Teatr Kameralny: Rita wyedukowana (RECENZJA)

    Teatr Kameralny: Rita wyedukowana (RECENZJA)

    Andrzej Z. Kowalczyk

    Kurier Lubelski

    Kurier Lubelski

    Paulina Połowniak i Jan Wojciech Krzyszczak w scenie ze spektaklu.
    1/2
    przejdź do galerii

    Paulina Połowniak i Jan Wojciech Krzyszczak w scenie ze spektaklu. ©Marek Dybek

    Lubelski Teatr Kameralny, kojarzony przede wszystkim z repertuarem dla dzieci i młodzieży, przygotował tym razem spektakl dla widzów dorosłych. W poniedziałek odbyła się premiera sztuki Willy’ego Russella „Edukacja Rity” w reżyserii Jana Wojciecha Krzyszczaka.
    Nie było to pierwsze spotkanie Krzyszczaka z tym utworem. Przed 20 laty zrealizował już swoim teatrze „Edukację Rity”, która w pamięci wielu widzów zapisała się dzięki świetnej kreacji Jolanty Rychłowskiej. Można zatem zadać pytanie o to, czy jest sens wracać do czegoś, co już raz zrobiło się z dobrym skutkiem? I odpowiedź będzie po dwakroć tak. Po pierwsze – poprzednia realizacja bardzo dawno zeszła już z afisza i w tym czasie dorosło pokolenie widzów, którzy nie mogli jej poznać. A poznać sztukę Russella warto, bo to rzecz świetnie napisana i inteligentna, atrakcyjna zarówno dla widzów, jak i aktorów, którzy rzeczywiście mają w niej co grać.

    Po wtóre – zmieniła się cała rzeczywistość, w której utwór funkcjonuje. Miał tego świadomość sam autor, który pierwotną wersję sztuki z 1980 roku zmienił w roku 2003, dostosowując ją do współczesności. Krzyszczak skorzystał właśnie z tej nowej, zmienionej wersji, co pozwala powiedzieć, że mamy do czynienia nie ze wznowieniem spektaklu sprzed lat, lecz całkowicie nową realizacją. Wszystkie owe zmiany – autorskie, inscenizacyjne, a także te najdalej idące: kulturowe – skłaniają do nowego spojrzenia na opowiedzianą w spektaklu historię. Mniej istotny teraz wydaje się kontekst społeczny; celem Rity nie jest podniesienie statusu ani poprawa sytuacji materialnej, lecz raczej rozbicie niewidzialnych ścian kulturowego ograniczenia oraz intelektualnego i duchowego marazmu, w jakim się znajduje. Mówiąc obrazowo: dzisiejsza Rita to kobieta, której kulturalne aspiracje wykraczają poza „Harlequiny”, karaoke i hałas nazywany niesłusznie muzyką klubową. Kobieta, która rzeczywiście chce poznać i zrozumieć siebie i świat, czego bez kulturowego fundamentu uczynić nie sposób.

    Taka konstrukcja postaci determinuje w pewnym stopniu sposób budowania ról. Rita w tym spektaklu nie może być głupią gęsią, która nie ma pojęcia o istnieniu kultury wysokiej, ze zdumieniem odkrywającą takie niepojęte zjawiska jak poezja, teatr czy krytyka literacka. I rzeczywiście nie jest nią. Pod jej nieokrzesaniem i edukacyjnymi brakami skrywa się wrażliwość i inteligencja. Jeśli więc dr Frank Bryant ma spełnić rolę Pigmaliona, to tylko częściowo. Nie tworzy pięknego posągu, lecz dostaje go w darze od losu, a jego zadaniem jest tylko (a może: aż) tchnąć weń życie. Występująca w spektaklu para artystów bardzo dobrze radzi sobie z prowadzeniem ról. Paulina Połowniak przekonująco i w pełni wiarygodnie pokazuje metamorfozę Rity, nadzwyczaj trafnie, a przy tym subtelnie różnicując stosowane środki wyrazu. Tworzy żywą, wielowymiarową, pełnokrwistą postać, której wierzymy od początku do końca. To zapewne najlepsza rola tej młodej aktorki; bardzo dobrze rokująca na przyszłość. Jan Wojciech Krzyszczak z kolei zdecydowanie unika pójścia najprostszą drogą, polegającą na stworzeniu jakiejś kolejnej wariacji na temat roli Higginsa z „Pigmaliona”. Ociepla postać Franka, wyposaża w empatię, przebijającą się przez warstwę zniechęcenia, cynizmu i… oparów alkoholu. A przy tym prowadzi swoją rolę dyskretnie, nie próbuje zdominować partnerki, lecz pięknie z nią współpracuje, co jeszcze bardziej podnosi wiarygodność obydwu postaci.

    Napisałem na wstępie tej recenzji, że „Edukacja Rity” jest spektaklem dla dorosłych. Nie oznacza to jednak jakichś obyczajowych drastyczności, choć „grube” słowa – owszem – padają kilkakrotnie ze sceny. Dla dorosłych, to znaczy tych, którzy mają świadomość, że teatr to nie tylko eksperyment, „czytania performatywne”, remiksy i formuła work in progress, lecz także dobrze pojęta tradycja. Tacy widzowie będą zadowoleni z tego przedstawienia.

    Czytaj treści premium w Kurierze Lubelskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    brawo!

    Anna (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1 / 1

    Gratulacje dla aktorów! Szczerze polecam ten i inne spektakle Teatru Kameralnego.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    O tym się mówi

    Wideo