Wierzę w teatr, który jest trochę w poprzek czasów. Rozmowa z Januszem Opryńskim

Sylwia Hejno
Sylwia Hejno
"Biesy" reż. Janusz Opryński Krzysztof Bieliński
- Uważam, że dziś czasem rejterujemy, chcemy się podlizywać widzowi, zamiast od niego wymagać. A jeśli szanuję drugiego człowieka, to nie chcę rozmawiać z nim płytko, wierzę, że potrzebujemy docierać do ważnych sensów - mówi Janusz Opryński, reżyser „Biesów".

Jako nastolatek widział pan „Biesy” w reżyserii Andrzeja Wajdy, jakie były to wrażenia?

Chyba docierały do mnie te podstawowe sensy, nic więcej nie mogło. Próbowałem czytać „Biesy”, mając siedemnaście lat, choć niewiele rozumiałem, czułem, że to tekst ważny, że obcuję z arcydziełem literackim. „Biesy” widziałem po „Apocalypsis cum figuris” Grotowskiego, czyli dostałem potężną dawkę dwóch przedstawień, które przeszły do historii. Do dzisiaj pamiętam sporo scen z „Biesów”, świetną muzykę Zygmunta Koniecznego. Wajda był zafascynowany kulturą japońską, wtedy poznał teatr bunraku, ciemne, zakapturzone postaci, które animują lalki. I on je wprowadził w „Biesach”, gdzie odegrały wiele znaczeń - uosabiały mroczne siły, czasem trzymały aktorów… Wojciech Pszoniak grał Wierchowieńskiego, a Stawrogina Jan Nowicki. Ten wielki spektakl na pewno był dla nas „lekturą obowiązkową”.

Nazywa pan siebie barbarzyńcą. Dlaczego?

Z potrzeby adaptacji, jednym się ona podoba, innym nie. Nie zawsze po jednym obejrzeniu da się zawyrokować, tekst jest gęsty, spektakl na pewno wymaga uważności.

Proszę wybaczyć pytanie, czyli lepiej przeczytać książkę?

Zawsze to dobrze. Niby jest taka zasada, że adaptacja powinna mieć swój żywot, ale im więcej mamy kontekstów, im więcej narzędzi interpretacyjnych, tym głębszy jest nasz odbiór. Teatr jest takim zaproszeniem do uczestnictwa w dialogu polskiej inteligencji, gdyby się okazało, że ona nie chce czytać, byłoby smutno.

„Sprawa Stawrogina” Ryszarda Przybylskiego i Marii Janion to jeden z kontekstów „Biesów”. Autorzy prezentują różne spojrzenia. Dla Przybylskiego Stawrogin to jakiś gałgan.

On stara się wypłukać jego tragiczność, nazywa go pubertalnym kontestatorem, kimś śmiesznym. Z kolei Maria Janion twierdzi, że mamy do czynienia ze współczesnym człowiekiem i jej spojrzenie jest mi bliższe. Francuzi - Camus, Sartre, Gide zauważają, że Dostojewski był niezwykle profetyczny, w Stawroginie zobaczył otchłań Europejczyka i to mi się wydaje szalenie trafne. Stawrogin przybywa ze świata, wiadomo, że dopuszczał się ekscesów - kogoś ugryzł w ucho, kogoś całował. Tajemnicą poliszynela jest, że ma w sobie tę wielką skazę pedofilii. W mojej adaptacji ten wątek jest mocno uwypuklony. Jednocześnie Stawrogin przegląda się w myśli samobójcy Kiryłłowa, religijnego nacjonalisty Szatowa, a wszystkim tym postaciom zarzuca brak wiary.

Piotr Wierchowieński, był wzorowany na Siergieju Nieczajewie, rosyjskim rewolucjoniście, mordercy studenta Iwana Iwanowa

W spektaklu także się do tego odwołujemy, przy scenie morderstwa Szatowa, niektórzy mogą to wychwycić. Nieczajew był człowiekiem drobnej postury, a jednocześnie posiadał tak ogromną charyzmę, że potrafił przekonać strażników więziennych do swoich racji. O kimś takim można powiedzieć, że nosi w sobie jakąś niezwykłą otchłań. Dostojewski próbuje opisać pewien stan rosyjskiej myśli i emocji. Ale i współczesność możemy odnaleźć w Wierchowieńskim - jako w pewnej manipulacji władzy, pragnieniu demontażu porządku prawno-moralnego. Jestem wierny strategii profesora Cezara Wodzińskiego, który uważał, że lepiej, żeby świat się przejrzał w arcydziele niż odwrotnie: naciągać dzieło do świata.

O czym są pana „Biesy” - o władzy, o Bogu, o granicach wolności, a może to kryminał?

Na pewno są o tym wszystkim. Jesteśmy już po premierze warszawskiej i jestem szalenie wdzięczny księdzu Alfredowi Wierzbickiemu za esej, w którym odczytał mnóstwo ważnych rzeczy w tym spektaklu. Dostrzegł też dwie strony „Biesów”. Mogą być traktowane jako tekst, który przychodzi w sukurs skrajnej prawicy - który daje obraz tego, jak świat będzie wyglądał, gdy chce się zabić Boga. Z drugiej strony mamy Tichona, który mówi, że są i świątobliwi starcy, którzy odnajdują przyjemność w potwornych praktykach. Mało tego, ci, którzy powołują się na Boga, twierdzą, że nie wierzą. Dostojewski obie strony jednakowo obdziela wątpliwością, przez co jest on nie po drodze. Jak nauczył nas Michaił Bachtin, u Dostojewskiego nie ma światów skończonych; to jest sednem polifonicznej opowieści - nie wiemy, po której stronie jest racja. Razem z aktorami także nie chcieliśmy się opowiadać, uznaliśmy, że to by zubożyło dzieło Dostojewskiego.

Bachtin zwracał także uwagę na dialogiczność, na to, że Dostojewski jak mało kto rozumiał dialogową naturę ludzkiego myślenia i idei.

Dostojewski, a wydaje mi się, że tak samo i my, proponuje pewien wysiłek. Gdy mnie ktoś pyta o aktualność tego tekstu, to ja go widzę właśnie w dialogu. W naszej przestrzeni społecznej go nie ma, są monologi, nie potrafimy dialogować, wysłuchiwać się. Dla mnie to, co głoszą Kiryłow czy Szatow jest fascynujące, ufam im kompletnie w tym, co mówią. Na tym polega wielkość dialogu, że zmusza nas do wzniesienia się na najwyższy poziom emocji, intelektu. Być może to nuży, ale ja głęboko wierzę w teatr, który jest trochę w poprzek czasów. Uważam, że dziś czasem rejterujemy, chcemy się podlizywać widzowi, zamiast od niego wymagać. A jeśli szanuję drugiego człowieka, to nie chcę rozmawiać z nim płytko, wierzę, że potrzebujemy docierać do ważnych sensów.

A czego pan oczekuje?

Mam poczucie, że chcę z jakąś powagą mówić o świecie, przyjąć, że istnieje strefa istotnych pytań. Tymczasem człowiek chciałby głównie przyjemności, ułatwień. Gdy trzeba trochę dłużej siedzieć nad tekstem, wsłuchać się, to mamy problem, wydaje się to czymś anachronicznym. Nie obrażam się, gdy ktoś mówi, że to teatr zbyt filologiczny czy filozoficzny. Tak po prawdzie, uważam to za komplement.

„Biesy” reż. Janusz Opryński, Teatr Provisorium/ Teatr Dramatyczny, premiera w Lublinie: 28.02, Centrum Kultury w Lublinie, ul. Peowiaków 12, godz. 19.00.
Spotkanie dyskusyjne wokół spektaklu: 17.02, godz. 19.00, Centrum Kultury.O tym, czy piękno zbawi świat opowie Janusz Opryński wraz z zaproszonymi gośćmi – z ks. prof. Alfredem Wierzbickim oraz Januszem Palikotem. W spotkaniu wezmą udział również aktorzy biorący udział w spektaklu: Anna Moskal, Sławomir Grzymkowski oraz Adam Ferency. Dyskusji towarzyszyć będą fragmenty scenariusza odczytane przez zaproszonych aktorów.

Ten program to kuźnia wokalnych talentów

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3