Sprawa abp. Bolonka i współpraca duchownych z bezpieką. Kościół nie może się uporać z przeszłością

Jakub Szczepański
Współpraca duchownych i służb bezpieczeństwa PRL to ciemna karta w historii Kościoła. Tym razem problem znowu stał się głośny za sprawą abp. Janusza Bolonka.

Lustracja duchownych ciągle pozostaje problemem rzucającym cień na polskie duchowieństwo. Chociaż od zmian ustrojowych w Polsce minęło już prawie ćwierć wieku, hierarchowie wciąż nie potrafią do końca uporać się z mroczną kartą w historii kleru. Co gorsza, rewelacje dotyczące księży wypływają do mediów regularnie od czasów afery z 2005 r., która była związana z działalnością o. Konrada Hejmo. Ostatnimi czasy znowu zrobiło się głośno o duchownych współpracujących z bezpieką. Z doniesień medialnych wynika, że władze PRL dowiedziały się o podwójnej grze płk. Ryszarda Kuklińskiego za sprawą zakonspirowanej wtyki z Watykanu. Tym agentem miał być abp Janusz Bolonek.

Warto pamiętać, że władze komunistyczne wzięły sobie na cel Kościół katolicki już od czasów, kiedy Armia Czerwona na dobre wkroczyła na terytorium Rzeczypospolitej w 1944 r. To dokładnie 45 lat ciągłej inwigilacji i wzajemnych zmagań. Metody agentury u niejednego twardziela mogą wywołać gęsią skórkę. Za czasów stalinowskich posługiwano się chociażby groźbą i mordem. Innym razem oferowano nawet pozorną korzyść komuś, kto wydawał się odrobinę przydatny. W końcu nadeszła "odwilż październikowa" i bezpieka zaczęła wykorzystywać także "subtelniejsze" środki. Takie jak kary finansowe czy wspieranie skłóconych duchownych. Wielki nacisk położono na werbunek ludzi związanych z kościołem. Doskonale świadczy o tym powstanie IV Wydziału Służby Bezpieczeństwa. Komórki przeznaczonej wyłącznie do walki z klerem.

Nie ulega wątpliwości, że wszyscy kandydaci przekraczający próg seminarium byli w polu zainteresowania funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa PRL. Każdy zyskiwał specjalną teczkę operacyjną na księdza (TEOK - przyp. red.). Co to oznaczało w praktyce? Że agenci rozpracowywali takiego "figuranta" krok po kroku. Istotna była najdrobniejsza plotka i każdy donos. Budowano pełne charakterystyki , a szczególną uwagę zwracano na materiały, które można określić jako kompromitujące. Pracował nad tym cały sztab ludzi. Zresztą, kiedy świeżo upieczony duchowny opuszczał seminarium albo zmieniał parafię, jego teczka wędrowała za nim do odpowiedniej komendy MO na terenie kraju. Ale przenieśmy się chociaż o kilkanaście lat do przodu.

Jest kwiecień 2005. Niedawno Polacy po raz ostatni pożegnali papieża Jana Pawła II. Tymczasem Kolegium IPN ma ciężki orzech do zgryzienia. Kilka tygodni wcześniej odkryto teczki agenta w sutannie, który miał działać w najbliższym otoczeniu głowy Kościoła. Ba! Podobno nawet donosił na papieża Polaka. Najważniejsi ludzie w IPN debatowali nad tym, co robić z taką wiedzą przez cztery godziny. W końcu ówczesny prezes Leon Kieres decyduje się na oświadczenie. Mówi dziennikarzom, że ojciec Konrad Stanisław Hejmo współpracował z PRL-owską bezpieką w latach 80. Kilka godzin po tym, jak IPN poinformuje media, dominikanin oczywiście zaprzeczy. Co wcale nie oznacza, że sprawa od razu ucichnie. Bo to dopiero początek afer związanych ze współpracą duchownych i organów bezpieczeństwa PRL.

Rok później na Zebraniu Plenarnym Episkopatu Polski zadecydowano o powołaniu Kościelnej Komisji Historycznej. Cel? Badanie zasobów IPN odnoszących się do inwigilacji, współpracy i represji wobec duchowieństwa w okresie PRL. Głównie chodziło o kontakty biskupów z organami MSW. Jednak warto dodać, że w praktyce lustrujący zaczęli buszować po archiwach dopiero na początku stycznia 2007, dwa miesiące po tym, jak Episkopat oficjalnie powołał komisję do życia. Tymczasem media dostarczyły opinii publicznej kolejnych rewelacji dotyczących szczytów hierarchii polskiego Kościoła. Tym razem chodziło o współpracę arcybiskupa Stanisława Wielgusa, który miał w tym czasie nawet objąć funkcję metropolity warszawskiego. W każdym razie po licznych protestach duchowny zrezygnował z pełnienia tej ważnej funkcji. Z nieoficjalnych źródeł wynika, że górę wzięły naciski z Watykanu, chociaż nikt tego nigdy oficjalnie nie potwierdził.
Abp Stanisław Wielgus, wieloletni rektor KUL, historyk filozofii i mediewista. Decyzję o rezygnacji z funkcji metropolity warszawskiego przekazał wiernym podczas mszy. A w zasadzie nieudanego ingresu. Osoba tak zasłużonego duchownego od razu podzieliła. I to nie tylko wiernych. Zresztą ksiądz abp sam zwrócił się z prośbą o autolustrację. Co prawda Sąd Okręgowy w Lublinie, do którego w końcu trafiła sprawa hierarchy, umorzył postępowanie lustracyjne ze względu na "brak interesu publicznego", to jednak odpowiednie oświadczenie wydała sama Kościelna Komisja Historyczna.

,,Komisja stwierdziła, że istnieją liczne, istotne dokumenty potwierdzające gotowość świadomej i tajnej współpracy ks. Stanisława Wielgusa z organami bezpieczeństwa PRL. Z dokumentów wynika również, że została ona podjęta" - czytamy w dokumencie sprzed 7 lat. Oczywiście sam zainteresowany "zaprzeczył większości stwierdzeń zawartych w materiałach organów bezpieczeństwa PRL, które IPN udostępnił Komisji". Tyle na linii oficjalnej, bo domysłów nie brakuje. Złośliwi twierdzą, że sprawę po prostu zamieciono pod dywan. Z kolei zwolennicy duchownego wyrażają swoje poparcie i robią z niego ofiarę zamieszania lustracyjnego.

Zresztą na liście duchownych powiązanych z bezpieką nie brakuje innych znanych nazwisk. Podejrzenia padały na takich księży jak abp Józef Michalik, Przewodniczący Episkopatu Polski, czy abp Józef Kowalczyk, obecnie prymas Polski. Prawda jest taka, że istota kontaktów z agenturą PRL nie jest do końca wyjaśniona. A na pewno nie we wszystkich przypadkach. I w zasadzie tu powstaje największy problem. Trzeba jednak przyznać, że chociaż Kościół jest grupą hermetyczną i solidarną, to jednak są duchowni, którzy otwarcie nawołują do, wydawałoby się stale zamiatanej pod dywan, lustracji wśród księży. Jednym z takich kapłanów jest ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, kapłan który aktywnie wspierał Solidarność w latach 80.

"Księża wobec bezpieki" to tytuł, który wywołał sporo zamieszania wśród polskiego duchowieństwa. Odnosi się do inwigilacji bezpieki na terenie archidiecezji krakowskiej. Informacje zawarte w publikacji ks. Isakowicza-Zaleskiego z 2007 r. od razu uznano za sensacyjne. Nie obyło się więc bez medialnego zamieszania. Kapłan wymienił wiele nazwisk, w tym kontrowersyjnego abp. Juliusza Paetza. Tak czy owak współpraca z SB to niejedyny problem "Fermo" (pseudonim operacyjny Paetza - przyp. red.). Jeszcze w lutym 2002 r., przed kościelną aferą lustracyjną, oskarżono go też o molestowanie poznańskich kleryków. Wtedy skończyło się oczywiście na zaprzeczeniu winy, a także papieskich zakazach odnoszących się do kapłaństwa. W każdym razie o zakończeniu kościelnej kariery nie ma mowy.

KKH zakończyła swoją pracę 27 czerwca 2007. Rezultaty? Komisja przyznała, że kilkunastu biskupów było zarejestrowanych jako "tajni współpracownicy", "kontakty operacyjne" lub "kontakty informacyjne". Był nawet jeden "agent". Nie ma jednak podstaw twierdzić, by któryś z żyjących duchownych współpracował z SB. Warto dorzucić, że na tropach farbowanych lisów były także komisje diecezjalne. W jednym z tygodników opinii ks. Isakiewicz-Zaleski stwierdził, że zamiast lustracji Kościół wybrał milczenie. I trudno się z nim nie zgodzić. Zwłaszcza w świetle ostatnich doniesień medialnych. Czyżby "agentem", o którym informowała KKH, okazał się abp Janusz Bolonek, "Lamos" albo "Latynos"? Póki co, Kościół nie ma na ten temat nic do powiedzenia.

Wideo

Materiał oryginalny: Sprawa abp. Bolonka i współpraca duchownych z bezpieką. Kościół nie może się uporać z przeszłością - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3