Skrzydlaty Lublin: wspomienia z wysoka, z daleka

Sylwia Hejno
Wanda Brzyska i Janusz Stachowicz oglądają fotografie w MDK nr 2  przy ul. Bernardyńskiej
Wanda Brzyska i Janusz Stachowicz oglądają fotografie w MDK nr 2 przy ul. Bernardyńskiej Benon Bujnowski
W chwilach szczególnych dla skrzydlatego człowieka, specjalnie dla niego, w powietrze wzlatuje samolot. Pani Wanda Brzyska, profesor chemii, która przez wiele lat skakała ze spadochronem, wspomina dwa takie wydarzenia. Pierwszy raz krążył nad kościołem, gdy wychodziła za Tadeusza Brzyskiego, pilota. Następnym razem samolot zakreślił w powietrzu krzyż. Było to na pogrzebie, na chwilę przed tym, jak trumna spoczęła w grobie.

- Skrzydlata brać to zwarta, solidarna społeczność - podkreśla pani Wanda. Na klapie jej żakietu połyskuje emblemat lubelskiego aeroklubu.

Wspólnotę pamięci lubelskich skrzydlatych tworzą nie tylko piloci i spadochroniarze, ale ludzie, którzy byli z nimi związani, jak mechanicy czy współpółpracownicy. Z panią Wandą wspomina ich Jerzy Stachowicz, prezes lubelskiego Klubu Seniorów Lotnictwa, wcześniej wieloletni dyrektor Aeroklubu Lubelskiego.

Pomysł, żeby udokumentować skrzydlaty Lublin, towarzyszył Benonowi Bujnowskiemu z MDK nr 2 na ul. Bernardyńskiej 14a od dawna. Był to ważny element jego projektu "Mój Lublin", kompleksowej kroniki miasta, ale nie miał kto się nim zająć. Aż nagle w drzwiach pojawił się Janusz Stachowicz. - Połączyła nas osoba Jerzego Cordee, komendanta straży pożarnej w dawnej fabryce samolotów w Lublinie. Pan Janusz przyszedł po materiały o nim, bo akurat organizowaliśmy wystawę o lubelskich strażakach - mówi Benon Bujnowski.

Lubelscy seniorzy lotnictwa z uczniami szkoły nr 31 im. Lotników Polskich pamiętają, aby na grobach przyjaciół palił się znicz i leżała tarcza ich społeczności. Osoby związane z lubelskim aeroklubem spoczywają na cmentarzach w Lublinie, Świdniku, Konopnicy, Wąwolnicy, na warszawskich Powązkach i na Okęciu. Zdjęcia ich grobów trafiły na wystawę w MDK nr 2.

Dla Wandy Brzyskiej i Janusza Stachowicza każdy ze 140 grobów na fotografii to jakieś, choćby najdrobniejsze, wspomnienie o człowieku, o wspólnych chwilach spędzonych pod niebem. Tam, w chmurach, rodziła się między ludźmi bliskość niepojęta na ziemi.

- O, tu jest Jurek Kowalczyk - pokazuje Jerzy Stachowicz. - Razem zaczynaliśmy.

W chmurach rodziła się między ludźmi bliskość niepojęta na ziemi

Spoczywa na cmentarzu wojskowym przy ul. Lipowej. Był spadochronowym mistrzem Polski w 1956 r., rok później poszedł do oficerskiej szkoły w Dęblinie. Pani Wanda uczyła się od niego skakać.

Nie wszyscy przyjaciele Aeroklubu Lubelskiego latali. Osobowością, o której trudno zapomnieć, był Józef Tarłowski, artysta, z wykształcenia matematyk. Z aeroklubem połączył go maleńki wycinek skrzydła - piórko. Jego koledzy doczekali się prawdziwej armii karykatur. Jako dżentelmen oszczędzał kobiety, twierdząc, że nie godzi się płci pięknej nawet dla żartu oszpecać. - W żaden sposób nie dawało się go przebłagać. Był uważny, powolny i zamyślony. Pracował jako nauczyciel w szkole. Zawsze się zastanawiałam, jak on sobie radzi z dziećmi mając ciągle głowę w chmurach - śmieje się pani Wanda.

Mieczysław Opaliński także nie latał. Robił za to samoloty, od podstaw i z niczego. Jego modelarnia przy ulicy Lubartowskiej obrosła legendą. Szczupły, drobny mężczyzna o skrzących się energią ciemnych oczach niknął pośród stołów, na których walały się tekturki, papierki, drewienka i farby. W ukochanej pracowni spędzał całe dnie, na ogół w towarzystwie młodych wielbicieli i ręcznie klejonych modeli. Chłopcy starali się podłapać od niego tę sztukę. Wiele prac trafiało na konkursy. Ożenił się późno, gdy wreszcie znalazła się kobieta, która mogła być konkurencją dla ukochanych samolotów.

"Zginął śmiercią lotnika" - ten napis można znaleźć na bardzo wielu nagrobkach tych, którzy wzbijali się w chmury. Łatwo je zidentyfikować, bo na kamieniu widnieje symbol skrzydła. Śmierć lotnika to śmierć w powietrzu. Niczego nie ma za darmo. Za tą przygodą życia nieustannie związane jest niebezpieczeństwo. Andrzej Wałecki, świeżo upieczony maturzysta, zginął na lotnisku w Radawcu, kiedy ćwiczył skoki z 300 metrów. Nie otworzył się główny spadochron, a zapasowy wystrzelił za późno. Po tym, gdy zawiedzie pierwszy i spada się szybko w dół, trzeba opanować panikę, odczekać sakramentalne 2 sekundy i nacisnąć na spust awaryjnego. Adam nacisnął - i nic.

- Uderzył w ziemię, a spadochron rozłożył się nad nim jak kwiat. Ja go wsadziłam do tego samolotu. Razem lataliśmy tego dni - wspomina ze smutkiem pani Wanda.

- Wśród pilotów pojawił się ksiądz Władysław Honkisz. Wcześniej się nie przyznawał, że jest księdzem, bo możliwe, że miałby trudności z lataniem. To on powiedział rodzinie o śmierci Adama - dodaje pan Janusz.
14 marca 1980 roku to jeden z najsmutniejszych dni w historii PRL. Do lądowania na Okęciu przymierzał się wracający z Nowego Jorku "Mikołaj Kopernik". Załoga wieży kontrolnej nie mogła się dopatrzeć światła wskaźnika wysunięcia podwozia. Samolot ponownie wzbił się w powietrze. Wtedy drugi silnik wybuchł, a po chwili uszkodzeniu uległy dwa pozostałe. Maszyna uderzyła w oblodzoną fosę. W ostatniej chwili pilotowi, Pawłowi Lipowczanowi udało się ominąć zakład poprawczy. Zginęło 77 pasażerów, w tym m.in. Anna Jantar, i 10 członków załogi. Drugim pilotem, który w tych dramatycznych chwilach był świadomy beznadziejności sytuacji i dzielił odpowiedzialność za los pasażerów, był Tadeusz Łochocki, związany z lubelskimi lotnikami. - To był pierwszy w historii wypadek samolotu IŁ 62 polskich linii lotniczych - mówi Janusz Stachowicz.

Tadeusz Łochocki spoczywa na Powązkach, obok dwóch również związanych z Lublinem dowódców słynnego dywizjonu 303, Witolda Łokuciewskiego i Wojciecha Kołaczkowskiego.

Na czas udało się wyskoczyć z samolotu słynnej szybowniczce Pelagii Majewskiej. Pobiła 17 rekordów światowych i 21 krajowych. Jako pierwsza kobieta w Polsce i druga na świecie, otrzymała nadane przez Międzynarodową Federację Lotniczą (FAI) najwyższe światowe odznaczenie szybowcowe - Medal Lilienthala. Z lubelskim aeroklubem wiążą się początki jej kariery. - Latem 1953 r. roz-stałam się z Aeroklubem Lubelskim i za Tadkiem Majewskim poszłam w świat, do Warszawy. Miałam wtedy 40 godzin nalotu na samolotach, 18 na szybowcach, srebrną odznakę, 14 skoków i 20 lat - wspominała w "Skrzydlatej Polsce" w 1978 roku.

Siostra Irena, wówczas pod nazwiskiem Kostka, napisała o niej książkę "Szybowniczka świata".

Obie panny, z domu Pietrzak, miały niespożytą energię, wesołą naturę, najlepiej czuły się w chmurach i w powietrzu poznały swoje miłości. Z wyglądu różniły się jak dzień i noc. Pelagia była dystyngowaną, smukłą brunetką, a Irena jaśniuteńką blondynką, dzięki czemu lubelscy przyjaciele przezywali ją "Słonecznikiem". Pod niebem były nieustraszone. - Gdyby nie one, to nie wiem, czy bym się przemógł, żeby skoczyć ze spadochronem. Miał to być mój czwarty raz w życiu, ale miałem wielkiego stracha. Ale pomyślałem Pelka i Irka skoczyły, to ja też muszę - wspomina pan Janusz.

Pewnego razu Wanda i Irena leciały szybowcem do Kielc. Okazało się, że muszą awaryjnie lądować. - Coś nas zaczęło dusić przed górami i nie było wyjścia. Wylądowałyśmy na szczerym polu. Nie było wtedy telefonów komórkowych, a my ubrane jedynie w jakieś koszulki i krótkie spodenki, bez dokumentów i bardzo głodne, bo wyruszyłyśmy po śniadaniu, szukałyśmy postoju. Przenocowałyśmy w jednej z chałup. Na Kielecczyźnie panowała wtedy straszna bieda. Gospodarz ugościł nas tym, czym mógł - butelką spirytusu i kopą jaj - opowiada pani Wanda.

Ostatnim lotem Pelagii był ten do Portugalii w ramach międzynarodowego kontraktu. Zginęła na pokładzie samolotu w wyniku wypadku lotniczego na lotnisku w Lizbonie w 1988 roku. Jej ciało spoczęło obok dawnych kolegów na Lipowej. Irena związała się z Aeroklubem Gdańskim. W 1997 roku zorganizowała I Sabat Czarownic, czyli zjazd polskich pilotek. Przed śmiercią otrzymała najwyższe wyróżnienie w polskim środowisku lotniczym - Błękitne Skrzydła.

Flesz: Wegańskie ubrania. Made in Poland

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

k
kinol

Lubelscy piloci i szybownicy to bez wątpienia jedyna grupa zawodowa,która może mówić ,że dosięgała szczytów. Reszta korytarzami od kretowiska do kretowiska się POrusza ,co cztery lata wychylając
soś co nazywają głową.Przez miesiąc POszczekają i znowu w korytarze na cztery lata.Raz na miesiąc wysuną tylko łapsko po kasę i tak do emerytury.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3