W sprawie Janusza Kaczmarka brakowało twardych dowodów

RedakcjaZaktualizowano 
Zbigniew Ćwiąkalski
Zbigniew Ćwiąkalski Wojciech Barczyński/POLSKA
Skoro śledztwo miało być tak proste, a przecież rząd Jarosława Kaczyńskiego sprawował władzę jeszcze przez dwa i pół miesiąca po konferencji, to było dość czasu, żeby to wyjaśnić do końca - mówi prof. Zbigniew Ćwiąkalski, były minister sprawiedliwości, rozmawia Anita Czupryn

Prokuratura ma dzisiaj umorzyć śledztwo w tej części afery gruntowej, która dotyczy spotkania Janusza Kaczmarka, ministra MSWiA w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, z Ryszardem Krauzem na 40. piętrze hotelu Marriott. Nie ma szans na wyjaśnienie kolejnej afery?
O to trzeba pytać prokuraturę. Trzeba poczekać z oceną, aż wypowie się prokurator.

Spodziewał się Pan takiego zakończenia?
Zawsze można się spodziewać umorzenia, jeśli sprawa trwa tak długo, nawet bardzo długo, jak to było w tym przypadku, i nie ma jednoznacznych dowodów, które nagle by się okazały miażdżące i przekonujące o czyjejś winie. Ja jestem zwolennikiem przestrzegania zasady domniemania niewinności.

Jak to się dzieje, że ważnych śledztw w Polsce dotyczących różnych afer nie można wyjaśnić od początku do końca?

Czym innym jest kwestia wyjaśnienia, a czym innym możliwości. Oczywiście, zawsze chce się wyjaśnić te wątpliwości, które istnieją, ale nie zawsze jest to możliwe. W tym przypadku proszę zwrócić uwagę na zarzuty, jakie w tej sprawie były. Akurat, o ile pamiętam, to był zarzut utrudniania śledztwa w przypadku pana Kaczmarka.

Był też zarzut przecieku, ujawnienia tajemnicy służbowej.
To postępowanie umorzono już wcześniej, parę tygodni temu, ze względu na to, że nie udało się wyjaśnić, czy w ogóle doszło do przecieku i ewentualnie skąd ten przeciek pochodził.

Pamięta Pan tę słynną konferencję, na której zastępca prokuratora generalnego Jerzy Engelking za pomocą laptopa i rzutnika wskazywał na istnienie układu? Pokazywał zdjęcia Janusza Kaczmarka na korytarzach hotelu Marriott? Co Pan wtedy myślał?

Oglądałem tę konferencję. Czułem, że takich konferencji prasowych nie powinno się organizować, bo to jest nieprofesjonalne. Ujawnianie informacji ze śledztwa zawsze dzieje się ze szkodą dla tego śledztwa. Uważałem, że to jest błąd. Ujawnianie możliwości korzystania z nagrań kamer wewnętrznych albo to, że służby specjalne założyły dodatkową kamerę, to daje możliwość wpływania na zeznania świadków, bo oni, znając materiał procesowy, później przesłuchiwani w sprawie będą już zeznawać odpowiednio, uwzględniając te elementy.

Śledztwo było też prowadzone za czasów, gdy był Pan ministrem sprawiedliwości.
Ponieważ wcześniej pisałem w tej sprawie opinię prawną [dla obrońcy Ryszarda Krauzego - red.], więc nie zasięgałem jakichkolwiek informacji na temat śledztwa i starałem się od niego trzymać możliwie jak najdalej.

Wówczas zarówno minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, jak i prokurator Jerzy Engelking przekonywali, że mają mocne dowody i że jest ich wiele. Co się z nimi stało?

Skoro śledztwo miało być tak proste, a przecież rząd Jarosława Kaczyńskiego sprawował władzę jeszcze przez dwa i pół miesiąca po konferencji, to było dość czasu, żeby to wyjaśnić do końca.

To znaczy, że to wina Prawa i Sprawiedliwości, że nie udało się wyjaśnić?
Nie można mówić o niczyjej winie. Chcę powiedzieć, że śledztwo właśnie nie było takie proste. Nie było możliwości uzyskania odpowiednich dowodów. No i trzeba pamiętać o jeszcze jednym: nie można wymagać samooskarżenia się [w takiej sytuacji był Janusz Kaczmarek - red.]. Trudno się spodziewać, że ktoś zeznając w charakterze świadka, miałby się sam oskarżyć i później otrzymałby na podstawie tych swoich zeznań świadka zarzuty i stałby się oskarżonym. Widać prokuraturze nie udało się wszystkich wątpliwości wyjaśnić.
A może cała ta wielka operacja CBA, która miała pokazać korupcję polityków w Ministerstwie Rolnictwa, była po prostu źle przygotowana?
Całkiem możliwe, nie wiem. W sprawach karnych istnieje zasada domniemania niewinności i nie ma co gdybać, trzeba znać materiały ze śledztwa, by potem je ocenić, a ja, jak już mówiłem, nie znam ich. W tym przypadku można ocenić to w ten sposób i powiedzieć tylko jedno, że skoro śledztwo trwało tak długo, to sprawa była skomplikowana, a dowodów oczywistych w sprawie nie było.

Ale można też oceniać przesłanki, a także sytuację, jaka nastąpiła później, np. to, że w tej chwili pan Ryszard Krauze nie jest widocznym w Polsce biznesmenem.

To, czy się ktoś wycofuje z biznesu, czy nie, to decyzje gospodarcze, niemające związku z prowadzonym śledztwem. Nie słyszałem o sprawie, że komuś uchylono by zarzuty czy umorzono by postępowanie dlatego, że się wycofał z biznesu.

W tym przypadku najpierw były zarzuty, a potem wycofanie z biznesu. Czy może Pan jednak podać przykład jakiejś sprawy, wielkiej afery, która została wyjaśniona od początku do końca?

Oczywiście, niejeden. Sprawa FOZZ, gdzie sprawcy zostali osądzeni, czy sprawa Andrzeja Modrzejewskiego [byłego prezesa Orlenu - red.], gdzie zarzuty ma parę osób. Może nie do końca była wyjaśniona, być może jakiś fragment nie został wyjaśniony, ale sprawcy prowokacji są oskarżeni.

Ogólne poczucie jest jednak takie, że większość afer rozchodzi się po kościach i sprawiedliwość nie ma szans zatriumfować.
Do dzisiaj nie wyjaśniono zabójstwa Olofa Palmego w Szwecji, w Stanach Zjednoczonych też istnieją wątpliwości co do wielu śledztw...

I to ma nas usprawiedliwiać, i z tego powinniśmy brać przykład, że gdzie indziej też nie wyjaśniono?
Często jest tak, że nie da się wszystkiego wyjaśnić. Prokuratura może robić wszystko, co do niej należy, ale istnieją granice możliwości wyjaśnień.

Niektóre sprawy i niewyjaśnione wątki powracają. Jak ostatnia sprawa doktora G., co stało się z powodu działań rzecznika praw obywatelskich.
Bardzo dobrze, że sąd ma wątpliwości, jeśli takie rzeczywiście w sprawie są.

Jakby Pan ocenił stan wymiaru sprawiedliwości w Polsce?

To kwestia środków i nakładów na wymiar sprawiedliwości. Nie zawsze ma się możliwości techniczne, które teoretycznie powinny być. Niesłychanie ważną jednak będzie sprawa rozdzielenia stanowiska prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości. Jeśli tutaj dojdzie do nominacji politycznej, to się przekreśli nadzieje, które się z tym rozdzieleniem wiązały.

polecane: Flesz - Co piąta transakcja będzie wymagać użycia PIN-u

Wideo

Materiał oryginalny: W sprawie Janusza Kaczmarka brakowało twardych dowodów - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 5

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

K
Kapuś Bony M

DZIOBATY daj se siana. Nie lepiej pisać ekspertyzy dla wybrańców.

r
rychu

Winny czy niewinny , Panie Cwiakalski ?

T
Taki sobie darmozjad

Pan Ćwiąkalski także mógł wyjaśnić kilka spraw ale niczego nie wyjaśnił, a teraz proszę już wie co należy zrobić. Skoro taki mądry - to dlaczego NIC nie zrobił poczas swojej kadencji.

G
Gawronski-rafzen

Gratuluję oceny dowodów przez prokuratorów. Stara totalitarna sztuczka. Prokuratura ocenia dowody a Sądy kierują wnioski o nowe dowody.
Cwiąkalski byłeś pierwszy niewygodny więc musiałeś odejść. Nie staraj się teraz uzyskać aplauzu Junty Urzędniczej.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3