Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w anegdocie

Redakcja
Rysunek Józefa Tarłowskiego. Źródło:  "Ludzie i architektura Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie w grafice Józefa Tarłowskiego". Zebrał  i opracował  Roman Tokarczyk, Lublin 2012.
Rysunek Józefa Tarłowskiego. Źródło: "Ludzie i architektura Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie w grafice Józefa Tarłowskiego". Zebrał i opracował Roman Tokarczyk, Lublin 2012.
Udostępnij:
Anegdoty, anegdoty. Przeszły do historii uczelni, Lublina, a może nawet kraju.

Metoda dialektyczna

Rozmach i rezultaty prowadzonej przez rektora UMCS Grzegorza Leopolda Seidlera rozbudowy miasteczka akademickiego budziły niemałą zawiść i pytania innych rektorów. W czasie ich zjazdu w Lublinie zadano profesorowi Seidlerowi pytanie, jaką metodę stosuje, że ma tak doskonałe wyniki. Odpowiedź Seidlera brzmiała:

- Metodę dialektyczną: w sprawie budowy miasteczka akademickiego do jednych udaję się z czapką (w domyśle "z prośbą", "z czapką w ręku"), do innych zaś z papką (w domyśle "z prezentem"). Problem jedynie, by nie pomylić - z czym do kogo!

Najnowsze książki UMCS

W dwa lata po utworzeniu w 1944 r. UMCS jego rektor, prof. Henryk Raabe, z dumą mówił na posiedzeniu senatu o "najświeższych" książkach, które wzbogaciły zbiory biblioteki uniwersytetu:

- Mamy już książki opublikowane w 1905 r. - oświadczył!

Co tydzień

Pod koniec lat 50. XX w. nastąpił frontalny atak senatu UMCS na dojeżdżających profesorów. Postanowiono, iż muszą odbywać zajęcia co tydzień. Profesor Antoni Gurnicz, wykładowca ekonomii politycznej oświadczył, że z ochotą podporządkuje się temu słusznemu ustaleniu. Odtąd przyjeżdżał do Lublina w piątki, jak zwykle co dwa tygodnie, tylko że odbywał zajęcia w soboty i poniedziałki. W ten sposób odnotowywał swój cotygodniowy pobyt w Lublinie.

Nauka w służbie ludu

Profesor Narcyz Łubnicki, logik i filozof z UMCS, nie mógł przecisnąć się przez wnętrze autobusu, gdyż jakaś kobiecina ustawiła w przejściu tobołki. Łubnicki bardzo rzeczowo objaśnił jej, że racjonalne byłoby ułożenie tobołków jeden na drugim, gdyż uwolni to pewną przestrzeń w przejściu.

- Co mi pan gadasz - odrzekła pouczana - też mi się filozof znalazł!

Niewłaściwy adres

Profesor Janusz Domaniewski, zoolog, pierwszy dziekan Wydziału Rolnego UMCS, nosił długą, siwą brodę i miał bujną czuprynę. Ubierał się nie tylko skromnie, ale często też dziwacznie. Chodząc z plecakiem, wyglądał jakby miał już 80 lat, chociaż liczył sobie wówczas 53 lata. Kiedyś, wchodząc do budynku Gimnazjum im. Stanisława Staszica, gdzie mieścił się wtedy dziekanat, usłyszał od woźnego:

- Dziadku, tu nic nie dostaniecie, tu jest szkoła!

Niezwykły obyczaj

Emerytowany profesor Tadeusz Margul, religioznawca z UMCS, miał niezwykły obyczaj pedagogiczny. Ilekroć kończył jazdę pociągiem, a ten dojechał punktualnie, profesor udawał się do kabiny maszynisty i osobiście gratulował mu jazdy zgodnie z rozkładem. Kiedyś widziano, jak odczepiona lokomotywa już ruszyła po torach, ale profesor Margul zdążył jeszcze dobiec i złożyć tradycyjne gratulacje. Z kabiny dobiegło:

- A co! Prawie jak Japonia!

Pensja profesorska

Pewnego razu w kwesturze UMCS wypłacono profesorowi Juliuszowi Willaume omyłkowo kwotę kilkakrotnie wyższą niż wynosiła pensja profesorska. Gdy wykryto niedobór w kasie - cała ekipa szukała, gdzie się mogła zapodziać brakująca suma. Po długich poszukiwaniach, na kopercie z nazwiskiem profesora Willaume odkryto, że był tam "przesunięty przecinek". Gdy zjawiono się w mieszkaniu profesora, ów układał właśnie na stole "pasjansa" z zainkasowanych banknotów. Pieniądze oddał z komentarzem:

- Spójrzcie państwo: tyle powinien zarabiać miesięcznie profesor UMCS ile mam w ręku.

Porządne rodziny

Na posiedzeniach rady Wydziału Ekonomicznego UMCS profesor Henryk Chołaj zwracał się do profesora Pawła Czartoryskiego:

- Jak słusznie zaznaczył pan profesor Poniatowski…

Zakłopotany profesor Czartoryski zawsze cierpliwie poprawiał:

- Czartoryski, panie profesorze, Czartoryski, a Poniatowski to mój krewny.

Profesor Chołaj wówczas mówił:

- Ależ panie profesorze, Poniatowscy to także porządna rodzina.

Pożyteczny lapsus

Profesor A. Wondrasch, kierownik Katedry Chemii Rolnej UMCS, później lubelskiej WSR i AR, był człowiekiem wysokiej kultury, niekoniunkturalnym, nieśmiałym, nie lubił publicznych wystąpień. Pochodził ze Lwowa. W czasie jednego z posiedzeń Związku Nauczycielstwa Polskiego UMCS w końcu lat 40. XX w. poproszono go nieoczekiwanie, jako wiceprzewodniczącego, o otwarcie posiedzenia. Tak go to jednak speszyło, że otwierając zebranie, powiedział:

- Otwieram zebranie pracowników Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie.

Dzięki temu lapsusowi dano mu na wiele lat spokój i nie zachęcano do publicznych wystąpień.

Przekonujące wyjaśnienie

Docent Jan Gurba, archeolog, człowiek z dużym poczuciem humoru, opowiadał o zabawnym wydarzeniu z początków swej pracy w UMCS. W dzień po otrzymaniu legitymacji służbowej jechał do Warszawy. W czasie kontroli wręczył konduktorowi bilet z legitymacją. Ten, przez chwilę bacznie się przyglądając, zapytał:

- A co to jest ten "mgr" przy pańskim nazwisku?

- Margrabia - odrzekł z powagą Jan Gurba.

Przystanek Lipowa

Wracając wspólnym autokarem z zajęć w Punkcie Konsultacyjnym w Zamościu, pracownicy naukowi UMCS byli rozwożeni do domów, rozrzuconych w różnych punktach Lublina. Kierowca zapytywał:

- Gdzie państwo wysiadają?

- Ja przy cmentarzu na Lipowej - zadeklarował profesor Eligiusz Złotkiewicz.

- Wszyscy tam kiedyś wysiądziemy, na dłużej - zauważył pogodnie z zadumą fizyk, profesor Mieczysław Subotowicz.

Oby nie pod baranami

Gdy studenci Wydziału Prawa UMCS zwrócili się do ówczesnego prodziekana, Władysława Ćwika, z prośbą o wyszukanie właściwej nazwy dla uruchamianego przez nich klubu studenckiego, usytuowanego w piwnicach pod dziekanatem przy pl. Litewskim, prodziekan, bynajmniej nie bezinteresownie, doradził:

- Oby to tylko nie była nazwa Piwnica pod Baranami.

Laska marszałkowska

Przed obliczem profesora Andrzeja Burdy zdawał egzamin z prawa państwowego student Drewniak.

- Jak powstaje ustawa? - zapytał profesor.

- Najpierw projekt ustawy wpływa do laski marszałkowskiej.

Burda naciskał:

- A co to jest laska marszałkowska?

- Jest to kij drewniany wycięty w czyimś lesie - zwieńczył swoją odpowiedź student.

Losy Piastów

Profesor Kazimierz Myśliński, lubelski mediewista, zatwardziały kawaler, zapytał kiedyś studentkę o los ostatnich Piastów. Ta odrzekła:

- Myślę, że powodzi im się różnie…

- Jak pani to rozumie? - dociekał zaintrygowany profesor?

- Nawet gdy idę ulicą, z pewnością mijam różnych potomków Piastów, tych z prawego, a zwłaszcza z lewego łoża…

- A wie pani, nie przyszło mi to dotychczas do głowy - mruknął Myśliński, wpisując notę dobrą do indeksu.

Problemy z transportem

W chwili objęcia funkcji rektora przez profesora Grzegorza L. Seidlera wóz dwukonny był głównym środkiem przewozu towarowego. Większość pieniędzy przeznaczonych na utrzymanie koni woźnica wydawał, zdaje się, na inne cele. Jeden koń padł, drugi był tak słaby, że nie mógł ciągnąć nawet pustego wozu. Nie można było dowieźć ziemniaków do stołówki, pojawiły się skargi na jadłospis, w którym dominowały kasze. W piśmie wyjaśniającym powody trudności rektor wskazał na przyczyny obiektywne: "Połowa transportu uległa skasowaniu, a druga przechodzi remont kapitalny i nie nadaje się do użytku".

Rektorskie piętro

Stanisław Fijałkowski, który zaprojektował wiele obiektów miasteczka akademickiego UMCS, w tym m.in. gmach rektoratu, wspominał następującą rozmowę z rektorem Wiesławem Skrzydłą:

- Mam tu szkice projektowanego zespołu. Nie wiem tylko, czy pan zauważył, że gabinet rektora jest na ostatniej kondygnacji?

Na to rektor:

- Ja to akceptuję. Po pierwsze, przychodzą interesanci, a jeśli gabinet rektora będzie blisko, to ja się od nich nie opędzę. A jak będą jechali na ostatnią kondygnację, to ta droga jest zniechęcająca... Po drugie, jeśli to będzie układ wyodrębniony, to będę miał spokojniejsze warunki pracy, a moja praca wymaga spokojnego myślenia. Po trzecie, samo moje nazwisko, Skrzydło, powinno o czymś świadczyć, wiadomo, że na górze jakoś dam sobie radę.

Surowy egzaminator

Profesor Bohdan Dobrzański nie był surowym egzaminatorem, ale nie tolerował zupełnego nieuctwa. Pewnego razu na egzaminie poirytowany wyszeptał: "Psiakrew, nic nie umie, do tego brzydka, na co ona w życiu liczy?!?".

Telefon

Rektor Adam Paszewski miał bardzo silny i donośny głos. Pewnego dnia w sekretariacie, znajdującym się przed gabinetem rektora, słychać głośną rozmowę i śmiech rektora. Sekretarka, tłumacząc ten hałas uspokajała interesantów, że to tylko rektor "rozmawia z Warszawą". Na to jeden z nich zapytał: "Czy w gabinecie rektora nie można skorzystać z telefonu?".

Ruskie

W podziemiach gmachu rektoratu na pl. Litewskim działała przez lata stołówka, w której serwowano pierogi ruskie. Pani, która je roznosiła, zadawała pytanie: "Kto prosił ruskie?". Odpowiadał na nie czasami teatralnym szeptem prof. Andrzej Burda: "A kto ich prosił, same przyszły".

Uroki szkolenia wojskowego

Podczas zajęć w Studium Wojskowym prowadzący wykład oficer stwierdził w pewnym momencie, że woda wrze w temperaturze 90 stopni. Na oświadczenie jednego ze szkolonych studentów, że jego uczono, iż woda wrze w temperaturze 100 stopni, wykładowca zajrzał do konspektu i stwierdził:

- Macie rację, szkolony, woda wrze w temperaturze 100 stopni, ale 90 stopni to kąt prosty - dodał z triumfem.

Podczas zajęć z wyszkolenia ogniowego prowadzący je major zadał w pewnym momencie pytanie:

- Słuchajcie, szkoleni, czym najlepiej czyścić PMK (obecny KB Kałasznikowa)?

- Logarytmem - krzyknął głośno jeden ze studentów.

Oficer dłuższą chwilę się zastanowił, po czym stwierdził:

- Wiecie, szkoleni, można i logarytmem, ale lepiej i skuteczniej wyciorem.

Materiał został wybrany i opracowany na podstawie anegdot zebranych i przekazanych przez prof. Ryszarda Szczygła, dr. Lecha Maliszewskiego oraz na podstawie publikacji prof. Romana Tokarczyka, "Antologia Anegdoty Akademickiej". Warszawa 2009.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

e
email ewa.czernecka@op.pl
prosze o informacje gdzie jest pochowany /miasto i cmentarz/prof. antoni gurnicz
a
astre
Bardzo fajne, tylko nie rozumiem, dlaczego tekst nie znalazł się w kategorii "artykuły sponsorowane"
p
ppp
Szkoda, że kilka z tych anegdot to zwykłe popularne dowcipy tylko dostosowane do osób UMCS. Ruskie co same przyszły, zamiejscowa rozmowa przez telefon, studium wojskowe. Jakoś ciężko mi uwierzyć, że pierwowzory tych żartów są związane akurat z UMCS. Brakuje jeszcze któregoś rektora stawiającego przy łóżku dwie szklanki - pustą i pełną :( Czyżby za mało anegdot było związanych z Lublinem i trzeba było trochę dodać?
100Dentka
poznaję to UMCS!
Więcej informacji na stronie głównej Kurier Lubelski
Dodaj ogłoszenie