MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Sto lat szkoły specjalnej w Lublinie. Była jedną z pierwszych takich w Polsce. Zobacz zdjęcia

Gabriela Bogaczyk
Gabriela Bogaczyk
Rok szkolny 1930/1931
Rok szkolny 1930/1931 Archiwum szkoły podstawowej nr 26
Mowa o dzisiejszej szkole podstawowej nr 26 przy ul. Bronowickiej. Zanim jednak znalazła tu swoje miejsce, wiele razy zmieniała adres. Przed wojną jednym z jej kierowników był nawet lubelski poeta Józef Czechowicz. W tym roku szkoła specjalna świętuje setne urodziny. Jak to się zaczęło?

- W lubelskiej prasie ukazała się informacja, że dzieci z dysfunkcjami umysłowymi powtarzające klasę przez trzy lata, zostały włączone do jednej klasy o profilu specjalnym. Miało to odciążyć inne lubelskie placówki. W roku szkolnym 1920/1921 oddział liczył 18 uczniów o bardzo zróżnicowanym poziomie umysłowym i różnym wieku. Nauczanie objęła nad nimi Maria Skrodzka. To stanowiło początek szkoły specjalnej w Lublinie – mówi Mirosława Rogala, nauczycielka szkoły specjalnej nr 26 w Lublinie.

Wtedy była to trzecia taka szkoła w Polsce. Klasa powstała przy szkole powszechnej nr 8, która znajdowała się na ul. Dolnej Panny Marii 10. W następnym roku szkolnym, placówka specjalna została przeniesiona do budynku szkoły powszechnej nr 7 przy ul. Miedzianej. Później jeszcze wielokrotnie szkoła zmieniała adres. Mieściła się w kamienicach przy ul. 3 maja 9, Niecałej 6, znowu na Miedzianej, a przed samą wojną w kamienicy przy ul. Zamojskiej 12.

W 1925 roku kierownikiem szkoły zostaje Leopold Dussyl, absolwent Państwowego Instytutu Pedagogiki Specjalnej w Warszawie. W tym czasie pierwszy kontakt ze szkołą miał Józef Czechowicz, bowiem był słuchaczem Państwowego Wyższego Kursu Nauczycielskiego z siedzibą na KUL. Od 1 września 1926 Czechowicz rozpoczął pracę na pełnym etacie w szkole specjalnej przy ul. Niecałej. W 1930 roku został jej kierownikiem.

- Kronika szkoły podaje, że wtedy liczy już 158 uczniów, 4 nauczycieli, 9 oddziałów, cztery sale lekcyjne. Utworzono przy szkole pierwsze warsztaty przyuczające do zawodu szewca i szwalnię. Dzięki pomocy Koła Patronatu i Rady Szkolnej w 1930 roku szkoła otrzymała ogródek, w którym były prowadzone lekcje przyrody i zajęcia sportowe. Zorganizowano również bibliotekę szkolną i zaczęto wydawać „Naszą Gazetkę” – opowiada Mirosława Rogala.

Trzeba dodać, że właśnie w budynku szkoły specjalnej przy Niecałej 6 odbyło się inauguracyjne zebranie Towarzystwa Literackiego w Lublinie, na którym Czechowicz wygłosił mowę na otwarcie Związku Literatów w Lublinie. Obowiązki kierownika szkoły, Czechowicz pełnił do 30 czerwca 1933 roku, kiedy to został oddelegowany do pracy w ZNP w Warszawie.

Przed wybuchem drugiej wojny światowej grono pedagogiczne liczyło 12 nauczycieli, uczęszczało 220 uczniów różnych wyznań w 17 klasach. 1 września 1939 roku wszyscy nauczyciele stawili się do pracy. W październiku podczas lekcji aresztowani przez gestapo zostali Feliks Zebra i Stefan Świątek. – Część kadry w czasie okupacji angażowała się w pracę podziemną, inni walczyli w szeregach żołnierskich, część też niestety zginęła. W 1940 roku szkoła specjalna została oficjalnie zlikwidowana – tłumaczy nasza rozmówczyni.

W 1944 roku reaktywowano szkołę specjalną jako całkiem nową placówkę z numerem 26. Siedzibą szkoły został lokal przy ul. Królewskiej 11. Dalszy rozwój szkoły przypadał na kierownictwo Heleny Kamińskiej, uczennicy Janusza Korczaka. W 1965 roku w „Kurierze Lubelskim” ukazała się notatka o potrzebie wybudowania nowego budynku dla szkoły specjalnej, informując o przyznaniu przez władze miasta placu na ten cel przy ul. Bronowickiej 21.

W 1967 odbył się pierwszy uczniowski apel w nowym miejscu. Od tego momentu jest to Szkoła Podstawowa Specjalna nr 26 im. Janusza Korczaka. Od 44 lat w szkole na Bronowicach pracuje Bożenna Kowalik, która od 1999 roku jest również jej dyrektorem.

- Aktualnie do szkoły chodzą dzieci z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu lekkim i umiarkowanym. Wśród nich są także dzieci z zespołem Downa. Od 2003 roku uczą się tu również dzieci z autyzmem i zespołem Aspergera. Łącznie jest 270 uczniów i 173 nauczycieli. Klasy są 4-12-osobowe. Mamy uczniów do 20 roku życia – wylicza Bożenna Kowalik.

Jak podkreśla, nauczanie dostosowane jest do możliwości podopiecznych. Dodatkowo, oprócz tradycyjnych lekcji odbywają się specjalistyczne zajęcia, które rozwijają zaburzone np. funkcje poznawcze dzieci. Są to między innymi zajęcia taneczne, garncarskie, teatroterapia, wikliniarstwo, ogrodnictwo, zajęcia sportowe. Uczniowie osiągają duże sukcesy w tańcu, pływaniu i sumo.

Osoby z lekkim stopniem niepełnosprawności intelektualnej świetnie sprawdzają się w zawodach pomocniczych, jak np. pomoc budowlana, pomoc cukiernika, pomoc kucharza czy tapicera. Te zawody zdobywają w szkole branżowej. - Nasi absolwenci pracują w restauracjach, barach, zieleni miejskiej czy w zakładach obuwniczych. Natomiast u dzieci ze stopniem umiarkowanym, naszym zadaniem jest ich przystosowanie do życia codziennego, jak np. ubieranie, sprzątanie, gotowanie. Po ukończeniu szkoły zazwyczaj są uczestnikami warsztatów terapii zajęciowej – tłumaczy dyrektor szkoły.

Jednak najważniejszym celem szkoły specjalnej jest przygotowanie absolwentów do radzenia sobie w dorosłym życiu, pełnienia różnych ról społecznych, bycia dobrym człowiekiem. - To nie chodzi o liczenie skomplikowanych ułamków, czy procentów. Co ważne, w szkole specjalnej dzieci znajdują kolegów na całe życie, bo są dla siebie równymi partnerami. Tutaj zawierają się przyjaźnie, następnie uczniowie razem idą do szkoły branżowej, może później się spotkają w życiu dorosłym albo w domu opieki. Dzięki szkole specjalnej również rodzice nie są osamotnieni ze swoimi problemami, bo mogą się łatwiej wymieniać swoimi doświadczeniami. Ich dzieci nie są tutaj inne, nie ma podziałów - tłumaczy Bożenna Kowalik.

Szkoły gubią terminy. Rozbudowa placówek na Felinie i Sławin...

Jedną z absolwentek szkoły przy ul. Bronowickiej jest 40-letnia Kasia. Urodziła się z niedotlenieniem mózgu, co spowodowało uszkodzenie ośrodkowego układu nerwowego. W związku z tym zaczęła chodzić dopiero jak skończyła 3 lata, a pierwsze słowo powiedziała, gdy miała pięć. - Najpierw poszła do zwykłej szkoły z rocznym opóźnieniem. Starała i dużo pracowałyśmy, ale bardzo się męczyła. Wtedy trafiła pod skrzydła szkoły specjalnej. Nauczyciele są tam cierpliwi i pracują nadzwyczajnie. Córka zawsze lubiła się uczyć, była ciekawa świata, wielką radość sprawiało jej chodzenie do szkoły. Na koniec roku ogromnie cieszyła się z czerwonych pasków. Moja Kasia do dzisiaj bardzo ciepło wspomina szkołę i nauczycieli. Ta szkoła była dla niej najważniejsza – mówi pani Ania.

Podkreśla, że szkoła specjalna uczy również samodzielności i odpowiedzialności za innych. Córka chwaliła się jej, że na przykład w czasie wycieczki dbała o to, aby kolega zapiął kurtkę, przypominała o czapce i szaliku. Kiedyś przez telefon dyktowała mamie kolegi wszystkie zadania do odrobienia.

– Po skończeniu szkoły podstawowej, Kasia poszła do szkoły zawodowej. Nie odpowiadało jej ogrodnictwo czy cholewkarstwo. Poszła więc na dziewiarstwo maszynowe. Potem był rok strasznej beznadziei, bo siedzenia w domu. Wtedy nastąpiła ogromna pustka, której nie dało się zapełnić. Od 1997 roku uczestniczy cały czas w warsztatach terapii zajęciowej. Wszystko jest lepsze od siedzenia w domu – dodaje mama.

Podobnie myśli pani Edyta, której córka jest teraz w siódmej klasie. Lubi wszystkie lekcje, ostatnio nawet wierciła wiertarką. - Zaraz skończy 18 lat, ale myślenie ma na poziomie 4-latka. Po urodzeniu w wyniku niedotlenienia nastąpiło porażenie mózgowe. Dzisiaj chodzi i mówi, a miała leżeć. To jest i tak już bardzo dużo. Dla rodziców dzieci zdrowych marzeniem jest, aby ich dziecko zdało maturę, poszło na dobre studia. Z kolei dla takich rodziców, jak ja, sukcesem jest, aby była jak najbardziej samodzielna: sama się podpisała, ubrała, posprzątała – mówi pani Edyta.

Również nauczyciele są bardzo oddani uczniom i szkole. Dyrektor przyznaje, że nie wyobraża sobie pracy w innym zawodzie czy innej szkole. Zawsze uważała, że to jest jej przeznaczenie. - Te dzieci są moim życiem. Jako dorosłe są naprawdę opiekuńcze, mają dużo serca, są cierpliwe, a nie złośliwe, czy interesowne. Nie zrobią krzywdy. Ubolewam tylko nad tym, że takie szkoły nazywają się „specjalne”, a nie „specjalistyczne”. Idealnie by było, gdyby działały przy jakichś zwykłych szkołach, aby dzieci mogły się integrować. Przecież nic nie stoi na przeszkodzie, aby mogłyby razem chodzić na muzykę, plastykę, w-f – zauważa Bożenna Kowalik.

od 7 lat
Wideo

Zakaz krzyży w warszawskim urzędzie. Trzaskowski wydał rozporządzenie

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na kurierlubelski.pl Kurier Lubelski