„Wolność jest najważniejsza!” Najbardziej kreatywne trio jazzowe w Polsce obchodzi jubileusz 20-lecia działalności

Michał Dybaczewski
Michał Dybaczewski
Od lewej: Maciej Garbowski, Krzysztof Gradziuk, Łukasz Ojdana
Od lewej: Maciej Garbowski, Krzysztof Gradziuk, Łukasz Ojdana Małgorzata Frączek
Udostępnij:
- Uważam ostatnią płytę za przełomową – mówi Krzysztof Gradziuk, perkusista RGG, o albumie Mysterious Monuments on the Moon, który właśnie ujrzał światło dzienne. Jego wydanie zbiega się z jubileuszem XX-lecia RGG, którego mecenasem jest Centrum Spotkania Kultur. I właśnie w czwartek 30 września w CSK odbędzie się koncert promujący najnowsze wydawnictwo formacji. Wyjątkowe wydarzenia celebrowane w wyjątkowym miejscu są niewątpliwie niepowtarzalną okazją do rozmowy o RRG. Naszym rozmówcą jest Krzysztof Gradziuk – 1/3 tria.

Jak to się stało, że RGG powstało?

Zaczęło się na Akademii Muzycznej w Katowicach. Z Przemkiem Raminiakiem (pierwszy pianista RGG – przyp. red.) zdawaliśmy egzamin na Wydział Jazzu do Katowic i szukaliśmy kontrabasisty, który by z nami zagrał na egzaminie. Ówczesny dziekan wydziału, Jacek Niedziela polecił nam Maćka Garbowskiego, który już tam studiował. Spotkaliśmy się w jednej z sal akademickich, zagraliśmy dwa utwory, a wychodząc z tej sali poczuliśmy, że pojawiła się między nami dobra energia. I tak się zawiązał zespół. Potem była Bielska Zadymka Jazzowa, gdzie zdobyliśmy nagrodę i możliwość nagrania płyty live w Radio Katowice. Z czasem zaczęło to nabierać coraz większych rozmiarów, pojawiały się kolejne płyty, aż minęło dwadzieścia lat. Nie wiadomo zresztą kiedy.

Co na początku działalności szczególnie mocno was inspirowało?

Od samego początku nasze wyobrażenie grania w trio było inne, niż w przypadku tego typu zespołów w Polsce. Zawsze nas fascynowała scena europejska. Takim odkryciem był Bobo Stenson Trio – zarówno pod względem muzycznym, jak i brzmieniowym. Założyliśmy sobie, żeby RGG nie miało lidera, a muzyka była rozszerzona o improwizację, ale nie na bazie konkretnej harmonii, melodii i rytmie, ale improwizacji zupełnie czystej, czyli budowanej w oparciu o doświadczenia i umiejętności muzyków.

Przemek Raminiak, z którym zakładałeś RGG odszedł z zespołu po dekadzie działalności. Dlaczego?

Odejście Przemka nie odbyło się z dnia na dzień. Ta decyzja dojrzewała – i u niego i u nas. Nasze „światy” zaczęły się coraz bardziej rozjeżdżać. My czuliśmy potrzebę odejścia od klasycznych form jazzowych i podążania w kierunku otwartej muzyki improwizowanej oraz współczesnej muzyki klasycznej. Wyrazem tej idei była płyta „Szymanowski” wydana już z Łukaszem Ojdaną. Z kolei Przemek od zawsze miał inklinacje do instrumentów elektronicznych, a to niestety stało w opozycji do tego, co miałem w głowie z Maćkiem Garbowskim. Nikt nikogo nie chciał ograniczać, dlatego nasze drogi się rozminęły i nastąpiło nowe rozdanie.

Czy Łukasz Ojdana, który zastąpił Raminiaka był waszym pierwszym wyborem?

Tak. Wybierając następcę Przemka nie chodziło nam, żeby był to ktoś znany, ale przede wszystkim oddany zespołowi. O Łukaszu mówiłem Maćkowi Garbowskiemu już wcześniej. Uczę na Wydziale Jazzu w Zespole Państwowych Szkół Muzycznych w Warszawie, a Łukasz Ojdana był jej uczniem. Zwrócił moją uwagę ogromną dociekliwością – interesował go nie tylko obszar pianistyki, ale prosił mnie także o ćwiczenia perkusyjne związane z polimetrią czy polirytmią. Łukasz przesiadywał w szkole od samego rana i cały czas ćwiczył zgłębiając tematy muzyczne. Widziałem jego potencjał, dojrzałość i przede wszystkim otwartą głowę. Pierwszy raz zagraliśmy z Łukaszem na jam session podczas Jazzu Camping Kalatówki. Wraz Maciejem zobaczyliśmy że rozumie naszą filozofię grania i sposób postrzegania muzyki. Decyzję o tym, żeby Łukasz zasilił nasze szeregi podjęliśmy na kolejnej edycji Jazz Campingu na Kalatówkach. Wtedy też po koleżeńsku rozstaliśmy się z Przemkiem. I tak ruszyliśmy w dalszą drogę.

RGG to skrót od nazwisk – Raminiak, Garbowski, Gradziuk. Odejście Przemka oznaczało zatem, że z nazwy wyskoczyła wam literka „R”. Czy w tej sytuacji nie rozważaliście zmiany nazwy zespołu?

Taka myśl się pojawiła, aczkolwiek zapytałem Przemka, czy miałby coś przeciwko, żeby nazwa RGG została. Zgodził się i nic nie zmienialiśmy, tym bardziej, że mało kto już wtedy wiedział, że RGG pochodzi od naszych nazwisk. RGG stało się znakiem rozpoznawczym. Marką samą w sobie.

Dwadzieścia lat działalności, dwanaście płyt w dorobku. Którą płytę RGG uważasz za przełomową?

Pewnie nie będę tu oryginalny, ale uważam, że najnowsza płyta, czyli „Mysterious Monuments on the Moon” jest poważnym krokiem w przód. Utwory, które się na niej znajdują nie zostaną już nigdy zagrane w dokładnie takiej samej formie. Poprzednia płyta „Memento” była dosyć piosenkowa i melodyjna, zaś „Mysterious…” też ma melodie, ale nie są to melodie „radiowe”.

Wspomniana przez ciebie płyta „Memento” została wydana przez Warner Music w serii Polish Jazz. O ile fakt, że to akurat wy nagraliście album pod tym legendarnym szyldem nie może dziwić, to pytania budzi szybkie zakończenie współpracy z Warner Music.

Po wydaniu „Memento” przedstawiliśmy Warnerowi kolejny materiał – improwizowany set zarejestrowany w Instytucje Audiowizualnym. Odrzucili go, stwierdzając, że stylistycznie nie mieści się w ramach wytwórni. Wtedy też zapaliła nam się czerwona lampka i czuliśmy, że ta współpraca wkrótce dobiegnie końca. Tym bardziej, że nie chcieliśmy nagrywać kolejnej płyty w charakterze „Memento”. Poza tym bardzo nie podobało nam się to, co zaczęło się dziać w katalogu Polish Jazz – towarzystwo, które się w tej serii pojawiło nie było z naszej bajki i nie chcieliśmy być z nim identyfikowani. Te czynniki złożyły się na to, że zakończyliśmy współpracę z Warnerem płacąc zresztą karę umowną. „Bogaci” jazzmani zapłacili „biednej” korporacji niemałą kwotę, ale muszę powiedzieć, że były to najlepiej zainwestowane pieniądze w życiu. Bo życie jest po prostu za krótkie, żeby robić coś, co nie jest zgodne z wizją artysty. Wolność jest najważniejsza!

„Mysterious Monuments on the Moon” wydaliście już niezależnie. Ta niezależność będzie regułą, czy jest to raczej chwila oddechu po Warnerze?

Trudno powiedzieć, wszystko zależy od zasad współpracy. Na pewno nie chcemy się z nikim wiązać takim kontraktem, jaki mieliśmy z Warnerem. Umowa zawierała mnóstwo paragrafów, które de facto ubezwłasnowolniają artystę, a to przecież my jesteśmy twórcami muzyki i motorem napędowym.

Jak powstawała koncepcja albumu „Mysterious Monuments on the Moon”?

Stwierdziliśmy, że chcielibyśmy zagrać jak najwięcej muzyki otwartej, dlatego też kompozycje zawarte na płycie dają dużo przestrzeni do improwizowania w czasie rzeczywistym. Tytuł płyty nawiązuje do tego, że na Księżycu znajduje się osiem tajemniczych budowli, które nie wiadomo do końca czym są. Na płycie jest 15 utworów – osiem wyimprowizowanych monumentów, które są swego rodzaju tajemnicą, dwa utwory zostały poddane przeróbce przez Janka Smoczyńskiego – naszego realizatora dźwięku, trzy kompozycje Łukasza Ojdany, oraz standard „Moonray” Artie Shaw’a i „Vexation” Erika Satie, stanowiących także punkt wyjścia do improwizacji. W efekcie mamy bardzo księżycową i tajemniczą płytę – zarówno w tytule, jak i w muzyce. „Mysterious Monuments on the Moon” odbiega stylistycznie od tego, co nagraliśmy wcześniej, stanowiąc jednak konsekwencję naszych wieloletnich działań artystycznych – tego co chcemy grać i naszych zainteresowań, które sięgają muzyki klasycznej, tej nowszej ale i starszej. Album właśnie się ukazał, a za kilka miesięcy wyjdzie także w formie podwójnej płyty winylowej. W porównaniu z kompaktem wersja winylowa będzie miała trzy utwory bonusowe, a więc fani czarnego krążka powinni być usatysfakcjonowani.

Jesteś niezwykle kreatywnym perkusistą, a perkusjonalia mają w twoim przypadku szerokie znaczenie. Chciałbym zapytać cię o najbardziej nietypową rzecz jaką połączyłeś z perkusją?

Ostatnio na scenie pojawiła się starą piła tarczowa i zwężki stalowe używane m.in. w branży hydraulicznej. Jakiś czas temu wraz z Maćkiem Garbowskim zarejestrowaliśmy materiał w kuźni mojego dziadka. Gram tam m.in. na kowadle, imadle, podkowach, czy starym tasaku. Sesja z kuźni zostanie wydana przyszłym roku.

Kiedy i gdzie?

RGG Mysterious Monuments on the Moon – Jubileusz XX-lecia zespołu

Czwartek, 30 września, godz. 19, Klub Muzyczny CSK

Bilety: 30/40 zł; Bilet specjalny (spotkanie i kolacja z zespołem po koncercie): 140 zł

Fight Raport odc.1

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie