Wystawa w Galerii Białej: Sztuka warkoczem się toczy (ZDJĘCIA)

Sylwia Hejno
- To wystawa dedykowana kobietom i zrobiona przez nie. Pomimo różnic, artystki mają też ze sobą wiele wspólnego - mówi Anna Nawrot z Galerii Białej.

Złote, kasztanowe, spopielone... Włosy różnych kolorów i różnych osób splatają się w dziewczęcy warkocz. Ma ponad dwieście metrów, wymyka się z kłębka i pnie się po ścianie, układając w zygzaki zapisu EKG, linii życia. Praca Krystyny Piotrowskiej stała się pierwszą inspiracją do wystawy „Mam to z głowy”.

- „Warkoczyk” nawiązuje m.in. do traumy, Holocaustu i przemijania, ale można na niego patrzeć także przez pryzmat kobiecości. Włosy raz są tabu, są ukrywane, innym razem eksponowane, ich brak może świadczyć o chorobie. Są też wieloznaczne, bo na głowie zachwycają, a gdy są już martwe i leżą na podłodze, mogą wręcz brzydzić - opowiada Anna Nawrot.

Włosy i sierść są też obecne, choć nieco inaczej, w pracach Patrycji Piwosz. Jej „Obrastacze” są jednocześnie rzeczą i żywą istotą: człowiekiem, zwierzęciem i meblem po trochu. Kuszą, żeby je pogłaskać i niepokoją kształtami ciała, pokrytego sztucznym i zwierzęcym futrem (artystka pozyskała je z recyclingu). - Pokazują stopniową przemianę człowieka w przedmiot, włosy stają się synonimem zastania, obrastania, gdy przestaniemy się rozwijać, motywować do ruchu i gdy wrastamy w wygodne, mieszczańskie życie - wyjaśnia Patrycja Piwosz.

Włosy trwają dłużej od osoby, która je nosi. Można w nich dostrzec pewne podobieństwo z bluszczem, zgodnie z definicją, pnączem, które jest wiecznie żywe. Irena Nawrot wymieszała rośliny sztuczne z tymi żywymi, szczelnie porosły ściany galerii, podobnie jak sierść zakryła ludzi-przedmioty Patrycji Piwosz. Obok tego karnawału życia i zieleni Irena Nawrot umieściła czaszki: ręcznie szyte mandale z fotografii i fantazyjne, tętniące kolorami obiekty. - „Mam to z głowy” wywołało we mnie najprostsze skojarzenie, bo głowa to przecież czaszka - opowiada. - Od pewnego momentu zaczął zajmować mnie czas, jego fotografowanie stało się wręcz moją obsesją.

Monika Drożyńska także wyszywa swoje prace. Ale zamiast ozdobnych, domowych haftów wybrała mowę ulicy, wraz z wulgaryzmami i błędami ortograficznymi. Język murów, pomazanych klatek schodowych i szaletów wiele mówiący o współczesnej rzeczywistości ubrała w formę wręcz uroczych, niewinnych, ręcznie haftowanych serwetek.

Słowa, które mają fizyczną moc, są bliskie także Jadwidze Sawickiej. Jej krótkie, hasłowe metafory często znajdują się na bladocielistym tle, które przypomina kolor skóry.

- Artystki stworzyły pięć różnych narracji, które doty-kają tematów przemijania, traum, cielesności czy stereotypów. Chociaż zajmują oddzielne przestrzenie, to z pewnością dostrzeżemy, jak te wątki się przenikają - dodaje Anna Nawrot.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie