18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Wojenne opowieści pilota F-16 - nasz wywiad z Danem Hamptonem, weteranem wojny w Zatoce

Agaton Koziński
Jak to jest pilotować najlepszą maszynę do zabijania na świecie? Naprawdę trudno opisać ogarniające człowieka uczucie - mówi Dan Hampton, autor książki "Viper. Pilot F-16", w rozmowie z Agatonem Kozińskim

Czemu zdecydował się Pan napisać książkę o F-16? Co takiego wyjątkowego jest w tych samolotach?
Bo ludzi fascynują samoloty, przede wszystkim samoloty bojowe. Swoją książkę chciałem napisać tak, by czytelnicy w trakcie lektury poczuli się, jakby sami siedzieli za sterami maszyny i samodzielnie ją pilotowali.

Polacy zawsze mieli świetnych pilotów. Chętnie z wami walczymy

Chciałem, żeby Amerykanie zrozumieli też, co piloci wojskowi robią dla nich. Mam nadzieję, że czytelnicy w Polsce także dzięki tej książce bardziej docenią własnych pilotów.

Brał Pan udział w wielu misjach. Która była najtrudniejsza?

Latałem na F-16 przez 20 lat, ten samolot pozwolił mi wrócić cało z wielu trudnych, niebezpiecznych misji. Wielokrotnie zawdzięczałem mu życie. Choć zdecydowanie najtrudniej było podczas wojny w Zatoce w 2003 r. Po pierwsze, ona była bardziej skomplikowana niż wcześniejsze, poza tym ja już byłem pułkownikiem i odpowiadałem także za innych żołnierzy, którzy mi podlegali. Poza tym Irakijczycy walczyli twardo. Zapadła mi w pamięć potyczka nad Nasirijją, w marcu 2003 roku. Dokładnie piątego dnia wojny nad Zatoką. Oddział marines został odcięty od batalionu i wzywali nas na pomoc. Zaatakowaliśmy kolumnę transporterów i rozpętało się prawdziwe piekło, bo ostrzelała nas artyleria przeciwlotnicza. Straciłem paliwo i ledwo wyrwał się z ostrzału, na dodatek zaczęła się pustynna burza. To była wyjątkowo trudna misja.

Zawsze Pan latał na F-16? Nigdy nie chciał Pan spróbować się na innych maszynach?
Pierwszy samodzielny lot odbyłem na poligonie w Tucson. Pierwszy lot na prawdziwej maszynie, a nie w symulatorze. Siedziałem m.in. za sterami F-22, ale tak naprawdę byłem niejako skazany na pilotowanie F-16. Jeszcze jako młody kapitan zostałem skierowany do amerykańskiego centrum szkolenia USAF Fighter Weapons System. Tam obowiązuje zasada, że raz nauczony latania pilot dalej korzysta z maszyny tego samego typu. Nie miałem więc możliwości manewru.

W swojej książce sporo miejsca poświęca Pan na opis rozwoju broni lotniczej, od I wojny światowej do dziś.
Tak. Mam takie powiedzenie, nauczyłem się go od jednego z moich nauczycieli latania: "Kiedy ludzie połączyli latanie z prowadzeniem wojny, inni ludzie od razu próbowali ich zestrzelić". Już w czerwcu 1917 roku 14 pokrytych sklejką niemieckich bombowców Gotha V przetoczyło się nad Londynem z prędkością 150 kilometrów na godzinę i zrzuciło bomby. Policzono potem, że wśród 161 ofiar było 48 dzieci, które zginęły w zniszczonym przedszkolu.

Czyli nic się nie zmieniło. Wciąż giną niewinni cywile.
Dlatego oprócz zmian w technice samolotowej piszę też o broni, w którą wyposażona jest współczesna artyleria przeciwlotnicza. Na przykład Rosjanie mieli w czasie zimnej wojny dobrą ochronę przeciwlotniczą. 1 maja 1960 roku Francis Gary Powers, pilot samolotu U-2, na ówczesne czasy szczytu techniki, został zestrzelony przez kilka pocisków rakietowych nazywanych przez Rosjan S-75, a przez speców NATO SA-2 Guideline. Inny pilot U-2, major Rudolph Anderson nie miał takiego szczęścia. W październiku 1962 roku zginął nad Kubą, trafiony przez ten sam zestaw SA-2.

O samolotach F-16 krąży opinia, że nigdy nie przegrały one powietrznego starcia. To prawda?
Samolot nigdy nie może przegrać, przegrywają tylko ludzie. Choć na pewno duże możliwości techniczne ułatwiają wyeksponowanie własnych umiejętności i doświadczenia. Prawidłowo pilotowany F-16 jest skuteczny przeciwko każdemu zagrożeniu. Wielokrotnie dowiódł tego na placu boju. F-16 to doskonały wytwór ludzkiej myśli technicznej, ale to tylko maszyna. Można ją trafić, choć akurat w warunkach irackich było to trudne, może się zepsuć. Błąd może popełnić także pilot, choć procedury współczesnego lotnictwa wydają się obejmować wszystkie nieprzewidziane sytuacje.

Został Pan pilotem, choć Pana ojciec chciał, by poświęcił się Pan karierze architekta. Czemu nie posłuchał Pan tej sugestii?
Chciałem służyć swojej ojczyźnie. Każdy z nas posiada dług wobec własnego kraju, zawdzięcza mu to, że możemy w nim żyć i się rozwijać, tak jak sobie zamarzy. Uznałem, że to właściwy sposób spłaty tego długu. Poza tym bycie pilotem wojskowym jest znacznie większym wyzwaniem niż przesiadywanie za deską kreślarską. Poza tym odkryłem, że to świetny sposób, żeby wyciągać młode dziewczyny na randki. (śmiech) Nawet pan sobie nie wyobraża, jak mundur lotnika działa na Amerykanki.

Długo Pan korzystał z tych możliwości?
W 1986 roku skończyłem studia i załapałem się do programu UPT (Undergraduate Pilot Training, Podstawowe Szkolenie Pilotów - przyp. red.). Program obejmował gości takich jak ja: nowo mianowanych podporuczników prosto po uniwerku, Akademii Wojsk Lotniczych albo szkole podchorążych. Wybierało nas kilka różnych komisji, które szczegółowo prześwietliły całe nasze życie.

Na przykład?
Zdziwi się pan, ale interesowało ich między innymi nasze pochodzenie, średnia ocen, sporty, listy polecające, pozalekcyjne bzdety, a zapewne również to, jak się czesaliśmy. Przeszliśmy badania fizyczne i okulistyczne, testy psychologiczne, rozmowy oraz oczywiście kompleksowy egzamin kwalifikacyjny. A wszystko tylko po to, by dostać nominację na oficera.

Szkolono Pana do walki, ale z kim? Związek Radziecki chylił się już wtedy ku upadkowi.
Komunistyczna Rosja się sypała, ale dowództwo jeszcze wtedy tego nie zauważało. Podczas wielu szkoleń wojskowych walczyliśmy w wojnie, która miała być tą ostatnią albo, jak w przypadku wojny z Rosją, takiej, która nigdy nie nastąpiła. Ale do dziś pamiętam wszystkie parametry techniczne MiG-ów. Wkuwaliśmy je na pamięć nocami. Po latach Sowieci zamienili się w Arabów, ale nie miało to większego znaczenia, bo ich samoloty były takie same.

Pan latał na F-16.
W tamtym czasie F-16 miał raptem dziewięć lat i był najnowszym i najatrakcyjniejszym myśliwcem na wyposażeniu USA. Wprowadzono na służbę w 1979 roku. To doskonałe narzędzie zabijania. Niewtajemniczeni nazywają F-16 "Fighting Falcon", czyli Waleczny Sokół. Reszta mówi o nim po prostu "Viper" ("Żmija"), bo z przodu wygląda jak gad i przypomina myśliwiec z popularnego swego czasu serialu "Battlestar Galactica.Viper".

W 1988 roku trafił Pan do Europy, do 52. Skrzydła Lotniczego, do grupy pilotów zwanych Dzikimi Łasicami.
Tak. Pięćdziesiątka dwójka była oficjalnie skrzydłem SEAD, czyli Suppression Of Enemy Air Defense, która zajmowała się obezwładnieniem nieprzyjacielskiej obrony powietrznej. Terenem naszego działania była cała tzw. Zachodnia Europa.

Chroniliście europejskie niebo przed komunistami.
Owszem, chodziliśmy w glorii bohaterów. To były cudowne czasy - pamiętam kilka wypadów na Costa Brava - hiszpańską riwierę. Amerykanie w szałowych długich szortach i Europejczycy w przyciasnych slipkach spotykali się na plażach dla nudystów, smażyli się w słońcu i oglądali dziewczyny. Chciałbym powiedzieć, że plaże były pełne młodych lasek w typie modelek "Playboya", ale tak niestety nie było. Nic tak nie burzy obrazu jak rozlazła, półnaga, podstarzała niemiecka kura domowa.

W książce wspomina Pan, że o mało co nie zginął w 1992 roku, lądując awaryjnie na egipskim lotnisku.

Jeśli chodzi o ścisłość, mało co się nie usmażyłem w kabinie. Na szczęście udało mi się awaryjne lądowanie. Byłem wtedy częścią programu PEACE VECTOR, w ramach którego "wypożyczano" sojuszniczym rządom zagranicznym kadrę lotnictwa taktycznego, by ta służyła im pomocą techniczną i szkoleniową. Przez głupią awarię o mało co nie popsułem statystki międzynarodowej. (śmiech)

Co czuje pilot, któremu śmierć zagląda w oczy?
Ja nic nie czułem, byłem jak odrętwiały. Wygramoliłem się z dymiącego samolotu i usiadłem na betonie. Dookoła biegali Arabowie, a ja nic nie rozumiałem z tego, co krzyczą. Najwyraźniej byli bardziej przerażeni niż ja.

Jak Pan zapamiętał pierwszą iracką wojnę w 1991 roku?
Jako niekończące się pasmo odpraw i nasiadówek. To nie była trudna dla nas wojna, ale i na takiej można się sporo nauczyć. Rosjanie, którzy szkolili większość Irakijczyków, na polu walki myślą i działają w sposób bardzo scentralizowany, i to właśnie wpoili swoim uczniom. Odcięcie jednostek od dowódców wymuszało więc niezależne myślenie, czyli coś, z czym większość Irakijczyków nie radziła sobie zbyt dobrze. Bitwy i bez tego są dość chaotyczne, a nie mając rozkazów z góry, wiele irackich jednostek początkowo po prostu nie reagowało. Panowaliśmy na irackim niebie przez cały czas. Gdy ich MiG-i i Mirage'e w końcu jednak wystartowały, żaden z nich nie powrócił do bazy.

Na koniec poproszę Pana o kilka słów komentarza do sytuacji w Polsce. Nasz kraj 10 lat temu zdecydował się kupić 48 samolotów F-16. Czy to była dobra decyzja? Nie warto było wtedy wybrać nowszego modelu samolotu?

W przypadku samolotów nie wiek ma znaczenie, ale konstrukcja - a tę F-16 ma bez zarzutu. Poza tym te maszyny ciągle ewoluują, cały czas wprowadzane są do nich nowsze rozwiązania. Dziś latają już F-16 czwartej generacji. Poza tym tak naprawdę na rynku jest niewiele możliwości wyboru. Gdybyście odrzucili możliwość kupna F-16, musielibyście kupić samoloty z Francji lub z Rosji. Proszę mi zaufać, F-16 są dużo lepsze.

Naprawdę Pan uważa, że wytrzymują one porównania z najnowszych sprzętem Rosjan?
Rosja nigdy nie była niebezpieczna z powodu zaawansowania technicznego, tylko z powodu liczby posiadanych maszyn. Rosyjskie samoloty, a także ich uzbrojenie są w porządku, ale też nigdy nie robiły na mnie wielkiego wrażenia. Rywalizowałem z pilotami korzystającymi z rosyjskiego sprzętu w Iraku i Jugosławii - i jak pan widzi, jestem cały i zdrów. Poza tym proszę pamiętać - powtórzę to raz jeszcze - nie samoloty wygrywają lub przegrywają, lecz ludzie. Polacy zawsze mieli świetnych pilotów, na przykład Witolda Łokuciewskiego czy Zdzisława Krasnodębskiego, twórcę i dowódcę Dywizjonu 303. Jeśli tacy ludzie zostaną poddani odpowiedniemu szkoleniu, to na pewno rosyjskie siły powietrzne nie będą dla was zagrożeniem. Poza tym zawsze możecie nas zaprosić, byśmy też mieli trochę zabawy!

Rozmawiał Agaton Koziński

Wideo

Materiał oryginalny: Wojenne opowieści pilota F-16 - nasz wywiad z Danem Hamptonem, weteranem wojny w Zatoce - Polska Times

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

prawie 600 tysięczna armia USA i ponad 1,5 mln armia Wietnamu Południowego utrzymywana przez podatników USA, czyli łącznie 2,1 mln zołnierzy.

G
Gość

wraz z armią Wietnamu Południowego przegrali wojnę w 1984r. z prawie dwa razy mniejszym ludnościowo od Wietnamu Południowego - Witenamem Północnym. Prawie trzydzieści lata temu, wojska USA z częścią wojsk Wietnamu Południowego uciekali czym się dało od tj. samolotów i helikopterów poprzez statki wojenne i łodzie rybackie. Wojska USA uciekając pozostawili dużo broni i sprzętu wojskowego. Szkoda tylko 56 tys. zabitych żołnierzy USA przez Wietnam Północny i ponad 0,5 mln żołnierzy rannych USA, wśród których kilkadziesiąt tysięcy jest inwalidami do dnia dzisiejszego. Nie mówię już o tym, że Wietnam Północny zadał jeszcze poważniejsze straty wojskom Wietnamu POłudniowego. Ale tymi "sukcesami" i przegraną pierwszą wojną USA przy wsparciu armii Wietnamu Południowego, autor ksiażki - pilot już się nie chwali.

j
jon

znafco, nie kompromituj się.
podobnie dający plusy

j
jon

od kiedy to misją jest zrzucanie bomb, atakowanie celów rakietami , panie pismaku ?

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Wojenne opowieści pilota F-16 - nasz wywiad z Danem Hamptonem, weteranem wojny w Zatoce

a
ala

to byla regularna inwazja USA silami wielokrotnie przekraczajacymi mozliwosci obronne Iraku. Ostatni weterani wojenni pochodza z okresu Witnamu gdzi mozna mowic dopiero o wojnie choc w wyniku kontragresji USA

q
qwerty

zapraszamy najlepiej na stałe ze 100 F-22

A
Adam

Samoloty na zdjęciu to F-22, a nie w F-16.

Dodaj ogłoszenie