Teatr Muzyczny: Baron... odnowiony

Andrzej Z. Kowalczyk
Świetny finał pierwszego aktu
Świetny finał pierwszego aktu Emilia Kaczanowska/materiały teatru
Udostępnij:
Niezbyt często ostatnio odczuwam potrzebę ponownego oglądania raz zobaczonych spektakli, jeszcze rzadziej taką potrzebę realizuję, a już zgoła sporadycznie decyduję się na napisanie o nich. "Baron cygański" Johanna Straussa w Teatrze Muzycznym wywołał taką potrzebę. Interesujące wydało mi się bowiem, jak ta realizacja wygląda ponad dziewięć lat po premierze, przy nieustannej obecności na afiszu.

Dziewięć lat to dużo; niewiele spektakli osiąga taką długowieczność. A jeśli już jakiś osiąga, to pojawiają się dwie możliwości: albo popadnięcie w rutynę, swego rodzaju skostnienie, albo - przeciwnie - ewolucja, sprawiająca, iż warto doń powracać. Lubelski "Baron…" przebył tę drugą drogę. I to w takim stopniu, że w pełni usprawiedliwione jest stwierdzenie, iż otrzymaliśmy spektakl gruntownie odnowiony, co uzasadnia napisanie o nim kilkunastu zdań. Dobrze pamiętam premierowe przedstawienie sprzed dziewięciu lat, o którym już wówczas pisałem pochlebnie, nie trudno zatem było mi dokonać porównania obydwu obejrzanych i wysłuchanych spektakli. I mogę z przekonaniem stwierdzić, że teraz "Baron cygański" jest przedstawieniem jeszcze lepszym niż na premierze. Co ciekawe - owo udoskonalenie dzieła dokonało się niejako samoistnie, wraz ze zmianami zachodzącymi w zespole teatru. W tym czasie pojawili się nowi, bardzo dobrzy soliści, a chór, balet i orkiestra radykalnie podniosły swój poziom artystyczny. Zaryzykuję stwierdzenie, że tak dobrych jak w "Baronie…" scen zbiorowych nie ma w żadnej innej realizacji lubelskiego teatru, a finał pierwszego aktu to wręcz majstersztyk. Mam wrażenie, że na kształt przedstawienia istotny wpływ miały również doświadczenia zespołu nabyte przy realizacji spektakli operowych. "Baron cygański" bowiem - choć powszechnie zaliczany do klasyki operetki - jest w gruncie rzeczy operą komiczną. Strauss pisał go z myślą o wiedeńskiej Hofoper, a o tym, że prapremiera odbyła się na scenie operetkowej zadecydowały nawiązane bez jego wiedzy kontakty autora libretta z Theater an der Wien, specjalizującym się w lżejszym repertuarze.

Lubelska inscenizacja dzieła jest właśnie bardzo bliska intencjom kompozytora. Niewiele (jak na operetkę) jest w niej scen czysto dialogowych, za to dużo arii, duetów, ansambli, recytatywów i partii chóralnych. Ale takie operowe potraktowanie "Barona…" postawiło przed wykonawcami zadanie niełatwe: konieczność harmonijnego połączenia wokalnego kunsztu ze sztuką aktorską. I trzeba rzec, iż wrażenia są jak najbardziej pozytywne. Ozdobą spektaklu jest zjawiskowa wręcz Saffi w wykonaniu Renaty Drozd, artystki wspaniale śpiewającej i stosującej pełną gamę aktorskich środków, a przy tym niezwykle pięknej. To kreacja kompletna, godna największych scen. Znakomity jest Tomasz Janczak pięknie prowadzący postać Sandora Barinkaya, tytułowego barona. To rola z wyraźnym, lecz pokazanym subtelnie rysem dramatycznym, nie popadająca wszakże w tani melodramat, co niestety zdarza się niektórym (widywałem takich) artystom. A co więcej - oboje świetnie współpracują na scenie. Zwróciłem na to uwagę przy okazji "Traviaty" i "Hrabiego Luxemburga", a teraz otrzymałem tego potwierdzenie. Bardzo dobre wrażenie robią również pozostali wykonawcy, zwłaszcza Katarzyna Sałacińska (Czipra), Joanna Makowska (Arsena), Kamil Pękala (Carnero) i Patrycjusz Sokołowski (Kalman Żupan). A na ciepłą wzmiankę zasługują również solistki baletu: Beata Kamińska (za walca z początku III aktu) oraz Anna Adamczyk (za brawurowy taniec markietanki).

Reasumując - w minioną sobotę w Teatrze Muzycznym doszło do zdarzenia nadzwyczaj rzadkiego: zobaczyliśmy spektakl z bieżącego repertuaru, który należy uznać za swego rodzaju nową premierę. Uważam (i to stanowczo), że ów odnowiony "Baron cygański" powinien znacznie częściej gościć na scenie.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 8

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

:)
tak sie sklada ze na sobotnim spektaklu markietanke tanczyla pani Ania, a pani Paulina na niedzielnym...
...
wybitny dyrygent , to i spektakl dobry.
c
chart
Różnica jest zasadnicza: recenzent dlatego bierze pieniądze z redakcji, żeby ich nie brać z recenzowanego teatru. Kol. Andrzej zrozumiał aluzję?
h
ha
A kiedy w końcu nastąpi zmiana dyrekcji?:)))
b
brr
No tak- piękny spektakl, wszystko piękne, tylko dlaczego w tym sezonie mogliśmy go zobaczyć tylko- a może aż dwa razy? Czyżby publiczność nie chciała oglądać tego dzieła, czy też trzeba było go zagrać bo inaczej za wznowienie po upływie dłuższego czasu trzeba zapłacić reżyserowi?
I
Iwona
tańczy Paulina,a nie Ania Adamczyk. panie Kowalczyk, pan w ogóle był na tym spektaklu? Czy jak zawsze- kawałek pierwszego aktu, a potem Pan znika?
o
obserwator
A Pan Panie Rękas piszesz w tym swoim Nowym tygodniu niby dla idei czy też dla pieniędzy?! Nie bądź Pan śmieszny!
c
chart
"Niezbyt często ostatnio odczuwam potrzebę ponownego oglądania raz zobaczonych spektakli, jeszcze rzadziej taką potrzebę realizuję, a już zgoła sporadycznie decyduję się na napisanie o nich" - chyba, że za pieniądze...
Przejdź na stronę główną Kurier Lubelski
Dodaj ogłoszenie