reklama

Reżyserskie wybielanie terrorystycznych sumień

Bożydar BrakonieckiZaktualizowano 
Z terrorystów, z których dzięki kinu udało się zrobić męczenników, można by sformować bataliony sympatycznych drani. Dowo dem nie tylko "Głód", który właśnie wszedł na ekrany

Zasada jest prosta: każda krwawa idea potrzebuje męczenników, którzy ją uwiarygodniają wśród wyznawców. Wiedzą dziś o tym doskonale wszyscy terroryści świata, podobnie jak wiedzieli ich poprzednicy, począwszy od legendarnych sykariuszy, bezkompromisowych zelotów, którzy w I wieku naszej ery z upodobaniem podrzynali gardła rzymskim legionistom.

Nawet oni znaleźli swojego apologetę - choć umiarkowanego - w postaci żydowskiego historyka Józefa Flawiusza. Męczeństwo stanowi bowiem niezbity dowód sensowności terrorystycznego rzemiosła i wyjątkowo fotogenicznie sprzedaje się na srebrnym ekranie. Kilka ostatnich dziesięcioleci w historii kina przekonuje, że robienie filmów o terrorystach o złotych sercach przynosi autorom nie tylko splendor, ale i niezłą kasę.

Dlatego "Głód" Steve'a McQueena, który pojawił się na ekranach polskich kin, nie powinien nikogo dziwić. Historia bojowników Irlandzkiej Armii Republikańskiej, którzy podejmują w 1981 roku angielskim więzieniu Maze strajk głodowy, doskonale nadaje się do strzału wprost we współczujące serce współczesnego kinomana. To nic, że wcześniej miotali bomby na brytyjskich cywilów i żołnierzy, w więzieniu stają się ofiarami zimnej satrapki Margaret Thatcher, która nie widzi w nich ludzi, lecz wrogów i morderców przeznaczonych do ostatecznej eliminacji.

McQueen, jako kolejny reżyser stojący w długim ogonku kumpli po fachu, zamienił się więc w moralistę, serwującego widzom spory ładunek sympatii dla szykanowanych więźniów. Jeśli dodamy to tego przejmującą kreację Michaela Fassbendera, który - aby wiarygodnie wcielić się w Bobby'ego Sandsa - wcześniej przeprowadził na sobie radykalną głodówkę, "Głód" staje się świetnym sposobem na przydanie terrorystom tak upragnionej aureoli.

Motywowanemu tzw. artystyczną wolnością McQueenowi wolno wszak wziąć na warsztat dowolny, nawet kontrowersyjny wątek współczesnej historii, a potem w autorski sposób go zinterpretować. Podobnie, choć ze znacznie mniejszym wyczuciem proporcji, postąpił w 1987 roku Mike Hodges, kręcąc "Modlitwę za konających", opowieść o Martinie Fallonie, bombardierze z IRA (grał go będący wówczas na topie Mickey Rourke).

Oto pewnego dnia, gdy zamiast wrażych brytyjskich wojaków w krwawej jatce wysyła do nieba szkolny autobus, Fallon porzuca mordercze żniwo i radykalnie zmienia życie. Okazuje się, że tyka w nim gorące współczujące serce prawdziwego humanisty, który zamiast na karty żywotów świętych, na swoje nieszczęście trafił najpierw na irlandzkie bruki, a potem do miejskiej partyzantki.

Jeśli jednak film Hodgesa wydaje się cokolwiek przerysowaną pedagogiczną agitką, zajrzyjmy za kulisy "W imię ojca" Jima Sheridana. Tutaj też znajdziemy wzorcowego irlandzkiego terrorystę, który nie tylko pokaże nam ludzkie oblicze, ale nawet przyczyni się do uwolnienia głównego bohatera, niesłusznie skazanego za udział w zamachu bombowym.

Na koniec, żeby udowodnić tezę, że prym w wybielaniu zamachowców wiodą Irlandczycy, przypomnijmy królującego na ekranach latem 1996 roku "Michaela Collinsa" Neila Jordana. To prawdziwy pomnik bojownika o wolność Irlandii, który - nim zagościł w szkolnych podręcznikach - zajmował się w IRA bezpardonową rozprawą ze znienawidzonymi angolami.
Złośliwi krytycy przypominali po premierze "Michaela Collinsa", że sygnał do uświęcenia tego kontrowersyjnego polityka dał swoim werdyktem szacowny Komitet Noblowski, przyznając dwa lata wcześniej Pokojową Nagrodę Nobla palestyńskiemu przywódcy z OWP Jasirowi Arafatowi, który przecież w fanatycznej młodości, w szeregach Al-Fatah, wysadzał bombami żydowskie posterunki.
Ideologiczne pobudki obce są jednak jankesom. Ci kręcą filmowe rehabilitacje terroru, bardziej mając na uwadze kasę. I dlatego sięgają w tym celu po topowe nazwiska.

Przykładowo Bruce'a Willisa, który mistrzowsko zagrał terrobandziora w "Szakalu" Michaela Catona-Jonesa (1997). Wyobraźnia scenarzysty karze mu za 70 milionów zielonych zabić Pierwszą Damę, ale nic z tego - dla odmiany na horyzoncie pojawi się bowiem dobry terrorysta z IRA (w przystojnym ciele Richarda Gere'a) i wraz ze swoją eksnarzeczoną wykończy Szakala bez specjalnych moralnych skrupułów.

Bardziej dramatycznie wygląda sprawa w "Monachium" Stevena Spielberga (2005), które reklamuje swoją twarzą Eric Bana w roli izraelskiego agenta Avnera. Jego zadaniem jest wykończenie Palestyńczyków z organizacji Czarny Wrzesień, którzy porwali żydowskich sportowców podczas olimpiady w 1972 roku. Ładunek sympatii, jakim Spielberg obdarza arabskich terrorystów, może być porównywalny jedynie z ilością banałów, które na planie filmowym wypowiedział Bana.

Przenieśmy się teraz na chwilę do Ameryki Południowej, konkretnie do Argentyny i Chile, gdzie rozgrywa się akcja "Dzienników motocyklowych" Waltera Sallesa (2004), nakręconych na podstawie diariusza słynnego komunistycznego siepacza terrorysty Ernesta Che Guevary. Bałwochwalcza pieśń ku czci fanatycznego marksisty doczekała się nawet nominacji do canneńskiej Złotej Palmy, ale wśród jurorów znalazło się jednak dość rozsądku, aby w ostatniej chwili nie przekroczyć granic kompromitacji. I tak oto na szczęście opowieść o młodzieńczych, romantycznych przygodach zbawiciela bliźnich za pomocą karabinowej kuli można spokojnie odesłać do lamusa. Zapewne ku rozpaczy Kubańczyków, którzy - jak skrupulatnie wyliczają filmowi maniacy - nakręcili do tej pory kilkanaście wersji żywota bohatera komunistycznej utopii.
Ocieplanie ideologii terroru łączy się bowiem niejednokrotnie z polityką historyczną wielu państw. Niemcy z uporem rehabilitują terrorystów z ultralewicowej Grupy Baader-Meinhof, tłumacząc światu, że jej członkowie działali ze szlachetnych pobudek przeciwstawiania się hitlerowskim sympatiom swoich ojców ("Baader-Meinhof", 2008), a na przykład Algierczycy usprawiedliwiają islamską przemoc wieloletnim imperialnym uciskiem Francji ("Bitwa o Algier", 2009). Od biedy można bu tu wrzucić wątek nadwiślański. Oto w "Gorączce" Agnieszki Holland (1980), ekranizacji powieści Andrzeja Struga "Dzieje jednego pocisku", sportretowano terrorystycznych bojowców z PPS-u z powstania 1905 roku. Tu, wśród zdegenerowanych fanatyków, trafił się też niejaki Gryziak (Bogusław Linda), istny diament szlachetności, który terrorystycznej idei przywraca należny jej sens.
Cóż, czarne charaktery, zwłaszcza po tzw. moralnym przełomie, z reguły wychodzą na ekranie lepiej od etycznych prymusów. Wtedy można im puścić w niepamięć dawne grzechy i pogłaskać po głowie. Ich ofiary bowiem na ekrany kin trafiają rzadko, jeśli nie nigdy. Pewnie dlatego Steve McQueen, reżyser "Głodu" nie waha się mówić w wywiadach, że interesuje go opowiadanie historii, a nie dokumentowanie faktów. Dzięki temu ekrany kin wciąż zaludniają sympatyczni terroryści po udanej kuracji wizerunkowej.

Bożydar Brakoniecki

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Materiał oryginalny: Reżyserskie wybielanie terrorystycznych sumień - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3