W sferze symboli rozgrywa się ten spór

Wojciech Pokora
Wojciech Pokora
fot. Łukasz Kaczanowski

W tym czarnym pokoju jest czarny kot. I my go znajdziemy, nawet gdyby go tam nie było. Tak mniej więcej odczytuję deklarację pani Cinzii Masiny z Komisji Europejskiej, która podczas środowej konferencji otwierającej konsultacje społeczne programu Fundusze Europejskie dla Lubelszczyzny na lata 2021-2027 wyraziła obawę, że na Lubelszczyźnie nie zostaną spełnione wszystkie cele wymienione w programie. Powodem ma być „dyskryminacja wobec niektórych grup społecznych”. Jak mówiła przedstawicielka KE, „ważne są prawa człowieka, w tym kontekście martwią niektóre postanowienia władz lokalnych, w tym województwa lubelskiego”.

Sprawdziłem zatem, które stanowiska sejmiku godzą w prawa człowieka (abstrahując od tego, czym są dzisiaj prawa człowieka, bo zgodnie z przyjętą w czerwcu przez Parlament Europejski rezolucją, prawem człowieka jest aborcja). Nie znalazłem żadnego. Wiem natomiast, które stanowisko jest tak nazywane. Chodzi o „Stanowisko Sejmiku Województwa Lubelskiego z dnia 25 kwietnia 2019 roku w sprawie wprowadzania ideologii „LGBT” do wspólnot samorządowych”. Stanowisko nie ma skutków prawnych (podobnie jak rezolucja PE o aborcji jako prawu człowieka), ale zdecydowanie mają one – zarówno stanowisko jak i rezolucja, wymiar symboliczny. I w sferze symboli rozgrywa się ten spór.

W stanowisku z 2019 roku czytamy m.in.: „Podejmowane w ostatnim okresie działania przez przedstawicieli krajowej i samorządowej sceny politycznej, ukierunkowane są na wywoływanie fundamentalnych zmian w życiu społecznym. Działania te zorientowane są na anihilację ukształtowanych przez Kościół katolicki wartości takich jak m.in. dążenie do poszukiwania prawdy, troska o rozwój moralny młodego pokolenia, troska o instytucję rodziny oraz szkołę opartą na zasadach chrześcijańskich”. Takie stwierdzenie zapewne nie będzie mogło nigdy iść w parze ze stwierdzeniem, że aborcja jest prawem człowieka, zatem stanowisko i rezolucja wzajemnie się wykluczają. Tylko co z tym zrobić? Sejmik wskazuje kierunek – „działania zorientowane na promowanie ideologii ruchów LGBT, której cele naruszają podstawowe prawa i wolności, gwarantowane w aktach prawa międzynarodowego, kwestionują wartości chronione w polskiej Konstytucji, a także ingerują w autonomię wspólnot religijnych”.

Zatem Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej i akty prawa międzynarodowego powinny być gwarancją ochrony praw i wolności obywateli Polski i mieszkańców Europy. Tyle. Zgodzi się z tym każdy. Reszta to interpretacje i manipulacje, które mają na celu podsycenie konfliktu. A jest on podsycany z obu stron. Jednym z elementów takiego działania jest chociażby wprowadzenie do obiegu medialnego hasła „Strefa wolna od LGBT”. Warto pamiętać, że to nie jest hasło wymyślone przez samorządowców, a fejk, który był rozpowszechniany przez jednego z aktywistów, który wykorzystując idiotyczną akcję naklejkową jednej z gazet, zamieścił hasło na tabliczkach mających sugerować, że takie strefy powstały w wybranych gminach. Zatem jeśli dziś możemy mieć pretensję do kogoś o rozkręcenie akcji stref, to raczej nie do samorządów ale do tych, którzy uznali, że to hasło jest doskonałym produktem marketingowym. I jest. Nadal sprzedaje się świetnie, zaogniając konflikt.

Lubelszczyzna jest tolerancyjnym regionem – przekonuje marszałek Jarosław Stawiarski. I trudno się z nim nie zgodzić. W Lublinie, zgodnie z danymi znajdującymi się na stronie urzędu miasta, w roku akademickim 2019/20 studiowało 4 395 studentów zagranicznych pochodzących z 92 krajów świata. Nie słychać o aktach wandalizmu wobec nich. Przeciwnie. Niedawno rozmawiałem z rektorem jednej z lubelskich uczelni, który opowiedział mi, że rodziny studentów przyjeżdżający do dzieci są zaskoczone atmosferą w Lublinie. Mogą swobodnie chodzić po ulicy, nikt ich nie zaczepia, nie zwraca uwagi na ubiór itp. A mają takie doświadczenia z innych krajów. Taka jest Lubelszczyzna, gdy wyjmie się nos z gazet i odejdzie sprzed telewizorów. Bo tradycje tolerancji drzemią w nas dłużej niż istnieje Komisja Europejska próbująca nas ich uczyć. Wystarczy przejść się alejkami cmentarza przy ul. Lipowej i przyjrzeć się nagrobkom. Tradycyjny podział na trzy części (prawosławną, protestancką i katolicką) jeszcze istnieje i daje nam obraz struktury narodowościowej Lublina XIX i początków XX wieku. I nie są to ofiary pogromów, tylko szanowani obywatele miasta. Mieszkańcy Lublina, ale także Lubelszczyzny w takiej tradycji byli wychowywani i tradycją tolerancji nasiąkali przez wieki.

Kilka dni temu wędrowałem wzdłuż granicy polsko-białoruskiej, między Włodawą a Kodniem. Teren wielokulturowy, do dziś znajdują się tu wioski, których mieszkańcy w większości są wyznania prawosławnego. W jednej wsi rozmawiałem z emerytowanym katolickim księdzem, który pochodził z tych terenów. Pytałem o sąsiedzkie relacje. Tu nigdy nie było żadnych zbrodni – odpowiedział ksiądz. - Chodziłem do szkoły z prawosławnymi, ale to nigdy nie była kwestia do dyskusji. Nie zastanawialiśmy się jakiego są wyznania, jakiej narodowości. Byli tutejsi. Ksiądz opowiedział mi, że później pracował na tym terenie i dzięki doświadczeniom z dzieciństwa, miał całkowicie inny stosunek do tamtejszej rzeczywistości, niż księża, którzy przyjeżdżali z zewnątrz. Zarówno katoliccy jak i prawosławni. Ci z zewnątrz bardzo mocno trzymali się litery prawa. Żadnych kontaktów międzywyznaniowych. Bo to zagrożenie dla wiary. Prawosławni słyszeli u siebie, że są mniejszością i muszą zachować tożsamość, katolicy (będący na tym terenie faktycznie w mniejszości) słyszeli u siebie to samo. W pewnym momencie łączył ich już tylko wspólny cmentarz. Bo nawet szkołę zlikwidowano. A przecież bywało inaczej – kontynuował ksiądz.

– Kiedyś przyszedł do mnie mój dawny ministrant. Zakochał się w dziewczynie ze wsi, prawosławnej. Nie wiedział co robić. Spytałem czy zna ich liturgię. Odpowiedział, że zna. Więc przejdź na prawosławie i się z nią ożeń. Zareagowałem na to dość gwałtownie – to konwersja! Nie, to miłość – odpowiedział ksiądz. – My się na to godziliśmy, bo skoro się kochają, to dlaczego rysa na tej rodzinie ma się pojawić za sprawą Kościoła?

Nie zachęcam do konwersji. Ta historia pokazuje jednak coś, czego mogą o Lubelszczyźnie nie wiedzieć wysłannicy Komisji Europejskiej. To na KUL Karol Wojtyła, a po nim Tadeusz Styczeń, głosili, że personalizm jest odpowiedzią na kryzys człowieczeństwa. W Lublinie rozwijano filozofię osoby postulując podporządkowanie całego życia społecznego dobru osób, a nie odwrotnie. I w Lublinie te postulaty trafiały na podatny grunt, bo miasto Unii Lubelskiej tradycje tolerancji ma w swoim kodzie genetycznym.

Sztuczna inteligencja “nie radzi” sobie z hejtem?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie