Urodziła w toalecie, córkę włożyła do kosza. - Nie chciałam jej śmierci - twierdzi Nadia K. Ruszył proces Ukrainki

Piotr Nowak
Piotr Nowak
Zaktualizowano 
fot. PN
O usiłowanie zabójstwa swojej nowo narodzonej córki oskarżona jest Nadia K. 38-letnia Ukrainka przyjechała do Polski do pracy w zakładzie owocowo-warzywnym w Milejowie. Urodziła w pracowniczej toalecie i włożyła dziecko do kosza na śmiecie. W środę ruszył jej proces przed Sądem Okręgowym w Lublinie.

Podczas środowego procesu Nadii K. zeznawało ośmioro świadków. Wśród nich siostra oskarżonej, pracownice przetwórni, policjanci i ratownicy medyczni, który 25 lipca ubiegłego roku interweniowali w Milejowie. Rozprawa rozpoczęła się od wyjaśnień Nadii K. Ukrainka nie mówi w języku polskim, dlatego w sądzie towarzyszyła jej tłumaczka.

38-latka przyjechała do Polski za pracą. Motywacją były wyższe zarobki niż na Ukrainie. W pracy w jednej z firm w nadgranicznym obwodzie lwowskim zarabiała za mało, żeby utrzymać trójkę dzieci. Najstarsze ma 18, najmłodsze 9 lat. Z ojcem dzieci Nadia rozstała się, bo nadużywał alkoholu.

Czytaj także

- Siostra bardzo kocha swoje dzieci - wyznała podczas środowej rozprawy siostra oskarżonej. Na wspomnienie dzieci pozostawionych na Ukrainie Nadia zaczęła płakać.

Z wyjaśnień Nadii wynika, że wiedziała o ciąży, ale ukrywała ten fakt przed rodziną. O swoim stanie nie powiedziała ani matce, ani siostrze, z którą przyjechała do Polski.

- Podejrzewałam, że siostra jest w ciąży, ale ona nic o tym nie mówiła - zeznała Viera.

Czytaj także

O ciąży 38-latka powiedziała jedynie ojcu dziecka. Według relacji kobiety, najpierw był w szoku, ale później się ucieszył. Podczas środowej rozprawy nie była w stanie wskazać dokładnego adresu jego zamieszkania. Podała jedynie nazwę wsi, w której mieszka.

Nadia przyjechała do Polski 12 czerwca ubiegłego roku. Mieszkała w hotelu robotniczym w jednym pokoju z siostrą i 24 innymi kobietami z Ukrainy. Następnego dnia rozpoczęła pracę w przetwórni w Milejowie. Zajęcie znalazła jej siostra Viera. Umowę z agencją pracy tymczasowej miała do 15 sierpnia. Po tym czasie planowała powrót do domu.

Dlaczego w Polsce nie poszła do lekarza? – Bo nie umiałam mówić po Polsku – zastrzegła Nadia. Planowała wrócić na Ukrainę przed porodem. Tak się jednak nie stało.

Znalazła siostrę w toalecie. Na podłodze było dużo krwi
25 lipca Nadia K. rozpoczęła pracę o godz. 18. W pewnym momencie zaczęła odczuwać bóle w dole brzucha. Około godz. 19.30 udała się do toalety. Tam zaczęła rodzić.

Czytaj także

Nieobecność siostry przy pracy zauważyła Viera. Siostrę znalazła ją w toalecie. Na podłodze spostrzegła dużo krwi. Uznała, że Nadia zaczęła rodzić i pobiegła do pokoju obok po pomoc.

Viera powiadomiła o porodzie dwie koleżanki z pracy. Kobiety weszły do toalety. Dziecko znalazły w koszu na śmieci. Według relacji jednej z nich, noworodek nie ruszał się, miał zamknięte oczy i buzię.

„Kobieta palcami rozchyliła dziecku buzię i dwukrotnie wdmuchnęła powietrze, po czym dziecko zaczęło się krztusić i otworzyło oczy. Noworodka owinęła w fartuch roboczy, inna pracownica zakładu wytarła buzię dziecka” – ustaliła prokuratura.

Pracownice udały się do pokoju socjalnego i położyły dziecko na stole. Z ust noworodka wydobywał się płyn, więc zadzwoniły po pogotowie. W oczekiwaniu na przyjazd karetki i zgodnie z instrukcją operatora Ewa K. zawinęła opaską uciskową pępowinę. W takcie całego zajścia Nadia K. stała, nie odzywała się i obserwowała sytuację.

Inaczej zajście zrelacjonowała Nadia. Według niej, dziecko płakało po urodzeniu. Nie chciała go układać na podłodze, więc delikatnie włożyła je z łożyskiem do wiaderka. Następnie wyszła z toalety po ubrania, żeby okryć noworodka. Przyznała się, że była w szoku.

- Nie chciałam zabić dziecka. Ja na nie czekałam - powiedziała w sądzie. Wyjaśniła, że poprzednie dziecko również urodziła siłami natury w samochodzie w drodze do szpitala.

Przyznała, że poprzednie dziecko urodziła w samochodzie w drodze do szpitala i było zdrowe.
Zastrzegła, że nigdy nie miała aborcji.

Dziecko trafiło do rodziny zastępczej. Matka do aresztu

Po telefonie jednego z pracowników przetwórni do Milejowa przyjechało pogotowie i policja. Policjanci i ratownicy zeznali w sądzie, że kobieta była spokojna, nie podejmowała prób ucieczki.

- Stan dziecka był stabilny. Dziecko oddychało - powiedział lekarz, który był na miejscu.

Czytaj także

Ratownicy odwieźli dziecko i matkę do szpitala w Świdniku. Badania lekarskie wykazały, że dziewczynka urodziła się w 41 lub 42 tygodniu ciąży i ważyła 2580 g. Była zdolna do życia poza organizmem matki, ale miała wrodzone zapalenie płuc. Stan jej zdrowia medycy ocenili jako ciężki. Dziewczynce groził zgon z powodu niewydolności oddechowej, narażenia na wykrwawienie i wyziębienie organizmu. Według biegłych, uratowała ją szybka interwencja pracownic przetwórni i lekarzy.

Po udzieleniu pomocy medycznej Nadia K. trafiła do aresztu. Prokuratura oskarżyła ją o usiłowanie zabójstwa córki. - Nie chciałam śmierci dziecka - zarzekała się w sądzie.

Dziecko zostało przekazane rodzinie zastępczej. Ma dziś rok i dwa miesiące. Od zatrzymania matka spotkała córkę jedynie 4-5 razy podczas widzeń w areszcie w Lublinie. Chce wrócić z nią na Ukrainę. Podczas wczorajszej rozprawy zapytała sędziego Mirosława Brzozowskiego, czy wyjdzie na wolność.

- W tej chwili nie mogę odpowiedzieć na to pytanie - odparł sędzia.

Kolejna rozprawa odbędzie się 11 października. Za usiłowanie zabójstwa grozi dożywocie.

Czytaj także

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Nie lubię ich, ale tej to

G
Gość

i co nas to obchodzi,ile będzie kosztować?

G
Gość

Ale 500 dostanie

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3