reklama

Sagi Lubelszczyzny: Wanda Marczewska o codziennym życiu w pałacu w Niezdowie

Agnieszka Ciekot
W 1935 r. umiera Maria Kleniewska. Rodzinne zdjęcie Kleniewskich wykonane tuż po pogrzebie archiwum rodziny Kleniewskich
Wanda Marczewska, wnuczka Władysława i Marii Kleniewskich, opowiada o wielkiej miłości dziadków, wychowaniu dzieci i codziennym życiu w pałacu w Niezdowie.

Jak to się stało, że Pani przodkowie mieli w swoich rękach prawie cały dzisiejszy powiat opolski?
Musimy cofnąć się do czasów, gdy pałac w Niezdowie (dziś jest to obiekt znajdujący się na terenie parku miejskiego w Opolu Lubelskim) i dobra opolskie należały do Wydryhiewicza, który był rządcą w Niezdowie. Jego pani przed śmiercią zapisała mu cały majątek. Wydryhiewicz był bezdzietny i bardzo wcześnie umarł. Jedynym jego sukcesorem był szewc z Opola - bardzo biedny człowiek, nieumiejący czytać i pisać. I to on sprzedał dobra opolskie, a mój pradziadek, który pochodził z Płockiego, kupił je dla swoich dwóch synów. Młodszego Jana, do którego należały Kluczkowice i starszego Władysława, mojego dziadka, który wziął pałac w Niezdowie, bo się żenił i swoją żonę chciał wprowadzić już do pałacu.

Pamięta Pani swoich dziadków?
Dziadka nie, bo urodziłam się po jego śmierci. Znam go z opowieści mamy. Do babci, do 1935 roku, jeździliśmy w każdą niedzielę, w odwiedziny do pałacu. Babcia była bardzo piękną i łagodną kobietą. Ona nie wiedziała, co to znaczy złość. Moja mamusia nazywała ją Marysią Połaniecką, bo była bardzo podległa mężowi. I o to nieraz miała żal do babci, bo uważała, że dzieciom dzieje się krzywda i powinno być inaczej. Ale babcia twierdziła, że wszystko co robi dziadek jest dobre.

Krzywda?
Tak. Moja mama i jej rodzeństwo było poddane bardzo surowemu wychowaniu. Wszyscy zazdrościli pańskim dzieciom, ale naprawdę nie było czego. Dziadek był bardzo surowym ojcem. Gdy któreś dziecko nie chciało zjeść obiadu, musiało rozebrać się, położyć do łóżeczka i leżeć za karę tyle czasu aż zjadło co zostało podane. Bardzo rano też musiały wstawać. Moja mamusia, ponieważ była najstarsza, zdarzało się, że w lecie o godzinie 3 rano była z dziadkiem już w polu. Musiała też zdobyć dobre wykształcenie. Pierwsze nauki pobierała w pałacu. Potem uczyła się w Czechach, a maturę zdobyła we Wrocławiu w szkole średniej u s.s. Urszulanek.

Pani mama była szczęśliwa żyjąc w pałacu?
No właśnie, gdy pytałam ją na starość, w którym momencie życia była najszczęśliwsza, odpowiadała, że szczęśliwa była zawsze, ale najbardziej nieszczęśliwa w pałacu w Niezdowie...

Dziadek był poniekąd dyktatorem…
Miał takie cechy, ale tylko w stosunku do dzieci. Chciał je wychować na porządnych ludzi i to mu się udało. Był stanowczy i strasznie zazdrosny o babcię. Babunia nie mogła bywać na żadnych przyjęciach i zabawach, bo dziadek by nie zniósł, żeby jakiś inny mężczyzna obejmował ją w tańcu. W babci był bardzo zakochany. Gdy starał się o jej rękę, na jednym z balów, kiedy chciał z babcią zatańczyć, ona odmówiła mu. Dziadek posunął się wówczas do nie byle jakiego fortelu. Powiedział jej, że skoro on z nią nie może zatańczyć, to żaden inny mężczyzna też tego nie zrobi. I proszę zgadnąć co zrobił?

Co?
Muzykowi, który grał na fortepianie podał środek przeczyszczający. I tak bardzo szybko skończyło się granie i tańczenie (śmiech). Dlatego w pałacu w Nie-zdowie nie były organizowane bale i inne imprezy. Ale nie brakowało w nim znamienitych wówczas osób.

Kto pojawiał się w Niezdowie?
Dziadek przyjaźnił się z ludźmi kultury i takimi się otaczał. Przyjeżdżał do niego m.in. Bolesław Prus, Stefan Żeromski i Władysław Reymont. Jego serdecznymi przyjaciółmi byli: Henryk Wierciński - publicysta, ksiądz Ignacy Kłopotowski - redaktor pism "Polak Katolik" i "Posiew" oraz antropolog - Władysław Olechnowicz. Oni byli towarzystwem dziadka, nie babci. Przyjeżdżali na dysputy i prawili długie godziny.

Jak wyglądało codzienne życie w pałacu, Pani dziadkowie żyli w przepychu?
A ja wiem czy to można nazwać przepychem. Mieli podstawowe sprzęty i wyposażenie. Ściany były wyłożone marmurem, który zachował się do dziś. A na suficie znajdowały się płaskorzeźby. W pałacu pracowało kilkanaście osób ze służby. Przy pałacu swoje warsztaty miał stolarz, kowal, garbarz i ślusarz. Jedzenie nie było jakoś szczególnie wykwintne. Zawsze były dwa dania, a w niedzielę dodatkowo deser.

Jak to się stało, że pałac w Niezdowie nie należy już do Pani rodziny?
Po śmierci dziadka nastąpiły tzw. działy, czyli podział majątku. Pałac dostał syn Władysław. On jednak nie chciał mieszkać w Niezdowie. Zamienił się spadkiem ze swoimi siostrami, które były zakonnicami, skrytkami - Służebniczkami Najświętszej Marii Panny. Gdy ciocie zmarły, pałac stał się własnością klasztoru. Dziś nawet nie wiem kto jest jego właścicielem.

Co by nie mówić, to Kleniewscy postawili na nogi gospodarkę na Powiślu.
Powiśle na nogi postawił Jan, brat dziadka. Założył tam pierwsze plantacje chmielu i buraków cukrowych. Wybudował cukrownię w Zagłobie. Razem z dziadkiem wznieśli też opolską cukrownię i budowali kolejkę. Lepszym gospodarzem był jednak Jan. Mój dziadek był idealistą, Jan realistą. Początkowo folwarki na Powiślu były bardzo trudne do uprawy. Wisła wylewała, ziemia nie była zmeliorowana. Mój dziadek podejmował wiele inicjatyw społecznych, np. założył herbaciarnię połączoną z nieodpłatną czytelnią czasopism sprowadzanych z całego kraju. By nie zatrudniać w niedzielę nikogo z pracowników, w tym dniu obsługiwały wszystkich babcia z córkami.

Władysław i Maria Kleniewscy jeździli po świecie?
Dziadkowie na podróże może i mogliby sobie pozwolić, ale nie zwiedzali świata. Ponieważ babcia urodziła 13 dzieci, tak więc średnio licząc 26 lat była w ciąży lub karmiła dzieci. Z tego powodu wszelkie wojaże były niemożliwe.

Jak poznali się Pani rodzice?
Mój ojciec, Maksymilian, był profesorem uniwersytetów we Lwowie. Mama, Wanda była nauczycielką we Lwowie. I tam się poznali, pobrali i ja tam się urodziłam. Dziadkowie nie byli zachwyceni tym związkiem. Choć mój ojciec miał wysokie wykształcenie, małżeństwo to uchodziło za swojego rodzaju mezalians.

Mieszkali w pałacu?
Nie. Początkowo mieszkali we Lwowie, a potem przyjechali na Rudę Opolską, gdzie budowany był mały domek, który przeznaczony miał być dla rządcy. I tu zamieszkali, planując obok budowę dużego i pięknego domu dla siebie. Plany nie ziściły się, choć wszystko do budowy było już przygotowane. Wybuchła II wojna światowa. Gdyby rodzice zdążyli wybudować go, to Niemcy by nas z niego wyrzucili. A tak do tej pory mieszkam w nim. I dzięki temu ocalałam i od Niemców, i potem od wojsk sowieckich, które stacjonowały niedaleko.

Codziennie rano najświeższe informacje z Lubelszczyzny prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 13

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

A
A

"człowieku' kup sobie młotek i walnij sie w czoło!

b
bomba

Do odwaznych świat należy.

k
kilop

Cicha rzepa, cichy chrzan dr Marco gruchnął nam.

b
banluka

I wtedy kler był w głębokim podziemiu no ale może poniektórzy mieli długie urlopy szkoleniowe w bratnim kraju i nie pamiętają wszystkiego. A tera na aport:"szarik daj głos" od czasu do czasu cienko szczekają.

J
Jakub

Masz zupełną rację człowieku - jeżeli jeszcze Cię tak można nazwać - po prostu ich zabijano. Kler jak ich pieszczotliwie nazwałeś. Pozdrawiam i życzę powodzenia.

s
stefan

troszkę znam te czasy z opowieści.
widzę, że ty - nie bardzo

z
zbigniew

dlaczego promuje takiego wypierdka jak ty

r
rodacy

do psychiatry debilu

r
real1

zdecydowanie brakuje informacji jak wydalali w tym dworku - badź co badź, jest to istotny element ludzkiej (dworskiej) egzystencji!?

x
xx

tylko ze statystyk II RP wyczytałem obraz nędzy i rozpaczy,

k
krótko i na temat

od razu pomyślałem, że zapewne pod tym artykułem jest komentarz doktora Marco.
Nie myliłem się.
Doktorku, myślę że masz spaczony obraz II RP.
Z tego co wypisujesz (nie tylko dziś) wynika, że myślisz, że w II RP było tak jak w XVIII-wiecznej Francji przed rewolucją. Wersal, przepych, zabawy i te sprawy.
Otóż przepasc pomiędzy bogatymi a biednymi w II RP była na pewno znacznie mniejsza niż w przedrewolucyjnej Francji.
Dworki w II RP były różne - niektóre okazałe, ale niektóre naprawdę nie robią (nie robiły) wrażenia - wielkości dzisiejszego przeciętnego domku jednorodzinnego. Takich obszarników jak Kunicki (Kunik) w "Karierze Nikodema Dyzmy" było niewielu. A swoich służących traktowali różnie, nie zawsze zle.
W II RP było kilka zawodów, które były bardzo dobrze opłacane i które dawały prestiż. Wojskowy, policjant, kolejarz, nauczyciel. To była elita. Czy według Ciebie to też byli jaśniepanowie?
A i jeszcze na koniec: w II RP nie rządziła endecja, tylko sanacja. A sanacja z Józefem Piłsudskim na czele miała swoje korzenie w Polskiej Partii Socjalistycznej - ruchu robotniczym. Piłsudski nie chciał rozwarstwienia społecznego i ono się z roku na rok zmniejszało.

d
dr Marco

W mojej ojczyźnie w POLSKIEJ RZECZYPOSPOLITEJ LUDOWEJ nie było takich przypadków, aby ktoś mieszkał na śmietniku albo by nie miał pracy - moja Ojczyzna gwarantowała konstytucyjnie wszystkim pracę i zabezpieczenie socjalne. W mojej Ojczyźnie nie był kolejek do lekarza. Nawet reprezentacja piłki nożnej lepiej grała niż obecnie ci kopacze. W mojej Ojczyźnie aborcja była dozwolona, a dzieci się rodziło w jednym roku tyle co obecnie w trzech. W mojej Ojczyźnie w szkołach i w zakładach pracy były badania medyczne i lekarze oraz higienistki. W mojej Ojczyźnie kler nie panoszył się wszędzie, dojąc przy tym bezradne Państwo z miliardów.
Zwalczono to, co teraz w Polsce powróciło - wszy, gruźlica, bezrobocie i samobójstwa z biedy. SPUŚCIZNA JAŚNIEPAŃSKIEJ II RP ZAWITAŁA DO NAS – ROZWALONO TO, CO KILKA POKOLEŃ WYBUDOWAŁO PO WOJNIE.

d
dr Marco

Cały powiat opolski w ich rękach...

Szczęśliwie, te czasy wyzysku i niesprawiedliwości zostały zniesione w 1944 roku !!!!

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3