Tomasz Wójtowicz obchodzi 60. urodziny: Życzenia dla mistrza (FOTO)

Kamil BalcerekZaktualizowano 
Był jednym z najlepszych siatkarzy na świecie. Zdobywał medale dla Polski, ale też grał w filmie, jeździł konno i prowadził restaurację. O 60 latach życia Tomasza Wójtowicza z jubilatem rozmawia Kamil Balcerek.

W niedzielę skończy Pan 60 lat. Czuje Pan ten wiek, czy to tylko liczba?Absolutnie nie czuje się 60-latkiem, ale czas szybko przeleciał. Wydaje mi się, że z każdym rokiem szybciej życie przemija. Jak sobie pomyślę, że w przyszłym roku będzie 40. rocznica zdobycia złotego medalu na mistrzostwach świata w Meksyku, to sobie uświadamiam, że trochę czasu już minęło. Wtedy miałem 21 lat...

60 lat to czas, w którym sporo się mogło wydarzyć. W Pana przypadku tak było, bo siatkówka była tematem przewodnim, ale nie jedynym w Pańskim życiu?Siatkówka zdominowała większość mojego życia. Nie mówię tylko o zawodowym uprawianiu tego sportu. Ojciec był siatkarzem i trenerem, mama także. Wychowałem się przy siatkówce, licząc lata już w czasie szkoły podstawowej. Chodziłem na treningi, które prowadził tata i miałem cały czas styczność z tym sportem.

W Pana życiu nie brakowało miłych i smutnych momentów. Co uważa Pan za największy sukces?To, że dotrwałem do 60. w jako takim zdrowiu (śmiech). Sukces sportowy to na pewno złoto olimpijskie. Nie mogę chyba powiedzieć, że był to jeden epizod, zdarzenie. Nie było tak, że skończyłem karierę sportową i moje życie nagle się zmieniło. Nie zacząłem chodzić w kapciach po domu i tylko czytać gazetę przed telewizorem. Cały czas coś się dzieje.

Jest Pan lublinianinem, ale pewnie niewiele osób w tym momencie pamięta, gdzie Pan się wychował, chodził do szkoły.Mieszkałem przy ul. Królewskiej 17, vis-a-vis katedry. Chodziłem do szkoły "piątki". Teraz mieści się tam pedagogika UMCS. Szkoła była na ul. Narutowicza, więc miałem blisko. Dodatkowo ojciec prowadził zajęcia z drużyną Motoru na Starymi Mieście, w budynku, w którym obecnie znajduje się Teatr Lalki i Aktora. Stasio Zalewski miał tam zajęcia bokserskie, a ojciec trenował siatkówkę. Właśnie tam miałem pierwszy kontakt z tą dyscypliną.

Od razu widziano w Panu wielkiego siatkarza. Wyróżniał się Pan na tle rówieśników wzrostem!W podstawówce nawet dwie dziewczyny były wyższe ode mnie (śmiech). Nie byłem od razu takim "drągalem". W szkole średniej już grałem w drugiej lidze w AZS MKS Lublin. Wyjeżdżałem na mecze ligowe i faktycznie dość wcześniej moja kariera eksplodowała. Gdy miałem 20 lat zostałem powołany do reprezentacji przez Huberta Wagnera. Wcześniej byłem w reprezentacji juniorów i zdobyliśmy srebrny medal ME. Później, przez lata te srebrne medale prześladowały mnie na ME.

Pierwszy wieki sukces to 1974 rok i złote mistrzostwa świata w Meksyku (ostatnie dla Polski). Później przyszedł rok 1976: medal MP z Avią Świdnik, złoty medali IO w Montrealu i wypadek samochodowy z udziałem kolegów z Avii, który przewrócił wszystko do góry nogami. To był chyba przełomowy rok w Pana życiu?Na pewno najwięcej się działo w tym roku. W 1976, już po IO w Montrealu, trener Wagner skończył pracę w reprezentacji i przeszedł do Legii Warszawa. Ja dostałem propozycję gry w jego drużynie. Zaczęło się od tego, że nie wyraziłem na to chęci. Chciałem dalej grać w Świdniku, gdzie ojciec był trenerem. Odmówiłem, więc zostałem powołany do wojska. Z jednej strony była euforia po złocie olimpijskim, a tu do wojska mnie wcielili. To był najłatwiejszy sposób na pozyskanie zawodnika. Ja się jednak uparłem, że nie idziemy do Legii, bo na siłę nie chciałem. I wtedy przydarzył się wypadek samochodowy. Całkiem rozleciały się plany tworzenia w Świdniku coraz mocniejszej drużyny. Wówczas też rozpadła się cała drużyna. To przyspieszyło decyzję o moim odejściu z Avii. Zaczęliśmy normalnie rozmawiać z Legią na jakich warunkach ja tam przejdę.

To był koniec siatkarskiej przygody z Lubelszczyzną. Później była Legia Warszawa i osiem lat we Włoszech. Wtedy wyjazd do zagranicznej ligi to było coś.To była największa forma wynagrodzenia. Wiadomo jakie były warunki w Polsce, tam się zarabiało w walucie twardej. Wtedy faktycznie zarobki były dużo lepsze niż w Polsce. Warunek był jednak jeden, aby sportowiec mógł wyjechać musiał mieć skończone 30 lat. Nie wszyscy tego doczekali, bo po pierwsze trzeba było dotrwać grając do tego wieku, po drugie ktoś musiał jeszcze ciebie chcieć. Teraz jeśli jesteś dobry, to nie ma problemu, wtedy tak nie było.
Gra we Włoszech to był kres kariery zawodowego siatkarza.W 1990 roku wróciłem do Warszawy. Później zakończenie kariery i pytanie co dalej robić. Mieszkałem w Zalesiu i tam znalazłem człowieka, z którym założyłem spółkę, handlowaliśmy materiałami. Przydały mi się kontakty we Włoszech, znajomość języka. I tak trafiłem do branży włókienniczej (śmiech).

Ze sportem Pan nie zerwał, uprawiał Pan jazdę konno.To była bardziej przyjemność, którą dzieliłem ze swoją córką.

Później wrócił Pan do Lublina.Zapadła decyzja, że wracamy do Lublina. To był chyba rok 1995. Nie miałem mieszkania w Lublinie, kupiłem dom pod miastem. Musiałem mieć stajnię dla koni.

Nie była to jednak ucieczka na wieś i spokojna emerytura.Później była restauracja "Piwnica pod Fortuną". Dzierżawiłem ją przez przez 7-8 lat. To była kompletna odmiana od tego, co do tej pory robiłem. Następnie przyszedł kolejny etap - zostałem komentatorem telewizyjnym.

Kiedy zgłosił się do Pana Polsat?To był rok 2005. Osiem lat już jestem na antenie Polsatu, zatoczyło się koło i wróciłem do siatkówki. Przez wcześniejsze lata miałem bardzo mały kontakt ze sportem, chciałem trochę od tego odpocząć.

W Pana życiu można wyszukać jeszcze kilka ciekawostek. Zagrał Pan w filmie "Zmruż oczy". Jak do tego doszło? W związku z moją posturą zagrałem ochroniarza. Był taki epizod ze Zbyszkiem Zama-chowskim. Film był kręcony na Suwalszczyźnie. Jak do tego doszło? Reżyser przyszedł do restauracji, a szukał osób do obsadzenia małych ról. Jak mnie zobaczył, stwierdził, że bym się nadawał. To była fajna zabawa. W filmie widać mnie kilka sekund, ale miałem możliwość zobaczyć z bliska jak się robi prawdziwe kino.

Był też krótki romans z polityką?To był krótki epizod i nie do końca przemyślany ruch.

To wszystko to już przeszłość, a jakie Pan ma plany na życie po sześćdziesiątce?Nastały fajne czasy dla siatkówki w Polsce. Mamy dobry zespół, więc na pewno moja przyszłość będzie związana z komentowaniem kolejnych meczów naszych drużyn.

Cały czas Pan czeka na kolejny złoty medal MŚ czy IO?Długo już czekamy, ale mam nadzieję, że w końcu to się uda. Są nadzieje, przecież w ciągu ostatnich paru lat zdobyliśmy kilka medali.

A czego można Panu życzyć na 60. urodziny?Zdrowia. Jeśli będzie zdrowie, o inne rzeczy będzie dużo łatwiej.

***
Tomasz Wójtowicz urodził się 22 września 1953 roku w Lublinie.
Jest uważany za jednego z najlepszych siatkarzy w historii tej dyscypliny w Polsce i na świecie. W latach 1968-1972 reprezentował barwy AZS i MKS Lublin, od 1972 do 1978 grał w Avii Świdnik, z którą w 1976 roku zdobył jedyny dla klubu brązowy medal mistrzostw Polski. Następnie grał w Legii Warszawa (1978-1983, dwa mistrzostwa Polski, wicemistrzostwo i dwa brązowe medale MP), Edilcuoghi Sassuolo (1983-1984), Santal Parma (1984-1986, zdobył z tym zespołem Klubowy Puchar Europy Siatkarzy), Granarolo Ferrara (1986-1987), Familia Citta di Castello (1987-1989). W reprezentacji Polski Tomasz Wójtowicz zagrał 325 razy, zdobywając z nią wiele tytułów. W 1974 roku wywalczył złoto MŚ w Meksyku, rok później srebro na ME w Belgradzie. W 1976 roku zdobył złoty medal IO w Montrealu, a następnie trzy srebra na ME: w 1977 w Helsinkach, w 1979 w Paryżu i w 1983 w Berlinie. Tomasz Wójtowicz jako jedyny Polak został nominowany do grona najlepszych "8" siatkarzy świata i amerykańskiej galerii siatkarskich sław "Volleyball Hall of Fame". Wielokrotnie był wybierany na najlepszego sportowca Lubelszczyzny i najlepszego siatkarza w Polsce.

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 7

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

S
Sympatyk siatkówki

Wielka szkoda, że Tomasz Wójtowicz po zakończeniu kariery nie zrobił nic dla lubelskiej siatkówki. Samo nazwisko mogło przyciągnąć nowych adeptów, a władze miasta spojrzałyby innym okiem na tą dyscyplinę. Dlatego siatkówki nie mamy w naszym mieście, które foruje koszykówkę. Ale najważniejsza jest kasa w Polsacie, a żenujące wypowiedzi nie przeszkadzają nabijaniu kabzy. Jeszcze odniosę się do wypowiedzi o trenerach. Pamiętamy, że ojciec nie we wszystkich meczach prowadził zespół Avii!!! Dlaczego? !!

s
stary kibic

Cieszę się, że mój komentarz znalazł tak duży oddźwięk wśród sympatyków siatkówki w Lublinie.
Nie jest to pierwszy przypadek pomijania wkładu pracy trenera. Warto przypomnieć, że na benefis Wójtowicza i Łasko, nie był zaproszony trener Jerzy Welcz, który z tego co wiem mieszka obok hali Globus. Podczas tej imprezy nie padło nawet z ust naszych mistrzów ani organizatorów nazwisko bez wątpienia najlepszego lubelskiego trenera Jerzego Welcza. Starzy kibice dobrze pamiętają ile ci siatkarze zawdzięczają temu właśnie trenerowi.
Potwierdza się porzekadło, że Murzyn zrobił swoje.......

o
obserwtor

Prawda ! to własnie jest prawda i dziwię sie ,że nasi tzw.dziennikarze sportowi nie przypominają o tym Szanownemu Jubilatowi...po Wagnerze kadrę krótko, ale jednak prowadził też Jerzy Welcz...może ktoś w koncu panu Tomkowi odświeży pamiec...

L
LUBELAK

Nasz Jubilat ma wybiórczą pamiec....jego ojciec byl trenerem na poziomie...powiedzmy lubelskiej siatkowki;a najwiecej pan tomasz zawdziecza Welczowi,ktory pociągnął go do kadry, bedąc asystentem Wagnera...małośc,wielka małośc pana Tomasza wychodzi...,bo przecież są ludzie ,którzy dobrze pamietają tamte czasy...i historii nie da sie zamazac....

k
kibic

masz racje;on ZAWSZE zapomina o Welczu a przecież tyle mu zawdziecza! widocznie ma jakąś zadrę ...i tu wychodzi małośc wysokiego-jedynie wzrostem-człowieka....

s
stary kibic

W tym dość długim wywiadzie Tomaszowi Wójtowiczowi "umknęła drobna sprawa". Myślę że zapomniał iż wiele zawdzięcza trenerowi Jerzemu Welczowi, który prowadził go jako juniora, następnie w Avii wspólnie z jego ojcem, później jako drugiego trenera na pamiętnych Igrzyskach Olimpijskich w Montrealu (mistrzostwo) oraz I trenera na Mistrzostwach Europy w Finlandii (wicemistrzostwo).
No cóż, drobne epizody o których można zapomnieć.

1

Zdrowia Panie Tomku!!!

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3