SOR-y w Lublinie. Trzeba czekać. Konflikt na linii SPSK4-medycy. Wojewoda lubelski odsyła pacjentów do innych szpitali. A tam nie ma miejsca

KS
Udostępnij:
Sytuacja w lubelskich szpitalach staje się trudniejsza niż przypuszczano. Po ogłoszeniu w piątek (26 listopada) iż Szpitalny Oddział Ratunkowy przy ul. Jaczewskiego wstrzymał przyjęcia pacjentów z uwagi na brak personelu, świadczenia medyczne musiały przejąć inne placówki. Tam z kolei nie jest lepiej. - Kazali czekać – przyznaje Czytelnik, który w sobotę potrzebował interwencji medycznej w szpitalu przy al. Kraśnickiej.

O trudnej sytuacji Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 4 w Lublinie pisaliśmy w piątek. Do naszej redakcji zgłosili się pracownicy Szpitalnego Oddziału Ratunkowego SPSK4 przy ul. Jaczewskiego w Lublinie. Według ich relacji dwa miesiące temu były prowadzone rozmowy z dyrekcją szpitala.

Perturbacje personalne to nie jedyny problem z jakimi zmagają się pracownicy. W trakcie rozmów z dyrekcją poruszona została również kwestia finansowa: dodatek SOR-owski w wysokości 300 zł i 20 zł do każdej godziny.

- Przy obecnej inflacji zarabiamy śmieszne pieniądze. Dwa miesiące temu dyrektor obiecał podwyżki, ale teraz twierdzi „może obiecałem, może nie obiecałem" – twierdzi Czytelniczka.

Na SOR-ze pracuje 27 pielęgniarek i 16 ratowników. Według pracowników to zdecydowanie za mało, by móc skutecznie prowadzić świadczenia lekarskie. Jak udało nam się ustalić ponad 30 pracowników przedstawiło zwolnienia lekarskie

- Tak się nie da pracować. W obecnej sytuacji mamy za mało pracowników. Rozmawialiśmy o tym z dyrekcją i miesiąc temu część ludzi została przeniesiona na SOR – przyznaje anonimowo nasza Czytelniczka.

Czarny piątek w służbie zdrowia

Piątkowe trudności, do których doszło przy ul. Jaczewskiego okazały się szokiem dla pacjentów. Ci nie wiedzieli co się dzieje, z kolei kolejne karetki zaczęły ustawiać się przed Szpitalnym Oddziałem Ratunkowym.

- Pacjenci byli zdezorientowani. Co mieliśmy odpowiadać? Że mają czekać pod kontenerem na swoją kolej? - pyta retorycznie pracownica SOR-u.

Po publikacji naszego tekstu dyrekcja szpitala wystosowała oficjalne pismo w związku z trudnościami na linii szpital-pracownicy.

- Nie mamy uprawnień, by weryfikować zasadność zwolnień, jednak przypuszczalnym motywem może być brak zakwalifikowania SOR do II poziomu zabezpieczenia covidowego przez Ministerstwo Zdrowia, co wiąże się z brakiem tzw. „dodatku covidowego” dla pracowników – przyznaje Alina Pospischil, rzecznik prasowy SPSK Nr 4 w Lublinie.

Informacja ta została również potwierdzona na stronie internetowej szpitala. Dodatkowo, skierowano apel do pacjentów, którzy będą podejmować próby skorzystania z usług medycznych.

- Do SOR przyjmowani są jedynie pacjenci z udarami mózgu i w stanie zawału serca, którzy zostali przetransportowani do szpitala karetką. Przyjęcia następują po wcześniejszym powiadomieniu lekarza dyżurnego – czytamy w komunikacie.

Zawieszenie pracy obowiązuje od 26 listopada do odwołania.

Natychmiastowa reakcja wojewody lubelskiego

- Rozumiem prawo do protestów i niezadowolenia z warunków, m.in. płacowych - bo o to się problem rozbija - natomiast wybranie momentu takiego, że SOR unieruchomiamy praktycznie rzecz biorąc, w trakcie weekendu, kiedy SOR przy szpitalu MSWiA, który jest niemalże w pełni covidowy, sprawia, że tak naprawdę jedyny w pełni dyspozycyjny dla pacjentów niecovidowych jedyny SOR przy alei Kraśnickiej - tłumaczył Lech Sprawka, wojewoda lubelski.

Kilka godzin po publikacji tekstu o trudnej sytuacji szpitala wojewoda zwołał w trybie pilnym nadzwyczajne posiedzenie Wojewódzkiego Zespołu Zarządzania Kryzysowego. W spotkaniu uczestniczyli dyrektorzy i przedstawiciele organów tworzących szpitali z terenu województwa lubelskiego, kierownictwo Lubelskiego Oddziału Wojewódzkiego Narodowego Funduszu Zdrowia, Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego SP ZOZ w Lublinie, szefowie służb mundurowych, a także dyrektorzy wydziałów Zdrowia oraz Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie.

- Zintegrowaliśmy wszystkie szpitale z miasta Lublina i okolicznych powiatów tak, aby uniknąć kolejek karetek przed szpitalami, a wszystkie osoby, które wymagają szybkiej interwencji medycznej w stanach zagrożenia zdrowia i życia, uzyskały pomoc nie tylko w szpitalach, które mają Szpitalne Oddziały Ratunkowe, ale także w innych – podkreślał Lech Sprawka.

SOR-y. Pacjenci muszą czekać

Dyrekcja SPSK4 w obecnej sytuacji zmuszona została do poinformowania pacjentów o najbliższych placówkach, gdzie zlokalizowany jest Szpitalny Oddział Ratunkowy. Jest to:

  • SOR - Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego SPZOZ w Lublinie, al. Kraśnicka 100
  • Izba Przyjęć Planowych – Samodzielny Publiczny Szpital Wojewódzki im. J. Bożego w Lublinie, ul. M. Biernackiego 9
  • Izba Przyjęć Planowych - Samodzielny Publiczny Szpital Kliniczny nr 1 w Lublinie, ul. S. Staszica 16
  • Izba Przyjęć Planowych – 1 Wojskowy Szpital Kliniczny z Polikliniką SPZOZ, Al. Racławickie 23
  • Izba Przyjęć Planowych – Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej im. św. J. Dukli, ul. Jaczewskiego 7

Czy to zmieniło dramatyczną sytuację pacjentów, którzy potrzebują pomocy? Niekoniecznie. W sobotę otrzymaliśmy wiadomość od naszego Czytelnika, który przyjechał z matką do szpitala przy al. Kraśnickiej po godzinie 15.

- Mama zaczęła się źle czuć. Niedawno miała robione badania i potwierdzone zostało zapalenie mięśnia sercowego – przyznaje Czytelnik. Jak informuje, po zgłoszeniu się do recepcji w celu zarejestrowania nagłej konsultacji z lekarzem usłyszał, iż stan zdrowia nie zagraża życiu.

SOR-y w Lublinie. Trzeba czekać. Konflikt na linii SPSK4-medycy. Wojewoda lubelski odsyła pacjentów do innych szpitali. A tam nie ma miejsca
Nadesłane

- Wszystko to jest wynikiem braku miejsc. Pani w recepcji powiedziała, że trzeba czekać. Jak zwolni się miejsce, to dopiero wtedy moja mama może zostać przyjęta – twierdzi Czytelnik.

O dramatycznej sytuacji na SOR-ach w Lublinie będziemy informować na bieżąco.

Informacje o aktualnych problemach związanych z opieką medyczną w województwie lubelskim prosimy kierować na adres e-mail: [email protected] lub telefonicznie: 81 446 28 50.

Przełomowe odkrycie polskich naukowców

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
aaaaleja
28 listopada, 16:14, pssst:

Drogi autorze artykułu, na sorze pracuja nie tylko ratowicy i pielęgniarki, są jeszcze salowe, są rejestratorki... wszyscy nie mniej narażeni na covid, a może nawet bardziej bo pierwszy i bezpośredni kontakt z pacjentem mają rejestratorzy. Pracujący na sorze mają swoje rodziny, które tez muszą z czegoś żyć i które są zdecydowanie bardziej narażone na zakażenie covidem i inne choroby zakazne "przynoszone" po dyżurze. Pielęgniarki na oodziałach po 22 gaszą światło i smacznie śpią, na sorze tak się nie da tam ciągle jest kierat i na okrągło mnóstwo pacjentów. Przykre że dyrekcja szpitala nie potrafi docenić pracy osób zatrudnionych na sorze.

no i co z tego? Fakt, przychodzimy na oddział na 19 zjemy szpitalną kolację rozniesiemy leki i o 23 w kimę, rano o 5 termometry, potem służbowe śniadanie i o 7 do domu. Dyżur zleciał. Zazdrościsz? To przenieś się z soru na oddział i po sprawie

p
pssst
Drogi autorze artykułu, na sorze pracuja nie tylko ratowicy i pielęgniarki, są jeszcze salowe, są rejestratorki... wszyscy nie mniej narażeni na covid, a może nawet bardziej bo pierwszy i bezpośredni kontakt z pacjentem mają rejestratorzy. Pracujący na sorze mają swoje rodziny, które tez muszą z czegoś żyć i które są zdecydowanie bardziej narażone na zakażenie covidem i inne choroby zakazne "przynoszone" po dyżurze. Pielęgniarki na oodziałach po 22 gaszą światło i smacznie śpią, na sorze tak się nie da tam ciągle jest kierat i na okrągło mnóstwo pacjentów. Przykre że dyrekcja szpitala nie potrafi docenić pracy osób zatrudnionych na sorze.
Dodaj ogłoszenie