„Udało mi się uniknąć respiratora”. Lubelski lekarz o zakażeniu koronawirusem

Gabriela Bogaczyk
Gabriela Bogaczyk
lek. Tomasz Zieliński, prezes Lubelskiego Związku Lekarzy Rodzinnych-Pracodawców
lek. Tomasz Zieliński, prezes Lubelskiego Związku Lekarzy Rodzinnych-Pracodawców archiwum
- Niestety obserwuję, że coraz więcej osób unika albo zwleka z kontaktem z lekarzem, obawiając się kwarantanny, wizyt policji czy zmniejszenia wynagrodzenia w tym czasie. Dlatego też trafiają do szpitali zakaźnych z opóźnieniem, mając już naprawdę poważne objawy COVID-19 - zwraca uwagę lek. Tomasz Zieliński, który sam właśnie przeszedł zakażenie koronawirusem.

Coś słyszę chrypkę w pana głosie. Pan przed czy po koronawirusie?
Muszę powiedzieć, że na szczęście już po. „Na szczęście”, bo nie było to lekkie doświadczenie. Miałem śródmiąższowe zapalenie płuc, trafiłem do szpitala, 10 dni przebywałem pod tlenem. Zaczęło się od tego, że miałem kaszel, gorączkę i bardzo złe samopoczucie. Zamiast polepszenia stanu zdrowia, pogarszał się. Monitorowałem saturację w domu za pomocą swojego pulsoksymetru. Gdy zaczęło się pogarszać, zgłosiłem się do szpitala. Potrzebowałem tlenoterapii, miałem też podawane osocze. Minęło kilka tygodni leczenia, jest coraz lepiej, powoli będę wracać do normalnej pracy, chociaż nie nastąpił pełny powrót do zdrowia.

Bał się pan trochę?
Raczej nie. Jako lekarz starałem się postępować zgodnie z zasadami, aby nie zwlekać z reakcją i trafić na leczenie, gdy jest ku temu odpowiednia pora. Dzięki temu wydaje mi się, że przechorowałem Covid dosyć spokojnie, na tyle jak się da oczywiście. Co prawda lekko choroby nie przeszedłem, ale leczenie okazało się na tyle skuteczne, że udało mi się uniknąć respiratora. To bardzo ważne, żeby nie bagatelizować objawów i w porę zgłosić się do przychodni. Niestety obserwuję, że coraz więcej osób unika albo zwleka z kontaktem z lekarzem, obawiając się kwarantanny, wizyt policji czy zmniejszenia wynagrodzenia w tym czasie. Dlatego też więcej osób trafia do szpitali zakaźnych z opóźnieniem, mając już naprawdę poważne objawy COVID-19.

Jak się pan zaraził?
Najprawdopodobniej źródłem zakażenia była szkoła mojego dziecka. Kiedy dzieci teraz nie chodzą do szkoły, to widzimy spadek ilości zakażeń. Z punktu widzenia epidemiologicznego im mniej kontaktów międzyludzkich tym bezpieczniej. Oczywiście ma to swoje skutki gospodarcze, społeczne, daje problemy psychologiczne. Musimy cały czas ważyć, co ma większą wartość.

Co lekarzowi „daje” przechorowanie koronawirusa?
Na pewno pomogło mi to w warstwie poznawczej. Jestem teraz bardziej w stanie wychwycić pewne dziwne objawy przy tej infekcji. Pacjenci zgłaszają czasem nietypowe dolegliwości. To są np. takie trudne do opisania dolegliwości bólowe mięśni, stawów, a nawet skóry. Nie mają one typowego charakteru dla znanych większości z nas objawów, a powodują dziwne samopoczucie przy zakażeniu. Ja też to przeżyłem, więc trochę łatwiej będzie mi zrozumieć niektórych pacjentów. Można powiedzieć, że poszerzyłem swoją wiedzę z literatury i doniesień o praktykę. Okres rekonwalescencji uzmysłowił mi, że jest ogromna ilość możliwych powikłań po przejściu zakażenia i coś należy z tym zrobić. Chciałbym, aby lekarze rodzinni zaangażowali się w monitorowanie stanu zdrowia pacjentów po Covidzie. Aby sprawdzali, czy pacjent ma jakieś dolegliwości, a jak trzeba to zlecili dodatkowe badania czy konsultacje. W gronie lekarzy rodzinnych i innych specjalistów zastanawiamy się, jak to teraz zorganizować.

Jak się pan teraz czuje?
Zdarza się, że trudno wziąć mi wdech. Ale to konsekwencje przebytego zapalenia płuc. To nie jest tak, że od momentu ogłoszenia człowieka ozdrowieńcem on jest od razu zdrowy. Skutki zakażenia można odczuwać dużo dłużej. Mam kolegów, którzy po sześciu tygodniach od wyleczenia nadal miewają duszność. W badaniach niby wszystko wychodzi w porządku, a co kilka dni pojawiają się napady duszności. Z kolei inny kolega lekarz wrócił do pracy w szpitalu, ale mówi, że po dyżurze jest nie do życia. Jest tak padnięty, że najchętniej zrezygnowałby z dyżurów, ale nie może, bo inni lekarze chorują. Słyszę od ludzi, że po przechorowaniu koronawirusa wejście po schodach może być wyczynem, bo człowiek szybciej się męczy. Co prawda dużo już wiemy o koronawirusie, ale jeszcze więcej nie wiemy. Minął za krótki czas, żeby mieć pełen obraz choroby i jej dalekosiężnych skutków. Cieszę się, że powstają w Polsce pierwsze ośrodki rekonwalescencji dla osób po przebytym Covid-19, bo na pewno będzie coraz większa taka potrzeba.

Rząd obiecuje wspomóc psychiatrię dziecięcą

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie