Szopka na skalę naszych możliwości

Maciej Wijatkowski
Nie ma od dawna noworocznej szopki w Kurierze, odeszła razem z Kazimierzem Pawełkiem. „Nie ma tego złego...”, chciałoby się powiedzieć, nie myśląc tu, rzecz jasna, o nieobecnym już wśród nas Redaktorze, przez duże „R”. Jego dowcip nierzadko walił obuchem między oczy, ale wtedy, kiedy wymagała tego sytuacja. Nie napiszę „Kazio”, bo choć znaliśmy się długie lata, nie wychowywano mnie na komiwojażera, który w pierwszej rozmowie z profesorem, czy ministrem, wali śmiało, per: „panie Jerzy”.

Nie ma tego złego, bo chyba nie ma o czym, ani o kim pisać. Tegoroczną telewizyjną szopkę noworoczną włączyłem raczej z obowiązku, niż szczerej chęci zażycia rozrywki intelektualnej. Dwa ostatnie słowa poprzedniego zdania były powodem natychmiastowej reakcji mojego obwodowego systemu nerwowego i palca na pilocie, by ratować mózg przed infekcją. „Nadredaktor Wolski”, współtworzący swego czasu „60 minut na godzinę”, wychował całe rzesze ludzi myślących nie tylko humanistycznie i literacko, ale myślących w ogóle. Zawirowania polityczne, które na dobre wyszły nam wszystkim, jakoś usunęły go w cień. Może to „nowi, młodzi i przebojowi”, a może po prostu zmiana trybu pojmowania rzeczywistości na normalny, wypchnęły go poza główny nurt twórców rozrywki. Było jeszcze „Polskie ZOO”, bardzo popularne i aktualne, były próby tworzenia szopek, a jakże...

Ale: „Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść, niepokonanym...” - pisał Bogdan Olewicz, a śpiewał Perfect głosem Grzegorza Markowskiego. Jakież to proste, jakie oczywiste. Wiem, bo sam tego doświadczyłem i świetnie się z tym czuję, zaczepiany przez ludzi, którzy kiedyś cytowali znajomym teksty wydobywające się z pąkowia ust moich i kolegów, z popularnego swego czasu Bractwa Satyrycznego, a będące autorstwa Irosława Szymańskiego. „Dlaczego się nie reaktywujecie?!” - brzmi najczęściej zadawane pytanie. Otóż, dlatego właśnie, że Państwo pamiętają to, co w swoim czasie, sytuacji i kontekście, było tak trafne i celne. Nie dlatego, żeby „dorzynać się” na festynach, w towarzystwie - bez urazy - Zenków i Sławomirów, bo przecież kompletnie nie o to w tym chodziło. Jak grzyby po deszczu, choć chciałoby się napisać: „jak pleśń na zaniedbanym płocie”, wykwitają tzw. „standuperzy”, czyli - po polsku - mówiący na stojąco. To już kolejny przeszczep z amerykańskiej rozrywki, którą nasze kompleksy usiłują dogonić, od kiedy pamiętam. Dobre wzorce należy asymilować, ale najpierw należy je poznać. Prosta sprawa: najpierw język, potem godziny przed ekranem, a dopiero wtedy jakieś próby. Takie proste. Skoro szopka noworoczna była „na skalę naszych możliwości”, to może by tak nie obrażać narodu, generalizując jego erudycję? Może by chociaż częściowo postawić na IQ?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
suweren~~

"Występy" Wojewody w stosunku do uczestników marszu o innej orientacji seksualnej najlepiej obrazuje poziom rządzących i dokąd zmierzamy."Genialne"myśli
Pana Wałęsy zbladły w porównaniu z "genialnymi "odkryciami Pana Prezydenta
dr.Dudy.

Dodaj ogłoszenie