Rafał Koszyk: Sportowiec to superbohater z sąsiedztwa walczący z własnymi słabościami

Krzysztof Szuptarski
Rafał Koszyk w przeszłości uprawiał lekkoatletykę, reprezentując AZS UMCS Lublin i Agros Zamość, a potem bobsleje w barwach lubelskiego klubu
Rafał Koszyk w przeszłości uprawiał lekkoatletykę, reprezentując AZS UMCS Lublin i Agros Zamość, a potem bobsleje w barwach lubelskiego klubu Bartłomiej Wójtowicz
Udostępnij:
Rozmawiamy z Rafałem Koszykiem, psychologiem, a niegdyś sprinterem, medalistą mistrzostw Polski i bobsleistą AZS UMCS Lublin. Jesteśmy na ostatniej prostej przed opóźnionym rozpoczęciem sezonu lekkoatletycznego w Polsce. Za niespełna dwa tygodnie w Lublinie odbędzie się pierwszy miting lekkoatletyczny, który zweryfikuje czy pandemia koronawirusa odcisnęła piętno na przygotowaniach naszych zawodników do sezonu letniego. Koszyk mówi nam m.in. o wpływie ostatnich tygodni na motywację, pewność siebie oraz kondycję psychiczną sportowców.

Igrzyska Olimpijskie w Tokio przełożone na przyszły rok, lekkoatletyczne mistrzostwa Europy w Paryżu odwołane, plany treningowe zmieniane na ostatnią chwilę, zamknięte stadiony, hale i siłownie. Jak wspierać sportowca, który nagle stracił motywację do osiągania celów, bo te cele po prostu w tym sezonie zniknęły?
Na początku trzeba zaznaczyć, że sytuacja, w jakiej znalazł się światowy sport, jest bez precedensu.

Nigdy wcześniej, w historii nowożytnej rywalizacji sportowej nie zdarzyło się, aby niemal wszyscy sportowcy w większości dyscyplin zostali pozbawieni dostępu do swojej pracy, pasji, a na pewno życia, któremu się poświęcili.

W chwili wybuchu pandemii i momencie zamykania obiektów sportowych wielu zawodników poczuło niemoc, irytację, złość i poczucie bezsilności. Po rozmowie z prezesem AZS UMCS Lublin Rafałem Walczykiem doszliśmy do wniosku, że w takiej chwili najważniejsze jest jak najszybsze przeorganizowanie celów zawodników z tych długoterminowych, jak np. start w imprezie docelowej, na cele krótkoterminowe – chociażby utrzymanie, lub jak najmniejsze straty wypracowanej do tej pory formy. Podtrzymanie, żeby nie zejść poniżej pewnego poziomu, z którego nie będzie możliwości "odbicia się". Taki zabieg pozwolił nie zgasić zapału do trenowania w chwili, w której zabrano im zawody, do których przygotowywali się całą karierę, czyli do Igrzysk Olimpijskich.

Chyba trudno jest zmobilizować się do treningu na 100 procent, kiedy nie ma możliwości zweryfikowania, czy treningami zastępczymi zawodnik zmierza w dobrym kierunku?
Tak właśnie było na początku "lockdownu". Jednym z moich pierwszych zaleceń, czy też pracy domowej było to, aby zawodnik wrócił myślami do momentu, w którym wracał do treningów po kontuzji. Wtedy także następowała weryfikacja planu treningowego, dostosowywanie go do aktualnych możliwości, a także skoncentrowanie się na celach krótkoterminowych, jakimi był powrót do pełnej sprawności.

Jeśli natomiast chodzi o samą mobilizację lubelskich lekkoatletów do treningu, to o to jestem spokojny. Wszyscy powtarzają, że czują głód rywalizacji i nie mogą doczekać się pierwszych sprawdzianów oraz startów kontrolnych, które pokażą, jak bardzo pandemia wpłynęła na ich przygotowanie.

A samo zamrożenie sportu? W jaki sposób zamknięcie sportowców w domach odbiło się na ich osobowości, czy szeroko rozumianym "zdrowiu psychicznym"?
Przez całą swoją karierę sportową próbowałem odpowiedzieć na pytanie "kim jest sportowiec?".

Dziś uważam, że sportowiec, to superbohater z sąsiedztwa walczący z własnymi słabościami, tylko po to, żeby być lepszym od wczorajszego siebie.

Jednak walka z wczorajszym sobą w czasie kwarantanny była utrudniona i prawie niemożliwa. Dlaczego? Jednym z głównych mechanizmów psychologicznych w treningu i stabilizujących mentalnie zawodnika w przygotowaniach do imprezy głównej, jest rutyna. To oznacza, że przygotowania idą tak, jak zwykle. Planowo od kilku miesięcy, stabilnie i rutynowo. W marcu, kwietniu i częściowo w maju było to niestety awykonalne.

Od pewnego czasu jednak sportowcy wyszli ponownie na stadiony i trenują, jak gdyby nigdy nic.
Tak, ale wtedy wszystkie plany wzięły w łeb. Zaczęło się rzeźbienie, szukanie sposobów i możliwości zastępczych, na co tylko się da. Była to sytuacja, na którą nie mieliśmy po prostu wpływu.

Moją rolą było ukazanie zawodnikom, że jeżeli nie mają na coś wpływu, to trzeba to po prostu zaakceptować i nie zrzucać na siebie odpowiedzialności. Martwiąc się czymś takim, uruchamia się wówczas cały mechanizm negatywnego stresu, który wyczerpuje nas energetycznie i osłabia naszą odporność. Co utrudni i tak trudne warunki, w jakich sportowiec się znalazł.

Kwarantanna zniesiona, sportowy zegar tyka, a forma daleka od tego, jaka być powinna. I co dalej?
Tutaj z pomocą przychodzi rezyliencja.

Każdy z nas posiada bowiem tajemniczą super siłę, która pozwala na przetrwanie trudnych chwil. Każdy z nas ma także w określonym stopniu rozwiniętą determinację, pewność siebie, poczucie własnej wartości, odwagę i wiele innych cech, które pozwalają nam na co dzień mierzyć się ze trudnościami, które los stawia na naszej drodze. Daje nam poczucie, że jesteśmy w stanie poradzić sobie z tymi wszystkimi przeciwnościami

. Pomaga nie tylko pokonać lęk i stanąć do walki z przeszkodami, ale również ma na celu wyprowadzić nas ze złej sytuacji i pomóc nam osiągnąć szczęście i spokój. Działa jednocześnie w pewnym sensie jak tarcza, która pozwala osłonić się nam przed gradem ciosów oraz iść naprzód, jak kompas, który wskazuje nam cel.

W jaki sposób wpływa ona na słabszą formę sportową?
Tu z pomocą przychodzi określenie, co determinuje i motywuje poszczególnych zawodników. Czy główny wpływ ma na nich motywacja zewnętrza, czyli angażowanie się w daną aktywność dla osiągnięcia konsekwencji zewnętrznych, nagród i poklasku, czy też motywacja wewnętrzna, czyli powodująca zachowanie, którego celem nie jest osiągnięcie zewnętrznych nagród, bo dana aktywność jest celem samym w sobie. A z rozmów przeprowadzanych z lekkoatletami, można wywnioskować, że motywuje ich to, że wszyscy startują praktycznie z tego samego poziomu przygotowań. Że ich rywale będą zbliżeni formą, bo nikt nie miał możliwości wyjechać na obóz klimatyczny i tam się przygotowywać, że był czas podleczyć mikro urazy, a do tego mieli możliwość spędzenia więcej czasu z rodziną. Napędza ich głód rywalizacji i nie skupiają się na imprezie docelowej, tylko jak na początku rozmowy wspomniałem, na celach krótkoterminowych i przełamywaniu własnych barier. Dzięki temu widzę, że na treningach dają z siebie wszystko i chcą przygotować się do sezonu w 100 procentach, nie wiedząc tak naprawdę, kiedy nastąpi pierwszy start.

Są pewni siebie?
Są zmotywowani i są cierpliwi. Nie nastawiają się jednak na konkretne wyniki, gdyż nie wiedzą czego się po sobie spodziewać. Okres sprawdzianów i weryfikacji dopiero przed nimi. 3 czerwca Polski Związek Lekkiej Atletyki potwierdził termin mistrzostw Polski Seniorów, które od 28 do 30 sierpnia zostaną rozegrane na stadionie we Włocławku. Pojawił się więc cel numer jeden na ten sezon. Teraz wiemy, pod jakie zawody ma być zbudowana forma.

Jedno natomiast jest pewne, że ten sezon będzie całkiem inny od poprzednich.

ZOBACZ TAKŻE:

Za nami bieg „Półmaratończycy – Bohaterom Lubelskiego Lipca ...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polska zorganizuje mistrzostwa na najwyższym poziomie

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Kurier Lubelski
Dodaj ogłoszenie