W kleszczach ekologii

dr Mariusz Świetlicki
Mariusz Świetlicki
Mariusz Świetlicki
Udostępnij:
Uwielbiam góry, las, otwarte zielone przestrzenie. Sprawiają mi niezwykłą przyjemność wędrówki wśród pięknych łąk, jezior i szczytów. Chciałbym, abyśmy jako ludzie byli w stanie zachować otaczającą nas przyrodę w jak najlepszym stanie dla siebie i następnych pokoleń.

Uwielbiam też jeździć samochodem, korzystać ze sprzętu elektronicznego, dobrze zjeść i się ubrać. Wszystkie te rzeczy muszą być gdzieś wytworzone, a w procesie produkcyjnym musi zostać wykorzystana energia. Aby ją w Polsce wytworzyć, wykorzystujemy głównie proces spalania węgla. Przy okazji emitujemy olbrzymie ilości CO2, który w opinii wielu badaczy prowadzi do istotnych zmian klimatycznych zagrażających naszej przyrodzie.

Przyznam szczerze, że jestem w olbrzymiej rozterce. Z jednej strony rozumiem tych, którzy walczą o czystość i trwałość naszej planety. Dzięki nim jeszcze się nie zatruliśmy tym, co produkujemy i co przy tej okazji emitujemy. Z drugiej jednak strony nie możemy doprowadzić do sytuacji uniemożliwiającej rozwój poziomu życia przez zbyt rygorystyczne normy ekologiczne.
Toczy się obecnie światowa gra o dopuszczalne metody produkcji energii pod osłoną walki z nadmierną emisją dwutlenku węgla. Unia Europejska stara się być na tym polu niezmiernie aktywna i wprowadzać bardzo ambitne rozwiązania. Czuję się jednak tak, jakbym znajdował się w zamkniętym pokoju pełnym ludzi, w którym na kanapie wprowadzono zakaz palenia. Wszyscy dookoła jednak palą. Siedząc na kanapie nie mam przyjemności, a dym i tak wdycham…

USA, Chiny, Rosja nie zamierzają na razie wprowadzać istotnych ograniczeń w zakresie emisji CO2. Europa w tych działaniach wydaje się samotna, a to nie tylko nie zapewnia skuteczności takich działań, ale również zmniejsza naszą konkurencyjność w globalnej gospodarce.

W tym wszystkim jest również ważny nasz polski, lokalny aspekt. Nasza gospodarka jest oparta na energii wytwarzanej przy wykorzystaniu węgla. Nasza sytuacja jest więc zdecydowanie inna niż Francji, gdzie dominuje energia jądrowa, czy krajów skandynawskich, gdzie można w znacznie większym zakresie wykorzystać energię wodną. I to właśnie te kraje są głównymi motorami zmian, które dla nich nie stanowią istotnych kosztów, a na polskich producentów nakładają dodatkowe wysokie opłaty zwiększające ceny energii, a co za tym idzie wszystkich wytwarzanych w Polsce produktów. W takiej sytuacji ekologia staje się jedynie przykrywką dla gry interesów.

Nie ma dobrego pomysłu na rozwiązanie powyższych problemów, jedyne co nam zostaje to zdrowy rozsądek.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

s
srający pod krzakiem
Mosir jet chyba fanem pańskiej teorii bo na zalewem mamy wszystko naturalne . Załatwianie potrzeb fizjologicznych przede wszystkim
24h
Ale nie pierwszy raz rząd ma ludzi za idiotów.
J
Jurnied
Podobno dwutlenek, który my produkujemy jest tylko mikrym ułamkiem tego co produkuje przyroda. Nadto dwutlenek potrzebny jest wszystkim organizmom samożywnym - więcej będzie zielonego wokół nas - dlatego nie rozumiem zielonych. A może by tak wprowadzić elektrownie konne - napędzane kieratami - i ekologiczne, i bez energii jądrowej i rolnictwo pchniemy do przodu?
Przejdź na stronę główną Kurier Lubelski
Dodaj ogłoszenie