Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Umrzeć, żeby przeżyć. Tegoroczne święta nabrały tragicznego wymiaru

Aleksandra Zińczuk
Tegoroczne święta - szczególnie obchodzone aktualnie w obrządku wschodnim - nabrały tragicznego wymiaru. Bo Ukraińcom przyszło świętować każdy przeżyty dzień w schronach i okopach. Doczekać się wybawienia nie mogą, więc sami stanęli na drodze do zwycięstwa. Jednak droga przez Golgotę do prostych nie należy.

Wszystkie czasy i narody mają swoje proroctwa. Dla polskiego czytelnika widzenie z III części „Dziadów” wypełnia się dziś coraz wyraźniej: Ukraina Chrystusem narodów. Ta męka w działaniach wojennych koncentruje się teraz na wschodzie Ukrainy. Tam się zaczęła i na Donbasie świat spodziewa się jej rozstrzygnięcia. „Ale przecież: nas wszystkich, bardziej interesuje nie początek, lecz koniec. A koniec jest taki, że żyję” - zaczyna swoją opowieść Tamara Duda. Jej „Córeczka” to nowość wydawnicza Kolegium Europy Wschodniej, która została przełożona z języka ukraińskiego przez znakomitego tłumacza Marcina Gaczkowskiego.

Historia dzieje się na Donbasie przed wojną i w jej trakcie. Milionom Ukraińcom przyszło oswajać się z proroctwem autorki wskazującej konsekwencje wyboru - kiedy wyborem nie jest ucieczka, dajmy na to, do Antwerpii. Ponieważ jeśli nie uciekniesz „będziesz musiała się zmienić. Umrzeć, by przeżyć. Twój dom spłonął. I twój samochód. Spaliła się kolekcja dzwoneczków z porcelany i biblioteka. (...) Pogódź się z gwałtem na sobie jak z każdą inną torturą, nabierz dystansu. Hartuj ciało i bądź czujna. Żeby przeżyć, będziesz jadła ziemię. I ziemią nakarmisz innych.”

Powieść ta przypomniała mi pobyt w Doniecku i Donbasie, o których próbując opowiadać kilka lat temu czy to Polakom, czy to zachodnim sąsiadom, człowiek narażał się na kwaśne miny albo monotonną mantrę o separatystach. Wracałam stamtąd jednym z ostatnich lotów donieckiego lotniska - tak bohatersko bronionego przez ukraińską armię - zastanawiając się, czy po Europmajdanie Moskwa dąży do podziału Ukrainy, czy przejęcia jej wschodnich terenów, czy jeszcze kiedykolwiek zobaczę te krajobrazy niczym z teledysków Wiktora Coja, czy poczuję smak słodkiego syropu ze światogorskich modrzewiowych szyszek i czy niespodziewanie rzucone mi w twarz przepowiednie napotkanej błękitnookiej mniszki kiedyś się urzeczywistnią. I zaczęło się.

Donieck i Donbas pamiętam przede wszystkim jako rodzinne miejsca Marynki, Loni, Jurija, Miszy, Galinki, Sergieja, Maksyma, Wowy. Możecie poznać ten świat, opisany z humorem oraz ironią przez Tamarę Dudę. Pisarka odwiedziła ten region jedyny raz przed wojną, ale znalazła tam wszystko, stwierdzając, że „Donbas to punkt zerowy, miejsce mocy, w którym wybrzmiały najważniejsze pytania (…) tam ukryto najważniejsze odpowiedzi. Tam, gdzie wszystko się zaczęło, wszystko znajdzie swój koniec, kiedy historia zatoczy kolejny krąg”. Powieść opowiada o własnej wojnie podjazdowej młodej kobiety. Ale też o upokorzeniu, z jakim wkroczyli w tę wojnę zwykli ludzie. O nieporadności ginących mężczyzn, nieprzygotowanych na front. O wstydzie, politycznych liderach jak car Dobasu - Achmetow, o noszonych na ulicach wstążkach Świętego Jerzego na znak prorosyjskości. O przewidywaniach przemiany rodzimego krajobrazu w gruzy widziane w kadrach z Groznego, po wojnie czeczeńskiej. O ucieczce z jedną walizką, sposobach ratowania życia innych, wolontariacie i odbijaniu jeńców.

W tym wszystkim czytelnik zastanawia się, jak ta wojna przybliżyła nas do fenomenu zmartwychwstania: trzeba pozbyć się własnego „ja”, niejako umrzeć, pogrzebać swój stary, zapoznany świat, bo może to jedyna możliwość, aby przeżyć. Swego rodzaju ostateczne przebudzenie poprzez śmierć genialnie zapisał w literaturze Jorge Luis Borges.

Ekstremalne sytuacje, do których należy wojna, stanowią okazję, kiedy można poznać swoje nowe oblicze, rozpoznać swoje instynkty, których istnienia dotąd nie przypuszczaliśmy. Nikt z nas w tej sprawie nie może dostatecznie niczego oszacować. Chciałoby się, żeby instynkt życia zwyciężał. Lecz istnieją też zbiorowe instynkty, o których społeczeństwa się nie podejrzewają. I pewna zasada: w pojedynkę niewiele możemy. Poza tym przeżyć to jedno, lecz jakie będzie życie po przeżyciu traumy? Trudno odpowiedzieć - tak, jak posługiwać się językiem miłości, a tego autorka „Córeczki” akurat dowodzi. Czytam z niedowierzaniem, ale nadzieją: „Córeczko, idź do ludzi. Zawsze, kiedy jest ciężko, idź do ludzi, ludzie pomogą”. Na te święta trwającej Paschy pożyczmy Ukrainie, i sobie, jeszcze tych dobrych ludzi.

od 7 lat
Wideo

Tadeusz Płużański - Dlaczego warto pielęgnować pamięć o wyklętych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na kurierlubelski.pl Kurier Lubelski