Tomasz Terlikowski: Za wzmocnienie układu ołtarza i tronu zapłaci przede wszystkim Kościół, ale także rządząca prawica

Anita Czupryn
Anita Czupryn
Tomasz Terlikowski: Dziennikarz, filozof, publicysta, tłumacz, pisarz, działacz katolicki, były redaktor naczelny Telewizji Republika; od 2017 r. dyrektor programowy tej stacji.
Tomasz Terlikowski: Dziennikarz, filozof, publicysta, tłumacz, pisarz, działacz katolicki, były redaktor naczelny Telewizji Republika; od 2017 r. dyrektor programowy tej stacji. Bartek Syta
Dlaczego władze kościelne zgodziły się na to, żeby ten ślub odbył się w tym miejscu? Dlaczego nikt, także z kościelnych przyjaciół Jacka Kurskiego nie powiedział mu po przyjacielsku: „Cieszymy się, że Kościół dał ci na to zgodę, ale nie rób tego spektaklu, bo to zaszkodzi tobie i twoim najbliższym”. I zaszkodzi, w dalszej perspektywie bardzo wielu małżeństwom, i wreszcie zaszkodzi Kościołowi – mówi Tomasz Terlikowski.

Kpina, hipokryzja, zgorszenie. To najczęściej wyrażane opinie w związku z kolejnym ślubem Jacka Kurskiego, który odbył się z wielką pompą w sanktuarium w Łagiewnikach. Uzasadnione?

Nie chcę się wypowiadać na temat ślubu, dlatego, że nie znam dokumentacji dotyczącej orzeczeń nieważności dwóch małżeństw, nie jestem też specjalistą od prawa kanonicznego. Mogę mówić jednak o klęsce, bo klęską jest rozerwanie małżeństwa po 24 latach, nawet jeśli uznamy je za niebyłe. To publiczne, w tak ważnym i pięknym sanktuarium celebrowanie tej podwójnej klęski wydaje mi się nie na miejscu. Trzeba też jasno powiedzieć, że w Łagiewnikach nie każdy może wziąć ślub. Na pewno zgodę na to wydali biskupi krakowscy. To, że w tej uroczystości uczestniczyli prominentni politycy partii, która mówi, że broni rodziny, bardziej osłabiło małżeństwo i rodzinę niż wiele lat działań lewicy czy nawet środowisk gejowskich. Nie wiem, czy to jest hipokryzja, wstyd, czy hańba. To są bardzo mocne słowa odnoszące się do konkretnych ludzi, a ja nie chcę oceniać ani Jacka Kurskiego, ani jego małżonki. Także dlatego, że oni mają dzieci, mają poprzednich małżonków. Każda ocena dotyka także tych osób, które w tej sprawie są niewinne. Natomiast, podkreślę, to, co się wydarzyło, za zgodą krakowskich biskupów i z udziałem prominentnych polityków Prawa i Sprawiedliwości bardziej zaszkodziło małżeństwu i jego trwałości niż propaganda lewicowa.

Ślub Jacka Kurskiego i Joanny Klimek po rozwodach kościelnyc...

W opinii wielu publicystów, ten ślub pokazał też, jak mocny jest sojusz tronu z kościołem.

Niewątpliwie tak. Powtórzę: nie każdy ma szansę na ślub w takim miejscu. Co więcej – nie każdy ma szansę zawrzeć taki ślub. To pokazuje, że z jakichś powodów postanowiono się Jackowi Kurskiego odwdzięczyć. Z jakich? Mogę tylko przypuszczać.

Z jakich?

Parę rzecz się wcześniej wydarzyło. Pierwsza, to że Telewizja Polska rzeczywiście przez ostatnie półtora roku przyjęła strategię Kościoła hierarchicznego w sprawie skandali seksualnych w Kościele. Co to znaczy? Twierdziła, że nie ma tego problemu, rozmywała go, próbowała przekonywać, że ci, którzy ten problem poruszają, są w istocie wrogami Kościoła. Słowem, zachowywała się jak rzecznik prasowy tej części Episkopatu, która nie chce oczyszczenia. Drugim elementem, z którym akurat prezes TVP nie miał nic wspólnego, było głosowanie w sprawie komisji o bardzo długiej nazwie, która miałaby się zająć sprawą pedofilii, a na jednego z jej członków proponowano księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego…

Państwowa Komisja do spraw wyjaśniania przypadków czynności skierowanych przeciwko wolności seksualnej i obyczajności wobec małoletniego poniżej lat 15.

Komisja ta ma bardzo niejasne kompetencje. Powstała po to, żeby markować prace i do której większość posłów PiS-u, w tym liderzy, kandydaturę księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego odrzucili na wniosek biskupów. Potwierdzają to i poseł Zbigniew Girzyński, i poseł Stanisław Tyszka. Po pierwsze, ta komisja została powołana wyłącznie jako reakcja na pierwszy film braci Sekielskich i jako próba rozszerzenia tematu pedofilii klerykalnej na w ogóle pedofilię. Czy to źle? Może nie.

Ale…

… ale byłoby dobrze, gdyby ta komisja miała jasne sprecyzowane zadania, cele i możliwości. Tego nie było. Drugi element, który nam mówi wszystko, to fakt, że kiedy temat pedofilii czy skandali seksualnych znika z debaty medialnej, to znika również z agendy politycznej. Przez rok nie powołano żadnego członka tej komisji. Dopiero kiedy do internetu trafia drugi film braci Sekielskich, pojawia się pierwsza osoba zgłoszona przez Rzecznika Praw Dziecka, potem się pojawiają kolejni – wskazani przez prezydenta i nagle, jeszcze przed wyborami prezydenckimi, mają być wybrani trzej kandydaci Sejmu. W ostatnim momencie zapada decyzja, że głosowanie odbędzie się po wyborach. Już wtedy było wiadomo, że ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski nie zostanie wybrany.

Dlaczego ksiądz Isakowicz-Zaleski nie mógł się znaleźć w tej komisji?

To proste. Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski wielokrotnie pokazał i potwierdził, że jest człowiekiem niezależnym. Można się z nim zgadzać albo nie. Można uważać, że wszystkie jego poglądy są słuszne albo uważać, że niesłuszne. Ale nikt nie może mu odmówić jednego: to człowiek, który od lat idzie swoją drogą. Od lat mówi o rzeczach, które są dla niego ważne i od lat jest niezależny od wszystkich.

Mówi też o rzeczach, które są ważne dla Kościoła.

Nie tylko. Mówi też o zbrodni wołyńskiej, od lat mówi o niepełnosprawnych. Natomiast jako osoba całkowicie niezależna, mógł być tym, kto by sprawił, że ta komisja zaczęłaby odgrywać rolę faktyczną, a nie pozorną. Inaczej mówiąc, celem tej komisji jest rozmycie tematu, zamiecenie go pod dywan. Tak została wymyślona. Nie oskarżam o to członków tej komisji – być może chcą wykonać dobrą pracę. Ale całe jej ustawienie prawne jest takie, żeby była ona komisją działań pozorowanych. Gdyby był w niej ksiądz Isakowicz-Zaleski, jedną rzecz zrobiłby na pewno: mówiłby o problemach, byłby głosem ofiar i nie dawałoby się go uciszyć. W efekcie, komisja nawet gdyby nie działała, to wykonywałaby jakąś pracę. Uświadamiałaby skalę problemu, podkreślmy, nie tylko w Kościele, ale szerzej. To się oczywiście zemści bardzo głęboko na Kościele, a w dalszej perspektywie również na konserwatywnej prawicy czy na prawicy, która w tej chwili rządzi krajem. To nie są żadne kasandryczne przepowiednie, bo widzieliśmy, co się działo w Irlandii, w Stanach Zjednoczonych, w Niemczech.

O tym za chwilę porozmawiamy. Rozumiem, że nie chce Pan oceniać tego, co się wydarzyło w ubiegłą sobotę w sanktuarium w Łagiewnikach, ale na Facebooku przypomniał Pan słowa Jana Pawła II na temat kategorii niedojrzałości, która jest nadużywana przez sędziów w czasie procesów w ocenie nieważności małżeństwa i przecież napisał Pan to nie bez przyczyny, prawda?

Napisałem to z bardzo prostego powodu. To jest najczęstsza kategoria stosowana przy orzekaniu nieważności małżeństwa. Ale, jak już mówiłem, nie mam wiedzy na temat tego, jakie kategorie prawne i z jakich powodów zostały użyte przy orzekaniu nieważności małżeństw obu małżonków Kurskich. Użyłem tego przykładu, żeby przypomnieć o tym, że w przestrzeni publicznej zbyt łatwe orzekanie nieważności małżeństwa, szczególnie związane z tą bardzo nieprecyzyjną kategorią, jaką jest niedojrzałość, o czym pisali i Benedykt XVI i Jan Paweł II, prowadzi do tego, że ludzie zaczynają się patrzeć na orzeczenie nieważności jak na rozwód. Podczas kiedy to i prawnie, i formalnie jest zupełnie inna kategoria.

Czytaj także

Na czym polega ta istotna różnica?

Przy rozwodzie orzeka się w dużej mierze to, czy życie małżeńskie ustało, czy przestało istnieć z jakichś powodów, czy ktoś jest winien, czy nie winien, czy obie strony są po równo winne. W przypadku orzeczenia nieważności małżeństwa w ogóle nie zajmujemy się stanem faktycznym tego małżeństwa w tej chwili. Odpowiadamy sobie na pytanie, czy przed ślubem albo w momencie ślubu, czyli w momencie, kiedy oboje narzeczeni jeszcze, a potem małżonkowie wypowiadali słowa przysięgi małżeńskiej, istniały realne powody, dla których z jakichś przyczyn ich słowa były niemożliwe do zrealizowania, albo nie były wolne, albo nie były świadome. Tych powodów może być wiele. Ktoś może nie chcieć mieć dzieci i może nie chcieć ich już przed ślubem. Jeśli to zakłada, to znaczy, że nie zawiera małżeństwa katolickiego. W związku z tym jego małżeństwo jest nieważne, nawet jeżeli wszystko inne jest utrzymane. Może być jakiś przymus, może być tak, że któreś z nich jest skrajnie uzależnione od rodziców i nie jest w stanie się uwolnić. Ale badamy to, co się działo przed i w trakcie zawierania małżeństwa. Już samo to pokazuje, że procedura jest inna. Co więcej, formalnie osoba, której orzeczono nieważność małżeństwa, nie jest rozwodnikiem w znaczeniu kościelnym. Jest kimś, kto małżeństwa sakramentalnego nigdy nie zawarł.

Do powszechnej świadomości wszedł ten termin rozwodu; mówi się potocznie „rozwód kościelny”. Chciałam zwrócić uwagę na coś jeszcze. Internet nie zapomina, toteż szybko przypomniał słynne zdjęcie Jacka Kurskiego z żoną i z dziećmi na audiencji u papieża Jana Pawła II, z 21 listopada 1999 roku, gdzie sam Jacek Kurski pisał, że to „najważniejszy dzień w życiu naszej rodziny – błogosławieństwo Ojca świętego”. 24 lata trwania małżeństwa, troje dzieci. Można to wszystko wymazać gumką?

Jacek Kurski, decydując się na tak spektakularny ślub, sprawił, że dyskusja na ten temat stała się publiczną. Z mojej perspektywy to jest główny problem. Jeszcze raz powiem: nie wiem, jakie są powody orzeczenia nieważności jego pierwszego małżeństwa, nie znam dokumentacji. Ale mogę powiedzieć, że ostentacja, z jaką to zrobiono, jest źródłem zgorszenia i bardzo wielu pytań. Nie oczekuję, że ktoś będzie wyjaśniał, jak to możliwe, że takie orzeczenie zostało wydane. Nie oczekuję ze względu na szacunek dla osób, które są bezpośrednio zainteresowane, to znaczy dla pierwszej żony i jego dzieci, ale także ze względu na jego drugą żonę, jej pierwszego męża i ich dzieci. Zbyt wiele jest zainteresowanych osób, żebyśmy mieli się tym zajmować. To ich rani, to ich dotyka. Ale ostentacja, na jaką zdecydowali się państwo Kurscy, sprawia, że ludzie zadają te pytania. Jeśli ktoś decyduje się na to, żeby tak bardzo upublicznić w tak ważnym dla Polaków miejscu coś, co na pewno osobiście jest ważne, ale co jest również dowodem pewnej klęski jego poprzednich wyborów, to niestety musi się liczyć z tym, że to będzie dyskutowane.

Nie zastanawiał się Pan nad tym, po co Jacek Kurski zrobił to w tak ostentacyjny sposób?

Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Nie zastanawiałem się nad tym. Mam zasadę, że jeśli chodzi o błędy i grzechy, to zastanawiam się nad swoimi. W przypadku małżeństwa, moim zadaniem jest troszczyć się o moje, a nie o małżeństwo Jacka Kurskiego, więc nad faktem, dlaczego on to zrobił, w ogóle się nie zastanawiam. Jeśli było we mnie jakieś pytanie, to brzmiało: dlaczego władze kościelne zgodziły się na to, żeby ten ślub odbył się w tym miejscu? I dlaczego nikt, także z kościelnych przyjaciół Jacka Kurskiego, a nie mam wątpliwości, że wielu biskupów jest z nim zaprzyjaźnionych, nie powiedział mu, tak bardzo po przyjacielsku: „Dla siebie, dla twojej żony, dla twoich dzieci, zrób to w innym miejscu, po cichu, na spokojnie. Cieszymy się, że Kościół dał ci na to zgodę, ale nie rób tego spektaklu, bo to zaszkodzi tobie i twoim najbliższym”. I zaszkodzi, w dalszej perspektywie bardzo wielu małżeństwom, i wreszcie zaszkodzi Kościołowi. Życie osobiste Jacka Kurskiego i jego wybory to jego odpowiedzialność. Natomiast z naszej perspektywy to wydarzenie zostało upublicznione, tam byli fotografowie, rozumiem, że za zgodą małżonków. Zdjęcia poszły na cały świat. No i jest pytanie o skutki społeczne tego wydarzenia.

Jest też pytanie, czy Jacek Kurski jest katolikiem lepszego sortu?

Każdy ma możliwość złożenia dokumentów do sądu kościelnego i każdy może to zrobić. Czy każdy otrzyma orzeczenie o nieważności małżeństwa? Nie każdy. Nie mam żadnych dowodów na to, że przy tej sprawie zostały złamane jakieś reguły. Jeśli ktoś ma takie dowody, to powinien je przedstawić. Ale wątpię, że ktoś mógłby je mieć, dlatego podkreślę: proces przed sądem biskupim w takich sprawach jest, ze względu na dobro zainteresowanych, procesem tajnym.

Może warto przy tej okazji przypomnieć istotę sakramentu małżeństwa. Czym on jest dla Pana? Jak powinniśmy go rozumieć?

Nauczanie Kościoła jest proste; sakrament małżeństwa to zawarcie przymierza. Na wzór przymierza Boga z Izraelem, z Kościołem i z każdym z nas. Oznacza to, że małżeństwo jest nierozerwalne właśnie dlatego, że nierozerwalna jest miłość Boga do człowieka. Małżeństwo jest obrazem tej miłości. Drugą sprawą jest to, że tego przymierza, czyli sakramentu, udzielają sobie małżonkowie wzajemnie; ksiądz jest tylko świadkiem. To oznacza, że w tę nierozerwalną instytucję, nierozerwalne przymierze, wchodzi osoba trzecia. Tą osobą jest Bóg. To nie nasze ludzkie siły, aspiracje, ale Bóg jest gwarantem, że małżeństwo jest nierozerwalne. Rozerwać nie może go także nasz grzech. Pan Bóg daje możliwość przebaczenia i pójścia dalej. On jest tym, który może wskrzesić martwe małżeństwo, jeżeli tylko odwołamy się do mocy sakramentu. To bardzo istotny element nauczania Kościoła: tego, co Bóg związał, jeśli rzeczywiście sakrament był zawarty w sposób ważny, nikt na ziemi, nawet papież, rozwiązać nie może. Tylko śmierć może to małżeństwo rozdzielić. To ogromna odpowiedzialność, z której często narzeczeni, małżonkowie nie zdają sobie sprawy. I jest jeszcze jeden element: małżeństwo jest z perspektywy Kościoła ikoną życia Trójcy Świętej. Miłością Ojca do Syna jest Duch Święty. Z miłości mężczyzny i kobiety pojawiają się dzieci. Człowiek w ten sposób uczestniczy w akcie twórczym Pana Boga, współuczestniczy w tworzeniu kolejnych istot ludzkich. To jest sakrament absolutnie fundamentalny. Małżonkowie często sobie nie zdają sprawy z tego, że mają być ikoną życia Trójcy Świętej.

Na to właśnie chciałam zwrócić uwagę. Że o tym nie pamiętamy, nie myślimy.

To nie znaczy, że mamy być doskonali. To nie znaczy, że mamy się nie kłócić. To znaczy, że jesteśmy w nieustającej szkole przebaczenia. Przebaczania sobie nawzajem, także rzeczy, których po ludzku przebaczyć się nie da, które przebaczyć można tylko mocą Chrystusa i Ducha Świętego. Miłość można uzdrowić. Dlatego nawet źle zawarty sakrament małżeństwa z jakichś powodów, czy to niedojrzałości, czy uzależnienia od matki, czy dziesiątków innych powodów, jeśli małżonkowie tego chcą, mogą uzdrowić i do tego wcale nie jest potrzebny sąd kościelny. Wystarczy, że oni na nowo podejmą wysiłek obdarzenia się miłością w Chrystusie i przez Chrystusa, i pójdą do przodu. Znam takie małżeństwa.

Ja też.

Były już martwe, już małżonkowie mieszkali osobno. I wrócili do siebie. Czasami z powodu dzieci, czasami z innych, a czasami dlatego, że się głęboko nawrócili i Pan Bóg obdarzył ich nową miłością tak, jakby obdarzał ich nowym życiem. To jest siła tego sakramentu. Dlatego nie należy z niego żartować. Jest zasada miłosierdzia w Kościele, rozumiem tę zasadę, ale zakłada ona również pewną ostrożność w jej okazywaniu. Grzechem jest zarówno brak ufności w miłosierdzie, jak i tak zwane zuchwałe miłosierdzie, czyli przekonanie, że Pan Bóg tak bardzo mnie kocha, więc mogę robić co chcę, a on i tak mi wybaczy.

Wracając do Łagiewnik, jest tam obraz Jezusa Miłosiernego. Może więc nieprzypadkowo tam odbył się ten ślub.

Może. Pan Jezus Miłosierny na pewno na każdego z nas patrzy się z głęboką miłością. Ale pamiętajmy, że nasze czyny mają także wymiar społeczny. Dlatego z takimi pokazowymi historiami trzeba bardzo uważać, bo one mogą rodzić zgorszenie. I rodzą, nie tylko po stronie lewicy. Również wielu wyborców PiS-u, wielu katolików poczuło się zgorszonych. Po drugie ta sytuacja może rodzić wrażenie, że jakaś forma rozwodu istnieje. A po trzecie, może rodzić wrażenie, nawet niesłuszne, że w Kościele są równi i równiejsi. I to jest bardzo niebezpieczne dla Kościoła, ale też niebezpieczne dla osób, które w tym uczestniczą.

Czytaj także

Można odnieść wrażenie, że Kościół frymarczy sakramentami. Protestantyzm wziął się po pierwsze ze zgorszenia z powodu kupczenia przez Kościół odpustami. Pytanie, czy Kościołowi w Polsce może też grozić schizma, czy raczej grozi sekularyzacja?

Myślę, że schizma nie grozi. Grozi zgorszenie. To kolejny krok w procesie laicyzacji. Nawet jeśli ludzie nie mają racji, nawet jeśli wszystko było pod względem formalnym w porządku, to ta forma – i mówię tu o samej formie, a nie o treści – będzie kolejną cegiełką do muru wzmacniającego proces laicyzacji. Trzeba powiedzieć otwarcie, że jako Kościół myśmy już stracili młodzież. Ona w znaczącym stopniu jest już poza strukturami Kościoła. Jeśli chodzi o procentowe dane, to pokazują badania amerykańskie, że już w tej chwili Polska obok Japonii jest miejscem, gdzie młodzież się najszybciej laicyzuje; nigdzie więcej nie laicyzuje się szybciej. To jest fakt, z którym musimy się zmierzyć. Tego typu sytuacje, nawet jeśli nie powodują odejścia wierzących, a wierzących praktykujących w Polsce wcale nie ma 90 czy 80 procent, ale mamy ich od 35 do 40 procent, w zależności od badania. Tyle mamy tych, którzy rzeczywiście żyją życiem Kościoła. Tego typu wydarzenia uderzają w wiarę tych, którzy już praktykują mniej regularnie. A przecież wiemy, że bardzo wiele katolików się rozwodzi, wchodzi w ponowne związki, albo wchodzą w związki z osobami rozwiedzionymi. Ich czasem trudna relacja z Kościołem i z Panem Bogiem przez takie spektakle, takie wydarzenia medialne, jest osłabiana. Aż się chce zapytać naszych kochanych pasterzy, tych, którzy podjęli tę decyzję, czy tego nie rozumieją?

Być może nasi kochani pasterze wychodzą z założenia, że ludzie zawsze narzekali na Kościół, swojego proboszcza, ale w końcu przymykają na to oko.

To prawda, bardzo długo w Polsce mieliśmy ten model klerykalizmu, w którym ludzie narzekali na Kościół, ale do Kościoła chodzili. Tylko, że to się już zmieniło. Już tak nie jest. Trzeba uważnie obserwować dane. Jeżeli przyjrzymy się młodym ludziom, to istotą problemu nie jest to, że oni narzekają na Kościół. Nawet nie jest to, że odrzucają nauczanie Kościoła w jakichś swoich życiowych decyzjach. To było zawsze, bo ludzie są grzeszni. Istotą problemu jest to, że Kościół jest im do niczego niepotrzebny. Nie odpowiada na żadne ich pytania. Mają Kościół gdzieś. Czasem mimo dwudziestu kilku lat katechezy nie mają żadnego doświadczenia Kościoła i Pana Boga. Religijne potrzeby zniknęły, bo wiele z nich jest zaspokajane w inny sposób. Także przez konsumpcję.

Wydaje się, że pojawienie się na ślubie pana prezesa Kaczyńskiego, który bardzo akcentuje wagę rodziny, władzy nie zaszkodzi. Nie mylę się?

To nie jest słuszna koncepcja, moim zdaniem. Dlatego, że PiS już zobaczył, że w wyborach prezydenckich na Andrzeja Dudę zagłosowała jedna trzecia ludzi młodych, czyli tych, którzy podlegają przyspieszonej laicyzacji. Dwie trzecie zagłosowało na Rafała Trzaskowskiego. Ale nawet w pierwszej turze, która bardziej pokazuje pełny obraz, to prezydent Duda był dopiero na czwartym miejscu. Na podium znaleźli się Szymon Hołownia, Rafał Trzaskowski i Krzysztof Bosak. To oznacza, że młodzież katolicka albo zagłosowała na Krzysztofa Bosaka, albo na Szymona Hołownię. Młode pokolenia wchodzą na rynek polityczny coraz mocniej. Za trzy lata wejdzie kolejne, już bardzo mocno zlaicyzowane. Tego typu działania odbiją się więc nie tylko na Kościele. Odbiją się też na prawicy, która na razie deklaruje silne przywiązanie do wartości katolickich. Za tego typu działania, jak np. utrącenie kandydatury księdza Tadeusza, jak bezrefleksyjne lekceważenie wymiaru symbolicznego, także czynności publicznych, bo małżeństwo jest aktem publicznym, się płaci. W związku z tym myślę, że za to silne wzmocnienie układu ołtarza i tronu zapłaci przede wszystkim Kościół, ale do pewnego stopnia także rządząca prawica.

Lex Uber wchodzi w życie

Wideo

Materiał oryginalny: Tomasz Terlikowski: Za wzmocnienie układu ołtarza i tronu zapłaci przede wszystkim Kościół, ale także rządząca prawica - Polska Times

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

i
iustus

Panie Terlikowski, wyciaganie prywatnego zycia kogokolwiek na widok publiczny jest podloscia!

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3