Spotkania Teatrów Tańca: Festiwal spięty klamrą

    Spotkania Teatrów Tańca: Festiwal spięty klamrą

    Andrzej Z. Kowalczyk

    Kurier Lubelski

    Aktualizacja:

    Kurier Lubelski

    Scena ze spektaklu "Instrument 1"

    Scena ze spektaklu "Instrument 1" ©Gianmaria Musarra/ materiały organizatorów

    Zestaw zespołów zaproszonych na tegoroczne Międzynarodowe Spotkania Teatrów Tańca oraz ustawienie w czasie ich spektakli sprawiły, że program festiwalu daje się ująć w pewną klamrę.
    Scena ze spektaklu "Instrument 1"

    Scena ze spektaklu "Instrument 1" ©Gianmaria Musarra/ materiały organizatorów

    Pierwszą środową prezentację - studentów Wydziału Teatru Tańca krakowskiej PWST - nazwałem swego rodzaju "rozgrzewką" dla publiczności. A dopiero drugi spektakl - "Maiorca" portugalskiej Companhia Paulo Ribeiro - był dla mnie prawdziwym i to znakomitym otwarciem festiwalu. Ostatni dzień był niejako symetrycznym odbiciem pierwszego. Pierwsza niedzielna prezentacja była godnym finałem Spotkań, a druga - wyciszeniem przed powrotem do codzienności.


    Ów pierwszy spektakl to "Instrument 1" włoskiej Compagnia Zappala Danza. Realizacja nadzwyczaj interesująca na co najmniej trzech poziomach. Po pierwsze - w przekazie myślowym. Spektakl Roberta Zappali w dużej mierze poświęcony jest poznawaniu sycylijskich tradycji. Można by to potraktować jako egzotyczną ciekawostkę, gdyby nie fakt, iż można (a może wręcz należy) zastosować tu interpretację rozszerzającą. Zappala bowiem, dostrzegając odchodzenie owych tradycji w przeszłość, zadaje pytanie, co otrzymujemy w zamian. I wskazuje, że może to być pseudokulturka klubów, disco i "chippendalesów". A to już problem nie tylko lokalny, lecz globalny; również nasz. Zwycięstwo owego "kulturowego plastiku" nie jest wprawdzie definitywnie przesądzone, ale niebezpieczeństwo jest jak najbardziej realne. Poziom drugi to warstwa muzyczna. Powiem wprost - spektakl włoskiej kompanii to najprawdziwszy koncert. Wykonywany wprawdzie przez jednego tylko instrumentalistę, ale tak, że brzmi on jak wieloosobowy zespół. Grający na sycylijskiej drumli "marranzano" Puccio Castrogiovanni to wirtuoz klasy najwyższej. Tej muzyki nie da się opisać; trzeba jej wysłuchać, a na długo utkwi w pamięci. A na tym Zappala buduje bardzo ciekawą i oryginalną choreografię. Mocno osadzoną na fizyczności tancerzy, a jednocześnie wspaniale współistniejącą z muzyką. Zaiste trudno było wymarzyć sobie lepszy finał festiwalu.

    Bo później przyszło jednak zejść z owych wyżyn na spektakl "Transkrypcje. Hommage pour Chopin". Sopocki Teatr Tańca zaprezentował w nim choreografię do bólu tradycyjną, konserwatywną, by nie powiedzieć wręcz: przestarzałą. Prawda, że wykonaną bardzo poprawnie, ale poprawność to nie walor godny pochwały, lecz wprost obowiązek zespołów uczestniczących w poważnym festiwalu. Jedynie zestawienie jej z już nawet nie aranżacją, ale przetworzeniem muzyki Chopina na instrumenty elektroniczne i wiolonczelę, dało pewien paradoksalny efekt, który pozwolił mi jakoś dotrwać do końca. Nie da się ukryć, że było to niezamierzone, ale wymowne przeprowadzenie od festiwalowej odświętności do codzienności.

    I tak oto zakończyły się 14. Spotkania. Za rok odsłona jubileuszowa. Liczę zatem na wiele atrakcji.


    Czytaj treści premium w Kurierze Lubelskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    W związku z ciszą wyborczą komentarze zostały wyłączone, zapraszamy z powrotem w niedzielę wieczorem.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    O tym się mówi

    Wideo