reklama

"Służby specjalne". Od Patryka Vegi dostaje się wszystkim, a wszechobecny spisek triumfuje

Lucjan Strzyga
Na napisach końcowych "Służb specjalnych" można przeczytać, że ich zbieżność z realnymi faktami i osobami jest czysto przypadkowa. Trudno nie odebrać tego jak złośliwości reżysera, który objawił się nagle jako komentator polskiej sceny politycznej.

Czas w polskiej polityce ewidentnie przyspieszył, przyspieszyło też polskie kino, które ma ambicje trzymać rękę na pulsie. Rok temu ekscytowaliśmy się "Układem zamkniętym" Ryszarda Bugajskiego, dziś emocje rozpalają "Służby specjalne" Patryka Vegi, któremu chyba znudziło się kręcenie komedyjek dla ćwierćinteligentów. Film wejdzie na ekrany dopiero w piątek, a już zdążył poróżnić polskich polityków. Ci z lewej strony odbierają go jako młyn na propagandę PiS, ci z prawej doszukują się w nim złośliwości pod adresem swoich liderów. Prawda jest taka, że Vega dość starannie pozacierał wszelkie tropy, które mogłyby skierować nań podejrzenie, że sympatyzuje z którąś ze stron polskiej wojenki. Zrobił to tak inteligentnie, że choć wiemy, kto jest kim na ekranie - w żaden sposób nie możemy tego udowodnić. Gdy widzimy sunącego mrocznymi korytarzami ponurego jak chmura gradowa likwidatora Wojskowych Służb Specjalnych, zdobnego w brodę i charakterystyczną łysinę - trudno się nie zorientować, że chodzi o Antoniego Macierewicza. Ale stuprocentowej pewności nie ma.

Podobnie jest z samobójstwem lewicowej posłanki - każdy wie, że na swoje życie targa się właśnie Barbara Blida, ale dowodów brak. Najmniejszy kłopot jest z identyfikacją tyczkowatego prawnika z tubalnym głosem, a jeszcze mniejszy z ustaleniem tożsamości ludowego pieniacza, który odgrywa w kwestii filmowych tajnych służb dość dwuznaczną rolę. Dla każdego jest jasne, że to Andrzej Lepper, ale tak naprawdę poza salą kinową ta wiedza jest właściwie bezużyteczna. Prócz postaci z gazetowych i telewizyjnych newsów w "Służbach" aż roi się od aluzji na temat katastrofy w Smoleńsku, przeróżnych sejmowych komisji śledczych i poszczególnych politycznych figur, mniej lub bardziej zaszyfrowanych przed widzami. Politycznego wsadu byłoby pewnie jeszcze więcej, gdyby reżysera nie powściągnęli prawnicy ("prawnik kazał mi przemilczeć kilka spraw").

Takie bezpośrednie odniesienie się do polskiej rzeczywistości mogłoby być zapewne największym atutem filmu Vegi, gdyby nie poniosła go zbytnio sensacyjna wena. Podsyca ją typowo polska zdolność do doszukiwania się we wszystkim drugiego albo i trzeciego dna. W efekcie dostajemy taką dawkę politycznego spisku, że strach wysiedzieć na filmie do końca. Wychodzimy z kina, trwożnie oglądając się za siebie i przekonani, że za każdym rogiem czyha przekupny agent, a w bramach czają się jego zdemoralizowani przełożeni.

Ale czy to nie to właśnie wrażenie chciał nam zaszczepić Vega? Po rozwiązaniu Wojskowych Służb Informacyjnych zło wypełzło i opanowało Polskę. Skutki możemy oglądać na co dzień. Ale to i tak nic w porównaniu z tym, co WSI wyczyniały wcześniej - zdaje się mówić nam reżyser. Stąd złośliwe przytyki, że nakręcił reklamę raportu Antoniego Macierewicza, nie są tak do końca pozbawione sensu. Ale w PiS też daleko do zachwytów nad "Służbami". Macierewicz wychodzi tu wszak na nadwiślańskiego Robespierre'a, który w imię nienawiści do rządzącego układu pozbawia państwo uszu i oczu.
"Najtrudniejsze było dla mnie dotarcie do ludzi, którzy działają w ten sposób w Polsce. W życiu realnym protoplaści głównych postaci rzeczywiście istnieją" - tłumaczy Vega, a my udajmy, że mu wierzymy. Albo inaczej - przyjmujmy, że nie dostrzegamy w jego filmie różnicy między zdarzeniami, będącymi odbiciem tych realnych, a filmową fantasmagorią. Ostatecznie Vega nakręcił film fabularny, a nie dokument polityczny i trudno robić mu zarzut, że trochę zmyślił.

Dlatego oglądanie na ekranie wszystkich tych tajemniczych zabójców, którzy wykonują wyroki na niewygodnych świadkach, na wpół mitycznych siepaczy z GRU, którzy nauczyli filmowych esbeków wszelkich przemyślnych sztuczek, czy wreszcie groteskowej niekompetencji ich podwładnych, rekrutowanych do służby już w III RP (źródło kadr wedle Vegi: harcerze i straż miejska), niech będzie daniną złożoną przez nas na ołtarzu rodzącego się w Polsce kina sensacyjnego.

"Od pięciu lat nie mam telewizora, a o tym, że Donald Tusk został premierem, dowiedziałem się dwa tygodnie po fakcie w taksówce" - twierdzi Vega w jednym z wywiadów. Dl reżysera mającego ambicje komentowania polskiej rzeczywistości nie jest to zbyt udana autoreklama. W tym kontekście cud, że "Służby specjalne" w ogóle da się oglądać.

Wideo

Materiał oryginalny: "Służby specjalne". Od Patryka Vegi dostaje się wszystkim, a wszechobecny spisek triumfuje - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

O
Obywatel M.

Nie wiem czy to jeszcze recenzja, czy po prostu "krytyczny rzyg" autora na reżysera. Bardzo stronnicza, traktująca film wybiórczo (brak ustosunkowania się do wielu wątków pobocznych), a ponadto politycznie ukierunkowana.

Proszę nie pisać więcej recenzji.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3