reklama

Z polityki w dyplomację, czyli co Tomasza Arabskiego pcha do Madrytu

Anita Czupryn
Arabski mieszkał już kiedyś w Madrycie, mówi po hiszpańsku. Jest też kibicem Realu Madryt. Ma bogatą bibliotekę hiszpańskiej literatury i godzinami może patrzeć na obrazy Francisca Goi
Arabski mieszkał już kiedyś w Madrycie, mówi po hiszpańsku. Jest też kibicem Realu Madryt. Ma bogatą bibliotekę hiszpańskiej literatury i godzinami może patrzeć na obrazy Francisca Goi Bartek Syta/Polskapresse
Inżynier dźwięku, radiowiec, dziennikarz, w końcu polityk. Najbliższy współpracownik premiera Donalda Tuska stoi oto przed kolejnym wyzwaniem - chce być ambasadorem w Madrycie. Sylwetkę szefa KPRM Tomasza Arabskiego kreśli Anita Czupryn

Zadzwonię za 10 minut. Tomasz Arabski - SMS takiej treści przyszedł na moją komórkę. Wcześniej, za pomocą tego popularnego narzędzia kontaktu między dziennikarzami a politykami, poprosiłam ministra o rozmowę. Od momentu przysłania wiadomości przez szefa kancelarii premiera mija dziesięć minut. Mija dwadzieścia minut. Upływają kolejne. Tomasz Arabski dzwoni po upływie prawie pół godziny.
- Pańskie 10 minut jest inne od mojego - nie mogę sobie odmówić ironii.
- Bo to jest śródziemnomorskie 10 minut - żartuje Tomasz Arabski.

Wieść o tym, że szef kancelarii premiera, w prywatnych kręgach znany jako miłośnik kultury śródziemnomorskiej i iberystyki, stara się o stanowisko ambasadora RP w Hiszpanii, gruchnęła w mediach w ostatni poniedziałek. We wtorek potwierdził ją sam Donald Tusk podczas konferencji prasowej po obradach Rady Ministrów. - Wpłynął wniosek ze strony ministra spraw zagranicznych o skierowaniu go na placówkę do Madrytu. Oczywiście nie jest to decyzja prezesa Rady Ministrów. Procedura jest czasochłonna. Wymaga decyzji i akceptacji ze strony prezydenta, ważna jest opinia komisji sejmowej - powiedział szef rządu. I dodał: - Rozmawiałem o tym z ministrem Arabskim. Byłby zainteresowany pozytywną decyzją. Nie będę stawiał przeszkód.

Sejmowa Komisja Spraw Zagranicznych przesłucha kandydata na ambasadora prawdopodobnie już w marcu. Jeśli wypadnie dobrze i prezydent Komorowski podpisze jego nominację, to latem Arabski z żoną i czwórką dzieci może rozpocząć nowe życie. Życie jak w Madrycie. W końcu Hiszpania należy do grupy państw europejskich o największej liczbie świąt państwowych i dni ustawowo wolnych od pracy. W ciągu roku Hiszpanie obchodzą 12 dni świątecznych ogólnokrajowych, nie mówiąc już o świętach lokalnych czy spontanicznych miejskich i wiejskich fiestach. Czas inaczej tam płynie, więc bywa i tak, że 10 minut potrafi rozciągnąć się do 30.

Nie jest tajemnicą, że Donald Tusk niechętnie puszcza od siebie jednego z czwórki najbliższych swoich współpracowników. Media piszą, że szef rządu hamletyzował, gdy się dowiedział o tym pomyśle. Ale tej prawdy nie chcą przyjąć politycy opozycji i natychmiast podnieśli larum. Dla Andrzeja Dudy, posła PiS, zgoda premiera na wysłanie Arabskiego do Madrytu to nic innego jak szukanie immunitetów dla osób, które mogą zostać pociągnięte do odpowiedzialności za smoleńską katastrofę. A w mniemaniu PiS osobą tą jest właśnie Tomasz Arabski. - Jego odsuwa się z rządu, załatwiając mu lukratywną posadę objętą immunitetem. Co ważne, on dziś takiego immunitetu nie ma - podkreśla poseł Duda, pijąc zapewne do tego, że Arabski nie zdołał uzyskać mandatu w ostatnich wyborach do parlamentu. W podobnym tonie wypowiada się Andrzej Melak, brat Stefana Melaka, ofiary smoleńskiej tragedii: - Wszyscy zaangażowani w przygotowanie wizyty prezydenta w Katyniu w 2010 r. ponoszą odpowiedzialność karną, służbową i każdą inną. Jednak dzięki p
remierowi Donaldowi Tuskowi mają miękkie lądowanie w różnych miejscach świata, na różnych eksponowanych stanowiskach - mówił Melak w rozmowie z portalem Stefczyk.info.

Opinie środowisk prawicowych, niepozbawione wyczuwalnej dozy histerii, wydają się jednak mocno przesadzone. Po pierwsze, immunitet dyplomatyczny nie zwalnia dyplomaty z odpowiedzialności w kraju, z którego pochodzi, a jedynie chroni go w kraju, w którym przebywa. A i sama Hiszpania nie jest dzikim lądem na końcu świata, a krajem mocno osadzonym w Unii Europejskiej, do której samolotem dociera się szybciej niż, dajmy na to, z dzielnicy Tarchomin na Ursynów w Warszawie najszybszym nawet samochodem. Chcąc jednak poznać stanowisko szefa kancelarii premiera Tuska, pytam go wprost, czy chce uciec do Madrytu przed smoleńskimi zarzutami.
- Zarzuty smoleńskie to pojęcie publicystyczne i nie mam najmniejszego powodu ich komentować - ucina Tomasz Arabski.

Pogłoski o tym, że "Arabowi", jak mówią na niego w kancelarii, chodzi po głowie Hiszpania, pojawiały się już wiele miesięcy wcześniej. A kiedy ambasador w Madrycie Ryszard Schnepf został przedstawicielem Polski w Waszyngtonie, to również w MSZ półoficjalnie, za to nawet dość głośno przebąkiwano, że placówkę po nim objąć może najbliższy z zaufanych Donalda Tuska. Pięć lat w jednym miejscu pracy, jakim jest kancelaria premiera, chyba zaczęło uwierać Tomasza Arabskiego. Bo też wystarczy prześledzić jego ścieżkę kariery zawodowej, żeby zobaczyć, iż to, co go w życiu stymuluje, to nowe wyzwania.

Dziennikarka w serwisie informacyjnym przeczytała nazwę lotniska w Madrycie fonetycznie, tak jak miała napisane: Barajas. »Arabella« natychmiast interweniował: Nie Barajas, tylko Barahas

Tomasz Arabski ukończył na gdańskiej Politechnice inżynierię dźwięku, ale przez zaangażowanie w działalność opozycyjną, aktywność w Niezależnym Związku Studenckim (o czym nie lubi mówić, bo wielokrotnie podkreślał, że deprymują go "kombatanckie opowieści") ciągnęło go do obywatelskiego pisania, do dziennikarstwa. I to właśnie zawód dziennikarza uprawiał najdłużej, co nie znaczy, że nie zmieniał miejsca pracy czy zamieszkania. W latach 1991-1992 przebywał w Madrycie - wówczas przyjechał tam, znając już trochę język, teraz po hiszpańsku mówi bez problemu, biegle też posługuje się angielskim. W Hiszpanii był korespondentem - wolnym strzelcem Radia Wolna Europa, próbował też zaczepić się na studiach. Jak zdradza nam jego znajomy, za pobytem przyszłego szefa kancelarii premiera w stolicy Hiszpanii kryje się romantyczna historia - była tam pewna dziewczyna, rodowita Hiszpanka, sympatia z czasów młodości. Jednak sam Tomasz Arabski szybko ucina pytania: - To osobiste sprawy - odpowiada krótko.

Polska nie była wtedy jeszcze w Unii Europejskiej, nie udało mu się zaczepić w Madrycie na dłużej. Wrócił do Polski i nadawał jako reporter z Radia Plus, następnie dwa lata pracował w radiu Zet. - Szybko stał się rozpoznawalnym korespondentem. Miał charyzmę, zwracały uwagę jego relacje zwłaszcza te z wizyty papieża Jana Pawła II na Kubie - wspomina jedna z dziennikarek.

Gdzieś tam po drodze, między radiem a kolejnym radiem, nakręcił z kolegami film - 10 odcinków serialu dokumentalnego o swoim rodzinnym mieście - "Gdańsk, jakiego nie znamy".

Kiedy arcybiskup Tadeusz Gocłowski złożył mu propozycję, zgodził się wrócić do rozgłośni Radia Plus w Gdańsku, już jako jej naczelny. Na antenie nie występował, ale dał się poznać jako sprawny komentator w studium papieskim, które na żywo prowadził Bogdan Rymanowski. W gdańskim Plusie Arabski zasłynął na rynku medialnym tym, że potrafił zbudować mocną ekipę dziennikarzy profesjonalistów. Zyskał sobie wizerunek energicznego menedżera i inspirującego lidera szkoleń organizowanych dla młodych reporterów czy DJ-ów. Wtedy wciąż jeszcze kręciło go dziennikarstwo, które postrzegał jako misję.

- Był 2001 r., pamiętny atak terrorystyczny na WTC w Nowym Jorku - opowiada Barbara Woźnica, dziś wydawca w Radiu Plus, wówczas młodziutka reporterka. - Tomasz szefował w Gdańsku, a u nas w warszawskiej redakcji trwało właśnie zawirowanie z właścicielami i bezkrólewie. Mimo to zespół stanął na głowie, aby podołać zadaniu. Tomasz docenił to nasze zaangażowanie. Przysłał butelkę wina z listem: "Chociaż bez woźnicy, to daliście radę". Śmialiśmy się, że przecież Woźnicę mamy na pokładzie, ale on nie znał jeszcze mojego nazwiska - wspomina Barbara Woźnica.

Poznał je, gdy w 2002 r. został członkiem zarządu całej sieci Radia Plus w Warszawie. Byli dziennikarze wspominają, jak Arabskiego chwalił wówczas Michał Karnowski, dziś szef portalu Wpolityce.pl, który deklarował, że to "Arab" nauczył go dziennikarstwa radiowego. Ale w Warszawie współpracownicy radiowi nie mówili na niego "Arab", tylko "Arabella" - nawiązując tym do bohaterki baśniowego serialu dla dzieci czeskiej produkcji, którą za żonę chciał pojąć zły czarodziej Rumburak. - Ktoś, kto pierwszy zauważył, że do redakcji zbliża się Tomasz, przekręcał fikcyjny pierścień na palcu, dając nam znak, że zaraz tu będzie nasz szef - "Arabella" - śmieje się jeden z byłych dziennikarzy.

- Z nazwiskiem Arabski po raz pierwszy zetknęłam się na początku lat 90. Kiedy tworzyliśmy Radio Legnica, słuchaliśmy serwisów z innych, nowo powstałych stacji komercyjnych. Tomek, który pracował wtedy w Zetce, był nam przedstawiany jako przykład reporterskiej sprawności. Kilka lat później został moim szefem w warszawskim Radiu Plus. Oboje jeździliśmy najbrzydszym samochodem świata, czyli multiplą. Bardzo ubolewał, że moja była jednak ładniejsza, bo srebrna, a jego zielonkawa... W ogóle ciężko znosi porażki. Pamiętam, jak przeżywał, że Sejm nie wybrał go do KRRiT. Jako szef był ambitny, jako polityk też. Jako szef był bardziej na luzie, jako polityk (mamy teraz sporadyczny kontakt) nieco się usztywnił, może stał się ostrożniejszy, mniej ufny? Ma problem z komunikacją. Posiada specyficzne poczucie humoru - sarkastyczne, złośliwe wręcz. Ja akurat takie lubię, ale są tacy, co nie rozumieją, i to mu pewnie przysparza kłopotów - mówi Beata Tadla, znana dziennikarka prowadząca dziś główne wydanie "Wiadomości" w TVP 1. Podobne spostrzeżenia ma dziś i Barbara Woźnica: - Radio było środowiskiem, w którym Tomasz czuł się bardzo dobrze. KPRM to inna odpowiedzialność, inne miejsce, inne środowisko. Gdy niedawno z okazji 20-lecia radia nagrywaliśmy z nim rozmowę, ważył każde słowo.

W momencie gdy Arabski przyszedł do centrali Radia Plus w Warszawie, dziennikarze nie mieli dostępu do informacji PAP, drukarka nie działała, nie było nawet papieru.

- Ale mieliśmy za to dwóch prezesów - Tomasza i księdza Kazimierza Sowę, i pomimo tych podstawowych braków radio zaczęło się rozkręcać. Arabski był jak wulkan. Nie potrafił usiedzieć na miejscu, zaszczepiał w nas nowe projekty, a potem osobiście nad nimi czuwał. I tak, raz na kwartał wydawaliśmy "Magazyn Radia Plus" z jego wstępniakiem, sylwetkami ludzi radia, by potem o 6 rano stać w chodliwych punktach miasta, przed stacjami metra i rozdawać gazetę ludziom, zapraszając ich do słuchania radia. Wszyscy się bardzo identyfikowaliśmy z firmą. To było niebywałe, aby dziennikarze z redakcji wyszli na ulicę, ale to Arabski był tym człowiekiem, który potrafił nas do tego nakłonić. A kiedy doszło do zwolnień, prezesi zachowali się przyzwoicie. Sowite odprawy otrzymali nawet ci, którzy nie byli na etacie - opowiada Barbara Woźnica.

Za czasów Arabskiego w warszawskiej redakcji Plusa kierownicy działów mogli w każdej chwili spodziewać się od niego telefonu. Arabski jechał autem, słuchał serwisu informacyjnego, a potem dzwonił: "To należy poprawić, tamten materiał za długi, reporter zadał źle pytanie i nie trafił w sedno" - wyliczał uwagi. Nie dzwonił jednak bezpośrednio do dziennikarzy, ale do ich szefów.

- Raz zdarzyło się, że dziennikarka w serwisie informacyjnym przeczytała nazwę lotniska w Madrycie fonetycznie, tak jak miała napisane: Barajas. Natychmiast był telefon od "Arabelli". - Dziennikarze powinni wiedzieć, że nie mówi się: Barajas, tylko: Barahas - interweniował - opowiada inny.

Pewnie, że bywały sytuacje, w których jako szef wkurzał swoich współpracowników. Była szefowa news roomu opowiada, że raz między nią a "Arabellą" doszło do ostrej wymiany zdań na tematy bieżące. - Ja ciskam gromy, a Tomasz, odpierając argumenty, jednocześnie stuka w klawisze telefonu komórkowego. Pisze SMS, co mnie dodatkowo wpienia. Kończę więc rozmowę, odwracam się wściekła, otwieram do drzwi. W tym momencie dostaję SMS. Od Arabskiego: "Nie trzaskaj drzwiami, proszę". Nie sposób się było nie roześmiać. "Arabella" powiedział, co musiał, choć wzbudzało to złość, ale potrafił rozładować atmosferę.

Nie były to jednak dla tego radia łatwe czasy, było w zapaści, rozgłośni groził upadek. Ale ekipa, jaką wówczas Arabski zorganizował, to ludzie, którzy dziś są gwiazdami stacji telewizyjnych, jak np. Beata Tadla, Agnieszka Milczarz, Iwona Kutyna, Piotr Maślak, Piotr Jacoń czy Piotr Gociek - publicysta, dawniej "Uważam Rze", dziś "Tygodnika Lisickiego" Arabski wprowadził do radia format SOFT AC - format łagodnych przebojów, z czego Plus słynie do tej pory. Razem z ks. Kazimierzem Sową organizowali radiowe akcje, jak piknik w zoo - do współpracy potrafili zarazić wszystkich pracowników. Nie tylko dziennikarzy, ale też pracowników administracji, marketingu i promocji. Byli dziennikarze opowiadają, że w radiu, które samo w sobie stało kiepsko, atmosfera była nadzwyczajna.

- Był 2003 r., zbliżało się Boże Narodzenie i okazało się, że nie ma pieniędzy na wypłaty dla pracowników. Wówczas Tomasz Arabski, ks. Kazimierz Sowa i jeszcze jeden członek zarządu wzięli prywatnie komercyjny kredyt w banku, chyba 150 tys. zł, aby mieć z czego wypłacić nam wynagrodzenia. Spłacali go przez lata z własnej kieszeni. W tamtym czasie jednak nie mieliśmy świadomości, że to zrobili, ja się o tym dowiedziałam po latach. To świadczy o ich wielkiej odpowiedzialności za ludzi - opowiada jedna z byłych dziennikarek Radia Plus.

Arabski wówczas przeniósł się do Warszawy z całą rodziną. Tu urodził się jego najmłodszy syn Franek. Z radia Plus odszedł dość gwałtownie - nie zgadzał się z wizją, jaką mieli współwłaściciele. Zdecydował o powrocie do Gdańska i wtedy miał obiecać swojej żonie, że postara się nie narażać jej więcej na taki stres. Arabscy w Gdańsku postanowili zapewnić dzieciom stabilizację, kupili dom. On zaczął pracę jako naczelny "Dziennika Bałtyckiego", był też członkiem zarządu Polskiego Radia w Gdańsku. Kiedy w 2007 r. premier Tusk, z którym znał się od dawna, zaproponował mu pracę u swojego boku, nie wahał się ani chwili - był wówczas wicedyrektorem ds. marketingu w Polskim Radiu i znów czuł znajome uwieranie. Zresztą w tamtym czasie już miał świadomość, że dziennikarstwo to nie jest to samo, co było - przestawało być misją, szło w kierunku tabloidu, sensacji, płytkich informacji. W Gdańsku wielu jednak popadło w konsternację, gdy dowiedzieli się o decyzji premiera: "Arabski? Dlaczego on? Przecież Tusk miał ludzi, których znał lepiej, mógł to zaproponować bliższym przyjaciołom".

Ale to właśnie były dziennikarz, długoletni radiowiec dołączył do drużyny Tuska. W sensie dosłownym również, bo wbrew temu, co o nim piszą w mediach, okazał się świetnym zawodnikiem do gry i w piłkę nożną, i w tenisa. - W piłkę Tomek gra lepiej niż premier Donald Tusk, na boisku wykazuje się lepszą techniką, no, ale w młodości chodził do szkoły sportowej - zapewnia jeden z polityków Platformy.

Tomasz Arabski w listopadzie 2007 r. do Warszawy przyjechał sam - nie chciał znów burzyć życia żonie Dorocie i dzieciom: Jankowi, Marii, Zosi i Frankowi. Został politykiem, ale fascynacja Hiszpanią pozostała. Jak twierdzą jego liczni znajomi, których zaprasza do gdańskiego domu na np. własnoręcznie wędzone śledzie (o jego potrawach krążą legendy, mówią, że lubi i potrafi świetnie gotować), posiada bogatą bibliotekę hiszpańskiej literatury i godzinami może wpatrywać się w obrazy Francisca Goi. Goyę uważa za najwybitniejszego malarza wszech czasów - artystę, który wyprzedził zarówno ekspresjonistów, jak i impresjonistów. Ponoć potrafi rozpoznać każdą pracę tego hiszpańskiego malarza i rysownika. Jego brat Adam rozwinął ten talent jeszcze dalej - jest artystą malarzem i rzeźbiarzem.

Przynajmniej raz czy dwa razy do roku - czy to służbowo, czy prywatnie - Tomasz Arabski odwiedza Madryt, podróżuje po Półwyspie Iberyjskim. Jest wiernym kibicem Realu Madryt. Osobiście zna się z hiszpańskimi politykami zarówno z partii rządzącej, jak i z opozycji, i znał ich, jeszcze zanim sam został politykiem. Te znajomości zaowocowały na tyle, że jakieś dwa lata temu Arabski został bohaterem artykułów w hiszpańskich gazetach. Hiszpańscy dziennikarze rozpisywali się o jego roli, jako szefa polskiej KPRM, w odbudowie relacji hiszpańsko-polskich. Podkreślali, że stało się to dzięki osobistym kontaktom urzędnika premiera Donalda Tuska. Ale w polskich mediach fakt ten nie wypłynął, dziennikarze nie mieli o tym pojęcia.

I nic dziwnego. Tomasz Arabski wywiadów udziela rzadko, od świateł jupiterów stroni, woli bezpieczny cień, unika typowej dla wielu innych polityków potrzeby lansu, którą niektórzy z nich realizują nawet za cenę śmieszności. Arabski nie przepada też za eksponowaniem swoich sukcesów czy chwaleniem się wiedzą. Z pozoru ekstrawertyk, w tle introwertyk, ale w kameralnym gronie przyjaciół bywa duszą towarzystwa. Potrafi zaskoczyć: piekielną inteligencją, dowcipem, wszechstronną wiedzą.

- Raz dyskutowaliśmy o powieści Faulknera "Wściekłość i wrzask". "Arab" mimochodem rzucił, że tytuł powieści zaczerpnięty został z monologu 5. aktu "Makbeta" Wiliama Szekspira. A potem ni stąd, ni zowąd wyrecytował go w oryginale - opowiada jego bliska znajoma.

- Kto jest panu bliższy: Don Kichot czy Jan Dantyszek - pytam podstępnie ministra Arabskiego. O hiszpańskim błędnym rycerzu z La Manchy walczącym z wiatrakami słyszał chyba każdy, ale nie wszyscy wiedzą, że pochodzący z Gdańska renesansowy poeta, potem biskup warmiński, był pierwszym polskim ambasadorem w Hiszpanii. Szef kancelarii premiera rozpromienia się.

- Dobre pytanie - mówi. - Jako bohater literacki o ciekawym podejściu do świata bliższy mi Don Kichot. Dantyszek, gdańszczanin na dworze cesarza Karola V w Madrycie, nie może być dla mnie wzorem. Choć to oryginalna postać, był bardzo pracowity. A jeśli chodzi o dyplomację, to był geniusz. O ile podziwiam go jako literata i dyplomatę, trudno, bym czerpał z niego wzory, biorąc pod uwagę, że zostawił po swoim ambasadorowaniu w Madrycie dwie córki. Co nie przeszkodziło mu po powrocie z Hiszpanii pod koniec życia zostać biskupem warmińskim - odpowiada.

Czy po upływie pięciu stuleci od czasów słynnego Jana Dantyszka teraz to Tomasz Arabski zostanie drugim ambasadorem gdańszczaninem w Hiszpanii? Po ostatnich reakcjach Prawa i Sprawiedliwości można się spodziewać, że posłowie z ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego zasiadający w sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, przed którą musi stanąć Arabski, nie będą do niego przyjaźnie nastawieni. Ale pewne jest jedno. Jak śpiewał Jan Kaczmarek: "To fakt bezsporny absolutnie, więc nie ma sensu go podważać, choć w tym temacie trwają kłótnie, historia lubi się powtarzać".

Anita Czupryn

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Materiał oryginalny: Z polityki w dyplomację, czyli co Tomasza Arabskiego pcha do Madrytu - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 16

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

t
tak myślę

Wysłali go piewcy III RP aby przetarł szlaki na półwyspie iberyjskim ,gdy zacznie zawalać sie grunt pod nogami będą mieli przygotowane bezpieczne lokum aby skryć sie przed sprawiedliwością

g
gda

co za pierdoły? Gdzie te legendy

F
Florencja

Zszedł na psy!

B
Byk.

Tomasz Arabski to pitol i karierowicz oszołom pitoli z PO..Czy odpowiedzialny za Smoleńsk oceni prokuratura i Trybunał Karny..gdzie stanie pitol Tusk..Rostowski.Komorowski.Sikorski..Arabski..Kopacz itd.
Polsko obudź się i posłuchaj prawdy..You Tube krzciuk 61 to droga dla Polski...ZDRAJCY OJCZYZNY....Arabski to walczył jako dziennikarz Radia Wojna Europa z kościołem i ks.prałatem Henrykiem Jankowskim i braćmi Kaczyńskimi i innymi politykami z PO..SLD.PiS.

B
Byk.

Tomasz Arabski to pitol i karierowicz oszołom pitoli z PO..Czy odpowiedzialny za Smoleńsk oceni prokuratura i Trybunał Karny..gdzie stanie pitol Tusk..Rostowski.Komorowski.Sikorski..Arabski..Kopacz itd.
Polsko obudź się i posłuchaj prawdy..You Tube krzciuk 61 to droga dla Polski...ZDRAJCY OJCZYZNY....Arabski to walczył jako dziennikarz Radia Wojna Europa z kościołem i ks.prałatem Henrykiem Jankowskim i braćmi Kaczyńskimi i innymi politykami z PO..SLD.PiS.

B
Byk.

Tomasz Arabski to pitol i karierowicz oszołom pitoli z PO..Czy odpowiedzialny za Smoleńsk oceni prokuratura i Trybunał Karny..gdzie stanie pitol Tusk..Rostowski.Komorowski.Sikorski..Arabski..Kopacz itd.
Polsko obudź się i posłuchaj prawdy..You Tube krzciuk 61 to droga dla Polski...ZDRAJCY OJCZYZNY....Arabski to walczył jako dziennikarz Radia Wojna Europa z kościołem i ks.prałatem Henrykiem Jankowskim i braćmi Kaczyńskimi i innymi politykami z PO..SLD.PiS.

B
Byk.

Tomasz Arabski to pitol i karierowicz oszołom pitoli z PO..Czy odpowiedzialny za Smoleńsk oceni prokuratura i Trybunał Karny..gdzie stanie pitol Tusk..Rostowski.Komorowski.Sikorski..Arabski..Kopacz itd.
Polsko obudź się i posłuchaj prawdy..You Tube krzciuk 61 to droga dla Polski...ZDRAJCY OJCZYZNY....Arabski to walczył jako dziennikarz Radia Wojna Europa z kościołem i ks.prałatem Henrykiem Jankowskim i braćmi Kaczyńskimi i innymi politykami z PO..SLD.PiS.

k
kardacz

W jednym przypadku T.Arabski mi się podobał - po tym jak zadzwonił z Izraela do Polski i wstrzymał pytanie do Donalda Tuska przebywającego tam z wizytą ,dotyczące ustawy prywatyzacyjnej na podstawie której żydy oskubali by Polskę go gołej d*py.

A
AMBER GOLD

PiS osiągnęło mistrzostwo świata, wmawiając opinii publicznej, że to kancelaria premiera, a nie kancelaria prezydenta Lecha Kaczyńskiego organizowała wyjazd do Smoleńska. Ja nie widzę przeciwwskazań, żeby obecny szef kancelarii premiera Tomasz Arabski objął stanowisko ambasadora Polski w Madrycie - mówi doradca prezydenta Tomasz Nałęcz, gość Przesłuchania w RMF FM.

31 węzłowy Burke.

dopadnie kaczor. Wcześniej lub później. Bo nie ma innego wyjścia.

n
no

Tomasz Arabski trzy razy startował na posła z list PO w rodzinnym Gdańsku, nigdy się nie dostał nie zdobył nawet 900 głosów.
Najbardziej zabawni są ludzie z Agory, którzy mówią " Arabski będzie świetnym ambasadorem w Hiszpanii, od lat interesuje się Hiszpanią".
Arabski, nie ukończył nawet szkoły dla dyplomatów przy MSZ. Wychodzi na to,ze tak jak Arabskim można być kompletnym idiotą z dyplomacji, ale zn się dobrze z tymi,którzy synekury rozdają.
Arabski dostaje ambasadorską synekurę, Kilian już dostał prezesa Enei, wygląda na to,że Tusk w tym roku upadnie, wiec załatwia kolesiom miękkie lądowanie.
Arabski to chyba nawieszawszy buc w całej kancelarii.

p
papa

UBecja POdnosi czerwone łby.Tyleje,Olejniki,Lisy i reszta czerwono rožowego k.restwa atakuje zkazdej strony.Her Tussk,z wieprzem Arabskim szukaja wyjscia.Dziwne jak ten parszywy plemiel potrafi znosic krytyke.Taki przenikliwy,zimny,selfish asshole.

n
nm

Mozna powiedziec ze to jest ucieczka przed odpowiedzialnoscia przed Trybunalem Stanu za Smolensk !

i
ip

Imunitet dyplomatyczny bedzie na razie chronil wspolnika Putina ale jak dlugo...

G
Gość

I Tusk dobrze o tym wie. Chroni kumpla.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3