Tuska? I czy zechce, a nie dogada się z premierem za kulisami. On dysponuje szablami, ale tak naprawdę nie do końca wiadomo, iloma. Tym bardziej, czy ich użyje.
W rzeczywistości Sikorski nie ma w Platformie Obywatelskiej bliskich sobie ludzi. A jakby się dobrze zastanowić, nie za wielu ich ma w ogóle w polskiej polityce. Nawet kierownictwo jego resortu jest zbudowane dość przypadkowo i nie składa się z jego osobistych faworytów. Tak naprawdę, jak zauważył żartobliwie jeden z posłów PO, jedynym bliskim mu człowiekiem jest dużo od niego starszy rzecznik prasowy Piotr Paszkowski, odgrywający przy nim rolę opiekuńczego starszego wuja dbającego, aby młodzieńczy minister się nie przeziębił. Ale nominacji partyjnej Paszkowski nie załatwi.
A przecież postawienie na Sikorskiego byłoby odważną decyzją Platformy. Ten minister stale pojawia się bardzo wysoko w sondażach popularności i zaufania. Już w roku 2008 przeskoczył kilkakrotnie samego premiera Tuska. Bronisław Komorowski nigdy do tego poziomu nie zawędrował. Sikorski, 48-letni, ale bardzo chłopięcy, ekscentryczny, czasem odrobinę szalony, wożący po swojej posiadłości w Bydgoskiem niemieckiego ministra Steinmeiera motocyklem z koszem, i trzymający w tym właśnie dworku w Chobielinie organy, mógłby chyba bardziej niż staromodny marszałek Sejmu przemówić od młodzieży. Mógłby też zaimponować wszystkim Polakom. To o nim napisał kiedyś Tomasz Wróblewski w "Newsweeku": "To może jeden z niewielu Polaków, który dzwoniąc do prezesa Banku Światowego czy naczelnego »Washington Post«, że tamten podejdzie do telefonu". O jego pozycji, z którą coś wspólnego ma jego żona Anne Applebaum, nie tylko autorka świetnej monografii sowieckich gułagów, ale też topowa amerykańska dziennikarka, zaświadczył ostatnio "Economist". Przestawił go wbrew rzeczywistości jako jedynego kandydata na prezydenta po rezygnacji Tuska.

Ale nie na darmo już przed dwoma laty dawny kolega z PiS mówił o nim, że to polityk, który sięgnąłby po najwyższe funkcje w Ameryce, gdzie tak wielka rolę odgrywa dotarcie do wyborców symbolizowane przez instytucję prawyborów, ale niekoniecznie w Polsce, gdzie liczy się w większym stopniu mozolne torowanie sobie drogi przez partyjny gąszcz. Sikorski nie jest dziś faworytem Tuska. Pomimo że w polityce przyjął konwencję zabiegania o przychylność lidera w stopniu daleko większym niż stateczny, zdystansowany Komorowski.
Na zarządach PO minister bywa rzadko, zabiera głos jeszcze rzadziej, ale jeśli już, to tylko aby przytaknąć liderowi. Ślady jego zaangażowania w tak zwaną opcję konserwatywną są nader słabe. Za to jego publiczne występy - na przykład wychwalające Lecha Wałęsę, którego na początku lat 90. bardzo krytykował, albo deklarujące partyjno-rządową lojalność w obliczu afery hazardowej, mają jeden cel: przypomnienie, że ten uciekinier z obozu PiS jest lojalny i dyspozycyjny.

Aby tego dowieść pewien siebie i lubiący zadzierać nos polityk gotów był znieść największe upokorzenia. Dwa lata temu opisałem wraz z Luizą Zalewską na łamach nieistniejącego już "Dziennika" SMS, jaki wysłał do Sikorskiego dużo od niego młodszy szef gabinetu premiera Sławomir Nowak, aby mu uniemożliwić przemawianie na pogrzebie profesora Geremka. "Nie występujesz" napisał po prostu. I potężny, popularny minister zastosował się do polecenia. Za tym rozkazem stał bowiem szef szefów.

A jednak Tusk, jeszcze niedawno zazdrośnie wypatrujący sondażowych wyników swojego podwładnego, pomimo wszystkich tych poświęceń chyba wciąż nie jest gotów na niego postawić. Nieoficjalny komunikat z jego otoczenia brzmi: owszem Sikorski sprawdził się jako minister, ale wciąż jest zbyt niestabilny, nie całkiem godzien zaufania. To współpracownicy Tuska delektowali się historią, jak to Sikorski na pokładzie premierowskiego samolotu zaśmiewał się z dziennikarzami z dowcipu o Baracku Obamie. "Ma podobno polskich przodków. Tak , bo któryś z nich zjadł kiedyś polskiego misjonarza".

Jest tak naprawdę i inny powód tego dystansu, może ważniejszy w świecie instytucji, a partia jest instytucją szczególnie skomplikowaną. Sikorski wciąż pozostaje w Platformie człowiekiem nowym, który nie budował tej partii od podstaw, a przyszedł, inaczej niż Komorowski, na gotowe. Być może ten efekt wkrótce zniknie. Na razie jest bardzo istotny.

Po części to wszystko jest skutkiem skomplikowanego i dramatycznego życiorysu ewentualnego kandydata, który mógłby być scenariuszem filmu. Filmu zmieniającego się z przygodowego melodramatu w polityczny thriller. Zacząłby się jako historia chłopaka z Bydgoszczy, który dzięki dobrej znajomości angielskiego trafił w 1981 roku do Oxfordu, a oddzielony od kraju przez stan wojenny dostał się do Afganistanu, kraju ogarniętego prawdziwą wojną - z sowieckim okupantem. Przybył tam jako korespondent wojenny, ale wyraźnie sekundujący antykomunistycznym bojownikom. Potem stracił przyjaciela, ale napisał książkę o swoich przygodach. U schyłku lat 80. poślubił amerykańską dziennikarkę, którą poznał w pobliżu burzonego berlińskiego muru. Prawie jak w "Mission Impossible"

Kiedy wrócił do Polski z brytyjskim paszportem postawił na też radykalnie antykomunistyczne środowisko Jana Olszewskiego, z jednej strony przaśne i podejrzliwe, ale z drugiej najwcześniej podnoszące sztandar takich oczywistości jak NATO i Unia Europejska, prozachodnia opcja geopolityczna i cywilna kontrola nad armią. Młody Sikorski lansował w polskim wojsku jako krótkotrwały wiceminister obrony w 1992 roku takie zachodnie obyczaje jak plakietki z nazwiskami. Brzuchaci generałowie po sowieckich akademiach nazywali go więc "Radek plakietka". Gdy zostanie w 2005 roku szefem MON, będzie z kolei zmuszał wojskowych brzuchaczy, aby oddawali się jak ich amerykańscy koledzy fizycznym ćwiczeniom.

Równocześnie odbędzie polityczną drogę ku centrum. W 1997 roku jest jeszcze działaczem Ruchu Odbudowy Polski Jana Olszewskiego (Antoni Macierewicz przesunie go w ostatniej chwili na dalsze miejsce na liście do Sejmu). Ale potem już AWS-owskim wiceministrem spraw zagranicznych właśnie przy profesorze Geremku. A jeszcze później człowiekiem szukającym swojego miejsca - pomiędzy Waszyngtonem, gdzie będzie pracował w ogromnym gmaszysku neokonserwatywnej fundacji, a Polską, gdzie będzie się przyglądał centroprawicowym formacjom i ludziom, rozważając do kogo się przyłączyć.
Wlatach 2004-2005 wahał się między PO i PiS. Do Waszyngtonu, gdzie urzędował w American Enterprise Institute, zapraszał Jana Rokitę, potem Jarosława Kaczyńskiego. Wreszcie pojechał Rokita, który według wszelkich znaków na niebie i ziemi miał zostać premierem. Krakowianin miał mieszane odczucia na temat Sikorskiego: - Obiecujący, błyskotliwy, ale zszokowało mnie pytanie: Czy zechce mnie pan wynająć? Z wyraźną przyjemnością nazywał się "człowiekiem do wynajęcia".

Ostatecznie "wynajął go" jednak rządzący PiS, Sikorski został ministrem w rządzie bliskiego sobie osobiście Kazimierza Marcinkiewicza. I był to mariaż, mowa o Sikorskim i PiS, zdecydowanie niedobrany. Od początku drażnił obu braci, a zwłaszcza prezydenta, który traktował go jak aroganckiego młokosa. Była to wyraźna komedia pomyłek. Sikorski, odwiedzając Lecha Kaczyńskiego w Belwederze, ostentacyjnie zrywał się, kiedy wstawał gospodarz, ale ten odbierał to jako ironię. Z kolei Sikorski skarżył się przyjaciołom, że on i bracia nie nadają na tych samych falach. Niepunktualni, nieużywający mejli Kaczyńscy byli dla niego anachroniczni i marnujący jego czas. Ale tak naprawdę spór był poważniejszy i nie dotyczył tylko savoir-vivre’u. Sikorski bronił swojej kontroli nad wojskowymi służbami i miał pretensje o narzucenie mu niechcianego podwładnego - Macierewicza, który kiedyś go upokorzył, a który miał teraz te służby weryfikować. Z kolei politycy PiS zarzucali Sikorskiemu osłanianie oficerów tej formacji. - Dlaczego wysłał na roczne studia do USA ostatniego szefa WSI Janusza Bojarskiego, choć miał jechać ktoś inny? Czy nie dlatego, żeby generał uniknął weryfikacji? - pytał retorycznie następca Sikorskiego w MON Aleksander Szczygło.

Kamieniem obrazy stały się zabiegi Sikorskiego, aby wysłać na misję do Chin Marka Dukaczewskiego, wcześniejszego szefa tych służb bliskiego Kwaśniewskiemu, a przez PiS traktowanego jako symbol chorych układów. To moment, w którym w otoczeniu braci Kaczyńskich zaczyna się mówić o Sikorskim prawie jako o agencie wroga. Mimo to pozostaje w rządzie jeszcze wiele miesięcy, nawet po dymisji Marcinkiewicza, co przy stopniu chronicznej nieufności wobec niego nowego pemiera Jarosława Kaczyńskiego jawi się jako absurd. Wykłada się ostatecznie jesienią 2006 roku na sprawie nominacji zastępcy szefa sztabu, mianowanego bez konsultacji z prezydentem.

Po obu stronach pojawiły się wielkie emocje. Wprawdzie sam Sikorski milczał jak grób nawet po swojej dymisji, ale odbił to sobie potem udziałem w zjadliwej kampanii Platformy przeciw prezydentowi Kaczyńskiemu. Jego przeciwnicy z PiS są przekonani, że wszedł w niejasne układy z oficerami WSI. Z kolei jego przyjaciele tłumaczyli jego flirt z Dukaczewskim co najwyżej młodzieńczą fascynacją służbami. I twierdzili, ze po odejściu ze stanowiska Radek Sikorski był przedmiotem brzydkiej akcji Antoniego Macierewicza, który miał gromadzić na niego obciążające materiały.
Jego akces do PO był wizerunkowym sukcesem obu stron. Sikorski wykazał się też sporym uporem, wydzierając dla siebie stanowisko szefa MSZ, choć Tusk chciał mu dać początkowo resort obrony. Pomogła interwencja sędziwego Władysława Bartoszewskiego, który obdarzył młodzieńczego eksministra opiekuńczą sympatią. Na nowym stanowisku Sikorski czuł się zrazu niepewnie.
Po pierwsze jego nominacja została oprotestowana przez prezydenta, który sugerował, że nowy minister jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa państwa. O co chodziło? Do dziś do końca nie wiadomo. Od ludzi prezydenta można było usłyszeć wiele wersji. Najbardziej prawdopodobna mówi, że jeszcze jako minister obrony Sikorski występował z interwencjami w obronie białoruskiego szpiega Siergieja Monicza. Ale pojawiały się i inne plotki, łącznie z powtarzaną przez prasę sugestią, że chodzi o ekscesy obyczajowe za granicą. Sprawa stała się przedmiotem pierwszej wielkiej próby sił między rządem Tuska i prezydenckim pałacem.

Trudno się więc dziwić, że w odwecie nowy minister stał się wkrótce głównym specjalistą od drażnienia Lecha Kaczyńskiego. A to nie przyszedł na spotkanie z nim, odwołując swoją wizytę faksem przysłanym w ostatniej chwili. A to demonstracyjnie wracał z Brukseli po pierwszym telefonie szefowej kancelarii Anny Fotygi zapraszającej go do prezydenckiego pałacu. Nie były to wyłącznie PR-owskie sztuczki. Podczas biesiady w Gruzji, gdzie obaj pojechali w obliczu rosyjskiego zagrożenia, doszło między nimi do autentycznej awantury. Sikorski poczuł się nagle urażony tym, że Lech Kaczyński zwraca się do niego per ty.
Mniej znane są jego pierwsze kłopoty z premierem Tuskiem. Na samym początku szef MSZ nie był obdarzany pełnym zaufaniem przez swego szefa. Na przykład wizyta premiera w Moskwie jest przygotowywana w dużej mierze poza nim. Sikorskiemu zdarzało się wtedy rzucić do dziennikarzy indagujących go na tematy międzynarodowe: "Musicie pytać tych, którzy decydują". Później stosunki zaczęły się poprawiać do tego stopnia, że Sikorski próbował nawet grać z premierem w piłkę. Nabrali do siebie zaufania. Nowy minister dostał w dużej mierze wolną rękę w kierowaniu resortem.
Czy było warto? Jego politykę chwali europoseł PO Paweł Zalewski, podobnie jak Sikorski uchodźca z obozu PiS: - Po pierwsze, przywrócił należytą rangę dyplomacji, którą zaniedbano za jego poprzedniczki Anny Fotygi. Po drugie, potrafił wykorzystać logikę funkcjonowania UE, czego przejawem jest Partnerstwo Wschodnie. Po trzecie, nie boi się reformować własnego resortu - od informatyzacji po polepszenie komunikacji ambasad z centralą.

Tyle że każdy z tych punktów był dyskutowany i kwestionowany na wiele sposobów. Na przykład ów reformator resortu polikwidował wiele placówek w Afryce czy Azji, co znawcy tematu uznali za przejaw prowincjonalizmu podyktowany tak naprawdę mizerią finansową. Ale spór był oczywiście dużo głębszy i dotyczył pryncypiów. Posłowie PiS wielokrotnie zarzucali MSZ-owi osłabienie dyplomacji na kierunku wschodnim (Ukraina, Kaukaz), a zdymisjonowany współpracownik Sikorskiego, dziś urzędnik Kancelarii Prezydenta Witold Waszczykowski, przypisywał mu ryzykowanie porozumienia ze Stanami Zjednoczonymi z oportunistycznych powodów - aby obsłużyć polityczno-marketingowe interesy PO. Każdy z tych zarzutów okazywał się w ostateczności nieostry - Sikorski nie zrezygnował z aktywności na wschodnim kierunku, a do porozumienia w sprawie tarczy antyrakietowej doszło, choć zaprzepaściła je prawdopodobnie zmiana ekipy rządowej w Ameryce, co szef MSZ w jakiejś mierze przewidział. Kłopot z tym politykiem jest jednak inny. Można odnieść wrażenie, ze rozmaite jego gesty i ruchy wynikają z czasem nadgorliwego zaprzeczania własnym dawniejszym, też nieraz przesadnym, poglądom, gestom i czynom.

Kiedyś był proamerykański i wyprawił się do wiceprezydenta USA Donalda Rumsfelda z długą listą potrzeb polskiej armii, co Amerykanie wyśmiali. Teraz epatuje szorstkimi wypowiedziami dotyczącymi Ameryki

W roku 2006 jako szef MON w rządzie Marcinkiewicza Sikorski nazwał ideę budowy Gazociągu Bałtyckiego łączący Niemcy z Rosją "nowym paktem Ribbentrop-Mołotow". Dziś nie widzi żadnego problemu w tym, że kluczowe stanowiska w jego resorcie objęli ludzie po MGIMO, sowieckiej szkole dyplomacji. Politycy Platformy przedstawiają to wręcz jako przejaw pragmatyzmu ministra. Kiedyś był drapieżnym proamerykańskim neokon_serwatystą, który też w 2006 roku wyprawił się do wiceprezydenta USA Donalda Rumsfelda z długą listą potrzeb polskiej armii, co Amerykanie wyśmiali. Teraz epatuje wszystkich szorstkimi wypowiedziami dotyczącymi Ameryki. Swoich kolegów jeszcze z rządu Marcinkiewicza przekonywał, że od Unii Europejskiej Polska dostaje więcej pieniędzy niż od USA, więc kierunek naszych zaangażowań powinien być oczywisty. Choć gwoli sprawiedliwości znawcy tematu twierdzili, że naprawdę angażował się w walkę o tarczę, rozumiejąc jej znaczenie dla polskiego bezpieczeństwa. Doskonale wiedział, że amerykańskie instalacje w Polsce przełamują ograniczenia narzucone nam jeszcze w czasach Związku Sowieckiego - tłumaczy Paweł Zalewski.
Jego słowa bywają często bardziej kontrowersyjne niż czyny. Niedawno pragnąc się pokazać jako znawca doktryny, ogłosił na łamach "Gazety Wyborczej", że polityka jagiellońska się kończy i powinna być zastąpiona przez politykę piastowską. Z kontekstu można było odnieść wrażenie, że potępia tymi słowami aktywną politykę wschodnią, choć potem się z tego wycofał. Co gorsza w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" postawił tezę jeszcze radykalniejszą. Doradził Polsce rezygnację z nadmiernych aspiracji. - Nawet minister spraw zagranicznych Luksemburga czegoś takiego by nie powiedział - polemizował z nim Jan Rokita.
Dla jednych Sikorski jest jako minister tak ważnego resortu człowiekiem niepoważnym, wielbicielem gadżetów i pustych gestów pływającym jednak jak ryba w wodzie w świecie współczesnej dyplomacji. Dla innych pozostał nadal "facetem do wynajęcia" szukającym kariery w międzynarodowych instytucjach, który przeżył niedawno boleśnie porażkę w wyścigu do stanowiska sekretarza generalnego NATO i chce być jeszcze ostrożniejszym, aby nie urazić nikogo - ani żadnej z europejskich potęg, ani Rosji, która miała go zablokować. Dla zwolenników jest wreszcie realistą, może nadmiernie prowokującym słowami, ale zmierzającym generalnie w dobrym kierunku. Są i oryginalne interpretacje. - Fotyga ograniczyła dyplomację do minimum i to był absurd, wynikający z przekonania, ze zagraniczne wyjazdy prowadzi do ulegania zlym wpływom. Ale z kolei Sikorski bawi się tymi wyjazdami jak chłopiec - relacjonuje z niesmakiem pewien czynny dyplomata.

Tak czy inaczej Radosław (dawniej Radek) Sikorski jest człowiekiem ruchu, czynu, gorączkowej aktywności, i ciężko wyobrazić go sobie w gorsecie prezydentury skrojonej tak, aby nie przeszkadzać rządowi Tuska. Ale też prawdopodobnie nie będzie miał okazji do takiego poświęcenia. Palikot przekonując własną partię do prezydentury Ko_mo_row_skiego, tak opisuje Sikorskiego: Inteligentny, lojalny wobec PO, ale zachowujący zbyt wielki dystans do ludzi. Dystans podkreślający społeczną hierarchię.

Można dyskutować, czy tak właśnie odbierają popularnego przecież ministra Polacy. Rzecz w tym, że tak odbierają go ludzie, którzy go poznali, na przykład w partii. - Zarozumiały, bez kontaktu - twierdzą jeden przez drugiego, choć jako człowiek bywały w świecie Sikorski nauczył się zabiegać o marketing, kokietować dziennikarzy i podobać ludziom. Jak refren powraca jednak opowieść tych, którzy poznali go kiedyś w Stanach. Był miły, ale spotkany później sprawiał wrażenie, jakby nie bardzo pamiętał starych znajomych. Duży błąd!

Polityka, ma tu rację Bronisław Komorowski, to oczywiście nie przestrzeń do szukania przyjaciół. Ale w polityce popłaca umiejętność uzyskiwania z ludźmi elementarnej chemii. Sikorski umie ją znajdować za pośrednictwem telewizyjnego okienka. Gorzej z tymi, którym musi podawać osobiście rękę. Dlatego w tym rozdaniu prezydentem raczej chyba nie zostanie. A w przyszłości? Czeka go pewnie świat odpersonalizowanych europejskich i światowych instytucji. Poczuje się tam jak ryba w wodzie. Prędzej czy później.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Materiał oryginalny: Radosław Sikorski - polityczny singiel - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 4

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

S
SYLWESTER

Panie Sikorski, kiedyś mogłeś Pan myśleć o Majestacie Prezydenta RP, bo byłeś Pan Polakiem i innym
lepszym człowiekiem. OBECNIE możesz Pan jedynie buty wyczyścić naszemu PREZYDENTOWI Mec.
ROMANOWI GIERTYCHOWI, oczywiście pod warunkiem, że Panu wyrazi zgodę (?). Polska Konstytucja nie
zabrania zmiany ugrupowań politycznych ale SPOSOB JAK PAN ODSZEDL Z "PIS" DO "PO" JEST POTEZNA
HANBA !. JAK PAN MOGL, POPRZEDNIE SWOJE UGRUPOWANIE "PIS" NAZWAC... "WATACHA..."(sic?).
A KIM PAN JEST TERAZ?. ILE W PANU POZOSTALO SERCA DO POLSKI ?. Nasz PREZYDENT RP będzie
miał swoje biuro w Warszawie w Polsce a nie w Nowym Jorku jakby Pan sobie życzył !. ZAPOMNIJ !!!.

z
zły

[cyt]Czy peany na cześć Appelbaumka nie są na wyrost? A ja pamiętam jak Tego Pana opisywały jedyne słuszne gazety w III RP a mianowicie: Wybiórcza, Nie i Trybuna jak był Ministrem w rządzie Pana Premiera Olszewskiego. Wystarczy sięgnąć do archiwum prasowego z tamtego okresu. Co ciekawe, że teraz naraz wszyscy o tym zapomnieli. Nie dziwię się młodzieży bo to było 18 lat temu ale stare obszczymurki mają magnezię? Dziwne ale prawdziwe. Ella Kazan w swoim dziele "Układ" napisał taką mądrość którą cytuję:"człowiek żeby się zmienił musi najpierw umrzeć". Appelbaumek nie umarł a więc nie zmienił się i skąd taka wolta jedych poprawnie politycznych? A no proste wytłumaczenie. Wtedy walczył o Polskę i był zły. Teraz walczy o "Unsere" i "nasich" i jest gut. Pamiętaj gdzie jesteś, działaj tylko dla dobra........ a my Cię wynagrodzimy. W kampani wyborczej damy Ci wypić z beczki "wybiórczej, nie i ś.p. trybuny. Do biegu gotowi start!!![/cyt] Racja oj racja ale geszeft to geszeft byle do celu jak mocodawcy sobie życzą .

F
Faigna Danielak

A co to się stało, że przylizany w ciągu dwóch dni awansował na lidera PO. Jeszcze m-c i będzie miał 57% poparcie na Prezydenta ........

P
Padlinka

Czy peany na cześć Appelbaumka nie są na wyrost? A ja pamiętam jak Tego Pana opisywały jedyne słuszne gazety w III RP a mianowicie: Wybiórcza, Nie i Trybuna jak był Ministrem w rządzie Pana Premiera Olszewskiego. Wystarczy sięgnąć do archiwum prasowego z tamtego okresu. Co ciekawe, że teraz naraz wszyscy o tym zapomnieli. Nie dziwię się młodzieży bo to było 18 lat temu ale stare obszczymurki mają magnezię? Dziwne ale prawdziwe. Ella Kazan w swoim dziele "Układ" napisał taką mądrość którą cytuję:"człowiek żeby się zmienił musi najpierw umrzeć". Appelbaumek nie umarł a więc nie zmienił się i skąd taka wolta jedych poprawnie politycznych? A no proste wytłumaczenie. Wtedy walczył o Polskę i był zły. Teraz walczy o "Unsere" i "nasich" i jest gut. Pamiętaj gdzie jesteś, działaj tylko dla dobra........ a my Cię wynagrodzimy. W kampani wyborczej damy Ci wypić z beczki "wybiórczej, nie i ś.p. trybuny. Do biegu gotowi start!!!

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3