reklama

Trener wulkan, dla którego 15 sekund to niemal wieczność

Waldemar GabisZaktualizowano 
"Trzeba zapier..., jak chce się coś osiągnąć" i "Nieważne, z kim grasz" - to dewizy Bogdana Wenty, człowieka, dzięki któremu wielu Polaków przypomniało sobie, że ktoś w ogóle gra u nas w piłkę ręczną.

Chłopaki mają wielkie jaja - to słowa wypowiedziane we wtorek po wygranym w wielkich bólach spotkaniu z Czechami, które zagwarantowało naszym piłkarzom ręcznym grę o medale mistrzostw Europy w Austrii. - Do d..., po prostu do d... Trzeba powiedzieć krótko - tak z kolei Bogdan Wenta podsumował występ swoich podopiecznych dwa dni później, gdy przegrali wyraźnie z Francuzami.
Wenta, przed laty świetny zawodnik, od końca 2004 roku selekcjoner polskiej reprezentacji, wali prosto z mostu. Zawsze taki był. Emocjonalny i zaangażowany. I zawsze chciał wygrywać. Jako piłkarzowi ręcznemu nie wszystko mu się udało, choć i tak osiągnął bardzo dużo. Jako trener już zapisał się w historii polskiego szczypiorniaka.

Jak Boniek czy Dudek

W Polsce było przynajmniej kilku wybitnych piłkarzy ręcznych. Andrzej Szymczak, Jerzy Klempel, Zygfryd Kuchta, Marek Panas czy Daniel Waszkiewicz grali na przełomie lat 70. i 80. ubiegłego wieku. To oni byli autorami naszych największych sukcesów w tym sporcie: brązowych medali olimpijskich w 1976 roku i mistrzostw świata sześć lat później. Urodzony w 1961 r. w podgdańskim Szpęgawsku Wenta był od nich o kilka, nawet kilkanaście lat młodszy i siłą rzeczy stał się tylko biernym obserwatorem tamtych turniejów. Później miał pecha.

- W 1984 roku grałem w kadrze w pierwszej siódemce, ale kilku facetów w czerwonych garniturach zdecydowało, że nie pojedziemy na olimpiadę do Los Angeles. A przed Seulem [1988 r. - red.] przegraliśmy decydujące mecze z ZSRR - wspomina Wenta, którego największym marzeniem był przez lata właśnie start w igrzyskach olimpijskich. W końcu je spełnił, i to jeszcze jako zawodnik. Ale po kolei.
Cała kariera Wenty w Polsce była związana z Wybrzeżem Gdańsk, którego był wychowankiem. W zespole seniorów zadebiutował w 1978 r., w meczu przeciwko Grunwaldowi Poznań. Pięć razy z rzędu zdobywał mistrzostwo Polski (sezony 1984 -1988), dwukrotnie grał też w finale Pucharu Europy (w 1986 r. z Metaloplastice Sabac, w 1987 r. z SKA Mińsk).

Po upadku muru berlińskiego wyjechał za granicę i zrobił karierę porównywalną w naszym kraju z futbolowymi osiągnięciami Zbigniewa Bońka czy Jerzego Dudka. Grał w hiszpańskich Bidasoa Irún i Barcelonie. Ostatnie lata na parkiecie spędził w niemieckich TuS Nettelstedt Lubeka i SG Flensburg-Handewitt.

Przeciw Polsce mówi "nie"

Trzykrotnie wywalczył Puchar Hiszpanii (1991, 1993 i 1994), a raz Superpuchar tego kraju (1994). Siedem razy wystąpił w meczach finałowych europejskich pucharów (rekord polskich sportowców w grach zespołowych), cztery z nich wygrał: Puchar Zdobywców Pucharów z Barceloną w 1994 i 1995 r. oraz Puchar Miast z TuS Nettelstedt Lubeka w 1997 i 1998 r.

Karierę zawodniczą zakończył w 2000 roku startem w wymarzonych igrzyskach olimpijskich. W Sydney reprezentował jednak barwy... Niemiec. Cztery lata wcześniej przyjął tamtejsze obywatelstwo, co nad Wisłą odebrano jako zdradę.

- Cały czas grałem, ale w Polsce nikt się mną nie interesował, nikt nie chciał mnie powoływać do reprezentacji. Niemcy wprost przeciwnie. Chcieli mnie, choć miałem 39 lat. Od razu jednak zaznaczyłem, że nigdy nie zagram przeciwko Polsce - wspominał Wenta. - Gdy przed meczem grano niemiecki hymn, ja pod nosem śpiewałem sobie "Mazurka Dąbrowskiego". Fantastycznie zachował się sponsor niemieckiej reprezentacji, który przekazał wszystkim zawodnikom koszulki narodowe. Ja dostałem biało-czerwoną, z białym orzełkiem na piersi - dodał.

Z reprezentacją Niemiec zdobył brązowy medal mistrzostw Europy (1998 ), na mistrzostwach świata (1999) i igrzyskach olimpijskich (2000) był piąty.

Bogdan, zamknij mordę

Gdy był jeszcze zawodnikiem, wymyślił sobie, że w przyszłości będzie trenerem reprezentacji Polski. Drugim. Pierwszym miał być przyjaciel z boiska i gdańskiego wybrzeża Daniel Waszkiewicz. Stało się jednak inaczej.

Pod koniec 2004 roku Związek Piłki Ręcznej w Polsce ogłosił konkurs na selekcjonera polskiej kadry narodowej. Wenta o to stanowisko rywalizował z Bogdanem Kowalczykiem, który trenerem kadry był kilkanaście lat wcześniej. Tym samym, który wówczas nie powoływał "Wentyla" (boiskowy pseudonim Wenty) do reprezentacji.

Wygrał, a pierwszą decyzją, jaką podjął, było zaproszenie do współpracy Waszkiewicza. - A kogo miałem wybrać? To była pierwsza rzecz po wyborze, której byłem pewien - przypominał Wenta tuż po zdobyciu przez Polaków tytułu wicemistrza świata w 2007 r. Obaj znakomicie ze sobą współpracują, tak jak kiedyś na boisku. Wenta to wulkan energii, Waszkiewicz bardziej rozważny, często tonuje kolegę.

- Mówi mi: Bogdan, zamknij mo_rdę, bo sędziowie zaraz będą przeciwko nam gwizdać - śmiał się Wenta, przypominając jedną z boiskowych dyskusji. - Dobrze, że mam przy sobie Daniela. Uspokaja mnie, kiedy trzeba.

Waszkiewicz był rozgrywającym. Na pierwszy rzut oka nazbyt flegmatyczny, ale gdy trzeba było, to natychmiast przyspieszał. Fantastycznie rzucał i podawał. Na boisku widział wszystko, potrafił przewidywać ruchy rywali. To on rok temu podczas słynnej końcówki meczu z Norwegami, którego stawką był półfinał mistrzostw świata, przewidział, co się wydarzy. - Wycofają bramkarza - rzucił tylko podczas przerwy w grze.

Dopiero po tych słowach z ust Wenty padło słynne: "Mamy 15 sekund do końca. Mamy dużo czasu". Co było dalej, wszyscy pamiętamy. Strata piłki przez Norwegów, rzut Artura Siódmiaka i najbardziej niezwykłe zwycięstwo polskich piłkarzy ręcznych w historii.
Ciężka robota

Wenta po wyborze na selekcjonera od razu zabrał się ostro do pracy. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Najpierw nasza kadra wygrała niespodziewanie eliminacje mistrzostw Europy z faworyzowanymi Szwedami. Na europejskim championacie w 2006 r. Polacy jeszcze niczego wielkiego nie osiągnęli (dziesiąte miejsce). Zapatrzeni w trenera zawodnicy uwierzyli jednak w swoje umiejętności.

- Pod względem taktyczno-technicznym w większości są to ukształtowani gracze. Wielkie rezerwy tkwią w psychice - mówił wówczas Wenta o swoich podopiecznych. Najbardziej utytułowany polski piłkarz ręczny w historii potrafił dotrzeć do swoich następców.

Stworzył monolit, który zadziwił wszystkich podczas mistrzostw świata rok później. Polska grała odważnie i co ważniejsze, skutecznie. W pamięci kibiców najbardziej utkwił zwycięski (po dwóch dogrywkach) półfinał z Danią.

Piłka ręczna królowała w naszym kraju. Przed telewizorami zasiadały miliony telewidzów, a popularność Adama Małysza była poważnie zagrożona. Na finałowy mecz z gospodarzami turnieju Niemcami wybrał się nawet prezydent Lech Kaczyński, który nie słynie z prosportowych sympatii. Skończyło się na srebrnym medalu...


Przegrany manewr

Który miał być dopiero początkiem wielkiej polskiej piłki ręcznej. - Tak to widzę. Na początku przyszłego roku odbędą się mistrzostwa Europy, na których zamierzamy znów powalczyć o czołowe miejsca - mówił Wenta po powrocie do Polski. Złoty medal ME dawał biało-czerwonym bezpośredni awans na igrzyska olimpijskie w Pekinie w 2008 r. Marcin Lijewski, Mariusz Jurasik, Sławomir Szmal czy Karol Bielecki czuli się mocni jak nigdy wcześniej.

Mieli ku temu podstawy. Grali w Bundeslidze - najlepszej w tym sporcie lidze świata (grają zresztą do dziś, poza Jurasikiem, który jest skrzyd_łowym Vive Kielce), byli wicemistrzami świata. - Jedziemy po złoto - zapowiadali. Wenta się wściekł. Według niego takie publiczne deklaracje są niepotrzebne.

- Sami nadmuchali ten balon - mówił, gdy wrócili z turnieju z zaledwie siódmym miejscem.
Była porażka i rozczarowanie. Awans do Pekinu biało-czerwoni uzyskali dopiero w turnieju kwalifikacyjnym, w którym znów zagrali porywająco. W stolicy Chin prezentowali się dobrze, nawet bardzo dobrze. Ale potem błąd popełnił Wenta. Polacy w ćwierćfinale mogli trafić na Rosjan lub Islandczyków.

Trener chciał uniknąć "Ruskich", dlatego w meczu z Francją, który decydował o miejscu w grupie, jego zespół tylko zremisował, choć był bardzo bliski zwycięstwa. Popularne powiedzenie mówi, że niewykorzystane okazje się mszczą, i tak było właśnie tym razem, bo Wenta swoim manewrem przegrał. Islandia była za silna, dotarła aż do finału. A Rosjanie? Spraliśmy ich w meczu o piąte miejsce.

Polska kadra stała się drużyną, w której nie ma - może poza Szmalem - ludzi niezastąpionych. Pokazały to mistrzostwa świata przed rokiem. Zabrakło Grzegorza Tkaczyka, niekwestionowanego lidera i rozgrywającego nr 1. Maruderzy przepowiadali krach. Początek rzeczywiście był fatalny, bo biało-czerwoni do drugiej fazy przeszli z zerowym kontem punktowym. Potem zdobyli brązowy medal.

Po meczu na piwo

W tym roku w Austrii liderzy nieco zawodzą. Ale są inni, jak Krzysztof Lijewski czy Michał Jurecki, świetnie przyjęli się też w zespole Bartłomiej Jaszka i Tomasz Rosiński.

Wenta jest ekspresyjny i wybuchowy, ale też szczery i sprawiedliwy. Gdy Patryk Kuchczyński przestrzelił w meczu z Francuzami w dogodnej sytuacji, trener nie zostawił na nim suchej nitki. Gdy wychodzili na drugą połowę, obejmował czule zawodnika i głaskał po głowie.

"Trzeba zapier…, jak chce się coś osiągnąć" i "Nieważne z kim grasz" - to dewizy Wenty.
Świętowanie? Trener pozwala na wypicie piwa czy dwóch. Ale tylko po dobrze wykonanej robocie. Rok temu, tuż po zdobyciu medalu MŚ, Wenta był widziany późnym wieczorem w hotelowym barze razem z kilkoma zawodnikami. Pili piwo.

- Jest czas na zapie... i świętowanie - wyznaje najbardziej charyzmatyczny polski trener.
W niedzielę w Wiedniu też pe_wnie posiedzi z piłkarzami w barze. Może nawet zatańczą walca? Finałowy triumf z Francją lub Islandią byłby świetną ku temu okazją.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Materiał oryginalny: Trener wulkan, dla którego 15 sekund to niemal wieczność - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3