Wielkie święto hobbystów: 11. Festyn Pasje Ludzi Pozytywnie Zakręconych. Zobacz zdjęcia

Małgorzata Genca
Małgorzata Genca
Chociaż w drugiej połowie imprezy deszcz przegonił lublinian z pl. Litewskiego, to i tak sporo osób wzięło udział niedzielnym festynie Pasje Ludzi Pozytywnie Zakręconych. Coś dla siebie mogli na nim znaleźć i miłośnicy historii, i motoryzacji, i wojskowości. Była to już 11 edycja tej imprezy.

Festyn rozpoczął się od rajdu rowerowego. - Był bardzo udany, pogoda jeszcze wtedy dopisywała – relacjonował Zbigniew Jurkowski, radny miejski z Lublina, pomysłodawca festynu.

Nie padało też podczas uroczystego otwarcia imprezy na pl. Litewskim i pierwszej prezentacji pasjonatów. Dopiero potem pogoda zepsuła się na dobre, ale to nie wystraszyło uczestników imprezy, którzy nadal czekali na lublinian na pl. Litewskim oraz na placu przed dawnym pedetem.

O swojej pasji opowiadał m.in. Jacek Kot ze Stowarzyszenia Krzewienia Wiedzy Historycznej Lubelska Chorągiew Husarska. - Bierzemy udział m.in. w rekonstrukcjach historycznych, np. w tym roku będziemy jechali na 400-lecie bitwy pod Chocimiem - mówił. Jacek Kot z wykształcenia jest biologiem, pracuje na UMCS. - Kiedy poznałem Andrzeja Malczaka, prezesa Stowarzyszenia, tak mi się to spodobało, że postanowiłem się do nich przyłączyć – wyjaśniał. Jak dodał, członkowie Stowarzyszenia spotykają się nie tylko w czasie imprez czy rekonstrukcji. - Musimy też trenować, np. co najmniej raz w tygodniu jeździmy konno – opowiadał.

Podczas imprezy nie zabrakło ciekawostek dla miłośników motoryzacji. Gratką był kultowy, czerwono-żółty Citroen 2CV z rocznika 1990 czyli ostatniego roku produkcji tego modelu. - To trochę spełnienie marzenia z dzieciństwa - samochód znany z filmów z Louisem de Funesem, np. z „Żandarma w Saint-Tropez” - wyjaśniał Tomasz Łozowski, od ponad dwóch lat właściciel tego auta. - To raczej taki pupilek, ale zdarza się, że jeżdżę nim na co dzień do pracy. Zwłaszcza jeśli jest ładna pogoda, wtedy zdejmuję dach i mam wielką przyjemność jazdy – dodawał lublinianin.

Studenckie Koło Naukowe Inżynierii Materiałowej z Politechniki Lubelskiej od kilkunastu lat buduje różne samochody terenowe i specjalne. W niedzielę prezentowało m.in. Żuka 6x6. Dr inż. Leszek Gardyński, opiekun koła oraz wiceprezes Lubelskiego Towarzystwa Historii Przemysłu, pod hasłem „Ratujmy Żuki, zostały ostatnie sztuki” podjął starania o utworzenie w Lublinie muzeum Żuka i FSC. - Blisko 600 tys. sztuk wyprodukowanych przez 40 lat czyni z Żuka motoryzacyjny symbol naszego miasta. Dlatego przy okazji budowy naszego Żuka 6X6 wpadłem na pomysł, żeby szerzej te samochody promować, żeby nie wszystkie trafiały na złom. Poza tym, że można je poddawać renowacji, sa też świetnym materiałem do wszelkich przeróbek, tunningu i żartów motoryzacyjnych – wyjaśniał dr inż. Gardyński.

Miłośnicy historycznych pojazdów komunikacji miejskiej mogli też wsiąść do odnowionego autobusu Jelcz 272 MEX, rocznik 1971, który do 1983 roku woził pasażerów po ulicach Lublina. - Na tamte czasy były to autobusy w komfortowe – mówił Stanisław Siek, który kieruje autobusem ubrany w oryginalny mundur z tamtego okresu.

Organizatorem festynu było Polskie Towarzystwo Mieszkaniowe Lublin. Impreza odbywała się przy współpracy z Wydziałem Kultury Urzędu Miasta Lublin.

Religia i etyka w szkole. Kto ma kształcić nauczycieli etyki?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie